niedziela, 11 sierpnia 2013

Oliwki u Louisa



Dla wszystkich fanek (i fanów!) One Direction już na początku smutna informacja: tytuł tego posta nie ma najmniejszego związku z Louisem z Waszego ukochanego zespołu. Nie mniej jednak zachęcam do zapoznania się z poniższym wpisem, gdyż tytułowy Louis zapewne nie mógłby kupić Wam torebki, ale mógłby ją… zaprojektować.

źródło: wikipedia.org




Louis Vuitton. Burberry. Gucci. Valentino. Dolce & Gabbana. Armani. Prada. Wszyscy najwięksi mają swoje butiki na Via Condotti, najdroższej ulicy Rzymu. Zapewne tam wiele Włoszek (i nie tylko!) zapomniało o czymś takim, jak limit na koncie. Ja sama na wiadomość o tym, że będziemy przechodzić przez TĘ ulicę, od razu poczułam się mniej zmęczona (a miałam prawo taka być po około siedmiogodzinnym maratonie po stolicy Italii). Przygotowałam aparat, ale pech chciał, że przejście tą ulicą przypominało bieg na 200 metrów, mogłam więc jedynie pomarzyć o zatrzymaniu się przed którąś z witryn i gapieniu się, jak głupia na torebki w gablotkach, a co tu dopiero mówić o jakichkolwiek zdjęciach! Ale, ale… Ja tak łatwo się nie poddaję.


Na końcu ulicy znajduje się słynny Plac Hiszpański i tak samo słynne Schody Hiszpańskie, na których, aby zrobić zdjęcie bez tłumów, należy się pojawić około godziny piątej rano (co udało się Kasi Tusk, którą podziwiam za chęć tak wczesnego wstawania, która często procentuje świetnymi zdjęciami nie tylko nas Schodach Hiszpańskich, ale także między innymi na głównej ulicy Warszawy).

Schody Hiszpańskie, tylko schodów nie widać...

 
Wracając do sklepów… Kiedy reszta mojej grupy kolonijnej (pozdrawiam!) jadła, odpoczywała albo nalewała sobie wody do butelek (w Rzymie w wielu miejscach znajdują się wodopoje czy fontanny, z których spokojnie można pobierać zdatną do picia wodę, naprawdę niezastąpioną w czasie włoskich upałów), ja nieśmiało podeszłam do dwóch najbliższych witryn i cyknęłam parę fotek. Wcześniej słyszałam, że w niektórych szybach można dostrzec znak informujący, iż tutaj nie wolno fotografować… Jednak ja takiego obrazka nie zauważyłam, wobec tego cała w skowronkach mogę powiedzieć, że mam zdjęcia szyldów Gucciego i Diora! 






Na niektórych nie robi to żadnego wrażenia. I dobrze, bo gdyby wszyscy się tym zachwycali, zawiałoby nudą. Nie przekroczyłam progu żadnego z butików, myślałam, że jako zwykła śmiertelniczka, w dodatku nie w sukience za (przynajmniej) 2000 zł nie mam wstępu do tych zaczarowanych miejsc. Dowiedziałam się później, że zwyczajni turyści mogą wchodzić do sklepów na Via Condotti, a jeśli trafią do butiku Louisa Vuittona, to mają szanse załapać się na oliwki i szampana, który jest tam serwowany przez kelnerów, a także obejrzeć film wyświetlany na schodach… To się nazywa klawe życie. Szkoda, że w pobliskim warzywniaku nie rozdają chociażby darmowej oranżady.
Uściski!
PS. To już ostatni rzymski post, jednak Italia tak bardzo zawładnęła moim sercem, że spodziewajcie się kolejnych słonecznych wpisów. Zmierzamy na południe…



1 komentarz:

  1. W moim przypadku jest to miejsce, na którym się zawiodłam kompletnie, ponieważ... schody były akurat w remoncie! :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)