sobota, 11 stycznia 2014

Turyści w Warszawie=terroryści



Ciągnie mnie do wielkich miast. Piąta Aleja w Nowym Jorku, Oxford Street w Londynie przyciągają jak magnes. Wielkomiejski gwar ma w sobie coś, co mnie fascynuje. Może dlatego tak bardzo lubię odwiedzać naszą polską stolicę. Po czym poznać, że wjeżdżasz do Warszawy? Billboardy. Coraz więcej i więcej… W pewnym momencie masz wrażenie, iż poruszasz się aleją, tylko że zamiast równych rzędów lip czy brzóz, po obu stronach jak grzyby po deszczu wyrastają billboardy. Możesz się dowiedzieć, co nowego w kinie, zobaczyć szczerzącą się aktorkę, która jeszcze nie dała rady wyjść poza mały ekran, czy dowiedzieć się, jaka gwiazda przyjedzie tego lata do Polski. 




Warszawę odwiedziłam w swoim życiu już kilka razy, chociaż zdecydowanie częściej była ona jedynie przejazdowym miastem, przystankiem w drodze na granicę polsko-ukraińską.

Co podoba mi się w tym mieście? Na pewno nie korki. Z Warszawy wyjeżdżaliśmy godzinę (!). Największą zaletą stolicy są chyba… możliwości. Tyle galerii, tyle teatrów, kin, jeśli koncert, to często właśnie w Warszawie. To w tym mieście możesz stać się jedną z osób bijących brawo w Jaka to melodia. Studiowanie w stolicy to coś, o czym marzy większość. A jeśli chodzi o Warszawę w liczbach?




Subway – 23 restauracje, McDonald’s – 31 lokali (dane dla 2011r.), Starbucks – 13 kawiarni

Dla porównania mój ukochany Toruń: Subway – 2 restauracje, McDonald’s – 4 lokale, Starbucks – jedno wielkie zero 


Co udało nam się zobaczyć w Warszawie? Nasz program liczył cztery punkty (w sumie to 3 i pół). Belweder – starówka – sejm – Muzeum Powstania Warszawskiego.

Co powiecie na to, jeśli oznajmię Wam, że z dwóch miejsc nie mam ŻADNYCH ZDJĘĆ, z wyjątkiem tych robionych z zewnątrz? Zapewne spytacie: Dlaczego? A ja nie odpowiem, bo przecież jestem terrorystką.

Pamiętacie, jak opisywałam Wam obdukcję przed Reichstagiem? W Warszawie było jeszcze poważniej. Wszyscy czuliśmy się jak potencjalni mordercy, ludzie mogący wnieść bombę do środka, nawet w butach (w szczególności w glanach). Ani do Belwederu, ani do sejmu nie mogliśmy zabrać aparatów fotograficznych, co przyjęłam z wielkim żalem. Chociaż wyobrażam sobie, że prezydent mógłby się czuć dziwnie, gdybyśmy fotografowali dywan, po którym chodzi. Flesz z kolei mógłby przeszkadzać posłom w obradach… 
 



Nasza podróż, podobnie jak ta berlińska, zaczęła się w środku nocy. Słuchając koreańskiego popu i Backstreet Boys, dojechaliśmy na miejsce. Nie obyło się jednak bez niespodzianek (no wiecie, to przecież human). Zaparkowaliśmy kilka kilometrów od miejsca, do którego powinniśmy dotrzeć. Spacerek nad ranem na pewno nikomu by nie zaszkodził, ale w Belwederze wszystko musi chodzić jak w zegarku – skoro byliśmy umówieni na 9, minutka spóźnienia byłaby nie do przyjęcia.

Wylegitymowano nas, a następnie kazano przejść przez pikającą bramkę. Jeśli ktoś wydawał się podejrzany, to ochrona sprawdzała go również czujnikiem. Maszyna prześwietliła również nasze torby, które i tak musieliśmy zostawić w szatni. Jednak największym hitem były i tak niebieskie, stylowe ochraniacze na buciki. Nikt przecież nie chciał podeptać wiekowych dywanów panu prezydentowi. Wierzę, że nikomu nie uśmiechało się płacić za ich kosztowne czyszczenie.
 



W Belwederze udało nam się obejrzeć wystawę (ale pamiętajcie, dwa kroki od gablot!), jak również rozejrzeć się po pokojach, po których w wolnych chwilach przechadza się prezydent. Ciekawe uczucie.

Sukcesywnie zamykano przed nami drzwi, abyśmy, nie daj Boże, nie zobaczyli zbyt wiele. Mimo usilnych prób spotkanie z prezydentem nie doszło do skutku, a wierzcie mi, że wyciągaliśmy szyję tak wysoko, jak tylko się dało.

Z zegarkiem w ręku pani przewodnik pożegnała się z nami. W Belwederze zaczynało się bowiem jakieś tajne spotkanie... Przynajmniej dla nas tajne. Następny przystanek – Krakowskie Przedmieście.

Udanego weekendu! :)

Sara

4 komentarze:

  1. Jakoś Warszawa mnie do siebie nie przekonuje... koojarzy mi się z wielkimi skupiskami ludzi i zakorkowanymi ulicami :D Ale, pod względem turystycznym rozpatrując, jest pare miejsc, które bym chciała zobaczyć.
    Co do knajp - do niedawna mielismy w Grudziądzu tylko maka, wybudowanie alfy wzbogaciło nasze miasto o parę restauracji śmieciowych, ale starbucksa to my też nie mamy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie Warszawa jest zbyt przytłaczająca - zdecydowanie wolę urokliwy Kraków albo Wrocław pełen krasnali ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. i pomyśleć, że do zamku królewskiego w Sztokholmie, w którym rodzina królewska cały czas mieszka, można normalnie wejść i pozwiedzać, bez przeszukiwania i histeryzowania. zdjęć robić w prawdzie nie można, no ale to akurat zrozumieć mogę. a z Warszawą mam tak, że bywam w niej regularnie, a w żadnym z wymienionych przez Ciebie ważnych miejsc nie byłam. w ogóle, z takich turystycznych masthewów to widziałam jedynie zoo i centrum nauki kopernik (♥). bieda trochę... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Heya this is somewhat of off topic but I was wanting
    to know if blogs use WYSIWYG editors or if you
    have to manually code with HTML. I'm starting a blog soon but have no coding know-how so I wanted to get advice
    from someone with experience. Any help would be greatly appreciated!


    Feel free to visit my web site :: weight loss during menopause

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)