środa, 26 lutego 2014

Kupować czy nie kupować?

Słowa, które wypowiadam najczęściej? Wcale nie: Co dziś na obiad?
Myślę, że dość często z moich ust wypływa takie oto zdanie: Wszystko ma swoje plusy i minusy. Oczywiście istnieją sytuacje, w których szukanie zalet wydaje nam się niemożliwe i takie, w których znalezienie ich byłoby... nie w porządku. Jednak najczęściej doszukujemy się wad, uszkodzeń i nieprzyjemności tam, gdzie one wcale nie istnieją! Po co sobie tak utrudniać? 
Chociaż jeśli nie możecie się zdecydować, zastanowienie się nad korzyściami i stratami, nad wadami i zaletami danej decyzji, może pomóc wam ją podjąć. Nie lubię odrabiać za innych zadań domowych, jak już to mogę dać spisać :D Dzisiaj pozwalam wam skopiować plusy i minusy kupowania w lumpeksach. Tylko, ciii, wasz nauczyciel od...wiedzy o lumpeksach (? :)) nie może się dowiedzieć. 

Jako że jestem optymistką, zacznę od plusów!

+ taniej, taniej, taniej! Taniej niż gdziekolwiek indziej. Oczywiście może zdarzyć się tak, że znajdziecie bluzkę, która w najdroższym dniu, czyli dniu dostawy, kosztuje dokładnie tyle samo, co koszulka w sieciówce na pozimowej wyprzedaży... Ale to wyjątki. Po wizycie w lumpeksie możecie wrócić z wypchanymi siatkami ciuchów, zostawiając w sklepie kilkadziesiąt, a czasami nawet kilkanaście złotych. Taniej da się kupić wszystko - od koszulek, poprzez spodnie, na płaszczach i kurtkach (czyli rzeczach, które do niedrogich nie należą) kończąc. Po co przepłacać?
+ perełki i wyjątkowość. Niektórzy nade wszystko cenią oryginalność. Jeśli kupią bluzkę z jakimś szpanerskim napisem w sieciówce, mogę założyć się o to, że spotkają drugą osobę w takiej samej koszulce na ulicy. W second-handach znajdziemy ubrania ze sklepów, których nie ma w Polsce, ze starszych kolekcji, a czasami nawet zupełnie wyjątkowe, które zostały kupione w jakimś niewielkim, osiedlowym butiku w Wielkiej Brytanii albo uszyto je na miarę dla jakiejś Norweżki. Nie spotkamy swojego klona na ulicy :)
+ liczy się jakość. Tak właściwie to powinnam wpisać tę frazę zarówno w minusach, jak i plusach, gdyż w lumpeksach znajdziemy i ubrania, które naprawdę nadają się tylko do wytarcia nimi czegokolwiek, a może i nie, bo prędzej się podrą, i takie, które są wykonane z dobrego i trwałego materiału (gdyby nie były, to myślę, że mogłyby przybrać formę strzępek już u poprzedniego właściciela).
+ drugie życie ubrań! Lumpeksy to w pewnym sensie zaczarowane krainy, a raczej portale stanowiące przejście do takich :) Gdy komuś znudziła się dana rzecz, oddaje ją, a inna osoba ją skróci, przerobi, coś odpruje, coś doszyje i uczyni ją dla siebie wręcz doskonałą. Dlaczego by nie korzystać z tej okazji?
+ klasyka ponad wszystko. To mój bardzo subiektywny argument. Zazwyczaj kupuję w lumpeksach rzeczy, które przydadzą się w szafie każdej kobiety:) Ubrania klasyczne, pasujące do wielu zestawów, będące bazą do bardziej ekstrawaganckich części garderoby. Szkoda przepłacać za rzeczy naprawdę zwyczajne w markowych sklepach, skoro można zapłacić grosze w lumpeksach.
+ taki wybór, że nie wiadomo co wybrać. W lumpeksach na wieszakach wiszą setki skarbów, jednak wadą jest to, że jeśli jeszcze przed zakupami postanowicie sobie: Kupię sobie czerwoną marynarkę z łatami na łokciach, to istnieje prawdopodobieństwo, że jej nie znajdziecie. Albo znajdziecie, ale taką nie w Waszym rozmiarze. Bądź taką bez łat. Lub też z materiału takiego, który Was gryzie. Lumpeks to trochę jak koło fortuny - raz się uda, raz nie.

Ale żeby nie było tak kolorowo przedstawię również minusy. Będzie trudniej, gdyż ja staram się te minusy niwelować, nie przejmować nimi lub zwalczać. Jak będzie z Wami, zdecydujecie sami. :)


- wypierz mnie, proszę! Kiedy kupujemy ubrania w sieciówkach, rzadko zaczynamy od prania ich. Tymczasem ubrania z lumpeksów tego wymagają, w głównej mierze ze względu na zapach, którego nabrały wisząc wśród wielu innych ciuchów lub leżąc w kartonach... Jednak myślę, że przez wrzucenie jednego ubranka więcej do pralki czy nawet wyczyszczenia danej rzeczy ręcznie (co jest konieczne przy niektórych tkaninach bądź intensywnych, farbujących kolorach) korona nam z głowy nie spadnie. :)
- ale jak to zamknięte?! Lumpeksy niestety nie są czynne do późnych godzin wieczornych, ba, niektóre w soboty zamykane są jeszcze prze obiadem. Co, jeżeli ktoś pracuje, chodzi do szkoły, a w sobotę chce dłużej pospać? Chodzenie po lumpeksach wymaga czasu. Nie dziesięciu, nie dwudziestu minut, ale czasami godzin. Przesuwanie wieszaków, kopanie w stertach mniej i bardziej gustownych kreacji jest czasochłonne. Niektórzy wolą pójść na łatwiznę, zapłacić więcej, ale kupić coś szybciej i łatwiej. Tutaj musicie zdecydować, co jest dla Was ważniejsze - czas czy pieniądze? Osobiście powiem Wam, że mnie spacery po lumpeksach męczą, ale jednocześnie sprawiają ogromną radość - tyle ubrań w przystępnych cenach, tyle inspiracji! 
- lepsze niż Chodakowska. Przesuwanie wieszaków to lepsze niż ciężarki, a przepychanie się między osobami, które myślą, że są od nas sprytniejsze, to prawdziwy bieg przez płotki :D Po wizycie w kilku lumpeksach można dyszeć jak po maratonie ewent. słynnym Chodakowskim killerze.
- przecież ktoś to nosił! Tak mówi większość osób przestraszonych samą myślą, że w lumpeksach są przecież ubrania UŻYWANE. Dla niektórych jedno, dwa, a nawet trzy prania nie wystarczą - i tak nie ubiorą czegoś, co miał na sobie ktoś zupełnie nieznany, z nie wiadomo jaką przeszłością... Jako ciekawostkę powiem Wam, że w ciuchlandach można znaleźć też rzeczy nowe, sprowadzone z innych krajów, tylko że ze starszych kolekcji :) Nie dalej jak dwa tygodnie temu natknęłam się na torebkę z Primarka z metką. Kosztowała 3 funty. Można? Można :)


Zachęcam Was do lektury poprzedniego posta o second-handach, a także do komentarzy pod nim - niektóre historie z życia lumpeksów zaskakują i szokują.
Oczywiście nadal możecie mi zadawać pytania, na które postaram się odpowiedzieć w specjalnym wpisie już niebawem :) Dziękuję za te, które napisaliście pod poprzednią notką.
Sara

5 komentarzy:

  1. Ja zgadzam się z Tobą w 100 % , po prostu jak to czytam to wydaje mi się , że ja to powiedziałam. Mam identyczny stosunek do sh : D
    Poklikasz w banery ? http://re-belious.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet te minusy nie zniechęcają, bo od razu można postawić kontrargumenty :) Lumpeksy są popularne i chyba nie odejdą do lamusa, uwielbiamy je co tu dużo mówić... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. a mnie odrzuca fatalny zapach w lumpeksach

    OdpowiedzUsuń
  4. rzadko kupuję coś w sh, bo po prostu wydaje mi się że nie umiem tam kupować. Jeśli mam iść do nich to tylko z kumpelom bo ona jest mistrzynią w wyhaczaniu tam ciuchów i z nią umiem kupować :D

    OdpowiedzUsuń
  5. ja mam w planach się wybrać w najbliższym czasie do sh :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)