piątek, 7 lutego 2014

Viva España



Tyle osób żyje Igrzyskami w Soczi. Ja tam w dalszym ciągu myślę o EURO 2012…

Półtora roku temu przez ponad 90 minut byłam najszczęśliwszą dziewczyną w Polsce. Ba, nawet w całej Europie. Co prawda najpierw musiałam przejść przez jakieś bagno, później przeżyć kilkanaście sekund grozy, ale… od początku.


Tatuuuuuś, pojedziemy?

Bilety były w sprzedaży kilka miesięcy przed EURO. Ceny powalały jednak na kolana. Gdy dowiedziałam się, że bilet udało mi się… wygrać, dosłownie, skakałam ze szczęścia. Był on przechowywany w domu jak skarb. Okazało się, że wycieczka szkolna odbywa się w tym samym czasie co mecz… Ale także w tym samym mieście. Nie było więc żadnych problemów, wręcz przeciwnie – spędziłam w Gdańsku wiele wspaniałych godzin, a moja pani od polskiego życzyła mi dobrej zabawy.
  


Jak na fashionistkę przystało…

Sprawiłam sobie kolczyki piórka w kolorach hiszpańskiej flagi. Właśnie – chyba zapomniałam o najważniejszym. :D W meczu rywalizowała ze sobą reprezentacja Hiszpanii i Irlandii. Postanowiłam zaszaleć i pokazać wszystkim, że moje serce należy do piłkarzy z południa. Do tej pory pamiętam jak na ławce w centrum handlowym moja chrzestna malowała mi paznokcie, a na osiedlowym parkingu mama próbowała wyczarować na moich policzkach miniaturowe flagi. Pech chciał, że padał deszcz. I tak byłam dobrze przygotowana – znienawidzona przeze mnie kurtka przeciwdeszczowa miała kolor…czerwony.




Ale gdzie tu jest wejście?!

Droga do nowiutkiego stadionu nie przypominała w niczym sopockiego deptaka, prędzej bagnisty, zapadający się teren… Ale z ekscytacji to chyba zbytnio się tym nie przejęłam. 
 



Łzy strachu i szczęścia

Kiedy stadion był nie tylko w zasięgu moich oczu, ale także rąk, musiałam pożegnać się ze wszystkimi i dalej pójść sama… Bałam się, ale nie było odwrotu, poza tym, nie mogłam opuścić tak niecodziennego wydarzenia, które prędko się raczej nie powtórzy. Po wejściu na teren otaczający stadion byłam zbyt oszołomiona, by grzecznie podziękować hostessie, która wręczyła mi jakieś gadżety od sponsorów. Po chwili próbował dobijać do mnie jakiś cudzoziemiec, ale spławiłam go, mówiąc, że nie jestem sama. Co było jednym wielkim kłamstwem. Chociaż… w sumie to miałam wokół siebie mnóstwo pozytywnie nastawionych fanów piłki nożnej. Nie byłam sama.:)



Kocham Was wszystkich!

Przed meczem udało mi się sfotografować wszystko co możliwe. Pełna endorfin i adrenaliny odważyłam się także na zdjęcia z innymi czerwono-żółtymi wielbicielami piłki :) Do dziś pamiętam tę cudowną atmosferę, która panowała wokół. Uśmiech nie schodził mi z twarzy.



Krzesełka niepotrzebne

Cały mecz stałam. Na zmianę klaskałam, krzyczałam i machałam rękoma. Na telebimie mnie chyba nie pokazali (a to szkoda, taka sława by była…). Pamiętam muzyczkę wydobywającą się z głośników po każdym golu. A strzelono ich aż… 4. Za każdym razem do bramki trafiali Hiszpanie.




Viva España!

Tak krzyczałam, gdy wyszłam, a raczej wybiegłam ze stadionu wypełniona radością i optymizmem. Od rodziców dostałam wówczas flagę, którą machałam na wszystkie strony. Do tej pory wisi ona na mojej szafie i przypomina mi o tym niezwykłym dniu…




A czy Wy także macie piłkę nożną w swoich sercach? Byliście kiedyś na jakimś meczu? Może właśnie podczas EURO 2012?

Sara



Prezent na nieurodziny? - lajk :)

6 komentarzy:

  1. dziekuje kochana, trzymaj tak dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam na tym stadionie. Co prawda nie na meczu, ale na zwiedzaniu tylko...

    Ja z niecierpliwością czekam na Mistrzostwa Świata, gdzie moje serce będzie podzielone między Brazylię i Hiszpanię ;) I rodzinne obstawianie wyników... <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Ja pewnie też bym robiła zdjęcia wszystkim i wszystkiemu co bym tylko zobaczyła ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Ci tego meczu. Marzył mi się mecz Włochy-Hiszpania ale dostanie biletów na EURO graniczyło z cudem, tym większa moja zazdrość, że byłaś prawdziwym światkiem tych wydarzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kompletnie nie rozumiem zafascynowania piłką nożną. Mnie ten sport zwyczajnie... nudzi. Serio. Najlepszy sposób na uśpienie mnie to włączenie mi meczu piłki nożnej. A stadiony traktuję raczej jako potencjalne miejsca, w których mogłyby się odbywać... koncerty! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wierzę! Jakbym wygrała bilet na mecz Hiszpanii to chyba bym umarła ze szczęścia bo to drużyna której zawsze (poza Polską) kibicuję :) My obydwoje cztery lata temu pracowaliśmy na wolontariacie na EURO w Warszawie. Nie, nie mogliśmy wchodzić sobie na mecze, więc ja nigdy na żadnym prawdziwym meczu nie byłam :P Ale dzięki tamtemu wydarzeniu i pracy na wolontariacie się poznaliśmy, więc piłka nożna tym bardziej ma dla nas znaczenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)