poniedziałek, 16 czerwca 2014

Biały łabędź i SMS dziewiętnastego wieku



Podróże na wschód. Nie ten daleki, ale też nie ten zwany bliskim. Właściwie to wypad za miedzę. Przeraża, nuży, fascynuje? A może zaskakuje?

Wybrałam się na Litwę wraz z osobami z mojej szkoły. Wycieczka, pierwotnie klasowa, stała się zbiorem uczniów z różnych roczników. Odwiedziliśmy w sumie cztery miasta. Dzisiaj chciałabym Wam opisać Kowno, czyli Kaunas. Gdy moja mama zobaczyła pocztówkę z tą nazwą, zapytała: Byłaś w Cannes? :D

Gdy wjeżdżaliśmy do Kowna, stolicy Litwy w okresie międzywojennym, do złudzenia przypominało mi ono Świecie. Nie była to zachęcająca perspektywa, gdyż w Świeciu raczej nie znajdziemy mnóstwa zabytków, a miasto to słynie jedynie z papierni. Jakie okazało się zatem Kowno?

Na parkingu powitało nas gigantyczne graffiti i… pani Janina, kobieta z krzepą, która już dawno przekroczyła sześćdziesiątkę, a może nawet i siedemdziesiątkę, mimo to pojawiła się na obcasach i niełatwo było jej dotrzymać kroku. Z podziwem i miłością w głosie mówiła o Polakach i naszym papieżu. Oprowadziła nas po Kownie, opowiadając historię z typowym dla Polaków mieszkających na Litwie akcentem. Właśnie! Akcent. To coś, co na długo zapadnie mi w pamięć. Polacy, którzy oprowadzali nas po litewskich miastach, nie wymawiali Ł, często także ó zamieniało się w o. Szkoda, że akcentu nie możecie zobaczyć. Ale wierzcie mi, że był odmienny. 


Zabytki litewskie to przede wszystkim kościoły. Przekonałam się o tym w Wilnie, w którym odwiedziłam nie mniej niż 5 świątyń, ale także w Kownie. Ta, która nie przepada za zwiedzaniem kościołów, wybrała się na Litwę! 




Co szczególnie zwróciło moją uwagę w Kownie?

    • Słup choinkowy sprytnie zagospodarowany wiosną. Niewątpliwie wygląda o wiele lepiej, niż gdyby miał psuć krajobraz swoimi gołymi, metalowymi prętami. Słup znajduje się przed Białym Łabędziem, czyli ratuszem.  








    • Mickiewiczowskie okna. Najwięcej śladów po naszym narodowym wieszczu jest, rzecz jasna, w Wilnie, ale w Kownie też można pójść jego tropem. Znajduje się tam chociażby budynek, w którym mieszkał. Okna już pewnie wymienione, ale pani Janina wskazała nam te, które należały do pokoju Mickiewicza. Anegdotka wprost od pani przewodnik: gdy poeta mieszkał w Kownie i chciał wybrać się do swojej przyjaciółki mieszkającej w kamienicy naprzeciwko, zerkał przez okno. Kiedy doniczka stała na parapecie, oznaczało to, że tego dnia Adam nie powinien pojawiać się w gościach. Pani Janina nazwała to dziewiętnastowiecznym esemesem. ;)


    • Zupełny brak tłumów. Mijaliśmy dosłownie pojedynczych przechodniów. Był środek dnia, ale w Toruniu, o tej porze na Szerokiej nietrudno spotkać kogoś znajomego. W Kownie najwidoczniej wszyscy ciężko zapracowani. ;)

    • Ruiny zamku z XIV (!) wieku



    • Budki telefoniczne. Myślałam, że Londyn wyczerpał już zasób czerwonych budek. Okazało się, że w Kownie mają podobne. Napis TELEFONAS widoczny jest już z daleka. W Polsce budki są regularnie likwidowane, natomiast w takim litewskim Świeciu, szczycą się mianem małej atrakcji turystycznej.



    W tym przemysłowym mieście próbowałam dostrzec jego uroki. Szukałam kwiatów, fontann i próbowałam poczuć kowieński klimat przed opuszczeniem miasta. Czy mi się to udało?








    Udanego tygodnia!

    Sara




    2 komentarze:

    1. Cudowne zdjecia! Niesamowita taka wycieczka, tak inna od wizyt w zachodnich pelnych przepychu miastach...
      visit me soon on http://pearlinfashion.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń

    Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
    Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)