wtorek, 1 lipca 2014

Wesołe jest życie... turysty na Litwie




Z każdej podróży, nawet tej najkrótszej, można wyciągnąć jakieś wnioski. Zebrałam w jednym miejscu myśli, które plątały się w mojej głowie przed wyjazdem na Litwę, w trakcie pobytu w tym kraju i po powrocie. Plątanina cierpliwie rozplątałam i tak oto powstał subtelny poradnik dla łaknących podróży do naszych wschodnich sąsiadów.





Co warto kupić?

Nic.

Z Litwy najwięcej przywiozłam… pieniędzy. Szkoda mi było kasy na tandetę, która byłaby tylko zbieraczem kurzu. W dodatku niezbyt ładną tandetę. Postawiłam więc na słodycze i… no właśnie, trudno przyporządkować to COŚ do jakiejś kategorii. Serki w polewie. Szukałam ich wśród serów, wśród słodyczy, znalazłam niedaleko jogurtów. To coś na kształt słodkiego twarogu w kształcie małych batoników polanego czekoladą albo karmelem, o smaku waniliowym, orzechowym, makowym… Tanie i pyszne. Obawiałam się, że nie dam rady dowieźć serków do domu, w końcu powinny być przechowywane w lodówce, ale okazało się, iż reklamówka i pudełko śniadaniowe wystarczyło :D Poza tym – czekolady. Co jak co, ale żywot jednej tabliczki czekolady w moim domu trwa zaledwie jedno popołudnie. Ewentualnie jeden program telewizyjny. 
 




Jeśli chodzi o orientacyjne ceny na Litwie:

  • pocztówki najczęściej można było kupić za 2 lity,

  • średnią pizzę udało nam się znaleźć za 22 lity,

  • za rozkoszowanie się latte dałam 6 czy 7 litów.

Ceny nieco podobne do tych u nas, w złotówkach.

Oprócz słodyczy przywiozłam też pocztówki. Część z nich już poszybowała w świat. :)




Na jaką pogodę się nastawiać?

Na żadną, bo się zawiedziecie. Albo na… zmienną! To chyba pojęcie bardzo dobrze znane nam, Polakom, ale na Litwie jest… jeszcze gorzej. Trzeba mieć przy sobie zarówno okulary przeciwsłoneczne, jak i parasol. Moje ałtfity w ciągu trzech dni pobytu na Litwie przeszły niemałą metamorfozę – zaczęło się od krótkich spodenek, skończyło na trzech warstwach, w których nadal było mi zimno.








W jakim języku się dogadać?
Ha! To dobre pytanie. Byłam pewna, że na Litwie będę w stanie porozumieć się po polsku. Rozważałam jeszcze rosyjski (którego nie znam, ale co tam, dogadać bym się dogadała, haha). Ostatecznie nigdzie po polsku nie rozmawiałam, po rosyjsku wcale, a przydatnym językiem okazał się jedynie angielski. A nie, przepraszam bardzo! W supermarkecie, kiedy szukałam wraz z kolegą (pozdrawiam, Miłosz!) wspomnianych wcześniej serków i koncentrowałam się na poprawnym przeczytaniu ich nazw z przywiezionych z domu notatek, starsza, przemiła ekspedientka zaoferowała swoją pomoc… w języku… polskim! Pamiętam, że byłam wtedy bardzo pozytywnie zaskoczona. Spytała też, skąd przyjechaliśmy i chyba nawet skojarzyła nazwę Toruń (na pocztówkach zwykle piszę ludziom, że Toruń znany jest ze słodkich pierników, astronoma Mikołaja Kopernika i Krzywej Wieży bądź też Starówki wpisanej na listę UNESCO :)).

Pozdrawiam i tym samym kończę litewską relację na blogu. :) Pochwalę się Wam, że już wiem, na podbój jakiej europejskiej stolicy muszę się szykować… I to jeszcze w te wakacje. Możecie zgadywać. :)

Sara





PS Dobrze, że udało mi się zrobić zdjęcia serków i czekolad zaraz po powrocie. Na drugi dzień większości na próżno próbowałam szukać w lodówce.

PPS Poprzedni post chyba bardzo Wam się spodobał… Ryzykuję to stwierdzenie, patrząc na liczbę jego wyświetleń. :) Jeśli ktoś nie widział pełnego radości, kolorów i otwartości wpisu, to zapraszam. Kolejny Festiwal Kolorów – za rok.
 


2 komentarze:

  1. Na Litwie chyba nie chcą rozmawiać po rosyjsku lub polsku (ze względów historycznych) Wiadomo,że wszyscy starsi ludzie ok.60-tki znają rosyjski lecz nie chcą mówić po rosyjsku.Moja koleżanka z Wilna zna polski, bo ogląda naszą telewizję. Nawet w sklepach udają, że nie znają :( Trochę to przykre... Ja kupiłam sobie kwas chlebowy, kindziuk (uwielbiam) taki prawdziwy w pęcherzu, nalewkę z leczniczych ziół i żurawinową oraz żytni , prawdziwy chleb litewski. Za słodyczami nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie głosy też dochodziły do mnie przed wyjazdem - że ze względów historycznych Litwini mogą nie chcieć rozmawiać po rosyjsku bądź po polsku. Tym bardziej zrobiło mi się miło i ciepło na sercu, gdy pani w sklepie zrozumiała, co powiedziałam i sama mówiła po polsku.
      Ale masz rację, starsze osoby rosyjski niewątpliwie znają.
      Chleb litewski jest warty kupna, tu się zgodzę! :)
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)