niedziela, 26 października 2014

Szwecja jak z obrazka



Przyszedł wreszcie czas na post podsumowujący całą wyprawę do Szwecji – kraju z widokami jak z obrazka, w którym tylko pogoda potrafi być wredna. Podzieliłam dzisiejszy post na kilka części i mam nadzieję, że uda mi się wszystko klarownie wyjaśnić. Oczywiście w Szwecji byłam zaledwie kilka dni, więc mogę podzielić się jedynie tym, co udało mi się zaobserwować - żaden ze mnie skandynawski ekspert. Ale może komuś z Was te wskazówki przydadzą się w przyszłości, zachęcą do zobaczenia Szwecji albo sprawią, że powrócą wspomnienia :)? Jeśli macie jakiekolwiek pytania, nie wahajcie się ani chwili, może akurat będę znała odpowiedź. A jak nie, to poszukamy jej wspólnie. :)

Szwedzka rodzina królewska - od lewej księżniczka Magdalena, król Karol XVI Gustaw, królowa Sylwia, książę Karol Filip i księżniczka Wiktoria, czyli następczyni tronu.
Możecie mi nie wierzyć, ale to ta sama księżniczka Magdalena, która na pierwszej pocztówce. Obecnie mieszka w Nowym Jorku z mężem biznesmenem, mają malutką córeczkę.

1. Jak dotrzeć?
My płynęłyśmy promem, wysiadłyśmy w Nynäshamn, skąd zabrała nas kolejka. Jechałyśmy z przygodami i przesiadką, ale dotarłyśmy całe i zdrowe, chociaż nieźle zmarznięte. Swego czasu jednym z moich ulubionych zajęć było śledzenie strony z tanimi lotami - do Sztokholmu promocje pojawiają się bardzo często, można lecieć już za kilkadziesiąt złotych, musicie tylko wziąć poprawkę na to, iż odległość od lotniska do samej stolicy jest całkiem spora - dodajcie więc koszty dojazdu.
 
Okręt Vasa



2. Co warto zwiedzić? Jakie są ceny?
Czy Szwecja faktycznie jest taka droga? Cóż… tania nie jest. Chodzi tu głównie o przelicznik złotówek na korony szwedzkie. Korona to około 50 groszy i tak np. za kanapkę w Macu zapłacicie 10 koron, z kolei kawę możecie znaleźć już za 15 koron. Pocztówka to koszt 5 bądź 3 koron. Wydaje się, jakby tragedii nie było… Jednak jeśli chodzi o muzea, to już może nam zrzednąć mina. Ceny bowiem wahają się od 100 do nawet 160 koron szwedzkich. Dlatego, po długich rozważaniach, kupiłyśmy dwudniowe karty sztokholmskie. Dwie takie karty kosztowały nas 950 koron, a pozwoliły wchodzić praktycznie wszędzie, gdzie chciałyśmy, jeździć bez końca autobusami, tramwajem i metrem (nawet tylko po to, aby pooglądać stacje, które wyglądają jak małe dzieła sztuki!), a także dostać się ze Sztokholmu do Nynäshamn, miasteczka, w którym cumował nasz prom. Czy karta była udanym zakupem? Tak, tak i jeszcze raz tak! Dzięki niej miałyśmy okazję pogłaskać owieczki w Skansenie, obejrzeć kilkuwiekowy okręt w Muzeum Vasa, zobaczyć, jak mieszkał niegdyś monarcha z rodziną w apartamentach królewskich, podziwiać widok na calutki Sztokholm, z jego 30.000 wyspami z wieży telewizyjnej mierzącej aż 155 metrów, przenieść się do krainy dzieciństwa czyli Junibacken i wejść (ale tutaj niestety tylko w znaczeniu przekroczyć bramę wejściową , gdyż za każdą atrakcję trzeba było płacić osobno) do ogromnego wesołego miasteczka - Gröna Lund. Poza tym, nawet gdy chciałyśmy podjechać zaledwie jeden przystanek, bo nogi odmawiały nam posłuszeństwa, a ciekawość i zapał nie pozwoliły wrócić do hostelu, bez wahania wsiadałyśmy do jakiegokolwiek środka komunikacji miejskiej, która jest w stolicy naprawdę punktualna. W Sztokholmie powinno wsiadać się tylko przednimi drzwiami, gdyż nie ma tam kasowników – bilety, a raczej specjalne karty, przykłada się do czytnika znajdującego się obok stanowiska kierowcy.

3. Co mnie pozytywnie zaskoczyło?

Może Wy wcale nie będziecie zdziwieni lub też poczujecie się troszkę zawstydzeni, ale w Szwecji każdy mówi po angielsku! Zaczepiłam panią uprawiającą jogging – wytłumaczyła mi ze wszystkimi szczegółami, jak dotrzeć do wieży, spytałam taksówkarza – życzliwie wytłumaczył mi drogę do hostelu, kierowcy autobusów, sklepikarze, wszyscy uprzejmie pomogą nam, bez problemów posługując się angielskim. Czy to nie piękne? We Włoszech nie ma tak dobrze. A wyobrażacie sobie, co by było w Polsce? Pokolenie chociażby moich rodziców w większości nie zna angielskiego… Niestety. :( Natomiast jedyne słowo, jakiego ja nauczyłam się w języku szwedzkim (którego nota bene w ogóle nie mogłam zrozumieć), to dziękuję - tack.





3. Co warto zabrać?

Nie trzeba zabierać żadnych przejściówek do gniazdek, ale nie zapomnijcie spakować do walizki ciepłych, najlepiej chroniących przed wiatrem ubrań i parasoli! 





4. Co warto przywieźć?

Konika :) Sklepów z pamiątkami nie brakuje, wydaje mi się, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja już tradycyjnie przywiozłam słodycze, mnóstwo zdjęć, pocztówek i pięknych wspomnień.





5. Co mnie negatywnie zaskoczyło?

Ogromna liczba żebraków na ulicach… W tak zamożnym kraju…

Mam nadzieję, że pozwoliłam Wam choć na moment zachwycić się Szwecją przez te kilka tygodni, podczas których skrupulatnie opisywałam moje wrażenia i przeżycia. Która atrakcja jest Waszą ulubioną? 
Udanego tygodnia!
Sara




16 komentarzy:

  1. nie byłam tam nigdy

    _____________________
    fashionblogger,styling&makeup
    www.justynapolska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne pocztówki!!! ;)

    teraz to tym bardziej muszę pojechać do Szwecji ;) a raczej popłynąć ;) a wiesz że nawet dziś patrzałam na ceny biletów na lato 2015,ale nic nie znalazłam ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że trochę później będą, ja teraz na mejla dostaję oferty dot. np. lotów do Malmo (78zł w dwie strony) na listopad... Mam nadzieję, że uda Ci się coś znaleźć, Szwecja jest na pewno warta odwiedzenia, ale latem! Skoro mnie było zimno już w sierpniu, to jak tam musi być zimą xd?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja tylko orientacyjnie ;-) ale jak będę miała w planach odwiedzić Szwecję to tylko latem ;)
      OooOOo nawet nie wyobrażam sobie zimy tam;P musi być bardzo zimno ;P

      Usuń
  3. Widzę, że zgromadziłaś zapas pocztówek /i nie tylko :)/. Rodzina królewska wygląda świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby karta obejmowała wstęp na wszystkie atrakcje wesołego miasteczka to chyba bym się w któryś weekend spakowała i dwa dni szalała na wszystkich karuzelach, rollerach i innych urządzeniach. Swoją drogą takie karty są w innych krajach bardzo popularne, ja korzystałam z podobnej karty Salzburskiej kiedy byłam w Austrii. Rozwiązanie super, jeśli się chce dużo zwiedzić, pozwala naprawdę zaoszczędzić. Ta wtedy - pamiętam - uprawniała też do zniżek w restauracjach i knajpach (nie wszystkich, ale było ich bardzo dużo do wyboru).
    A pierwsze co zrobiłam to oczywiście zwróciłam uwagę na pocztówki - świetne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wsiadłam tylko na jeden roller coaster, bo, tak jak wspominałam w jednym z poprzednich postów, wesołe miasteczko to i tak był niezaplanowany wydatek ;) Wstęp na karuzelę to od 1 do 4 kuponów z tego, co pamiętam, koszt kuponu to 20 koron, czyli 10 złotych. Ale można też kupić jakieś zbiorcze kupony, tak, że bardziej się opłaca.
      Wiem, że w Berlinie też jest taka karta np., dobrze, że myśli się o turystach ;) Nam nasza karta na knajpki zniżek nie dawała, więc pozostały nam zupki chińskie i McDonald's, haha.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Pocztówki są piękne! I na słodycze bym się chętnie skusiła :)

    P.S. Dziś do mnie dotarła pocztówka z Inowrocławia. Dziękuję bardzo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że dotarła bezpiecznie i mam nadzieję, że się podoba! Pozdrawiam

      Usuń
  6. Swietny blog, chętnie poczytam trochę o Szwecji :) Widoki piękne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mmm słodycze wyglądają na dobre :D pierwsza pocztówka z napisem Stockholm genialna! Wkrótce wybieram się do Szwecji, więc pewnie wyjadę stamtąd z pocztówkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były pyszne, zdjęcia musiałam zrobić zaraz po przyjeździe, bo po kilku dniach po łakociach nie było ani śladu.
      Mam nadzieję, że Twoja wycieczka do Szwecji będzie bardzo udana. :)

      Usuń
  8. Bardzo fajne podsumowanie :). W ogóle bardzo mi się podobają sztokholmskie kartki - niestety, w innych szwedzkich miastach trudno trafić na takie ładne...
    A co do żebraków, to cała Skandynawia ma z nimi problem.Właśnie dlatego, że - jak wspomniałaś - to zamożne kraje i żebracy np. z Rumunii zjeżdżają tam bez ograniczeń...
    Pozdrawiam serdecznie ze Sztokholmu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zebracy to problem importowany z Rumunii dzieki Unii i wolnemu przemieszczaniu sie "migrantow". Dania i Norwegia juz zabrania zebractwa ale Szwecja nie i dlatego zebracy teraz buduja legowiska w srodku miasta, gdzie spia i zajmuja sie zebraniem, kradziezami itp. Ludzie w Szwecji sa naiwni i inni ich wykorzystuja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie bez powodu Szwecja wybierana jest jako nowa ojczyzna dla ludzi z Europy i poza nią. Podobno nawet do klimatu można się w niej przyzwyczaić, chociaż ja wolę znacznie wyższe temperatury, więc jak Szwecja, to tylko latem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)