sobota, 10 stycznia 2015

5 największych kłamstw Rzeczypospolitej



„On mnie wcale nie obchodzi.” to jedno z największych kłamstw. Ale nie jedyne.

Paryż moim drugim domem!

Ach, nigdy nie zapomnę tym deszczowych dni, kiedy wraz z bratem przechadzaliśmy się brzegiem Sekwany.Wieża Eiffla zdawała się unosić w powietrzu, zupełnie tak, jakby nie była ze stali… Język francuski delikatnie pieścił moje uszy, wydawał się taki dźwięczny! Rogaliki jedzone na śniadanie wcale nie tuczyły, a butiki Louboutina odwiedzałam częściej niż sklep spożywczy. (Ale tylko dlatego, że w tym drugim sprawunki załatwiała moja osobista służąca.)




Na randce z chłopakami z One Direction

Para na randce? To już przeszłość! Najlepiej zgarnąć kilku chłopaków naraz. Tak też zrobiłam. Nikt nie protestował, ba, domagali się wspólnej kolacji. Niestety, w ferworze obowiązków, mogłam zaoferować im tylko krótki lunch i przelotnego buziaka. Tylko co robią te dziewczyny tuż obok moich adoratorów? Ach, to pewnie znowu te szalone fanki…
 



Mój przyjaciel – Krecik

Myślałam, że są smutne, żyją pod ziemią i nigdy się nie uśmiechają. Nic bardziej mylnego! To przemiłe zwierzątka, które chętnie zapozują, jeśli tylko je o to poprosisz (i pokażesz swoje opalone nogi). Pomachają, jeżeli są w dobrym humorze. Nie noszą jednak spodenek, podobnie jak Puchatek, nie chcą jednak ucierpieć jak on i zyskać miano hermafrodyty, dlatego subtelnie zakrywają to, co powinny mieć pod spodniami. A co tam mają, to już ich sprawa.




Już mi niosą suknię z welonem…

Wszystko już zamówione, począwszy od tortu (piętrowego z migdałami!), po kwartet smyczkowy, DJ-a i zespół disco-polo (ten z pierwszych miejsc list przebojów, nazwa wyleciała mi z głowy), na specjalnych gatunkach motyli skończywszy. Zaproszenia rozesłane, suknia (nie jedna!) już dotarła, musiała przebyć niekrótką drogę z włoskich butików… Jak widzicie, przygotowuję się też do najważniejszej roli – uciekającej panny młodej.




Jak zostałam wilkołakiem

Mówią, że wampiry są na topie, ale nie wierzcie im. Zostałam wilkołakiem przez przypadek, gubiąc się w lesie w okolicach Forks. Edward i Damon próbowali mnie ratować, ale nadaremnie. Trochę nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do tych krwawych polowań, ale praktyka czyni mistrza. Dobrze, że mam tak blisko do lasu. Tylko za każdym razem, gdy przybieram tę czteronożną postać, szkoda mi tych podartych ubrań… Czy nie można by wymyślić jakiejś innej formy przemiany, bez zniszczonych ciuchów? 




Ach, jak ja kocham te posty z przymrużeniem oka!

Czy muszę Wam życzyć dużo dystansu do siebie, kochani, czy potraficie się z siebie śmiać? :)

Sara

12 komentarzy:

  1. Haha, uwielbiam takie posty! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo. Szkoda tylko, że tak późno znalazłam :/

      Usuń
  2. Świetny post. Masz poczucie humoru i dar pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie musisz, potrafię. Tylko nie wiem jak to pokazać w takim blogowym komentarzu. :(

    Co do fotek:
    1. Trzeba było kucnąć pod wieżą i zrobić sobie fotkę od z dołu - nikt by się nie kapnoł, że nie z Paryża.
    2. Szczęściarze... Pan Knopfler miał racę - trzeba było uczyć się grać na gitarze... Ale nie: na fizykę pójdę, bo lubię...
    3. Poproszony też bym chętnie zapozował. A za opalone nogi?! To już co byś tylko chciała.
    4. Czyli dla bezpieczeństwa pod suknię założysz trampki a nie jakieś szpilki? Może lepiej znaleźć takiego, przed którym byś nie chciała uciekać?
    5. Ale za to masz jeszcze ładniejszy uśmiech!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo często zdarza mi się śmiać z samej siebie, także mnie również nie musisz tego uczyć :) Ja lubię wszystkie Twoje posty, i te podróżnicze, i te pocztówkowe i te z przymrużeniem oka, i inne też, także chętnie je czytam :) Bardzo trafne uwagi napisał Ci kolega Jakub (szczególnie ta nr 1) ;p Uciekająca panna młoda najlepsza!

    Kartka wypisana, jutro wpadnie do skrzynki, ale nie mam pojęcia jak długo będzie wędrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za takie miłe słowa :D Będę czekać na kartkę i oczywiście dam znać, kiedy dotrze.

      Usuń
  5. A Stefan? Stefan Cię nie ratował? No jak on mógł ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny post! Och zazdroszczę spotkania z Damonem i Edwardem, ale szkoda ,że Stefana zabrakło :p

    OdpowiedzUsuń
  7. hehehe a ja bym chciala wiedziec na powaznie kumu podkradlas ta kiecke slubna :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że bardzo ciekawy i zabawny post. Na prawdę poprawia humor ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś mała ta wieża Eiffla. Tam koło Ciebie to pewnie stoi Twój osobisty goryl:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)