poniedziałek, 4 maja 2015

Jakie są zalety i wady wymiany szkolnej? - wymiana #9



To już ostatni post opisujący moje przeżycia, doświadczenia i przemyślenia związane z wymianą. A jak na ostatni post przystało, będzie to podsumowanie, a właściwie wypisanie, dość subiektywnych, zalet i wad takiej wymiany.

Zacznę od zalet, chociaż moja przygoda z wymianą wyjątkowo okrutnie mnie potraktowała. Jednak ja zawsze i wszędzie staram się znajdować plusy. Bo jak to by było, gdybyśmy skupiali się tylko na słabych stronach? Zabrakłoby leków na depresję w aptekach.

1. Mówiłam po angielsku. Musiałam, więc mówiłam. Boję się odezwać w innym języku, przychodzi mi to z trudnością, a podczas wymiany jednak musiałam otwierać usta, tłumaczyć, wyjaśniać, prosić, reagować, opowiadać, proponować, opisywać. I robiłam to po angielsku. Z błędami, bo z błędami, ale jednak.

2. Osłuchałam się trochę z amerykańskim akcentem, który na początku przeraził mnie nie na żarty. O ile rozumiem wszystko, co mówi moja nauczycielka angielskiego – Polka, to nagłe przestawienie się na słuchanie Amerykanów mówiących w swoim ojczystym języku jest naprawdę niełatwe. A ja to pierwsze zetknięcie mam za sobą. Z każdym kolejnym dniem rozumiałam coraz więcej. Co ciekawe potrafiłam załapać, o co chodzi nauczycielom z USA, ale np. B. czasami tak fafluniła, że musiałam prosić ją o powtórzenie albo próbowałam dociec, o co jej chodzi.

3. Poznałam ludzi ze Stanów Zjednoczonych. Ich zwyczaje, ich sposób bycia, ich poglądy, a także ich opinie o Polsce. Początkowo chciałam przygotować osobny wpis o Amerykanach, ale stwierdziłam, że jednak nie poznałam ich jeszcze na tyle dobrze, aby móc ich osądzać. Chociaż kilka nawyków mi utkwiło w pamięci – oni naprawdę chodzą po domu w butach, nie wiedzą zbyt wiele o Polsce (Jednym z języków urzędowych w Polsce jest rosyjski – B.) i są zachwyceni wyglądem Polaków (Dlaczego wszystkie dziewczyny tutaj wyglądają jak supermodelki? – I.)
 
Moje ulubione zdjęcie z wymiany - na wieży toruńskiego ratusza.

4. Poznałam innych uczniów mojej szkoły. Moja szkoła liczy, hm, ok. 600 osób. Choć trudno w to uwierzyć, nie znałam wszystkich. ;) Cieszę się, że mogłam zawrzeć nowe znajomości.

5. Mogłam pozwiedzać. A wiecie, że dla mnie siedzenie w domu czasami jest jak kara. Nie tylko poznałam nowe miejsca jak Chełmno, lecz także odwiedziłam takie, które już wcześniej widziałam, ale bardzo miło było móc zobaczyć je raz jeszcze (np. Malbork).




6. Nowe doświadczenia. Pierwsze wyjście do klubu, w którym, w przeciwieństwie do wszystkich, piłam colę. Granie w Scrabble po angielsku.

7. Otrzymanie drobiazgów zza granicy. Pokazywałam Wam jej w poprzednim poście.

 
A tu już widok na Gdańsk z wieży katedry (konkatedry!).

A wady? Wydaje mi się, że akurat mój gość sprawił, że odczułam je w sposób szczególny… Ale myślę, że gdyby trafiła mi się zupełnie inna osoba, wymiana byłaby o wiele pozytywniejszym doświadczeniem. Zacznę jednak od czegoś, co doskwierało wszystkim.

1. Zmęczenie i uzależnienie od drugiego osoby. Nawet sobie nie wyobrażacie jak opieka, zajmowanie się, spędzanie czasu z drugą osobą potrafi zmęczyć. Dziewczyny opowiadały mi, że ze swoimi Amerykankami spędziły kilka godzin w samych drogeriach i potem po prostu padały z nóg. Ja nie dość, że się nie wysypiałam, to jeszcze ciągle stresowałam się tym, jak będą wyglądać kolejne godziny, co znów wymyśli B.

2. Brak organizacji. Moja znajoma przyznała, że brała już udział w trzech wymianach i ta, czwarta, była zdecydowanie najgorzej zorganizowana. Czekanie, spóźnianie, brak informacji, co robić dalej, o której powrót itp. To również potrafiło człowieka wymęczyć i porządnie wkurzyć.





3. Ogrom zaległości. Właściwie przez kolejne 9 dni po zakończeniu wymiany non stop się na coś uczyłam, nie było dnia, abym nie pisała sprawdzianu. Pomińmy to, że kiedy nie ma mnie na lekcjach, później z niektórych przedmiotów naprawdę trudno mi zrozumieć, o co chodzi.

4. Bałagan. Śmiałam się, że po wyjeździe B. trzeba będzie zdezynfekować dom. Przed jej przyjazdem dom lśnił, a po wyjeździe musieliśmy porządkować pokoje cały weekend.

5. Dziwne przyzwyczajenia drugiej osoby. Takie jak wrzucanie papieru toaletowego do śmietnika zamiast do muszli. I sto milionów innych. Czasami trudno jest wytrzymać z ukochaną osobą przez całą dobę, kilka dni z rzędu, a co dopiero z obcą?
 
Ponownie Toruń i widok na katedrę.

6. Bariera. Językowa, kulturowa. Jednak istniała. I o ile na przykład C., nauczycielka z USA, chciała poznać nasz kraj, była wszystkiego ciekawa, a gdy mówiła to tak, aby dało się ją zrozumieć, to B. była jej całkowitym przeciwieństwem.

Przyznam się Wam, że to, co mnie trzymało przez życiu przez czas wymiany, to fakt, że polecę do USA. Czy gdybym mogła nie przyjmować, a wyjechać do Stanów, zdecydowałabym się na bycie czyjąś gospodynią? Raczej nie.

Dziękuję Wam za wszystkie podpowiedzi, opinie i komentarze pełne wsparcia!

Pozdrawiam ciepło

Sara

19 komentarzy:

  1. Jest takie powiedzenie 'czas leczy rany'. Można go zastosować i do tej sytuacji. Niedługo będziesz pamiętać tylko te pozytywne strony wymiany, a to co Cię teraz denerwuje będzie swoistą ciekawostkę z której można się pośmiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, nabiorę trochę dystansu, zresztą - ile można wspominać nieprzyjemne momenty? :)

      Usuń
  2. Ale zobacz, mimo wszystko plusów więcej! ;) Mam nadzieję, że po wyjeździe do USA będzie ich jeszcze więcej :D muszę przyznać, że sporo się od Ciebie nauczyłam, więc bardzo dziękuję za wszystkie wpisy o wymianie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się cieszę, że te wpisy coś Ci dały Lily, w sumie to ja się bałam, że zniechęcę ludzi, a jednak nie chciałabym, bo wymiana to jest naprawdę niecodzienne doświadczenie.

      Usuń
    2. Zawsze lepiej wziąć udział niż nie wziąć. Zawsze jest to ciekawe doświadczenie i będzie co wspominać :D

      Usuń
  3. Ja pracuję w AIESEC w "dziale" wymiany przychodzącej i powiem Ci, że nasłuchałam się sporo i sama też doświadczyłam różnych dziwactw ze strony obcokrajowców, którzy do nas przyjeżdżali i mogę z pewnością stwierdzić, że jedna miła, uśmiechnięta, po prostu genialna osoba wynagradza dziesięć upierdliwców. Nie zrażaj się, bo może okaże się, że przy kolejnej wymianie, albo w rodzinie, która będzie Cię gościć, znajdziesz kogoś, kto wynagrodzi Ci to wszystko co przeszłaś z B. Będę trzymać kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, serio pracujesz w AIESEC? Byli u nas w szkole studenci z tego programu, Ukrainka, facet z Indonezji i babka z Kolumbii.
      Mam nadzieję, że stanie się tak, jak piszesz. Dzięki! :)

      Usuń
  4. Mimo wszystko taka wymiana to musi być ciekawe doświadczenie. :) I Amerykanie udowodnili teorię wielu osób, że Polki są jednymi z najładniejszych pań na świecie! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. myślę, że za kilka lat będziesz wspominać te wszystkie przygody z sentymentem i jeszcze uda ci się z nich śmiać. koniec końców więc jest dużo więcej plusów niż minusów i chyba mimo wszystko nie żałujesz wymiany, prawda? a tak z mojego czepialskiego obowiązku: gdański widok nie jest z katedry, katedra jest na Oliwie :) wyczytałam właśnie, że Mariacki jest konkatedrą, no proszę jak to się człowiek ciągle uczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkatedra? Ok, zapamiętam i dzięki, poprawię to! :D
      Nie żałuję, ale gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądać, tzn. że trafię na taką osobę, to bym się chyba nie zdecydowała. Ale myślę, że za jakiś czas nabiorę do tych wszystkich wydarzeń trochę dystansu.

      Usuń
    2. tę konkatedrę wyczytałam w trakcie komentowania wpisu, po prostu wolałam się upewnić, że katedra jest na Oliwie (choć tego typu wiedzę wbito mi na studiach baaaardzo dobrze) :) oby dystans przyszedł jak najszybciej!

      Usuń
  6. To już ostatni post na temat wymiany? O jaka szkoda, bo dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałam ;) Już z niecierpliwością czekam na relacje z Twojego wyjazdu do USA i będę trzymać kciuki, aby na podsumowaniu były same plusy, ani jednego minusa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie wyszło tyle postów, ile dni trwała wymiana. Mam jeszcze trochę zdjęć, pewnie od czasu do czasu będę przytaczać jakieś ciekawostki. Cieszę się bardzo, że podobały Ci się wpisy na temat wymiany. Przyznam, że sama nie mogę się doczekać mojego wyjazdu i tego, jak będę mogła Wam o wszystkim opowiedzieć!

      Usuń
  7. Taka wymiana to świetna przygoda! super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie komentowałam, bo nie miałam bardzo czasu, ale śledziłam historię tej wymiany i... no, potraktowała Cię zaiste okrutnie. Ale to cudnie, że nadal widzisz pozytywy!
    Na pewno zetknięcie się z obcym językiem i kulturą to ogromny plus! Świetnie, że masz go za sobą tak wcześnie! :)
    Trudno czasem nadziwić się przyzwyczajeniom innych ludzi, nawet jeśli są z Twojej narodowości. Jako studentka mieszkałam już z wieloma osobami i każda miała dziwne przyzwyczajenia. Ale papier do kosza zamiast do muszli... Słyszałam, że w Grecji się tak robi - bo mają mało przepustowe rury.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma też powiedziała, że w różnych turystycznych krajach tak się właśnie robi, aby nie zapychać rur. Pamiętam, że mnie B. zapytała, jak ma robić, ja jej powiedziałam, ale chyba przyzwyczajenia wzięły górę.

      Usuń
  9. haha, dziewczyny z Polski supermodelkami, kiedy lecisz do USA? bo jakoś mi to umknęło.. pamiętam, że lecisz a nie pamiętam kiedy niestety..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w październiku dopiero. ;) ale już się cieszę. :D

      Usuń
  10. Kiedy przyjechali do naszej szkoły Niemcy też byli zdania, że Polski są fajnymi laseczkami :D
    Niestety ich wizyta trwała krótko i mało nas angażowano, aby przypadkiem nie opuścić zajęć -.-
    W ogóle byłam chyba na jednym spotkaniu w pubie i jeszcze nasza nauczycielka pilnowała srogo.
    Nie to, żebym chciała broić, ale 18 mieliśmy w większości skończone... xD.
    Ciekawe nawyki z toaletą, pierwsze słyszę ;O. Fakt, uzależnienie od bycia opiekunem męczy...
    Oczywiście nie mówię, że nie sprawia przyjemności, jednak człowiek czasami chce pobyć sam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę.
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism.