piątek, 19 czerwca 2015

Matura i studia = mój koszmar



Nie sądziłam, że ten post ukaże się kiedykolwiek. A jak już to we wrześniu, po deklaracjach maturalnych, ewentualnie przed samym egzaminem. Tymczasem konieczność  złożenia wstępnych deklaracji w najbliższy poniedziałek sprawiła, że znów mam mętlik w głowie. Mimo że ten blog nie jest od osobistych zwierzeń, to czuję, że po prostu muszę napisać o tym, co mi leży na sercu. Ale od początku…
Kiedyś podobno tak nie było. Ludzie uczyli się do matury dwa tygodnie prze egzaminem i nie rozmawiali o studiach dwa lata przed pójściem na uniwersytet. Teraz jednak rzeczywistość wygląda tak, że średnio co dwie lekcje pojawia się słowo "matura", nauczyciele prowadzą okrutną nagonkę, no i sami uczniowie też się napędzają.
Jeszcze kilka lat temu mówiłam , że wybiorę dziennikarstwo. Lubię pisać, dobrze bym się czuła, pracując np. dla gazety. Później, po wstępnym rozeznaniu, dowiedziałam się, że dziennikarstwo to badziewny kierunek, że nic nie daje, że jak już to lepiej iść na dziennikarstwo + jeszcze jakiś kierunek, aby mieć o czym pisać. Pogodziłam się z tym. Z czasem zaczął mi się klarować mój życiowy cel: pomagać ludziom. Stwierdziłam, że zostanę psychologiem. Ostrzegano mnie, że to ciężki kierunek, że sobie nie poradzę. Nie brałam tych słów do siebie, byłam bardzo zdeterminowana. Co więcej myślałam o pomocy naprawdę ciężkim przypadkom – więźniom czy narkomanom. Rozważałam więc też resocjalizację. Wszystko ładnie, pięknie, tylko że w Toruniu nie ma psychologii. A mi zależało na tym, aby studiować blisko domu – najlepiej na tyle blisko, abym mogła nadal mieszkać z rodzicami. Brzmi to dla Was infantylnie i żałośnie? Jak dla mnie to dość rozsądne, bowiem na moją decyzję miał wpływ czynnik ekonomiczny. Nie chcę wydawać pieniędzy na mieszkanie, akademik, rachunki, jedzenie, dojazdy, powroty do domu. Wolę to odłożyć na wymarzone podróże. Niecały rok temu pojawiły się dwa plany – albo wybiorę się na psychologię do Bydgoszczy na Uniwersytet Kazimierza Wielkiego i będę co dzień dojeżdżać, albo zdecyduję się na inny, jakiś pokrewny kierunek np. pedagogikę specjalną i zostanę w Toruniu na UMK. Jednak po przeanalizowaniu planu drugiego i wiadomości od pewnych osób doszłam do wniosku, że ja chcę pomagać rozmową. Słowami. A być może po pedagogice specjalnej musiałabym pracować z dziećmi, które nie rozumiałyby, co do nich mówię. Byłabym wówczas bezradna.
Gdybym miała iść na studia teraz, zaraz, wybrałabym tę Bydgoszcz. Mimo że odradzają mi ją prawie wszyscy, począwszy od mamy, skończywszy na przyjaciółkach z klasy. Argumenty? "Zmarnujesz się na tym uniwersytecie bez tradycji, którego nawet nikt nie zna; tę uczelnię wybierają osoby, które nigdzie indziej by się nie dostały; spokojnie poradziłabyś sobie na warszawskim; zmęczą cię dojazdy; Bydgoszcz? ble." I przez to mam mętlik w głowie. Z jednej strony nie chciałabym opuszczać rodzinnego domu, jestem naprawdę związana z rodzicami i bratem, nie chciałabym marnować pieniędzy na mieszkanie w stolicy. Z drugiej strony taka Warszawa czy inne większe miasto dawałoby mi lepsze możliwości, jeśli chodzi o różne wydarzenia kulturalne, koncerty, a także podróże (myślę tu chociażby o lotniskach).
Jak widzicie, nie daje mi to wszystko spokoju. Nie wiem, co będę studiować, gdzie ani co chcę zdawać na maturze. Bo to kolejny problem – wybierając się do Bydgoszczy, mogłabym zdawać praktycznie co chcę. Nie ma tam większych wymagań. Ale idąc gdzie indziej? Sama nie wiem. Napiszę w deklaracji byle co. Mam już szczerze dość rozważania za i przeciw. Różnych głosów z rożnych stron. Prawie nikt nie rozumie mojego toku myślenia "Sara, ty chcesz iść do Bydgoszczy?!". Znajomi traktują to jak stoczenie się na dno. Dobrze, że nauczycielom jeszcze nic nie mówiłam, bo pewnie szczęka by im opadła...
Wiecie co moi drodzy, mam dość mojej historii związanej ze studiami. Chcę posłuchać Waszych. Gdzie studiowaliście? Jak to u Was wyglądało? Kto z Was studiował blisko domu, a kto wyjechał? Czy sądzicie, że to, na jaki uniwersytet pójdziemy, ma w ogóle jakieś znaczenie później w składaniu CV?
Sara

40 komentarzy:

  1. Ja jestem męczona maturą i studiami już od trzeciej gimnazjum. "Musisz wybrać dobre liceum, żeby dobrze zdać maturę bla bla bla". Teraz kończę pierwszą klasę liceum i zdecydowanie mam DOŚĆ gadania o maturach. Nauczyciele ciągle powtarzają, że "to się przyda na maturze, to MUSICIE umieć". Na szczęście (albo i nie) ja już mam sprecyzowany kierunek, medycyna. Uniwersytet również wybrany, więc jedynie tym nie musze się martwić. Gorzej z maturą. Na medycynę potrzebne są naprawdę wysokie procenty na maturze. Masakra. Ale będzie dobrze, musi być dobrze! I Tobie, Saro, też tego życzę.
    No i sądzę, że nie warto kierować się tym, co mówią inni. Jeśli naprawdę chcesz iść na psychologię i to do Bydgoszczy - idź tam! Nie przejmuj się opiniami znajomych, rodziny. Jeszcze będą Ci gratulować jak będziesz odbierać magistra czy też doktora. ;) Rodzice zawsze mi powtarzali, że warto podążać za marzeniami. Trzeba też przebyć trudną drogę, usianą wieloma ciężkimi decyzjami, aby móc robić to, co się kocha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znam ten przeklęty krąg, najpierw dobre gimnazjum, potem dobre liceum, dobra uczelnia... Dla mnie to trochę brednie. My mieliśmy już niejedną próbną maturę na różnych przedmiotach, ech...
      Medycyna to baardzo ambitnie, ale jesteś zdecydowana i zdeterminowana, więc trzymam mocno kciuki!

      Usuń
    2. Wielkie dzięki. Od zawsze ciągnęło mnie w tym kierunku, choć z początku bardziej w weterynarię. ;)
      Tobie również życzę powodzenia, trzymam kciuki!

      Usuń
  2. Powiem może na przykładzie uniwersytetów medycznych, bo to mnie najbardziej interesuje. ;) Zastanawiam się między Katowicami, które są bardzo blisko, ale w sumie uczelnia nie jest jakaś specjalna, a miasto, nie oszukujmy się, nie jest perełką - i Wrocławiem, który jest daleko, jednak ma najnowocześniejszą uczelnię medyczną, no i jest najpiękniejszym miastem w Polsce. (Oczywiście będę składać papiery chyba na wszystkie, w końcu to medycyna, byle się dostać! :D) Osobiście nie mam nic przeciwko studiowaniu gdzieś daleko, bo to jest doskonała okazja, by poznać nowe miejsca i nowych ludzi - a zawekowane "słoiki" starczą nawet na dwa tygodnie, więc spokojnie dwa razy w miesiącu choćby pięć godzin w jedną stronę można jechać. ;)
    Natomiast gdy patrzę na wybitnych polskich lekarzy, to znaczna ich część skończyła medycynę w Katowicach. Wiadomo, możesz studiować w prestiżowej Warszawie, historycznym Krakowie, ale to tylko papierek, uprawnienia jak wszędzie indziej. Jak jest z innymi zawodami, tego nie wiem, ale jednego jestem pewna - to nie studia, a to, co robisz w czasie studiów ma znaczenie dla pracodawcy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu masz ogromną rację, Martyna - samo studiowanie często nic nie daje. Warto się udzielać, robić coś więcej.
      Jak tak opowiadasz, to dla mnie fakt, że wybitni polscy lekarze są z Katowic, nie miałby znaczenia. Ale Katowice są bliżej. Choć jeżeli nie stanowi dla Ciebie problemu odległość, to idź tam, gdzie podpowiada Ci serce. Widzę, że jak Kasia jesteś bardzo zdeterminowana, aby dostać się na medycynę. Powodzenia! +czy jakiś biol-chem nie chce iść na medycynę xd?

      Usuń
    2. Niektóre biol-chemy wybierają farmaceutykę lub AWF. :D

      Usuń
    3. Rozmawiałam z moimi znajomymi z biolchemu i u nich jeszcze inżynieria chemiczna. :)

      Usuń
  3. Zdając maturę jeszcze broniłam się przed studiami. Absolutnie nie chciałam na nie iść. Ale po namowach przyjaciółki, uznałam, że spróbuję. Jak się nie uda, to żal mi nie będzie. Wtedy musiałam dopasować przedmioty zdawane na maturze do wymagań na poszczególnych kierunkach (jednak doradzam odwrotną kolejność). I tak trafiłam na pedagogikę specjalną. Oczywiście w Toruniu, bo tak jak i Ty, nie wyobrażałam sobie mieszkania w akademiku, wydawania kupy kasy na jedzenie, mieszkanie itd. Skończyłam pedagogikę specjalną i uznałam, ze wystarczy, bo gdzie ja jeszcze na mgr się dostanę. Ale papiery złożyłam. No i jakoś zakwalifikowałam się. Tym razem na pedagogikę ogólną. Obecnie jestem już po wszystkich egzaminach, po zdaniu pracy mgr i czekam na obronę. Ale szczerze mówiąc, przez ostatnie 2 lata (mgr) niemal codziennie zadawałam sobie pytanie "co ja tutaj robię?". Tylko pedagog specjalny zrozumie moje niezadowolenie. Dla mnie te dwa kierunki (mimo, że na tym samym wydziale) to jak niebo i ziemia. Z licencjatu jestem zadowolona w 100%, bo to coś, co kocham. A mgr - cóż, jak widać przeżyłam, ale nie dała mi ona zbyt wiele. A napewno nie dała mi satysfakcji i spełnienia. Będę magistrem pedagogiki tylko na papierze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem pewna, że chcę iść na studiach, nie wyobrażam sobie czegoś innego, bo chodzę do liceum, a nie do technikum, no i raczej też nie sprawdziłabym się jako np. szewc.
      Właśnie już po blogu zauważyłam, Beata, że Twoją pasją jest pomoc, wspominałaś coś o hospicjum. Musisz być silna psychicznie. Ale ja byłam pewna, że Ty robiłaś magistra z pedagogiki specjalnej! Pedagogika ogólna? Co można po tym robić? Bo uczyć niczego nie możesz przecież... Chyba że w 1-3 albo w przedszkolu.

      Usuń
    2. Pedagogikę specjalną studiowałam przez 3 lata na studiach I stopnia. Mgr z pedagogiki to w sumie bardziej z musu, a nie z wyboru. Przede wszystkim kiedy ja chciałam zacząć studia magisterskie, to pedagogiki specjalnej II stopnia jeszcze nie było (otworzyli rok temu). A poza tym, wprowadzając specjalną na studia mgr, chcieli wybadać teren i utworzyli tylko 1 specjalizację, która średnio mnie interesowała. I tak już zostało.
      Teoretycznie w przedszkolu mogłabym pracować, ale tam zazwyczaj dodatkowo wymagają ukończenia pedagogiki wczesnoszkolnej. Ja mam jeszcze logopedię (moja specjalizacja) i tutaj mam większe pole działania.

      Usuń
    3. A nie rozważałaś wyjechania gdzieś na magisterkę, żeby skończyć pedagogikę specjalną, a nie ogólną? Znajoma do mnie napisała, że na pedagogice specjalnej jest do wyboru specjalizacja resocjalizacja i dla mnie to brzmi interesująco.

      Usuń
  4. Nie martw się na zapas. Mnie też w szkole średniej straszyli maturą, a tak naprawdę nie taki diabeł straszny jak go malują ;)
    Powinnaś wybrać to co Ty uważasz za słuszne i nie patrzeć się na to co mówią znajomi. To Twój wybór, nie ich.
    Ojjj wiadomo, że Toruń nie lubi Bydgoszczy. Sama nie wiem dlaczego... No, ale dlatego znajomi Tobie odradzają studia w tym mieście, a argument, że to nieznana uczelnia, to brednie!!! Ja mieszkam na drugim końcu Polski, ale dużo słyszałam o Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy i składałam tam nawet papiery na studia magisterskie na Ochronę Dóbr Kultury. Niestety było za mało chętych i kierunek nie został uruchomiony :(
    Ostatecznie poszłam na Uniwersytet Jagielloński.
    Wiadomo, wszystko ma swoje wady i zalety. Studia licencjackie robiłam stacjonarnie blisko domu i codziennie dojeżdżałam po 30 km, natomiast studia magisterskie robiłam niestacjonarnie w Krakowie i musiałam coś na weekend wynajmować.
    Na Twoje ostatnie pytanie: "Czy sądzicie, że to, na jaki uniwersytet pójdziemy, ma w ogóle jakieś znaczenie później w składaniu CV?" odpowiem:
    Chyba ma, bo w zawodzie ciężko pracę znaleźć, a jeżeli starasz się o inną np. w sklepie, to chyba to, że mam UJ skończony przestrasza... W każdym bądź razie i tak najważniejsze są znajomości. Bez nich lipa z pracą.
    Tyle w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, naprawdę składałaś papiery na UKW, Edi? to mnie zaskoczyłaś! bo to prawie że drugi koniec Polski. :)
      Moja mama właśnie też mi sugerowała, że może licencjat mam zrobić w Toruniu, a potem się przenieść... to też jest jakaś opcja.
      Twoje ostatnie zdania są bardzo motywujące xd Wiadomo, jak się ma znajomości, to jest łatwiej, ale ja wierzę, że jeśli ktoś jest w czymś naprawdę dobry, to sobie poradzi.

      Usuń
    2. Tak, naprawdę :) Może jakby wtedy nie zlikwidowali kierunku to mieszkałabym z mężem w Bydgoszczy po dziś dzień :)
      Niestety czasem nie wystarczy być dobrym, nawet bardzo dobrym :( I niestety wiem to z autopsji :(

      Usuń
  5. Skoro czujesz, że to jest najlepsze rozwiązanie to nie należy patrzeć na innych. W końcu chodzi o to, żeby kroczyć własnymi ścieżkami i nie powielać stereotypów ;) Zawsze da się osiągnąć sukces i nie koniecznie zależy to od prestiżu wybranych studiów ;)
    http://przygody-mileny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sara, przede wszystkim nie patrz na to co mówią Twoi znajomi, nauczyciele i inni ludzie. Moim zdaniem powinnaś kierować się głosem własnego serca. Jeżeli uważasz, że Bydgoszcz jest dla Ciebie najdogodniejszą opcją, to nie daj się wciągnąć w bezsensowne rady. To powinna być Twoja decyzja, bo to Twoje życie, i to Ty je będziesz przeżywać wg tego co wybrałaś, a nie Twoi znajomi.
    Powiem szczerze, że to, kto na jakiej uczelni studiował nie ma decydującego znaczenia przy szukaniu pracy. To nie jest priorytet! Najważniejsze jest to, co kto ma w głowie, jego predyspozycje i szereg innych cech. I tak jak mówisz, jeżeli ktoś jest w czymś dobry, to sobie poradzi, bez względu na to jaką uczelnię skończył. Oczywiście, że po prestiżowych jest łatwiej.
    Poza tym sama uczelnia to teraz nie wszystko. Liczy się również to, co Ty zrobiłaś w czasie ich trwania. Praktyki, staże i to czego nauczyłaś się w praktyce. Jeżeli nawet uczelnia, którą wybierzesz będzie miała kiepskie możliwości rozwoju praktycznego, zawsze możesz działać na własną rękę. Praktykantów czy wolontariuszy przyjmują z otwartymi rękami :) A jeżeli gdzieś nie chcą nie wpuścić drzwiami, to wejdź oknem!
    Ja sama dojeżdżałam codziennie przez kilka lat na studia ponad 30 km w jedną stronę, więc to nie jest takie straszne, choć trochę męczące :)
    Sara, jestem pewna, jaką decyzję byś nie podjęła, to sobie poradzisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczące, ale da się znieść, co nie? Dziękuję za masę motywujących i wspierających słów, Sylwia.

      Usuń
    2. Da się znieść :) choć ma to też swoje złe strony. Mnie np. było strasznie przykro, gdy np po zajęciach chciałam gdzieś pójść, a niestety nie mogłam, bo mój rozkład jazdy pociągów mi na to nie pozwalał. Jeżeli nie miał mnie kto przenocować, to niestety musiałam rezygnować z różnych wypadów np ze znajomymi. ALbo gdy spóźniłam się na pociąg i musiałam godzinę czekać na następny, włócząc się bez sensu po dworcu... To często niestety, życie uzależnione od rozkładu jazdy pociągów :(

      Usuń
  7. Jak na razie jestem po maturze ;) Mam nadzieję że uda ci się wybrać wymarzony kierunek studiów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja przed swoją maturą zaczęłam się w zasadzie uczyć niecały tydzień prędzej. Tak się składa, że moja polonistka nie była w stanie nas przygotować (nie wiedziała, że Oświęcim i Auschwitz to ten sam obóz! Bo jechała notatki prosto ze ściągi i tego typu stron), więc cały materiał nadrabiałam sama. Lektur u niej też nie czytaliśmy bo wszystko było słowo słowo z internetu, a no i sprawdziany z internetu. Też myślałam o psychologii, o pracy w poprawczaku. Ale tak jak i w Twoim przypadku, nie ma tego w Toruniu dlatego musiałam zrezygnować. Jednak wiem, że mimo wszystko chcę pomagać ludziom (szczególnie dzieciakom, które zmagają się z alkoholizmem w domu). Pedagogikę jednak dużo osób mi odradzało jak o niej wspominałam. Koszty. To jest straszne. Osobiście stoję pod znakiem zapytania. Studia dzienne czy zaoczne? Tak się składa, że moi rodzice mają kredyt hipoteczny do spłacania i wydawać jeszcze raz tyle na moje mieszkanie to nie za bardzo komfortowe. Mimo, iż to babcia mojego chłopaka i zawsze jest taniej, ale zawsze jest to "ale". Chętnie poszłabym do pracy na wakacje, aby chociaż trochę odłożyć i jakoś na pół z mamą dzielić koszty. A jak nie uda mi się dostać pracy na wakacje to pewnie zostaną mi studia zaoczne. Ale wtedy i tak będę mieszkała w Toruniu. U siebie nic nie znajdę. A wtedy jeszcze dojeżdżać? Sądzę, że jeżeli wybrałabym prawo albo administrację to zajęcia miałabym w każdy weekend. Więc i za nocleg musiałabym płacić. I wyszłoby na to samo. A więc nie wiem co zrobić tak naprawdę. O Bydgoszczy również myślałam, ale dojazdy nie wchodzą w grę, a jak wspominałam drożej by mi to wyszło. Twoje plany jednak mogą ulec zmianie. Sama widzę po sobie. W trzeciej klasie miałam na myśli inne kierunki, teraz poczytałam o innych, powstały nowe, które nie były zaprezentowane na salonie maturzystów. Kiedyś nie chciałam dalej kształcić się w kierunku ekonomicznym. Stwierdziłam, że technikum mi wystarczy, a teraz coraz bardziej właśnie myślę o prawie lub administracji. Są jednak też kierunki, które mi się podobają, ale są to zupełnie inne gałęzie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Najpierw czekam na wyniki z matur, czas na składanie papierów mam do 9 lipca. Wtedy się okaże czy dziennie czy zaoczne, jaki kierunek. Tobie życzę spełniania marzeń i wybrania odpowiedniego kierunku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to trochę szokuje, bo piszesz, że polonistka nie była w stanie przygotować Was do matury, a mimo to zaczęłaś się uczyć tydzień wcześniej. Ja nie wiem, jak to będzie z tym uczeniem, cały czas pamiętam podsłuchaną rozmowę dwóch maturzystek, które w październiku czy listopadzie dzieliły się swoim planem przygotowań: powtarzanie jednej lektury tygodniowo, jeden test z matmy w każdy weekend...
      Też chciałam pracować w wakacje, ale mam o tyle trudniej, że jeszcze nie mam osiemnastu lat, więc został mi Lenkiewicz i McDonald...Już złożyłam cv. :/
      Gdybyś wybrała się na zaoczne, Aniu, to pewnie byś też pracowała. Więc te koszty noclegu czy dojazdów nie wydawałyby się takie straszne. Zobacz, ja tu dramatyzuję rok przed, a Ty za kilka miesięcy powinnaś zacząć studia, a nie wiesz jakie... To jest okropne, ta konieczność podejmowania trudnych decyzji. :( Życzę Ci, abyś podjęła słuszną decyzję. :)

      Usuń
  9. Ty kończysz druga klasę a ja w tym roku miałam maturę, za trochę ponad tydzień mam wyniki a ja dalej nie wiem, gdzie iść na studia! I szczerze mówiąc prawie każdy ma taki problem. Tylko nieliczni już od gimnazjum wiedzą gdzie wylądują. Plany jednak zmieniają się średnio co miesiąc. A klasa maturalna to po prostu horror. Osobiście płakałam nad swoją bezradnością co tydzień nie wiedząc co ze sobą zrobić. Ciągłe gadanie o maturze, natłok nauki, nie wiedziałam w co mam ręce włożyć... Niby od gimnazjum wiązałam moja przyszłość ze studiami językowymi, ale angielski nie wystarczy. Przez dwa lata olewałam rosyjski i dopiero w trzeciej klasie zaczęłam rozumieć, że muszę go wybrać jako przedmiot rozszerzony na mojej maturze. I takim sposobem wzięłam się niby do roboty. Początkowo wybrałam lingwistykę: angielski i rosyjski. Ale z czasem zobaczyłam, że rosyjski nie jest taki prosty i że prawdopodobnie nie poradzę sobie na takich studiach. Zaczęłam szukać czegoś innego. Znalazłam lingwistykę z angielskim i włoskim od podstaw na UW. Idealny kierunek, ale to UW, 20 miejsc i boję się, że się nie dostanę a to jedyny uniwersytet z takim kierunkiem. Już trzeba się zapisywać a ja nie mam wyjścia awaryjnego. A tak bardzo nie chcę iść na filologię, bo co mi po tym... Po tylu rozmyślaniach w końcu zaczęłam się zastanawiać czy nie wybrać kierunku w ogóle z innej beczki :D Człowiek zaczyna myśleć nieracjonalnie.
    A co do miejsca to Warszawa trochę mnie przeraża, bo koszty. Bo nie jest aż tak daleko, żebym martwiła się o dojazdy. Myślałam też o Lublinie ale UMCS mi odradza brat a inne uniwersytety nie mają ciekawych kierunków.
    Tak w ogóle to od początku nie chcę iść na studia tylko planowałam wyjechać, ale niestety- mama każe :D
    I z doświadczenia wiem, że nie warto patrzeć na to, co mówią inni. Ważne, co Ty czujesz, w końcu to Twoje studia i nikt ich za Ciebie nie przejdzie.
    Życzę spokoju i wytrwałości po wakacjach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mnie to cały czas nurtuje - czy ta klasa maturalna naprawdę musi być takim horrorem? Kiedyś czytałam książkę, w której obowiązki domowe bohaterki przejęła jej siostra, bo tamta była w klasie maturalnej! To co ostatnia klasa oznacza tylko kucie? :/
      Ostatnio czytałam w artykule o studiach (w "Skarbie"), że po filologii zawsze jest praca. Jak nie w szkole, to można zrobić tłumacza. Ludzie znający języki zawsze są gdzieś potrzebni.
      Życzę Ci, abyś dostała się na wymarzone studia! Jakiekolwiek będą. I abyś potem była z nich zadowolona i nie zawiodła się.

      Usuń
  10. Jeśli już teraz zadajesz sobie to pytanie, to pojawi się ono zapewne jeszcze nie raz i nie dwa przez ten ostatni rok. który rozpocznie się od września. Ale to jest codzienność i dużo osób tak ma.
    Ja nie patrzyłabym na innych, tylko na Twoje chęci. Wiadomo, że Toruń z Bydgoszczą się nie znosi i zapewne to stąd te uwagi znajomych. Mnie też niektórzy linczowali, że idę do Łodzi, bo ona taka brzydka i nic się tam nie dzieje. Mam znajome, które studiowały w Bydgoszczy i były zadowolone. Mieszkały tam i studiowały dziennie. Jedna chyba coś z psychologią właśnie i nie narzeka.
    Ja dostałam się do Torunia na geografię z biologią, ale wybrałam Łódź i cieszę się, że spędziłam tu pięć lat. Zawsze po licencjacie można się przenieść do innego miasta, jeśli ktoś ma taką ochotę. Wiem, że u mnie na roku sporo osób dojeżdżało codziennie po 30 km, ale po pierwszym semestrze większość z nich z tego zrezygnowała, bo po prostu mieli dość. Ciągłe dojazdy męczą, wychodzi się z domu wcześniej, a wraca później. Czasem trzeba zostać nieplanowanie dłużej i jest problem z odjazdem, albo chce się zostać, bo jest jakieś fajne wyjście, a niestety nie ma się już powrotnego. A gdzie jeszcze wrócić i przygotować się na drugi dzień na zajęcia... Czyli są i plusy i minusy codziennego dojazdu.
    Jeśli chodzi o Warszawę to studiuje tam moja koleżanka i strasznie narzeka. Że Warszawiacy niemili, że wszystko drogie, że nieprzyjemna atmosfera. Że niby dużo się dzieje, ale ona nie ma na to czasu, bo studiuje i dodatkowo pracuje.
    No cóż, zawsze możesz zrobić losowanie ;) a może przez rok tyle się zmieni, że pójdziesz na coś zupełnie innego.
    Zgadzam się też z Edi, że teraz bez znajomości to nie ma praktycznie niczego. Nawet kolega po medycynie, który miał same 5 i jest naprawdę genialny w tym co robi, ma problem i na chwilę obecną nie pracuje. A ukończył dobry uniwersytet medyczny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to już by nawet nie było 30km, tylko 50... Teraz dojeżdżam do Torunia, ale nie ma tego co porównywać do dojeżdżania do Bydgoszczy. Ty i Sylwia wspominacie o wyjściach gdzieś ze znajomymi - mnie z kolei pojawiło się w głowie: A co jak będę miała wykład o 8 i o 16? :/ Gdzie się wtedy podzieję?
      Moja znajoma narzeka, że dojazdy w Warszawie są okropne, więc najlepiej mieszkać blisko uczelni. A wiadomo, że to też kosztuje.
      Najlepiej chciałabym nie myśleć o tym, a potem niech na mnie jakoś magicznie spłynie dobra decyzja xd

      Usuń
  11. nie ukrywam Sara ze nie zazdroszcze Ci.... ja nie mialam takich problemow, bo 1 dzien po maturze ustnej (ostatniej) bylam juz w wiedniu. nie mialam cisniena na studiowanie, mimo ze rok po przyjezdzie do austrii i zaraz po naszym slubie rozpoczelam nauke na uniwersytecie, potem na drugim by w koncu po 1,5roku rzucic to pieronstwo. nie zaluje w ogole, porobilam mase kursow, zapisalam sie do dziennej dwuletniej szkoly ktora dala mi zawod, a teraz zdobylam kolejne kwalifikacje czyli zostalam spadytorka - moja branza :) i wiem ze ciezko podjac ta dobra decyzje, tym bardziej ze dopiero bedac na uniwersytecie bedziesz mogla stwierdzic czy to byla dobra decyzja. mimo wszytsko trzymam za Ciebie kciuki, zebys wybrala mniesze zlo... dojazdy i beznadziejna uczelnia ale praktykowanie dalszej milosci do podrozy + bliskosc rodziny czy fajna uczelnie, wyzeczenia finansowe i daleko rodzina. powiem Ci tak: jak rodzina jest daleko to zawsze jest do kitu... wiem co mowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej że ja jestem związana z rodziną. Mogę uniezależnić się po studiach, więc to gadanie o samodzielności itp. mnie nie przekonuje.
      Pamiętam, jak wspominałaś na blogu o tym, jak trafiłaś do Wiednia. I teraz pracujesz w firmie i jest ok, prawda? Co prawda z tego co wnioskuję, to raczej tam nie leniuchujesz, ale jesteś raczej zadowolona, co? :)

      Usuń
  12. Ja jestem właśnie po maturze. Czekam jeszcze tylko na wyniki, trzeba będzie się rejestrować na studia. I ja Cię doskonale rozumiem z tym mieszkaniem z rodzicami. Sama tak zrobię. Tyle, że ja planuję studia zaoczne. Jednak doskonale wiem o czym mówisz. Jest to bardzo duża oszczędność, bo czynsz za mieszkania naprawdę jest kosmiczny. Jestem pewna, że dobrze wybierzesz. Nie rozumiem jednak tego, dlaczego już musisz składać te wstępne deklaracje? Nie wystarczyłby koniec września tak jak to było zawsze? Są wakacje, czas na przemyślenia, na spokojnie wszystko a nie to co teraz.
    A, i mała rada ode mnie. Rób to co kochasz, idź za głosem serca, ono najlepiej Ci podpowie co robić.

    Jagódkowa powraca do blogowania!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie wiem, dlaczego już teraz te deklaracje, ale być może jest to związane z tym, że będą nas klasyfikować na nowo do grup z angielskiego i ten, kto wybierze angielski, będzie prawdopodobnie w wyższej grupie. Ja tam wpiszę cokolwiek, później i tak będzie przecież możliwość zmiany. :)
      Dzięki za słowa otuchy! :)

      Usuń
  13. Ja chciałem iść na fizykę albo informatykę. Po dokładniejszym sprawdzeniu kierunków okazało się że jest bardziej pasujący mi - "fizyka techniczna". Miało być połączenie fizyki i programowania, więc bardzo mi pasujące. I tak było, więc jestem bardzo zadowolony z wyboru. (Może jak bym wybierał jeszcze raz, to poszedł bym na teoretyczną fizykę, ale pewnie by mnie matematyka dobiła.)
    A nad wyborem przedmiotów miałem jeszcze mniej wahań: mat + fiz (+ obowiązkowe).

    OdpowiedzUsuń
  14. Do matury uczyłam się tydzień przed góra, ale to tylko dlatego, że w ciągu roku szkolnego przygotowywali nas dość dobrze. Największe problemy w szkole sprawiała co najwyżej matematyka, może z 3 osoby jej nie zdały. Jeśli chodzi o studia... to mnie krew zalewała równo! Nie było takiego kierunku, który w pełni by mi pasował. Z miasta i tak musiałam wyjechać, bo w Grudziądzu nie ma perspektyw, co wiązało się już z kosztami, dlatego chciałam wybrać uczelnię publiczną, żeby nie płacić dodatkowo jeszcze za prywatną. Co gorsza, na prywatnych podobało mi się więcej kierunków, niż na uniwersytetach... W końcu jakoś wybrałam UG i nawet miło wspominam licencjat. Na magisterkę wahałam się, czy może nie wybrać właśnie Bydgoszczy, niestety to już byłaby uczelnia prywatna. Denerwowało mnie to, że na UG nie ma samego transportu, że muszę zmagać się z durnymi przedmiotami ekonomicznymi. Jednak zrobiłam sobie rozrachunek - coś za coś, wszystkie opcje przeanalizowałam i znowu jestem na tym UG. Była to najlepsza opcja ze wszystkich możliwych, poza tym mam tutaj też Adasia.

    Trzymam kciuki za Twój wybór, jesteś mądrą osobą i na pewno dobrze wybierzesz swoje studia. Głosem innych się nie kieruj, bo musisz robić to, co kochasz. Wydaje mi się, że prestiż uczelni nie jest aż taki ważny, bo liczy się to, co masz w głowie, Twój zapał do nauki, bo często na uczelniach będących na szczycie ludzie zdają egzaminy nic nie umiejąc, po prostu mają farta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na prywatne w ogóle nie patrzę, bo przecież na publicznych też jest dobrze, też czegoś uczą. Dla mnie prywatne jawią się trochę jak fabryki dyplomów, tzn. płacisz i masz dyplom...
      Dzięki Karolina za ten komentarz. :)

      Usuń
  15. Maturę zdałem bez uprzedniego przygotowywania się, nawet całkiem nieźle, z każdego przedmiotu dużo powyżej średniej krajowej (oprócz matematyki, ale z matematyką to my się nie rozumiemy). Mało tego, w szkole częściej mnie nie było niż byłem. Także potwierdzam, matura to bzdura. Na studia początkowo miałem nie iść, po maturze przez rok pracowałem, ale w końcu zachciało mi się kontynuować kierunek, który obrałem w technikum i wylądowałem na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, czyli musiałem opuścić dom rodzinny. Wcześniej mieszkałem już przez dłuższe czy krótsze okresy poza domem więc nic nowego dla mnie. Ja bym ogólnie polecał wyprowadzenie się na swoje, bo daje to ogromną niezależność, trzeba się zająć samym sobą, wyrabia się wiele pozytywnych cech (albo nie i wpada się w imprezowe szaleństwo i za hajs matki baluj).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to równie dobrze mogę się usamodzielnić po studiach, więc te bajki o niezależności mnie jakoś nie przekonują. ;) Też myślałam kiedyś o rocznej przerwie, ale zdałam sobie sprawę, że znalazłabym pracę i potem nie chciałoby mi się iść na studia. Więc odpuściłam. I tak będę miała ponad trzymiesięczne wakacje. :D

      Usuń
    2. A, i wydaje mi się, że po technikach to ludzie mają trochę lepiej, bo faktycznie na te studia iść nie muszą. A po liceum jestem jak z niczym, więc studia to mus.

      Usuń
  16. W dzisiejszych czasach matura i studia to bzdura i nie ma to póxniej odzwierciedlenia w pracy itd.. Wybór jest ciężki. Ja mieszkam niedaleko Bydgoszczy i powiem Ci,że też słyszałam takie słowa" do bdg?no co Ty", ale wydaje mi się,że to nie ma znaczenia. Najlepiej jest mieć kupę forsy i iśc do najlepszych prywatnych uczelni, gdzie uczą najlepsi w swojej dziedzinie, no ale nie każdy może. Idź tam, gdzie Ty chcesz - to Twój wybór.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  17. To ja może dorzucę jeszcze parę słów od siebie, chociaż dopiero kończę drugi rok studiów, to jednak jakieśtam doświadczenie i poglądy mam. Co do kierunku, nawet jeśli już teraz czy dopiero po maturze zdecydujesz się na coś konkretnego, to wcale nie znaczy, że 2 lata później nadal będzie Ci się to podobało, człowiek na studiach zmienia się tak bardzo, że niczego nie możesz być pewna, warto jednak przemyśleć swój wybór i kierować się WŁASNYMI odczuciami, a nie sugestiami innych, by potem nie żałować, że nie podjęło się własnej decyzji. Nawet jak Ci się później kierunek nie spodoba, to będziesz wiedziała, że był to TWÓJ wybór. Myślę, że swoje "błędne" decyzje łatwiej zaakceptować i naprawić niż dać się sterować komuś innemu.
    Druga sprawa, ja możliwości studiowania w swoim mieście nie miałam, bo uczelnie mamy no nieciekawe, więc pojechałam studiować do Gdańska, 120km od domu. I to jest coś, czego nie żałuję. Idąc na studia poznajemy ludzi z całej Polski, poznajemy inne sposoby myślenia i światopoglądy niż te, które od dziecka wpajali nam rodzice. Zdecydowana większość moich znajomych uważa, że (na pół)samodzielne życie otworzyło im oczy na świat, pozwoliło wyrobić własne poglądy, często znacznie różne od tych rodziców i pozwoliło dojrzeć. Może i studiując w swoim mieście doświadczyłabym tego samego, może i jest to naturalna kolej rzeczy - nie wiem i nie mam możliwości sprawdzenia tego, ale nawet jeśli bardzo dużo pomagasz w domu, to jednak robienie tego samemu to zupełnie inna bajka.
    Btw. Większość moich najlepszych koleżanek poszła na studia do Poznania, w Gdańsku miałam pojedynczych znajomych, a jednak wybrałam Gdańsk, bo od dziecka marzyłam, by tu mieszkać. Nie ma co patrzeć na znajomych - z tymi na których Ci zależy (i im na Tobie) utrzymasz kontakt na co najmniej tym samym poziomie jaki masz teraz, a możesz poznać ludzi, którzy okażą się być niesamowici i zmienią Twoje życie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wybierz to, co Cię interesuje, a składając deklarację maturalną, postaraj się wybrać te przedmioty, które najczęściej sie pojawiają na wybranych przez Ciebie kierunkach. Większość się zazwyczaj powtarza :)
    Ja na studia wybrałam europeistykę, bo takie tematy mnie bardzo interesowały i miałam gdzieś, co się mówi o pracy po tym ;). Myślałam o Warszawie i Wrocławiu, zdecydowałam się na to pierwsze ze względu na odległość od rodzinnego Lublina. O relacje z rodziną się nie martw! W większości znanych mi przypadków (w tym i w moim własnym) zazwyczaj znacznie sie one poprawiają :) Przestają przeszkadzać codzienne drobnostki, a do tego przez tęsknotę się podchodzi do ludzi znacznie otwarciej. Zawsze uważałam, że mam świetną rodzinę, ale naprawdę dużo lepiej mi się z nimi dogaduje odkąd wyjechałam z domu. A widzę po znajomych, którzy zostali, że nawet teraz, parę lat po studiach, ciężko im się wyprowadzić z domu rodzinnego, choć sami już pracują... Do wygody człowiek się łatwo przyzwyczaja.
    Kosztami się nie przejmuj - większe miasta to też większe możliwości, a chcieć to móc :). Nie znam nikogo, kto chciałby znaleźć pracę podczas studiów w Warszawie i nie znalazłby jej - choć oczywiście nie zawsze jest to praca wymarzona, ale utrzymać się spokojnie da radę :).
    No i nie przejmuj się tym, że możesz sie nie odnaleźć na studiach czy nie dać rady! Studia zawsze można zmienić - i nie mówię tu tylko o rzucaniu i zaczynaniu coraz to czegoś nowego ;) Ale system 3+2 stwarza wiele możliwości, po licencjacie z jednego kierunku można robić magisterkę z innego.
    Ja sama po licencjacie z europeistyki na UW zdecydowałam się na magisterkę z finansów i rachunkowości, a teraz po skończeniu studiów pracuję w finansach w Szwecji. A ile osób mi mówiło, że idąc na licencjat z europeistyki już przegrywam życie, to nie zliczę... Nie słuchaj innych, myśl o tym, czego sama chcesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak to mówią matura to bzdura :) Trochę w tym racji, trochę nieprawdy. Ja również wspominam ten okres jako bardzo stresujący. Teraz cieszę się bardzo, że jestem już na studiach, które bardzo lubię i sprawiają mi satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam na mojego bloga(życie dwudziestolatki, która rozpoczęła studia i szuka doświadczeń dzięki inspiracji autorów blogów!)
    -> http://drobnostek-swiat.blogspot.com/

    Na Twój wpadam i poczytuję od czasu do czasu, powodzenia w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę.
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism.