niedziela, 11 października 2015

Jak zaoszczędziłam na podróż do USA?



Zgłaszając się do wymiany, wiedziałam, że będę musiała na nią trochę zaoszczędzić, że rodzice nie wyłożą za mnie całej kasy. Byłam świadoma niemałej kwoty, jaka będzie potrzebna. Co prawda moje wyobrażenie o tej sumie oscylowało wokół 3000 złotych, tymczasem okazało się, że prawie tyle kosztuje sam bilet. A musiałam jeszcze zapłacić za wizę, poza tym wypada wziąć ze sobą jakieś kieszonkowe (na pocztówki i kawę oczywiście ;)) Chciałabym więc zdradzić Wam, jak uzbierałam pieniądze na wymianę do USA. Nie mając regularnych dochodów i nie żebrząc. ;)

1. Pracowałam. Oczywiście nie była to stała praca, nie zarabiałam też kokosów. Czym się zajmowałam, skoro miałam 17 lat? Udzielałam korepetycji z angielskiego i rozdawałam ulotki. To pierwsze zajęcie wymagało ode mnie anielskiej cierpliwości oraz poświęcenia swojego czasu i głosu, to drugie wymagało również anielskiej cierpliwości i czasu, ale też dobrej kondycji. Cieszę się zarówno ze zdobytego doświadczenia, jak i z tego, że mogłam komuś pomóc.

2. Oszczędzałam. Często sprawdzałam, gdzie ceny są najniższe, szukałam najtańszych opcji. W moim przypadku stwierdzenie "czas to pieniądz" nabrało innego znaczenia. Poświęcając swój czas, oszczędzałam pieniądze. Wiecie, że najlepiej oszczędza się na drobiazgach? Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka… :) Przykład - nie kupowałam co dzień kawy w kawiarniach, a herbatę w kubku termicznym zabierałam z domu. Znalazłam naprawdę wiele sposobów, by oszczędzić. Oczywiście nie można wpaść w paranoję i bawić się w Szkota. Na niektórych rzeczach oszczędzanie wcale nie wychodzi na dobre.

3. Sprzedawałam. Zrobiłam generalny remanent w domu i sprzedawałam przedmioty, których my już nie używamy, ale komuś mogą się przydać. Książki, podręczniki, ubrania, płyty, pocztówki, gry… Dzięki temu mniej rzeczy zalega u nas w domu, a i do kieszeni trochę wpadło. Gdzie sprzedawałam? Na olx i na Facebooku.

4. Uczyłam się. Niektórzy mogą stwierdzić, że pieniądze to niezdrowa motywacja, ale mnie możliwość otrzymania stypendium motywowała, gdy lenistwo chciało być górą. Przypominałam sobie wówczas, że jeśli poświęcę trochę czasu na nauczenie się czegoś nudnego, to później być może uda mi się zrealizować marzenie. Warto było, bo stypendium zostało mi przyznane. :D

Kochani, ten post napisałam głównie po to, aby pokazać Wam, że prawie każdy może pozwolić sobie na podróż do Stanów Zjednoczonych. Ja oszczędzałam na tę wyprawę życia ponad rok, ale udało się i już pojutrze lecę za ocean. Przez ostatnie miesiące zastanawiając się nad kupnem czegoś, często zadawałam sobie pytanie: Czy to jest mi naprawdę potrzebne? Czy będę tego używać? Czasami jednak musiałam spełnić jakąś małą zachciankę. W końcu jestem tylko człowiekiem… :)

Dajcie znać, jakie macie sposoby na oszczędzanie! :)

Pozdrawiam

Sara

12 komentarzy:

  1. Przede wszystkim gratuluję wytrwałości w oszczędzaniu :) Sama po sobie wiem, że jeśli chodziłoby o moje marzenie to dałabym radę zrezygnować z wielu rzeczy, aby tylko udało mi się uskładać określoną kwotę :) Kilka lat temu - nie będąc również pełnoletnią chciałam mieć lustrzankę - takie trochę materialne marzenie, ale cóż... takie było :) Chciałam robić zdjęcia wszystkiemu naokoło, bo mnie to wtedy bardzo kręciło. Nie było dnia żebym sobie czegoś nie odmówiła / czegoś zrobiła, aby odłożyć - aż przyszedł dzień kiedy malutkie marzenie się spełniło :) Wiem, że to wszystko nie jest takie łatwe, ale cierpliwość i wytrwałość się opłacają :) Koniec końców miałam włamanie w domu i już tego aparatu nie mam, ale jak to się mówi "karma is a bit*h" (przepraszam za wulgaryzmy).
    Z wszystkich metod zarabiania/oszczędzania tylko nie udało mi się zdobyć stypendium, a tak poza tym to wszystko identycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomina mi się kiedy sama zbierałam na moją wymianę w liceum do Hiszpanii! Pamiętam, że pracowała wtedy całe wakacje przed wyjazdem aby później móc wyjechać. To była moja pierwsza podróż samolotem i pierwsza do tego kraju. Doskonale rozumiem cię więc bo wiem ile poświęceń wymaga zebranie pieniędzy na wymarzony wyjazd! Gratuluję, że Ci się udało! :) Powiem szczerze że więcej radości przynosi taki wyjazd, kiedy sama na niego odłożysz (chociaż częściowo) niż kiedy jest w całości opłacony przez rodziców. Jestem pewna że będziesz się świetnie bawić! :) Co do oszczędzania to teraz idzie mi o wiele łatwiej, oprócz studiowania pracuję, właściwie od pierwszego roku studiów a teraz jestem na piątym. Dostaję też stypendium z uczelni które co roku sponsoruje mi jakąś piękną podróż :) Dla podróży warto się poświęcić ;) Życzę udanego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
  3. nas też będzie czekało oszczędzanie na wyjazd do USA, bo ostatnio strasznie się nakręciłam na taki wyjazd. :) ale najpierw Hiszpania i od połowy listopada zaczynamy odkładanie pieniędzy na bilety, wizę i wszystko inne co nam się zamarzy. :) plus jest taki, że Tomasz ma rodzinę niedaleko Nowego Jorku, także kilka noclegów nam pewnie odpadnie. ;)
    baw się dobrze, pisz czasem coś z tych Stanów i zwiedzaj jak najwięcej! :)
    pozdrawiam serdecznie z lekką nutką zazdrości. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obecnie już od jakiegoś czasu mam nieprzezroczystą, nieotwierającą się puszkę, na której jest naklejona kartka: "na nowe kraje" (żeby się za bardzo nie ograniczać, na co zbieram) i tak sobie od czasu do czasu coś do niej wrzucam. A to 2 zł (zamiast kolejnych gum do żucia), a to 5 zł (zamiast biletu idę na nogach), a to nieco więcej (zamiast wysłanych pocztówek czy nowej, kupionej książki). Mam też odłożoną kasę ze świąt, urodzin, itp., choć sama nie wiem ile już się tam zgromadziło... Aaa i jeszcze część wypłaty z grudnia, bo potem już nie pracowałam, bo pochłonęła mnie magisterka ;) Najczęściej w moim przypadku są to po prostu pieniądze za wyrzeczenia :) ale jestem ciekawa ile udało mi się zgromadzić pieniędzy :p ale nie jest jeszcze pełna, więc jej nie otworzę...

    OdpowiedzUsuń
  5. oj, mnie na studiach stypendium też motywowało do tego, żeby przysiąść do mnóstwa paskudnych przedmiotów, których nie znosiłam :D za to sprzedawanie mi nie idzie, jestem chomikiem i chociaż nie mam zbyt wielu rzeczy to i tak mi ciężko się z nimi rozstawać. ale muszę chyba w końcu o tym pomyśleć, a nuż komuś się bardziej przyda to czego ja nie używam?

    gratuluję wytrwałości! jestem przekonana, że wyjazd będzie cudowny i wrócisz z niego z mnóstwem wspaniałych wspomnień :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie umiem oszczędzać, pieniądze się mnie nie trzymają. Wydawało mi się, że we wrześniu zacisnąłem pasa i że coś więcej zostanie mi na koncie i naprawdę wielu rzeczy sobie odmówiłem. Niestety stan konta wyglądał tak samo jak po najbardziej imprezowych miesiącach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem z własnego doświadczenia, że jak się czegoś mocno pragnie to można na to zaoszczędzić. Od dziecka byłam uczona, że jak coś chcę (a nie jest to coś bez czego nie będę mogła funkcjonować) to powinnam sobie na to uzbierać. I tak postanowiłam uzbierać na meble do pokoju! Dziwne marzenie, co? Postanowiłam jednak robić bransoletki z muliny. Miałam to szczęście, że moje gimnazjum było małe i (chyba) jako jedyna się w to bawiłam. A więc było sporo chętnych. W wakacje poszłam również do bobu (bo co innego robić na wsi?). I co? Udało mi się zarobić na meble. Jednak spotkała mnie taka niespodzianka, że dziadek sprezentował mi na urodziny nowe meble do pokoju! Ale co się nauczyłam zarabiać na swoje zachcianki to mi pozostało. Tak samo było ze zbieraniem na wyjazd do Paryża. Nie chciałam tutaj brać ani grosza od mamy. Postanowiłam, że skoro jest to moje wielkie marzenie to sama na to uzbieram. I tak się stało. Również sprzedałam sporo rzeczy, podjęłam współpracę z Avon, pieniądze, które dostałam np. na urodziny szły na konto oszczędnościowe, kieszonkowe również zaczęło mi zostawać i nie wydawałam na "głupoty". Wraz z R. zaczęliśmy również bardzo dużo czasu spędzać nad kartami. Zrobiliśmy nawet Ancikową skarbonkę do której wrzucaliśmy zarobione pieniądze. Nie sprawdzaliśmy ile tam mamy i po roku czasu okazało się, że jesteśmy dumni, że Ancik pomógł nam w realizaji marzenia. Jestem zdania, że jak ktoś chce to uda mu się zaoszczędzić. Nie warto siedzieć i marudzić "niee... ja nie potrafię.. mi się to nie uda.." Pewnie już lecisz na drugi kontynent, więc baw się dobrze! :) Miłej podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję Ci spełnienia marzeń i wytrwałości w oszczędzaniu oraz życzę wspaniałej podróży!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie potrafię za bardzo oszczędzać, ale gratuluję Tobie, że udało Ci się uzbierać pieniądze, że potrafiłaś wszystko zorganizować tak, by polecieć do Stanów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję wytrwałości! Ja, co prawda, jak się zmobilizuję to jestem w stanie oszczędzać, ale generalnie ciężko mi to wychodzi. Pracowałam, próbowałam oszczędzać i często mi to jakoś średnio wychodziło. :p No ale cieszę się, że Tobie się udało. ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja także gratuluję wytrwałości :)! Sama zaczęłam niedawno odkładanie na przyszłe wakacje, pierwsza wypłata prawie w całości poszła do skarbonki :D!

    OdpowiedzUsuń
  12. swietnie Sara masz glowe na karku! nie sztuka jest wziasc pieniadze od rodzicow, ale sztuka jest pomyslec jak zarobic nie mogac podejmowac pracy. brawo!

    ps. dostalas pocztowki?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)