czwartek, 1 grudnia 2016

Oj, działo się... - listopad 2016



Jak dobrze, że skończył się już ten okropny listopad, określany przez Tuwima jako "jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku". Radziłam sobie z listopadem, jak mogłam. Raz lepiej, razgorzej. Delikatnie ucierpiał na tym blog i moja figura. Ale teraz będzie już tylko lepiej. Znaczy, może nie z biodrami, bo w końcu niebawem święta… Jednak z humorem na pewno. Grudzień to jeden z moich ulubionych miesięcy. Ale zanim pozachwycam się, jak będzie miło, smacznie i przytulnie w tym ostatnim miesiącu 2016 roku, chcę podsumować ten miniony. Bo mimo że robił mi niemiłe niespodzianki, to coś dobrego i fajnego też się w sumie wydarzyło.

Radio. 
W listopadzie miałam okazję odwiedzić siedzibę Radia Sfera UMK. Towarzyszyłam mojemu chłopakowi, który opowiadał o rozwoju punku w Polsce. To było naprawdę niecodzienne doświadczenie móc zobaczyć, jak wygląda ten cały sprzęt i siedzieć w tym samym pomieszczeniu co gość audycji. Dziękuję chłopakom z radia, którzy pozwolili mi zajrzeć do ich królestwa i mojemu M., który nie wstydził się przy mnie gadać do mikrofonu. ;)

Prawo jazdy. 
Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość słuchania o mnie – nowym polskim rajdowcu. ;) W listopadzie odebrałam wreszcie swoje prawko, mogę legalnie jeździć po ulicach, co też powoli czynię… Znaleźliśmy z rodzicami samochód, który już niebawem kupimy. Najbardziej obawiam się wyjeżdżania tyłem z parkingu, ale przecież wszystkiego można się nauczyć, prawda?

Czapka. 
Możecie się śmiać, ale dla mnie zakup nowej czapki był wydarzeniem życiowym. Nie cierpię czapek, mało jest takich, w których wyglądam korzystnie. Moja czapka panda była dość wiekowa, a że mój chłopak należy do tej grupy, którzy proszą swą dziewczynę, by założyła czapkę, stwierdziłam, że potrzebuję czegoś bardziej twarzowego. ;) W czasie pierwszej wizyty w galerii nic nie rzuciło mnie na kolana, ale drugie odwiedziny okazały się owocne. ;)

Współprace blogowe. 
Widzieliście już Snail Mail Box, a niebawem zobaczycie inny efekt mojej współpracy. Będą kolejne niespodzianki!

Czytelnictwo. 
Wydawało mi się, że listopad był ubogi pod względem przeczytanych przeze mnie książek, ale gdy zerknęłam na statystyki, okazało się, iż nie jest tragicznie. Przeczytałam bowiem 4 książki – lekką opowieść o Australii autorstwa Martyny Wojciechowskiej (muszę przyznać, że wolę jej książki zawierające historie wszystkich kobiet odwiedzonych w danym sezonie "Kobiety na krańcu świata", nie zaś takie pojedyncze wydania). Wreszcie udało mi się dorwać "Zorkownię" czyli zapiski wolontariuszki z hospicjum. Powiem Wam tak – nie dałabym rady pomagać ludziom w takim miejscu, mimo że kiedyś o tym myślałam. Ta wszechobecna śmierć… dobiłaby mnie. Książka Agnieszki Kalugi nie dość, że nie posiada numeracji stron, to jeszcze jest napisana w bardzo specyficzny sposób – momentami jak wiersz, chwilami jak pamiętnik. Ale polecam tę książkę wszystkim – bo każdy powinien się przekonać, jak wnętrze hospicjum wygląda naprawdę. W listopadzie przeczytałam również powieść Gayle Forman "Byłam tu" – o samobójstwie. Byłam zszokowana tym, że istnieją fora, na których ludzie motywują się nawzajem do popełnienia samobójstwo. To zakrawa o morderstwo – przecież te osoby żyją, nie doradzają komuś z zaświatów, a wypowiadają się, jakby sami popełnili samobójstwo. Okrutny absurd. Kilka dni temu skończyłam również kolejną świetną powieść Evansa "Papierowe marzenia", ale muszę przyznać, że główny bohater był baaardzo irytujący i naiwny.

Kino. 
Nie obejrzałam w tym roku zbyt wielu filmów. Były takie miesiące, że pochłaniałam liczne książki, a filmy szły w odstawkę. Nadrobiłam to troszkę w listopadzie, wybierając się do kina aż trzykrotnie! Z rodzicami obejrzeliśmy kolejny świetny film z Tomem Hanksem, a z Maćkiem utwierdziliśmy się w przekonaniu, że wolimy przygody Harry’ego Pottera, a nie fantastycznych zwierząt. Wzruszyliśmy się też na filmie "Światło między oceanami". 

Magister. 
Na koniec pochwalę się jeszcze raz moim chłopakiem, który obronił swoją magisterkę i tym samym nie jest już studentem! Jestem z niego naprawdę dumna.


Jaki był Wasz listopad? Działo się coś ciekawego?
Życzę Wam dużo uśmiechu w grudniu!
Sara

2 komentarze:

  1. ależ słodko razem wyglądacie. :) gratuluję prawa jazdy, ja ciągle odpuszczam zrobienie swojego dla bezpieczeństwa własnego i całego otoczenia. ;) poza tym cieszę się, że listopad się skończył, bo był fatalny, ale mam nadzieję, że grudzień będzie lepszy. :)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zorkownia" strasznie mnie ciągnie od dłuższego czasu. Czytałam bloga pani Agnieszki, byłam nawet w tym hospicjum, o którym pani Agnieszka pisze (co prawda nie w "codziennej" tamtejszej sytuacji, ale na otwarciu nowego skrzydła - jako wolontariuszka, kilka razy też działałam dla tej placówki poza jej budynkiem - wolontariat gimnazjalny - no bo tak, pani Angieszka pisze o poznańskim hospicjum, o ile mi wiadomo), chciałabym posiadać własny egzemplarz jej książki. Sama kiedyś myślałam o pracy w szpitalu lub w hospicjum przy umierających.

    Cieszę się, że Twój listopad nie był taki zły, w końcu tyle dobrych momentów! :D Mój listopad? Ech, szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)