wtorek, 10 stycznia 2017

Jak się poznaliście? cz. 2



Kochani. Jestem naprawdę szczęśliwa, że poprzedni post wywołał w Was taki entuzjazm. Jedna z czytelniczek sama napisała do mnie z pytaniem, czy również może podzielić się swoją historią. Wszystkie opowieści są niezwykłe. Dziękuję Wam za nie.
Wiem, że niektórzy czekali na moją historię miłosną.. ;)

Jak poznaliście się z Twoją drugą połówką?

Zawsze się uśmiecham, gdy myślę o tym, jak się poznaliśmy z G. Moi znajomi zorganizowali mi imprezę urodzinową w klubie i tam poznałam G. Tej samej nocy, już w mieszkaniu, poczęstowałam go kawą, którą posoliłam zamiast posłodzić.  Wypił bez słowa skargi - powiedział mi dopiero po ok. 2 latach, że kawa była posolona.  - A.

Z N. poznaliśmy się przypadkowo. Ja byłam z jednego końca miasta, on z drugiego. Jak przecięły się nasze drogi? Razem z przyjaciółką interesowałyśmy się w gimnazjum Japonią, mangą, anime itp. Często przesiadywałyśmy w bibliotece. Tam natknęła się na nas dziewczyna ze starszej klasy, która miała koleżankę z podobnymi zainteresowaniami. Powiedziała jej o nas, poznałyśmy się. Kiedy zebrała się nas paczka znajomych, mangowców jak się zwaliśmy, moja przyjaciółka zaczęła organizować spotkania. Rzadko na nich bywałam, ale na jedno, na które akurat poszłam, Daga przyprowadziła swojego przyjaciela, z którym razem się wychowywała. Ja - zawsze nieśmiała - starałam trzymać się z tyłu grupy, co go niesamowicie drażniło i "dokuczał" mi z tego powodu. Jedna z koleżanek założyła forum dla naszego użytku, żebyśmy mogli rozmawiać o naszym hobby także w Internecie. Na początku z N. przedrzeźnialiśmy się na nim ze sobą, później przez wiadomości prywatne N. dowiedział się, że mam problemy w domu. Zaczął przyjeżdżać do mnie na osiedle, żeby porozmawiać. Jako że przez owe zmartwienia nie mogłam wychodzić zbytnio z domu, przyjeżdżał praktycznie przez całe miasto na 10-15 minut, kiedy wychodziłam na spacer z psem, tylko po to, żeby ze mną porozmawiać, wyciągnąć mnie z dołka. Zaczęliśmy się zbliżać do siebie. Ja ze swoją samooceną zakopywałam zauroczenie nim głęboko w sobie, gdyż nie wierzyłam, że ktoś może mnie lubić w ten sposób. Jednak którejś niedzieli, tydzień po jego urodzinach, kiedy odprowadzał mnie do domu, przytulił mnie do siebie. W końcu wykrztusił z siebie strasznie nieśmiało, czy nie chciałabym z nim chodzić. Teraz, kiedy mam 24 lata, może to i trochę głupio i infantylnie brzmi, ale w końcu byliśmy dzieciakami, zwłaszcza ja, piętnastolatka, on ledwo siedemnastolatek. W naszym związku było bardzo dużo problemów. Moje kłopoty w domu, brak akceptacji ze strony moich rodziców. Jednak nasza znajomość przetrwała. Dużo osób w to nie wierzyło. Mówili, że jesteśmy młodzi, na pewno nam się odmieni, że N. nie wytrzyma sytuacji, jaką mam w domu. Ale tak się nie stało. Sześć lat później N. poprosił mnie o rękę, niecałe półtora roku później wzięliśmy ślub. Choć ostatecznie wspólnych zainteresowań mieliśmy niewiele, bo Japonia przestała mnie tak fascynować, zaś reszta naszych zainteresowań to kompletnie inne światy, to połączyła nas chęć pomocy, wsparcia, później przywiązanie i miłość. I choć nadal często mamy zgrzyty, potrafimy się kłócić tak, że później się śmiejemy, że gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, to talerze by latały w powietrzu, nie potrafimy bez siebie żyć. Bo jak mówi pewno przysłowie - "Miłość zwycięża wszystko". - P.

Z Rafałem poznałam się w podstawówce. Mój dziadek zabierał mnie często do szkoły, żebym bawiła się z dziećmi w zerówce, a że Rafał jest o 2 lata starszy, to już wtedy się z nim bawiłam. Uznajemy oficjalnie, że poznaliśmy się jak poszłam do zerówki.  W tamtym czasie zaczęłam też uczęszczać na zbiórki ZHP, które prowadzą Jego Rodzice, więc i tam już od dziecka spędziliśmy razem dużo czasu. W gimnazjum nasz kontakt się urwał, ponieważ Rafał poszedł do szkoły w Toruniu. Ale przed jego maturą skontaktowaliśmy się ze sobą, wszystko dzięki mocy Facebooka. Z harcerstwa organizujemy każdego roku zlot dla szóstych klas i w 2012 organizowaliśmy razem dużo konkurencji. Po miesiącu odbył się biwak harcerski - nie spaliśmy przez dwie noce, tylko siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy. I tak się zaczęło. :) W skrócie - szkoła i ZHP. A i jeszcze mogę wspomnieć, że kiedyś ze sobą w podstawówce już chodziliśmy - aż jeden dzień! Ale stwierdziłam, że wolę kolegę z klasy haha. :) - A.

Poznaliśmy się z Ł., kiedy miałam 12 lat, on 16. To nie mogło się udać. Zupełnie inne światy. Pierwszy raz spotkaliśmy się na majówce. Jeździłam zawsze w to samo miejsce i przyjaźniłam się z jego rodziną. Wpadłam mu podobno od razu w oko. Nasza pierwsza rozmowa odbyła się na temat religii. Ł. zgadywał, ile mam lat. Nie mógł uwierzyć, że tylko 12. Wymieniliśmy się numerami telefonu. Pisaliśmy ze sobą do lipca. Kiedy w końcu się spotkaliśmy, w miejscowości była powódź. Poszliśmy nad rzekę zobaczyć, ile wody przybyło, i pierwszy raz się pocałowaliśmy. Jednak jak to wakacyjna miłość, trwała dwa tygodnie. Po pół roku odezwaliśmy się do siebie ponownie. Spotkaliśmy się 10 kwietnia 2009. Od tego czasu minęło już 8 lat. W 2018 bierzemy ślub. Oglądając ostatnio jego zdjęcia z dzieciństwa, zauważyłam, że na niektórych w tle siedzi moja rodzina. Okazało się, że będąc małymi dziećmi, bawiliśmy się na tej samej plaży. Śmiejemy się, że już wtedy sobie mnie upatrzył. Chociaż na początku słyszałam różne komentarze, że on jest za stary, a ja jestem jeszcze dzieckiem, Ł. stał się moim najlepszym przyjacielem i tak jest do tej pory. Chyba nie muszę mówić, na której plaży mi się oświadczył. :)  A.
 

Portale i aplikacje randkowe budzą wiele złośliwych komentarzy. I to zarówno wśród pewnych siebie „związkowców”, którzy uważają ich użytkowników za nieudaczników, jak i singli, którzy z wyniosłą dumą patrzą na tego typu zaloty. Ci drudzy czują się lepsi od korzystających z portali i aplikacji randkowych "desperatów", a tak naprawdę zazdroszczą im odwagi i zdecydowania, by wyjść wreszcie z uporczywej samotności. Po paru naprawdę kiepskich miesiącach, gdy poczucie życiowej niekompletności stawało się coraz bardziej dokuczliwe, postanowiłem znaleźć tę odwagę i w sobie. Przecież każdy sposób jest dobry, by spróbować znaleźć jedyną prawdziwą wartość – szczęście przy drugiej osobie. Próbowałem z Sympatią, a w końcu zainspirowany przez kumpla, postanowiłem sprawdzić Tindera. Zaskoczyło mnie, jak wiele wartościowych i sympatycznych dziewczyn korzysta z aplikacji, wbrew panującej obiegowej opinii. Kilka udało mi się nawet poznać, ale jedna była zdecydowanie bardziej fascynująca od innych. Blogerka, czytelniczka, podróżniczka, fanka Beatlesów – z miejsca znaleźliśmy wspólny język. Tematów nie brakowało nigdy i tak samo było w dniu, kiedy postanowiliśmy się spotkać "in real life"... Nigdy nie zapomnę tamtego sierpniowego dnia. Od tamtej pory 11 sierpnia przypada dla mnie codziennie. Dziękuję, S. - M. 


Lepiej zapamiętujemy te zdarzenia, które wywołują w nas silne emocje – to psychologiczny fakt. Dlatego nie dziwię się, że z najmniejszymi szczegółami potrafię odtworzyć to, jak poznałam M. 31 lipca 2016r. założyłam Tindera. Zrobiłam to z nudów. Nie spodziewałam się fajerwerków. Chciałam po prostu z kimś pogadać, ewentualnie usłyszeć kilka komplementów (co za próżność!). Przez 2 dni dostałam kilka suchych wiadomości, przeczytałam parę dwuznacznych tekstów. A 1 sierpnia napisał do mnie On. Wiadomość odczytałam dopiero następnego dnia rano. M. pisał, że zainteresował go mój blog, że widać, iż pisze go osoba z pasją. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Później, wspominając tę wiadomość, myślałam: wiedział, w jaki punkt uderzyć! Blog jest moim oczkiem w głowie. Świetnie nam się rozmawiało. Te konwersacje różniły się od rozmów z innymi "kandydatami"  polegających na zadawaniu mało kreatywnych pytań i odpowiedzi w stylu "aha". Dyskutowaliśmy i dzieliliśmy się wrażeniami tak, jakbyśmy znali się od zawsze. 11 sierpnia spotkaliśmy się po raz pierwszy. W restauracji zabrakło na pewien czas prądu, więc jedliśmy nasze naleśniki ze szpinakiem w półmroku. To nie przeszkodziło nam w niekończących się rozmowach. Jesteśmy razem już/dopiero blisko 5 miesięcy. Nieraz myślę, że naczytałam się tyle powieści Sparksa, że w końcu sama doświadczyłam pięknej, wielkiej, odwzajemnionej, pełnej romantycznych uniesień miłości. I każdemu życzę takiego uczucia. - S.



Ten post powstał dzięki sile miłości i Waszej chęci podzielenia się swoimi romantycznymi wspomnieniami. Jestem Wam za nie ogromnie wdzięczna. 
Kochani, dużo szczęścia Wam życzę! I wytrwałości, i cierpliwości w związku. A tym, którzy jeszcze nie odnaleźli miłości swojego życia, chcę powiedzieć: nie martwcie się. Bo ta miłość przyjdzie. W najmniej oczekiwanym momencie. 
Sara

1 komentarz:

  1. I znowu przepiękne historie. A dwie ostatnie nawet wiem, do kogo należą. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)