środa, 1 lutego 2017

Oj, działo się... - styczeń 2017



Styczeń okazał się zaskakującym miesiącem. Gdyby ktoś mi powiedział, chociażby w grudniu, że tak będą wyglądać moje pierwsze tygodnie nowego roku, zaczęłabym się śmiać i dziwić. Styczeń bowiem przyniósł ze sobą zarówno przemiłe niespodzianki i sytuacje, jak i niezbyt przyjemne momenty. Jak przetrwałam to wszystko?


Wyszło super…


W styczniu zaangażowałam się w badania nad dyskalkulią. Moim zadaniem było motywowanie dzieci, gdy odbywają treningi, oraz zapisywanie ich wyników. Ten cały proces uświadomił mi, że:

a) zdolności matematyczne są wrodzone. Oczywiście można je ćwiczyć, ale jeśli ktoś nie urodził się z odpowiednimi umiejętnościami matematycznymi, to istnieje niewielka szansa, że opanuje je w takim stopniu jak osoba, która z takim talentem przyszła na świat.

b) dyskalkulia jest faktycznym problemem, niewymyślonym, lecz realnym

c) współpraca z dzieciaczkami to coś, na czym chciałabym się skupić. :)

O ile czasami z treningami były drobne zamieszania, to cieszę się, że mogłam zaangażować się w ten projekt i jestem pewna, że moja przygoda z nim nie skończy się na kilku odbytych treningach.

W styczniu dostałam też pewne... wiadomości. Myślę, że niebawem będę mogła napisać Was o tym więcej. ;)

Czy wspominałam Wam, jak spędziłam pierwszy dzień stycznia? Otóż słuchałam dwunastogodzinnej listy w radiu. To był mój pierwszy Nowy Rok z TOPem wszech czasów i… jestem pewna, że nie ostatni. Jasne, jak puszczali piosenki, których nie cierpię, to wychodziłam z pokoju, haha. Ale byłam też świadkiem pamiętnej chwili – pierwszy raz od kilku lat w trójkowym TOPIE wszech czasów nie zwyciężyła piosenka Dire Straits "Brothers in Arms", lecz "Bohemian Rapsody" zespołu Queen.

W minionym miesiącu ukazał się mój pierwszy tekst na portalu Spod Kopca. Była to recenzja filmu "Światło między oceanami" (polecam tak swoją drogą :D). Artykuł możecie przeczytać tutaj, a tutaj lajkować. Będę wdzięczna, dumna i szczęśliwa. :D

24 stycznia świętowaliśmy z M. 5 miesięcy naszego związku. Z jednej strony ten czas zleciał bardzo szybko, z drugiej – mam wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze. 154 dni razem uczciliśmy w Centrum Sztuki Współczesnej na wystawie World Press Photo (o której więcej pisałam tutaj), w pizzerii i w kawiarni na deserku. :D

Wyszło trochę gorzej…


Zupełnie nie spodziewałam się, że autobus linii nr 14 będzie tak zatłoczony. Jeny, zatłoczony to eufemizm. On był zawalony ludźmi, bagażami, totemami i ciul wie, czym jeszcze. Mnie przypadło zaszczytne miejsce przy drzwiach. No i te drzwi stały się przyczyną spuchniętej stopy i przeklętego bólu. Ale już mogę chodzić. Na szczęście.

W tym roku nie kwestowałam na rzecz WOŚP. Ta sprawa jest dla mnie dość… niesmaczna. Głupio wykłócać się o to, by być wolontariuszką, więc tego nie zrobiłam. Jednak fakt, że kierowniczka sztabu przeoczyła zgłoszenie mojej mamy i moje, jest dla mnie przykry. Tym bardziej że wszystko wysłałyśmy o czasie… Mam nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie w przyszłym roku. 

Nie będę Wam już nic pisać o nauce o sesji, bo to wcale nie jest ciekawe. :D 
Jak będziecie wspominać pierwszy miesiąc 2017 roku? 
Życzę Wam, by luty był bardziej pogodny! 
Sara

1 komentarz:

  1. Sesja nie jest ciekawa? Pierwsza sesja jest zawsze najciekawsza...
    U mnie wszystko kręci się wokół córeczki, dlatego bardzo ważny a jak ekscytujący był fakt, gdy na początku roku zauważyłam u niej dwa malusie ząbki :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)