piątek, 16 czerwca 2017

261 kilometrów zmian



To już nie żadna tajemnica. Miałam się przeprowadzić, zmienić uczelnię, zamieszkać z Maćkiem. Przesunęłam jednak ten plan o rok. Na razie do stolicy przenosi się jedynie mój chłopak, by podjąć wymarzoną pracę jako dziennikarz muzyczny. 
 
Jak to się stało?


W Toruniu jest kiepsko z pracą. A już w szczególności z zatrudnieniem w mediach. Kilka miesięcy temu uzgodniliśmy z M., że będzie szukał pracy w innych miastach. Rozważaliśmy Poznań i Warszawę, bo położone są stosunkowo blisko i na pewno jest tam więcej możliwości znalezienia zajęcia. Cieszyłam się na przeprowadzkę, bo nie jestem zadowolona z psychologii w Toruniu, chciałam trochę zmienić otoczenie i zamieszkać z chłopakiem – nie wyobrażałam sobie związku na odległość. W Toruniu raczej prędko nie zamieszkalibyśmy razem, byłoby to zupełnie nieekonomiczne, podczas gdy ja mam darmowy dach nad głową.


Dlaczego ostatecznie zostaję w Toruniu?


Po rozmowach z rodzicami uznaliśmy, że zamieszkanie razem w Warszawie będzie dość kosztowne. "Dość" to mało powiedziane. Zaoszczędzimy mnóstwo pieniędzy, chociażby na podróże, jeśli ja się nie przeprowadzę. I choć początkowo nie brałam takiej opcji pod uwagę, argumenty dotyczące kosztów mnie przekonały.


Poradnik negatywnego myślenia 


Normalny człowiek cieszyłby się z szansy, którą otrzymała ukochana osoba. Powinnam znajdować plusy w wyjeździe Maćka. I wierzcie mi, szukałam ich intensywnie. Nawet je znajdowałam. Ale pesymistyczne scenariusze przeważały, zaczęłam się najzwyczajniej w świecie bać. Zawsze sądziłam, że związek na odległość = koniec związku. Cóż… chcemy z Maćkiem obalić ten stereotyp. Jasne, wielu parom się nie udało, ale wiele dało radę. Więc my też damy. Nie chcę Wam opowiadać o wszystkich wylanych łzach, o wyrzutach, o słowach rzuconych bez zastanowienia, o wybuchach zazdrości. W każdym razie w połączeniu z sesją egzaminacyjną minione dni były nie do zniesienia. 
 

Są plusy, naprawdę są


Po rozmowach z Maćkiem w końcu znalazłam zalety jego wyjazdu i staram się jakoś pogodzić z sytuacją. Będziemy widywać się co tydzień. Będę jeździć do Warszawy, on będzie przyjeżdżał do mnie. Co się z tym wiąże? Poznam trochę lepiej naszą stolicę! Może w końcu zobaczę Łazienki i wybiorę się do Muzeum Neonów. Więc na blogu - mam nadzieję dość często - będą pojawiać się warszawskie posty. Nie będę wspominać o takich plusach, jak możliwość zdobycia przez Maćka cennego doświadczenia, satysfakcjonująca praca, lepsze zarobki…

Dla mnie to jest ogromna życiowa zmiana, czułam, że muszę się tym z Wami podzielić. Przez ostatnie dziesięć miesięcy widywaliśmy się z Maćkiem kilka razy w tygodniu. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu. Byliśmy prawie na każde swoje zawołanie – prawie, bo jednak Maciek jeździł co jakiś czas do Kruszwicy, do domu, i spędzał tam np. tydzień.

Jasne, że się boję. Ale jednocześnie wiem, że damy radę. 
Trzymajcie za nas kciuki! 
Sara

16 komentarzy:

  1. Sara, Kochanie! Wierzę w Was, dacie radę! My z Rafałem czasami nie widywaliśmy się przez kilka weekendów, kiedy ja uczyłam się, a On studiował. Mimo, iż dzieliło nas zaledwie 30 km, nie mieliśmy szansy na spotkanie. Przetrwaliśmy to. Czasami uważam, że tęsknota za sobą była nam potrzebna, wtedy bardziej docenialiśmy swoje towarzystwo. Jesteście cudowną parą i wszystko będzie po Waszej myśli. Trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za ciepłe słowa. <3 To miłe, że inne osoby nam kibicują. :* Bardzo podnoszące na duchu.

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że Maciek się rozwinie zawodowo i jednocześnie Wasz związek się jeszcze bardziej rozwinie. Są pary, na które rozłąka wpływa negatywnie, ale są takie, którym ona wiele daje (np. lepsze docenianie czasu spędzonego razem). Trzymam za Was kciuki i baaaardzo Wam kibicuję! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu. :* Nie wiem, czy list już dotarł, ale opisałam w nim całą sytuację. :)

      Usuń
    2. Pewnie dotrze w kolejnym tygodniu. ;)

      Usuń
  3. Byłam w takim związku przez ponad 3 lata. Tyle, że byłam wtedy jeszcze młodsza od Ciebie. On mieszkał za Lublinem, ja za Toruniem ... Ponad 400km. Widywaliśmy się raz na 2 miesiące (zazwyczaj po 3-4 dni) i jakoś wytrzymaliśmy. Co prawda to już przeszłość, ale jestem dowodem na to, że związek na odległość jest możliwy ;) To będzie dla Was wielka próba, ale wierzę w Was mocno! Kochacie się? Odpowiedź jest oczywista :-) Zatem odległość nie zabije tej miłości. Trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :O Spora odległość! Jestem pod wrażeniem odwagi.
      Jasne, związek na odległość jest możliwy, tylko kwestia, czy jest satysfakcjonujący, czy będziemy w takim związku szczęśliwi... Mam jednak nadzieję, że tak, bo bardzo się kochamy i - chociaż nie wierzę w coś takiego jak przeznaczenie - to naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez Maćka. :)
      Dziękuję za słowa pełne wsparcia. <3

      Usuń
  4. Gratuluję zdobycia przez Maćka wymarzonej pracy. Wiem, jak mało kto, ile wysiłku zajmuje znalezienie pracy naszych marzeń. I jestem już coraz bliżej celu. Życie pisze nam różne scenariusze, nie da się przewidzieć jak będzie, kiedy związek musi przetrwać próby czasu czy przestrzeni. Ale prawdziwa miłość, przyjaźń, marzenia zawsze zwyciężą. Trzeba tylko w siebie wzajemnie wierzyć i ufać. Powodzenia życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w jego imieniu (choć pewnie sam też zajrzy do tych komentarzy :D). W Toruniu znalezienie dla Maćka pracy marzeń graniczyło z zerem - chciał pracować w mediach, najlepiej pisać o muzyce, a to możliwe jest tylko w dużych miastach, głównie w Warszawie.
      Dzięki, Aniu! :*

      Usuń
  5. Związek na odległość do duże wyzwanie ale jeśli dwie osoby łączy mocne uczucie to nic tego nie zmieni :) Trzymam za Was kciuki
    Mój Kanał Youtube
    Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się myśleć, że skoro kochamy się tak mocno, to nie może się skończyć przez kilometry. Dziękuję! :)

      Usuń
  6. Kolejne słoiki w naszym pięknym mieście...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w takim związku już żyję 3 lata. I naprawdę da się wszystko pogodzić. Gdy zaczełam się spotykać z J. dzieliło nas 72 km- stosunkowo mało w porównaniu do ciebie, ale mimo wszystko od razu na starcie dzieliła nas odległość. Po 2 miesiącach bycia razem musieliśmy podjąć decyzje- czy puszczam go na 2 miesiące do Francji. Puściłam. Wiedziałam, że musi w końcu zarobić trochę więcej kasy (samochód, który miał strasznie się psuł). Wrócił, ale niestety długo się nie cieszyłam. Po pół roku znalazł znowu pracę - tym razem w Norwegii. I tu nie chodziło o 2 miesiące, ale o ponad 3. Ok, wrócił, ale potem znowu wyjechał na kolejne 3. I tak niestety żyjemy. Ja w Polsce, on w Norwegii. Już trzeci rok tam jest. Czy myślałam, zeby do niego dołączyć? Nie. Bo tutaj mam studia. I jakoś nie wyobrażam sobie po nich harować zagranicą. No, bo po miałam te 5 lat męczyć się żeby teraz pracować jak wół? Dla kasy? Teraz myślę, że gdy on wyjeżdża to jest to jakiś oddech. Naprawdę. Jak wraca w listopadzie i jest do kwietnia to są chwile, że mi uszami wychodzi. A teraz wraca za 2 tygodnie na miesiąc, żeby znów wyjechać. Pewnie gdy zdecydujemy się na ślub on bardziej będzie się starał hehe. Trzymam za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  8. A co z Twoją zmianą studiów - też będzie czekać rok?

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, skoro na razie się nie przeprowadzam. ;) Nie zmieniam kierunku. Chcę za rok przenieść się na UW, by tam kontynuować psychologię.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)