poniedziałek, 17 lipca 2017

10 lipcowych przemyśleń

1. Jestem za stara na wakacje w Polsce z rodzicami…

2. …ale cieszę się, że – mimo bycia cieniasem – dotarłam do Morskiego Oka.

3. Każdy człowiek powinien zwiedzić Auschwitz.

4. Blog warto nie tylko pisać. Warto go też wykorzystywać.

5. Nie musimy rozumieć sztuki współczesnej, by nam się podobała.

6. Żeby kupić bilet na koncert Eda, stałam w kolejce ciągnącej się przez spory kawał Alei Jerozolimskich. A i tak udało mi się dokonać zakupu przez Internet (vivat Internet w komórce).

7. Skoro tyle poświęciłam dla Eda, dla Taylor mogłabym się nawet czołgać po tych Alejach Jerozolimskich.

8. Jednym z najpiękniejszych aspektów związku jest robienie sobie nawzajem miłych niespodzianek.

9. Nigdy nie zdecyduję, czy lepiej wiedzieć, czy nie wiedzieć.

10. Internety kłamią! Na krakowski Kopiec Kościuszki wejdziecie w niecałe 15 minut.

Trzymajcie się!
Sara
PS Pozdrawiam z Brukseli!

piątek, 14 lipca 2017

"Widzę przywidzenia" - Festiwal Wizje

Latem dzieją się w Toruniu naprawdę ciekawe rzeczy. Ma miejsce mój ulubiony Bella Skyway Festival czyli święto światła i muzyki, przyjeżdżają foodtrucki z różnych stron świata, a także aktorzy z całej Europy, by wyjść z teatrem do ludzi. W wakacje odbywa się również Festiwal Wizje mający na celu prezentację sztuki współczesnej w obrębie Starego Miasta.

Tegoroczna edycja festiwalu to już jego trzecia odsłona. Zdjęcia z poprzedniej edycji możecie zobaczyć tutaj.
Motywem trwającego od 6 do 9 lipca Festiwalu Wizje są przywidzenia. W przestrzeni Starego Miasta umieszczono osiem instalacji, które w rozmaity sposób interpretują ten temat. Razem z przyjaciółką sfotografowałam wszystkie dzieła artystów nowoczesnych.
Pod Łukiem Cezara popłynęła "Rzeka". To długa, wijąca się instalacja stworzona z czarnych książek. Kiedy wiatr przewraca strony, mamy wrażenie, że rzeka płynie i faluje.
Nieco dalej, na Placu Rapackiego, zawisł dziwny… no właśnie. Ul? A może… dzwon? To "Tuba Dei". Oryginał słynnego toruńskiego dzwonu znajduje się  obecnie w toruńskiej katedrze. 
Na drzewach nieopodal fontanny pojawiły się okrągłe "lustra". Instalacja "Kiedy odbija" to koliste elementy stworzone z folii lustrzanej.
Jedna z atrakcji tegorocznego Festiwalu Wizje stała się prawie że częścią fontanny Cosmopolis. "Ot!_pływanie" (notabene cudowna gra słów) to paski, które z daleka mogą wyglądać jak nieco bardziej kolorowa część fontanny. Jestem ciekawa, jak ta instalacja wygląda wieczorem w towarzystwie muzyki i świateł. 
Udałyśmy się z Fanny w stronę Krzywej Wieży, a tam przywitały nas "Koty". I to aż trzy. Cienie dachowców nawiązują do słynnej toruńskiej legendy – mówi się, że kot Blachacz uratował Toruń.
Z drugiej strony Krzywej Wieży spotkało nas kolejne zaskoczenie. Pod basztą stały… automaty z napojami i przekąskami. Zastanawiałyśmy się, czy to na pewno kolejne dzieło. Można powiedzieć, że dałyśmy artyście się nabrać. Okazuje się, że wszystkie produkty umieszczone w automatach były… namalowane. A my na początku tego nie zauważyłyśmy! Miałyśmy przywidzenia. :D Inspiracją do powstania "Art-Vending" było m.in. coraz częstsze zdominowanie przestrzeni miejskiej przez reklamę.
Nieco dalej dostrzegłyśmy z Fanny "Kawałek nieba". Nad ulicą została powieszona witrażowa instalacja. Nie szokuje, lecz cieszy oko.
Z ostatnim tworem artysty miałyśmy spory problem. Nie mogłyśmy go znaleźć. Czytałyśmy opis i nic. Gdzie to może być? Gapiłyśmy się na mury. W końcu podeszłam do, hm, nazwijmy to niewielkiej ściany i zaczęłam ją oglądać. Z przyjaciółką zastanawiałyśmy, czy przypadkiem nie jest to jakiś pomnik, który stał tu już wcześniej. Zgłupiałyśmy. Mnie jednak nie dawała spokoju wskazówka artysty  - fragment ściany miał wyglądać jak powierzchnia księżyca. Stwierdziłam, że to właśnie owa zauważona przez nas wcześniej ściana. Jednak po powrocie do domu weszłam na stronę festiwalu, by się upewnić. Na szczęście nie wyszłyśmy na ignorantki – fotografowana przez nas ściana była instalacją "Punkt, na który patrzę" stworzoną w ramach festiwalu.
Zawsze się zastanawiam, co myślą turyści spacerujący po Toruniu w czasie trwania Festiwalu Wizje. Dziwią się? Śmieją? A może są w pozytywnym szoku?
Festiwal Wizje należy do moich ulubionych letnich wydarzeń w Toruniu. Zawsze mnie czymś zaskoczy. I chociaż trudno mi niekiedy zrozumieć sztukę współczesną… cały czas próbuję.

Jakie macie zdanie na temat sztuki nowoczesnej? Która z atrakcji Festiwalu Wizje podoba Wam się najbardziej?
Sara

poniedziałek, 10 lipca 2017

10 ciekawostek o... Albanii

Kilka dni temu mój chłopak podesłał mi ankietę internetową. Powstaje ich coraz więcej, zwykle są częścią badań przeprowadzanych w ramach pisania pracy magisterskiej. Nie wiem, czy tak samo było z tą ankietą. Wiem jedynie, że zainspirowała mnie ona do stworzenia posta, który właśnie czytacie. Maciek, dziękuję za podesłanie!

Co wiecie o Albanii? Pewnie nie myślicie o tym kraju na co dzień, prawdopodobnie większość z Was w nim nie była. Znacie jej stolicę? Bardzo możliwe, że tak. A kojarzycie flagę? Tu będzie trochę gorzej… A wiecie o niej cokolwiek poza tym, że można tam pojechać na wakacje all inclusive?

Ja po rozwiązaniu ankiety na temat Albanii czułam się zawstydzona. Niby chciałabym tam jechać, bo wydawało mi się, że to fascynujący kraj, Tirana (dla niewtajemniczonych – stolica Albanii) jeszcze przede mną. Jednak dopiero ankieta sprawdzająca wiedzę Polaków na temat Albanii uświadomiła mi, jak mało znane jest to państwo wśród Polaków.  Postanowiłam przygotować więc dla Was 10 ciekawostek na temat Albanii – żeby rozwinąć Wasze horyzonty (i swoje przy okazji też).

1. Stolica Albanii, Tirana, znana jest z kolorowych budynków. Pomalowano je kilkanaście lat temu. To w głównej mierze komunistyczne budowle. Jaskrawe barwy sprawiają, że w Tiranie nie potrzeba adresów z nazwami ulic. Wystarczy opis charakterystycznego budynku.

2. W Albanii nie ma McDonaldów. Jest jedynie ich podróbka - Kolonat.

3. Język albański nie należy do grupy języków pochodzenia germańskiego, słowiańskiego, romańskiego ani żadnej z powszechnie znanych grup. To język indoeuropejski z grupy satem.

4. W Albanii niestety nadal akceptuje się krwawą zemstę. Szczególnie na północy kraju ta tradycja jest kultywowana. Chodzi o to, żeby zemścić się za śmierć członka plemienia, zabijając osobę z innego rodu… Niekoniecznie tę, która dokonała haniebnego czynu – może być to po prostu ktoś z rodziny zabójcy.

5. Pochodzenia albańskiego są m.in. piosenkarka Rita Ora oraz inna znana wokalistka – Dua Lipa.

6. Jeśli będziecie w Albanii i zaczniecie się zastanawiać, co dziś zobaczyć, możecie poszukać… bunkrów. Wcale nie będzie to trudne, bo w latach 70. i 80. w strachu przed atakiem jądrowym zbudowano ich kilkaset tysięcy! Niektóre są ogromne i mogą spokojnie pomieścić całą rodzinę.

7. Dominującą religią w Albanii jest islam, ale tamtejsi muzułmanie nie mogą mieć więcej niż jednej żony.

8. Jeśli wydaje Wam się, że w Albanii nie ma żadnych zabytków, muszę wyprowadzić Was z błędu. Elbasan, Fier, Gjirokastra czy Saranda to tylko nieliczne miasta, w których można podziwiać okazałe meczety, twierdze, zamki i bogato zdobione kościoły.

9. Gdzie najczęściej emigrują Albańczycy? Okazuje się, że do… Włoch. Możecie spróbować dogadać się w Albanii po włosku.

10. W Albanii znajduje się Miasto Tysiąca Okien. Chodzi o Berat, którego budynki usytuowane są na wzgórzu, przez co, patrząc z daleka, zdaje nam się, że widzimy tylko szyby.

Słyszeliście o tych faktach? A może byliście w Albanii?
Trzymajcie się!
Sara

piątek, 7 lipca 2017

Co warto zobaczyć w Kruszwicy i Kobylnikach?

Większość z Was słyszała o Kruszwicy w podstawówce, a może nawet w przedszkolu. Popiela zjadły myszy w… Mysiej Wieży. Czy to wszystko co można oglądać w legendarnej stolicy Polski?

Po raz pierwszy do Kruszwicy – rodzinnej miejscowości mojego chłopaka – wybrałam się jesienią. Nie było wówczas warunków do zwiedzania. Poza tym stresowałam się niemiłosiernie przed poznaniem rodziców Maćka. Ostatecznie wizyta nie okazała się taka zła.
Do Kruszwicy powróciłam dopiero pod koniec czerwca. To była moja pierwsza samodzielna wyprawa samochodem – ok. 50km w jedną stronę. Okazałam się takim cieniasem, że nawet ciężarówka mnie wyprzedziła, ale przynajmniej bezpiecznie dojechałam na miejsce, nie gubiąc się przy tym. Kilka kilometrów przed Kruszwicą Maciek postanowił pokazać mi pałac w Kobylnikach. Dopiero później zorientowałam się, że tych Kobylnik trochę w Polsce jest, a pałace znajdują się w minimum dwóch z tych miejscowości  - w Kobylnikach koło Kruszwicy oraz w Kobylnikach koło Szamotuł. W tym drugim miejscu możemy podziwiać nieco bardziej okazały pałac. Ale ten w pobliżu Kruszwicy również jest bardzo ładny, przyjemnie było przechadzać się po rozległym pałacowym parku.
W samej Kruszwicy natomiast zobaczyłam w końcu słynną Mysią Wieżę. To budynek z XIV wieku! Niestety było już zbyt późno i nie weszliśmy na szczyt wieży. Obeszliśmy ją dookoła, a później udaliśmy się nad Gopło. Jak widać, jezioro w środku miasta to nie tylko domena Olsztyna. Gopło jest ważnym elementem kruszwickiego krajobrazu. To tam spacerują zakochani, nad Gopłem odbywają się również różnego rodzaju imprezy. Kiedyś była tam także muszla koncertowa – nie wiedzieć czemu, zniknęła.
Maciek interesuje się ornitologią. W konsekwencji mam na karcie aparatu mnóstwo zdjęć perkoza i gęsi. Gąski gęgawy chodzą w Kruszwicy po ulicach.  
W Gople można się kąpać, ale jak to Maciek stwierdził – po co? Woda jest dość brudna… Ale i tak okolice jeziora ogromnie mi się spodobały. Różne pomostki, molo, plaża, ławeczki, sporo zieleni.
Na sam koniec udaliśmy się na niewielki rynek. O wiele bardziej podobał mi się, gdy zimą widziałam go przez okno. Na środku placu stały wówczas ozdoby świąteczne. Latem rynek niestety nie prezentuje się zbyt okazale. Kamienice nie są odrestaurowane, co niestety tworzy dość nieprzyjemny klimat.

Co jeszcze można zobaczyć w Kruszwicy? Efektowny mural z Popielem oraz kolegiatę romańską. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć tych dwóch obiektów. Ale na pewno będzie jeszcze okazja.

Zdradzę Wam, że mężczyźni z Kruszwicy odegrali istotną rolę w moim życiu. Z Marcinem bardzo długo się przyjaźniłam i to on towarzyszył mi na studniówce, z kolei z Maćkiem jesteśmy razem już prawie rok. :)
Byliście w Kruszwicy? Jak wrażenia?
Ściskam mocno!
Sara

wtorek, 4 lipca 2017

PRL i wioska Smerfów - toruńskie escape roomy

Jaki jest idealny escape room? To taki, w którym zagadki są logiczne, zaskakujące i intrygujące. To taki, z którego da się wyjść. ;) Co więcej – z którego wychodzi się z szerokim uśmiechem na ustach. Takie dwa pokoje odwiedziliśmy w toruńskim Domu Kłódek.

Do czasów PRL-u można przenieść się na różne sposoby. Odwiedzić ciocię, obejrzeć "Alternatywy", zajrzeć do warszawskiego muzeum PRL-u albo… wybrać się do escape roomu. W toruńskim Domu Kłódek znajduje się pokój "Czar PRL-u". Odwiedziłam go razem z Maćkiem. Już po przekroczeniu progu odnieśliśmy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Wszystko wyglądało jak za komuny – meble, ozdoby, nawet telefon, piec, futra i okulary przeciwsłoneczne! Przez cały nasz pobyt w pokoju leciały polskie piosenki z lat 70. i 80. Uwielbiam  muzykę tamtych czasów, więc czasami zamiast skupiać się na zagadkach, śpiewałam sobie pod nosem! Ale te melodie tworzyły w pokoju jeszcze bardziej prlowski klimat. Co oprócz tego ogromnie spodobało nam się w escape roomie "Czar PRL-u"? To, że zagadki również w jakiś sposób nawiązywały do tamtych czasów, zwrotów, których się wówczas używało i do prlowskich zwyczajów. Nie zabrakło kartek na jedzenie czy grubej kasy, którą się kiedyś płaciło. Penetrowanie tego pokoju było dla nas niezwykłym doświadczeniem – myślę, że dla ludzi pamiętających okres komuny byłoby jeszcze bardziej niesamowite, a może nawet wzruszające? Muszę jednak przyznać, że dla dwóch osób wydostanie się z tego escape roomu jest prawdziwym wyzwaniem. Zagadek jest sporo, trzeba było znaleźć mnóstwo kłódek i przedmiotów. Dlatego gdy będziecie wybierać się do "Czaru PRL-u", weźcie ze sobą wsparcie. :D Jeśli urodziliście się w latach 90., nie martwcie się – nie trzeba mieć specjalistycznej wiedzy, by rozwiązać łamigłówki. Wystarczą dobre skojarzenia. Mimo że zabrakło nam czasu, by uwolnić się z pokoju, i tak daliśmy mu 10 gwiazdek. Widać, że to pokój stworzony z sercem. Wielki plus za pomysł i wykonaną pracę! Pokój oceniłabym jako escape room dla średniozaawansowanych.
Drugim escape roomem, który odwiedziliśmy w Domu Kłódek, był pokój "Pokonaj Gargamela". Nie oglądałam w dzieciństwie Smerfów, obawiałam się więc, że nie uda mi się wpaść na rozwiązania zagadek. Okazało się jednak, że nie trzeba znać imion tych niebieskich stworków. ;) Tym razem do Maćka i mnie dołączyła moja przyjaciółka. Razem stworzyliśmy całkiem niezły team, każdy coś znalazł, każdy wpadł na jakiś pomysł (ja np. przechodziłam przez okno, ale cii). Pokój jest stosunkowo prosty, ale nie banalny. Wyszliśmy z niego osiem minut przed czasem – może udałoby się wcześniej, ale na samym początku rozgrywki dość sporo czasu zajęło nam… szukanie. Na szczęście poszukiwania zakończyły się sukcesem i mogliśmy ruszyć dalej. Ogromną zaletą tego escape roomu jest to, że składa się on z więcej niż jednego pomieszczenia. Zdecydowanie dodaje to atrakcyjności. Myślę, że to dobry pomysł na początek przygody z escape roomami czy na wizytę w pokoju zagadek z dziećmi. Chociaż nie tylko najmłodsi będą się dobrze bawić – my dzieciństwo mamy już dawno za sobą, a kiedy udało nam się otworzyć drzwi i wyjść z pokoju, cieszyliśmy się jak… dzieci. Pomieszczenie udekorowane jest niczym urocza wioska Smerfów.
Obydwa pokoje bardzo nam się spodobały i chętnie polecamy je innym.
Dziękujemy za świetną zabawę!

Krótkie informacje:
Gdzie? Dom Kłódek, ul. Wielkie Garbary 13/3(I piętro, naprzeciwko Empik’u i cukierni Lenkiewicz), Toruń
Co? Pokoje: Czar PRL-u, Pokonaj Gargamela oraz Garaż Słynnego Żużlowca. Już niedługo będziecie mogli bawić się w czwartym pokoju… Nie zdradzę jakim!

Szczegółowe informacje o Domu Kłódek znajdziecie na ich stronie internetowej.
Słonecznego tygodnia!
Sara

sobota, 1 lipca 2017

Oj, działo się... - czerwiec 2017

Czerwiec się skończył, jakbyście nie zauważyli. Cieszę się, że tworzę te podsumowania, bo pozwalają mi one dostrzec, jak wiele się dzieje w moim życiu. Tym razem mam dla Was muzyczne sprawozdanie z minionych trzydziestu dni.

CHANGE

Zacznę od najważniejszej zmiany czyli przeprowadzki Maćka. To również ogromna zmiana w moim życiu. Trzymajcie kciuki za M., żeby nowa praca przyniosła mu dużo satysfakcji, żeby bilety do Warszawy nie były takie drogie i przede wszystkim trzymajcie kciuki za nasz związek na odległość.

AMERIKA

W czerwcu wybrałam się na prezentację moich podróżniczych idoli – Oli i Karola z Busem Przez Świat. Aż mi się ciepło na sercu robi, gdy patrzę, jak ta urocza para przekonuje innych, że można tanio podróżować i świetnie się przy tym bawić. Przeprowadziłam wywiad z Olą i Karolem, który możecie przeczytać tutaj. W moje ręce, dzięki Maćkowi, trafiła kolejna książka autorstwa Karola – dałam jej aż 9 gwiazdek na lubimy czytać.

WORK FROM HOME

Na pewno kojarzycie portal Fly4Free. W czerwcu szukali dziennikarza. Na początku zaproponowałam Maćkowi, że powinien wysłać tam CV. Ostatecznie on tego nie zrobił, za to ja zebrałam się w sobie i wysłałam CV oraz kilka tekstów podróżniczych. Spodobałam im się! Zaprosili mnie do kolejnego etapu rekrutacji, który polegał na wykonaniu bardzo wielu zadań m.in. nagraniu filmiku, znalezieniu newsów, wymyśleniu tytułów i stworzeniu tekstów. Na wszystko miałam zaledwie weekend (a po weekendzie trzy kolokwia…). Jednak udało mi się zrealizować każdy z punktów. Mimo to obawiałam się,  że nie przyjmą mnie ze względu na słabe umiejętności w kręceniu i montowaniu video. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy otrzymałam odpowiedź, a w niej pochwałę filmiku, mojej kreatywności i…. totalny pojazd. Dowiedziałam się, że piszę bardzo słabo – nie słabo, lecz bardzo słabo i że zupełnie nie mam kompetencji, by z nimi pracować. Ogromnie motywujące, prawda? Przyznaję, było mi przykro, ponieważ nie przyjęli mnie do pracy marzeń, co więcej – podważyli to, w co uparcie wierzyłam. Że potrafię pisać. Nie umiem śpiewać, tańczyć, rysować, nie jestem dobra w sporcie, nie umiem gwizdać, ale wydawało mi się, że pisać to jednak umiem. Nie poddaję się jednak. I piszę dalej.

LONDON CALLING

Znacie Arlenę Witt? To popularna youtuberka prowadząca kanał "Po cudzemu". Robi to już od kilku lat, ale ja nigdy nie oglądałam jej regularnie. Z racji tego że postanowiłam popracować trochę nad moim angielskim, stwierdziłam, że powinnam nadrobić zaległości na kanale Arleny. Powiem jedno: warto! Wiedzieliście, że "iron" nie wypowiadamy jako "ajron"? :D Arlena nikogo nie udaje, a wiedzę dotyczącą języka ma ogromną!

HERE'S TO NEVER GROWING UP

Dorastam. Zdałam na drugi rok studiów. Nie miałam samych piątek, ale też nie muszę podchodzić do żadnej poprawki we wrześniu. Czyli… wakacje czas zacząć! Trzymiesięczne! Łii. :D

PHOTOGRAPH 

W przerwie między nauką do kolejnych egzaminów postanowiłam wywołać zdjęcia i powiesić je na ścianie. Tym sposobem nad łóżkiem mam teraz kadry z Budapesztu, Paryża, Rygi, Dublina, Olsztyna, Łodzi, a nawet… Torunia. :D Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w tych radosnych momentach i pomagali uwieczniać je na zdjęciach.

COME HOME

Po sesji postanowiłam pojechać do moich przyszłych teściów. Pomagałam Maćkowi w transportowaniu tobołów (nie muszę wspominać, jak dużo ich miał? Część i tak wylądowała pod moim łóżkiem, bo nie zmieściła się w samochodzie…). Po drodze zobaczyliśmy pałac w Kobylnikach, a w Kruszwicy, rodzinnej miejscowości mojego chłopaka, spacerowaliśmy w okolicach Mysiej Wieży i Gopła. Więcej zdjęć już niebawem na blogu.

I DON'T WANT TO KNOW

To kłamstwo, bo tak naprawdę chciałabym wiedzieć. Chciałabym znać odpowiedzi na trudne pytania w Global Quizie. Ta strona przeżywa obecnie prawdziwe zatrzęsienie. Można na niej zmierzyć się z przeciwnikami z całego świata i… bardzo trudnymi pytaniami z różnych dziedzin. Brat pokazał mi Global Quiz, a teraz swoich sił próbują także mój tata i Maciek.

TO SMERFÓW ŚWIAT

Czerwiec pożegnaliśmy w escape roomie. Tym razem udało nam się wyjść i to osiem minut przed czasem! Pokonaliśmy Gargamela. Więcej o tym pokoju zagadek opowiem już w następnym wpisie.
Jaki był Wasz czerwiec? Równie gorący jak mój?
Pozdrawiam wakacyjnie!
Sara