sobota, 7 stycznia 2017

Jak się poznaliście? - cz. 1



Raz na jakiś czas stworzę na blogu coś, z czego jestem szczególnie dumna. Post, o którym opowiadam, komu popadnie, i którym niesamowicie się ekscytuję. Nie mogłam się doczekać publikacji tego wpisu. Początkowo nie sądziłam, że powstaną z tego dwa osobne posty, nie spodziewałam się tak szczegółowych i – co tu kryć – pełnych zwierzeń opowieści. Właściwie to nie ja stworzyłam ten wpis. Stworzyło go życie. I wykreowała miłość. 
Te historie nauczyły mnie czegoś. Miłość pokonuje bariery rozumu i odległości. Wasze historie są nie tylko romantyczne, lecz także wzruszające, zaskakujące, urocze i dające nadzieję. Czytałam je, szeroko się uśmiechałam, ewentualnie szeroko otwierałam oczy ze zdziwienia. Ale powiem Wam coś, co odkryłam. Prawdziwa miłość istnieje. Jest wśród nas.
Dziękuję wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoją magiczną historią. Każda z nich nadaje się na scenariusz filmowy. Jak się okazuje, najlepsze scenariusze pisze życie. 
Poniżej znajdziecie 4 odpowiedzi na moje pytanie: 

Jak poznaliście się z Twoją drugą połówką?

Dodam jeszcze, że pytałam zarówno mężczyzn, jak i kobiety, ale w tym poście wyjątkowo pojawią się same wypowiedzi płci żeńskiej. :) Cieszy mnie różnorodność – kontaktowałam się i z mężatkami, i z narzeczonymi, i z osobami, które ślub planują w bliskiej lub baaardzo odległej przyszłości. Ale i takimi, które o weselu nie mówią, ale są razem już bardzo długo. Koniec wstępu. Wiem, że czekacie na te historie! 


"Portale randkowe jednak działają. Mojego obecnego narzeczonego poznałam ponad rok temu na Sympatii. Czysty przypadek - on miał usunąć swój profil, ja dopiero go założyłam. Nasze pierwsze spotkanie odbyło się tydzień później. Pogoda nie dopisała, więc w ramach rozgrzania się poszliśmy coś zjeść. Pech chciał, że chyba coś zaszkodziło B. Nie zraził się jednak i teraz jest to jedno z naszych ulubionych miejsc. Nasza znajomość potoczyła się zaskakująco szybko i już za niecałe 9 miesięcy zostaniemy małżeństwem."  - B.


"Z M. poznaliśmy się prawie pięć lat temu. Obydwoje pracowaliśmy wtedy na wolontariacie w czasie EURO 2012. Na początku niespecjalnie za sobą przepadaliśmy, ale coraz więcej czasu musieliśmy spędzać razem, tego wymagała nasza praca. Musieliśmy współpracować i tak się do siebie przyzwyczailiśmy, że po pewnym czasie zaczęliśmy spotykać się też poza pracą Wolontariat trwał jednak tylko trzy miesiące, więc przyszedł w końcu moment rozstania. Obydwoje mieliśmy już wcześniej inne plany, zatem pożegnanie było oczywiste. Ja zostałam w Polsce, M. mieszkał wtedy w Londynie, później wrócił do Egiptu. Po kilku miesiącach nie wytrzymałam i pojechałam do Egiptu po raz pierwszy. Uznaliśmy, że to jednak ma sens, że warto spróbować, chociaż przez jakiś czas będziemy żyć na odległość. Opłacało się. :) Jesteśmy razem od prawie 5 lat i blisko 4 po ślubie. A pomyśleć, że obydwoje znaleźliśmy się na tym wolontariacie przez przypadek. M. z powodu wizy prawie zrezygnował z przyjazdu, ja o mało nie wycofałam się przez studia, pracę i brak czasu. Jakimś sposobem znaleźliśmy się tam obydwoje i znaleźliśmy siebie. :)  - A.


"Pamiętam ten niedzielny poranek - w końcu przepiękna, wiosenna pogoda zagościła w mieście. Pozytywnie nastrojona wrzuciłam książkę do torebki, sama nie wiem dlaczego, założyłam obcasy i wybrałam się na mały spacer, którego celem była ławka na pobliskim deptaku. No gdzieś przecież musiałam tę książkę wygodnie czytać! Wtedy ze spotkania ze znajomymi wracał On. Trochę wczorajszy, bo świętował z kolegami narodziny dziecka jednego z nich. Spostrzegł mnie między zakochaną parą a staruszką karmiącą gołębie. Zadane prosto z mostu pytanie: Cześć, co czytasz? wystarczyło, by tamtego dnia los zaczął pisać kolejną, romantyczną historię. Naszą historię." – K. 


"Z M. poznaliśmy się prawie cztery lata temu w liceum. Chodziliśmy razem do klasy, a kiedy zaprzyjaźniłam się z jego przyjaciółką, także my zostaliśmy przyjaciółmi. Był duszą towarzystwa, bardzo przebojowy, zwariowany, wszędzie go było pełno. Taki lekkoduch, chwilami może nawet lekki narcyz, którego nie byłam w stanie wyobrazić sobie w związku. Ale można powiedzieć, że imponował mi tym. Po dwóch latach liceum oboje mieliśmy na koncie kilka przebojów miłosnych, parę związków, jak to młodzi ludzie. Ja uparcie szukałam księcia z bajki, ale chyba trafiałam na same wilki w przebraniu. Po jednym z takich niepowodzeń, prawdopodobnie, najbardziej dotkliwym wśród moich rozterek miłosnych, M. bardzo mi pomógł. Zaopiekował się mną. Podniósł samoocenę, pokazał piękno tkwiące wewnątrz mnie. Wtedy bardzo się do siebie zbliżyliśmy i zrodziło się między nami uczucie. Długo nikt nie wiedział o naszej małej wielkiej miłości. Chyba się bałam, nie chciałam zapeszać, nie byłam pewna, czy to coś na poważnie, czy to kolejna gra. Ale prędzej czy później uczucia musiały wziąć górę, nie mogliśmy się ukrywać w nieskończoność, podczas gdy między nami sypały się iskry, a wszyscy naokoło zadawali trudne pytania. Nie mogłam już dużej powtarzać: Przecież on jest dla mnie, jak brat! Jesteśmy razem już prawie rok, mamy wspólne plany na przyszłość i (o ile to możliwe) odnoszę wrażenie, że z każdym dniem kochamy się coraz bardziej." - M.


"Byłam na drugim roku studiów. Do Torunia przyjechałam po dłuższym pobycie we Francji, gdzie zostawiłam narzeczonego. Miałam tylko zrobić licencjat i wrócić do Francji, aby tam żyć. Wynajmowałyśmy z koleżankami (w sumie było nas 7) mieszkanie blisko uczelni. Było cudownie! Pewnego dnia dwie moje kumpele przyprowadziły po imprezie dwóch kolegów poznanych w którymś z klubów. Żeby nie było wątpliwości, ci koledzy byli nimi zainteresowani. Koleżanki zaś nieszczególnie, jak się potem okazało. Tak się kręcili w pobliżu od czasu do czasu, z czego wywiązywały się mniej lub bardziej istotne rozmowy. Ostatecznie jeden z nich stał się moim przyjacielem i pracodawcą (miał biuro tłumaczeń), a drugi został mężem. W międzyczasie musiałam "tylko" rozstać z francuskim narzeczonym i kompletnie zmienić życiowe plany. No ale czego się nie robi dla miłości..." - A.


Jeszcze raz: dziękuję!
Wiecie, czego Wam wszystkim życzę?
Jedno słowo.
Miłości!
Sara

3 komentarze:

  1. Przeurocze historie! Ciekawe czy i moja kiedyś się już znajdzie, jak wreszcie zacznę ją pisać. :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pewna dwóch pierwszych bohaterek i chyba trzeciej :P Piękne historie. Każda jest wyjątkowa. Aż zaczęłam sama odpowiadać sobie na to pytanie (choć moje historie do tej pory nie miały szczęśliwych zakończeń). Dużo miłości dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj jak ja lubię takie historie czytać :D. Tak mi się przypomniało, jak w lutym zawsze kupowałam Bravo Love :D. Jezuuuu ile to lat temu było!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)