piątek, 21 września 2018

Nowy kraj w kolekcji: Nikaragua


Dawno nie było na blogu wpisu pocztówkowego! A ostatnio trafiło do mnie całkiem sporo widokówek… Dziś pokażę Wam dwa skarby z Ameryki Środkowej.

Nikaragua – przyznajcie się, co wiecie o tym państwie? Ja, zanim zaczęłam pisać tego posta, wiedziałam jedynie, gdzie leży Nikaragua i… to tyle. Choć może to i tak całkiem niezła wiedza geograficzna. Wiedziałam jeszcze, że długo nie mogłam zdobyć pocztówki z tego kraju.

Nikaragua to malutkie państwo w Ameryce Środkowej, mające dostęp do Oceanu Spokojnego oraz Morza Karaibskiego. Mieszka tam nieco ponad 6 milionów osób. Niestety to dość słabo rozwinięty kraj.  Jego stolicą jest Managua.

Jak zdobyłam pocztówkę z Nikaragui? Niestety, nie udało mi się jej otrzymać za pomocą oficjalnej strony Postrcrossingu. Dopiero prywatny swap z panem z Niemiec (!) pozwolił mi na cieszenie się z widokówki z nowego kraju.

Na grupie facebookowej zaproponowałam wymianę: ja wysyłam komuś kartkę przedstawiającą zwierzęta z wysp Tristan da Cunha (więcej o tym miejscu na krańcu świata pisałam tutaj), ktoś wysyła mi pocztówkę z brakującego kraju. Dodam jeszcze, że specjalnie zakupiłam nieco więcej pocztówek z Tristan da Cunha, pomyślałam, że mogą być one łakomym kąskiem dla kolekcjonerów. I faktycznie – chętny na pocztówkę z archipelagu był pewien sympatyczny Niemiec. Co więcej, okazało się, że Peter, będąc na wakacjach, kupił sobie kilka pocztówek z Nikaragui wraz ze znaczkami. Pewnie zdawał sobie sprawę, jak chodliwym towarem są kartki z tego kraju. Peter z chęcią zgodził się na wymianę. W ten oto sposób do moich rąk trafiła piękna pocztówka z Nikaragui. Przedstawia ona wyspy, które powstały po eksplozji wulkanu. Jak pisze Peter, w Nikaragui jest wiele wulkanów. Na niektóre z nich można się wspiąć.
A jak zdobyłam drugą pocztówkę z Nikaragui? W dość zaskakujący sposób. Kilka dni temu dostałam plik kartek od mojej cioci, która całkiem sporo podróżuje. Ma też znajomych w różnych częściach globu. Otrzymała niegdyś pocztówkę z Nikaragui i postanowiła mi ją podarować! Gdyby ciocia zdawała sobie, jaki to skarb dla postcrossera otrzymać kartkę z Nikaragui… Przez 6 lat mojej przygody z Postcrossingiem nie miałam żadnej kartki z tego kraju. A teraz mam aż dwie!
Jestem ciekawa, czy Wam udało się zdobyć pocztówki z Nikaragui. 
Pozdrawiam ciepło
Sara

wtorek, 18 września 2018

Malta – komunikacja miejska, ceny i przydatne informacje



To ostatni maltański post. Cieszę się, że mogłam zabrać Was w tę podróż. To była wyjątkowa wycieczka z kilku powodów.

1. Po raz pierwszy byliśmy we czwórkę na rodzinnych wakacjach za granicą.
2. Po raz pierwszy moi rodzice i brat odwiedzili ciepły kraj strefy śródziemnomorskiej.
3. Po raz pierwszy Dawid leciał samolotem.
4. Już myśleliśmy, że nasze wymarzone wczasy nie dojdą do skutku ze względu na nieważny paszport.
Ostatecznie jednak wszystko się udało i dziś chciałabym się podzielić z Wami garścią praktycznych informacji dotyczących podróży na Maltę. Bo – przyznaję – planowanie tej wycieczki wcale nie było łatwe!
Jak dostać się na Maltę? 

Na Malcie funkcjonuje tylko jedno lotnisko. Nie jest ono jednak zlokalizowane w stolicy kraju. Na wyspę lata Ryanair z Gdańska, Krakowa, Poznania i Wrocławia oraz Wizz Air z Katowic i Warszawy.

Komunikacja na Malcie

Na Malcie obowiązuje ruch lewostronny, czyli krótko mówiąc – wszyscy jeżdżą jak wariaci, a na rondzie skręcają w lewo. Był to jeden z powodów, dla których nie zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu. Okazało się to doskonałą decyzją, bowiem uliczki na Malcie są bardzo wąskie, a zaparkowanie graniczy z cudem.
W dniu przylotu kupiliśmy siedmiodniowe bilety na komunikację miejską. Jeden taki bilet kosztował 21 euro. Jak sobie pomyślę, że w Atenach bilet trzydniowy to koszt 22 euro, stwierdzam, że zrobiliśmy niezły deal.
Wyspa jest mała, ale to kłamstwo, że wszędzie jest blisko. Autobusy objeżdżają nawet najmniejsze wioseczki i zatrzymują się co chwilę. Już o tym pisałam, ale powtórzę: każdy przystanek na Malcie i Gozo jest na żądanie. Jeśli chcemy wysiąść – naciskamy przycisk. Jeśli chcemy wsiąść – machamy. Może się zdarzyć tak, że autobus się nie zatrzyma, ponieważ kierowca nas nie zauważy (pech) albo autobus będzie przepełniony (jeszcze większy pech).
Czy autobusy na Malcie jeżdżą, jak chcą? Nie do końca. Większość z nich kursuje mniej więcej według rozkładu. Ale zdarza się, że jakiś autobus po prostu nie przyjedzie.
Planując podróż na Maltę, dziwiłam się, że - na przykład - podróż z Valletty do plaży Golden Bay (odległość 20 km) zajmie nam godzinę. Tymczasem tak to wygląda na Malcie. By jeździć autobusami, trzeba mieć trochę cierpliwości. Jednak wszystkie pojazdy są klimatyzowane - chociaż takie szczęście!
Na Malcie spotykaliśmy bardzo życzliwych ludzi. Nawet niepytani chętnie wskazywali drogę.
Ile kosztuje pobyt na Malcie?

Jak wiecie, naszą wyprawę zorganizowaliśmy w całości sami, nie korzystaliśmy z usług biur podróży. Organizowaliśmy ją jednak dwukrotnie. Początkowo już w lutym kupiliśmy bilety lotnicze oraz wynajęliśmy apartament na lipiec. Wówczas bilety dla czterech osób w dwie strony kosztowały 1379 zł, natomiast tygodniowy pobyt w apartamencie miał wynieść nas 1624 zł. Jednak w kwietniu pan anulował naszą rezerwację, tłumacząc się jakimiś pracami budowlanymi w domu. Wynajęliśmy więc inny apartament. Było coraz bliżej sierpnia, więc zapłaciliśmy już nieco więcej, bo 1813 zł za tygodniowy pobyt dla czterech osób. A w lipcu nastąpiła awaria paszportowa. Nie polecieliśmy na Maltę w zaplanowanym terminie. Musieliśmy ponownie kupić bilety lotnicze i wynająć apartament. O ile bilety udało nam się dorwać w naprawdę świetnej cenie, bo za 1374 zł, o tyle apartamenty były już o wiele droższe. Za nasz zapłaciliśmy 2110 zł, jednak jego lokalizacja była idealna – w Valletcie, dwie minuty od przystanku autobusowego, blisko wszystkich zabytków, 15 minut od głównego dworca autobusowego.
Przykładowe ceny

Rejs łódeczką po Blue Grotto8 euro
Rejs promem na Gozo i z powrotem – 4,65 euro
Rejs na Blue Lagoon i z powrotem – 10 euro
Pocztówka – 0, 25 euro
Obiad w knajpce dla czteroosobowej rodziny (np. dwie pizze i dwa makarony z piciem) – ok. 50 euro
Trzy gałki lodów – od 3,5 euro do 4,5 euro
Pisząc ten post, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że organizowanie podróży samemu jest po prostu tańsze niż kupowanie wycieczek w biurze podróży. Dla przykładu – ostatnio rozmawiałam ze znajomą, która już zapłaciła za wczasy dla czterech osób na przyszły rok organizowane przez biuro podróży. Tygodniowy pobyt na Zakynthos bez wyżywienia wyniósł ją 4000 zł. De facto więc za loty i hotel dla czterech osób zapłaciła 4000 zł, kupując wczasy rok wcześniej. My, kupując wszystko na miesiąc przed, zapłaciliśmy 3500 zł. A mogliśmy wydać jeszcze mniej, załatwiając wszystko na kilka miesięcy przed wyjazdem. Nie muszę dodawać, że mieliśmy do dyspozycji kuchnię i całe mieszkanie. 

Jeszcze taka uwaga – hotele na Malcie są bardzo drogie, o wiele bardziej opłaca się wynająć coś na Airbnb. Jak działa ten portal, pisałam w tym poście.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące wyjazdu na Maltę, śmiało, piszcie! Postaram się pomóc.
Uściski!
Sara

niedziela, 16 września 2018

21 rzeczy, których nie chcieliście o mnie wiedzieć


Dziś są moje 21 urodziny. Z tej okazji zasłużyliście na to, by dowiedzieć się o mnie kilku rzeczy. Konkretnie 21. 

1. Jestem straszną sztywniarą. Nie piję alkoholu i nie palę papierosów.
2. Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie irytuje, są spadające zakładki do książek. Zwykle czytam książkę na łóżku i nie ma opcji, bym trzymała zakładkę przy sobie. Ona zawsze ucieka. A potem znajduję ją za łóżkiem/w otchłani kołdry albo nie znajduję wcale.
3. Nie umiem otwierać serków homogenizowanych. Bardzo je lubię, ale one mnie trochę mniej. Zwykle nie udaje mi się oderwać wieczka w całości, tylko muszę to robić po kawałku. W konsekwencji jestem później upaćkana serkiem.
4. Uwielbiam sprzedawać rzeczy. Do tego stopnia, że mój brat śmieje się, że kiedyś sprzedam lodówkę, bo uznam, że nie jest nam potrzebna.
5. Niektórzy twierdzą, że grzywka to nierozerwalna część mnie. Tymczasem w domu zawsze chodzę bez grzywki. Przypinam ją tylko na wyjście. W opasce. Zdejmuję ją, gdy muszę wyjść do ludzi. Listonosz się nie liczy.
6. Wszystko muszę mieć zaplanowane i zorganizowane. Gdy czegoś nie wiem  - na przykład, o której odbywa się egzamin albo czy będę mogła coś załatwić, niezmiernie mnie to irytuje. 
7. Mam fioła na punkcie kota sąsiadów. Lubię go obserwować, wiem, kiedy pojawia się na zewnątrz. Nadałam mu nawet imię.
8. W ogóle mam bzika na punkcie kotów. Chciałabym mieć własnego. Na razie mam tylko na tapecie.
9. Wkurza mnie, gdy niektórzy uważają, że z Maćkiem jesteśmy jak herbata z cukrem. Nie chodzi bynajmniej o to, że on jest gorzki, a ja słodka. Dla niektórych jestem tylko dodatkiem do Maćka. 
10. Czasami chodzę do różnych miejsc za darmo. Bo jestem sławną blogerką.
11. Nienawidzę błędów językowych. Ostatnio przeczytałam pierwszy post na nowo powstałym blogu. Znalazłam dwa błędy językowe i jeden ortograficzny. A w newsletterze natknęłam się na wyrażenie półtorej roku. Moje serce krwawi.
12. W tegorocznej ankiecie Orange Warsaw Festival wpisałam, że na scenie chciałabym zobaczyć Taylor Swift, Anne-Marie, HAIM i Hurts. Chyba organizatorzy mocno się zdziwią.
13. Kiedyś bardzo lubiłam czytać "Chwilę dla ciebie".
14. W gimnazjum, w ferworze fascynacji językiem niemieckim, ponazywałam foldery na komputerze właśnie w tym języku. Do dziś mam katalog "Witzig&Wichtig".
15. Tak bardzo lubię zieloną herbatę, że kiedy jej zabraknie, potrafię wsiąść w samochód i pojechać 2 km do sklepu tylko po nią.
16. Moją fobią są dżdżownice i wszelkie glizdopodobne robaki. Jeny. Na samą myśl mam ciarki.
17. Kiedyś miałam takiego bzika na punkcie mody, że nosiłam na głowie nie tylko kwiatki, lecz także kocie i mysie uszy. Efekty możecie zobaczyć w czeluściach bloga.
18. Gdy ćwiczę z Chodakowską, to chudnę. A gdy nie ćwiczę, to tyję. A mój chłopak i tak nie widzi różnicy.
19. Bardzo często śpiewam sobie w aucie. Nawet wtedy gdy z naprzeciwka jadą inne pojazdy.
20. Mogłabym nie mieć telewizora w domu. Serio. 
21. Jestem szczera i bezpośrednia. Ale to już chyba wiedzieliście?



Sara

piątek, 14 września 2018

Najpiękniejsze miejsce na Malcie - wyspa Gozo


Najpiękniejsza na Malcie wcale nie jest Malta. Tylko Gozo. Gdyby ktoś mnie spytał, czy chcę wrócić na Maltę, odparłabym: Tak, na Gozo.

Gozo to druga co do wielkości wyspa Archipelagu Maltańskiego. Jest o wiele bardziej sielska, wiejska i spokojniejsza niż Malta.

Jak dostać się na Gozo?
Na Gozo pływają promy z portu w miejscowości Cirkewwa. Odpływają co 45 minut (w nocy nieco rzadziej). Co bardzo ważne, wsiadając na prom na Malcie nic nie płacimy, nie kupujemy żadnych biletów, po prostu wsiadamy na prom. Dopiero wracając z Gozo na Maltę, kupujemy bilet za 4,65 euro. Brzmi to może dziwnie, ale tak to działa.
Jak zwiedzać Gozo?
Zaplanowaliśmy sobie, jak będzie wyglądała nasza trasa zwiedzania Gozo. Mieliśmy poruszać się autobusami. Jednak Gozo jest o wiele gorzej skomunikowana niż Malta, często żeby gdzieś dojechać, trzeba przejechać przez stolicę kraju, Victorię. Koleżanka mojej mamy doradziła jej, by kupić bilety na czerwone, piętrowe autobusy firmy Hop On Hop Off. Na pewno widzieliście nieraz takie pojazdy w różnych miastach. Jednak w Internecie natknęłam się na informację, że bilet dla jednej osoby powyżej 10 roku życia na taki autobus to koszt aż 18 euro (dla dzieci – 10 euro). Stwierdziliśmy, że to znacznie przekracza nasz budżet. Jednak w porcie pan naganiacz zaproponował nam cenę 10 euro za każdą osobę. Do tej pory wydawało mi się, że taki sposób zwiedzania jest po prostu płytki i że nie warto korzystać z usług Hop On Hop Off czy innych tego typu firm. Tymczasem po zwiedzeniu Gozo stwierdziliśmy, że to była świetna decyzja.
W praktyce wyglądało to tak, że poruszaliśmy się po wyspie czerwonym, piętrowym autobusem, jednak na każdym przystanku mogliśmy wysiąść, by następnie wsiąść do innego autobusu tej samej firmy. Jeździły one co 45 minut, a zatem można było spędzić w danym miejscu 45 minut, półtorej godziny czy dłużej i spokojnie sobie zwiedzać. W cenie biletu każdy z nas otrzymał słuchawki, przez które słuchaliśmy audioprzewodnika w języku polskim. Gdyby jazda takim autobusem wyglądała tak, że jeździmy po wyspie i tylko podziwiamy ją, siedząc w pojeździe, na pewno nie zdecydowałabym się na taką atrakcję. Ale możliwość swobodnego wsiadania i wysiadania bardzo przypadła nam do gustu.

Co zobaczyliśmy na Gozo?
Nasza podróż wyglądała tak: wsiedliśmy do autobusu w Mgarr, a więc w mieście portowym. Pierwszym przystankiem na trasie była Xewkija, w której znajduje się kościół z trzecią największą kopułą w Europie. Z racji tego że była to jedyna atrakcja w Xewkiji, nie zdecydowaliśmy się na opuszczenie autobusu, a jedynie pstryknęliśmy kilka zdjęć z pojazdu.
Kolejnym przystankiem była ogromna przetwórnia pomidorów, którą można zwiedzić za opłatą. My jednak zdecydowaliśmy się wysiąść dopiero na następnym postoju, jakim była Victoria, stolica Gozo, zwana także Rabatem. W miasteczku tym obejrzeliśmy Cytadelę, z której roztacza się wspaniały widok na miasto. Widzieliśmy również kilka innych zabytków, w tym Plac it-Tokk (Independence Square) oraz Bazylikę św. Jerzego. Przyznam Wam, że Victoria nie będzie tym, co najbardziej zapamiętamy z Gozo. W stolicy wyspy wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w dalszą podróż. 
Po drodze minęliśmy wioskę Ta’Dbiegi, znaną z różnych zakładów rzemieślniczych. My zdecydowaliśmy się wysiąść na kolejnym przystanku - w Dwejrze. To miejsce, które skradło moje serce. Byliśmy bardzo głodni, więc nasze kroki najpierw skierowaliśmy do knajpki. Z okien restauracji widać było Inland Sea. Nie mogłam się doczekać, aż zjemy i będę mogła podziwiać to miejsce z bliska! Inland Sea to zatoczka, która powstała w wyniku zapadnięcia się jaskiń. Jest płytka, można się tam spokojnie kąpać. Woda jest krystalicznie czysta, z łatwością mogliśmy dostrzec pływające w niej rybki. To miejsce stało się moim zdecydowanie ulubionym miejscem na Gozo (a może i na całej Malcie!). Jednak Dwejra to nie tylko zatoka Inland Sea, lecz również… krajobrazy jak na Marsie! Naprawdę, tamtejsze skały i podłoże wyglądały jak na pustyni albo na planecie Mars (nie, żebym była na Marsie :D!). To właśnie w Dwejrze znajdowało się niegdyś Azure Window, symbol Malty, zdobiący okładki przewodników. Niestety, słynny łuk zawalił się w 2017 roku. Jednak nadal można go znaleźć na pocztówkach czy magnesach. Jedną z atrakcji Dwejry jest również Fungus Rock, skała wapienna o wysokości 60 metrów. Nazwę swą zawdzięcza wartościowej roślinie, grzybkowi maltańskiemu. Żal było mi opuszczać Dwejrę, jednak chcieliśmy zobaczyć jeszcze kilka miejsc na Gozo.
Kolejnym punktem trasy była świątynia Ta’Pinu. To cel wielu pielgrzymek, miały tam bowiem miejsce wydarzenia, które uznano za cuda. Przy Ta’Pinu kierowca zrobił krótką przerwę na zdjęcia.
Przejeżdżaliśmy przez bardzo malownicze wioski, w których można zjeść świeżą rybę. Myślę, że jeśli wrócę na Gozo, na pewno wybiorę się na spacer plażą w Xlendi lub Marsalforn. W tej drugiej miejscowości znajduje się pomnik Chrystusa, podobny do tego w Rio de Janeiro.
My wysiedliśmy dopiero w Ramli, znanej z plaży z pomarańczowym piaskiem. To miejsce troszkę nas zawiodło, mieliśmy nadzieję, że plaża będzie wyglądać bardziej spektakularnie. Ale powiem Wam, że cały klimat Gozo i tamtejsze krajobrazy sprawiły, że ani na moment nie zrzedła nam mina. Autobusem wróciliśmy do portu w Mgarr, skąd odpływał prom na Maltę.
Dodam jeszcze, że na Gozo można zwiedzać słynną świątynię Ggantija, jednak, jak już wspominałam, my odpuściliśmy sobie oglądanie megalitycznych budowli.
Muszę przyznać, że chciałabym wrócić na Gozo. Ta wyspa ma w sobie coś, co kojarzy się z relaksem i sielanką. Mam nadzieję, że moje zdjęcia chociaż odrobinę oddają piękno Gozo. Kupienie biletów na autobus Hop On HopOoff było dobrą decyzją z kilku powodów. Po pierwsze nie musieliśmy się martwić tym, ze nie znajdziemy przystanku komunikacji miejskiej, że będziemy musieli długo czekać na autobus. Po drugie mogliśmy dowiedzieć się całkiem sporo zarówno o Malcie, jak i o Gozo z audioprzewodnika. A widoki oglądane z piętra autobusu były naprawdę wspaniałe.
Jeśli wybierzecie się kiedyś na Maltę, koniecznie odwiedźcie Gozo!
Sara