poniedziałek, 1 czerwca 2020

Co lubiłam robić, gdy byłam dzieckiem?


Czy bawiłam się lalkami, a może jednak wolałam pluszaki? Jakie zabawy wymyślałam? I przede wszystkim – czy już w dzieciństwie tak mi odbijało? Poznajcie małą Sarcię.

Co lubiłam oglądać?

Zacznijmy od tego, co oglądałam. Moje upodobania zmieniały się wraz z liczbą świeczek na torcie. Gdy byłam mała, oglądałam "Atomówki", "Witaj, Franklin", "Laboratorium Dextera" czy "Odlotowe agentki”. Kiedy opuściłam przedszkole, przerzuciłam się na "Klub Winx" i "H2O wystarczy kropla". Lubiłam też seriale z Olsenkami. Niezależnie od tego, czy miałam 5 lat, czy 15, chętnie oglądałam też "Scooby-Doo". Poza tym oczywiście filmy pełnometrażowe Disneya – zwykle drugie części, bo takie były dostępne na wideo. Widziałam więc takie produkcje jak "Mała Syrenka 2", "Piękna i Bestia 2" czy "Kopciuszek 2". Trochę śmieszne, nie? Poza tym rodzice nagrywali mi filmy na kasety VHS. Miałam na nich kilka części "Pokemonów" albo takie obrazy jak "Książę Egiptu".
Jakiej muzyki słuchałam?

Muzyka była obecna w moim życiu od wczesnych lat – mimo że rodzice nie grali na żadnym instrumencie. Od kołyski słuchałam jakichś dziwactw typu ATB, Modern Talking czy Bad Boys Blue. Co ciekawe, niektórych z tych dziwactw słucham do teraz i to z własnej woli. Gdy sama zaczęłam wybierać, co leci z głośników, to wiadomo, że były to raczej rzeczy, do których obecnie trudno się przyznać. Gosia Andrzejewicz, t.A.T.u, Blog 27… W przedszkolu układałam własną choreografię do "Asereje".
W co się bawiłam?

Uwielbiałam Barbie – miałam ich ok. 50. Barbie z "Jeziora Łabędziego", Barbie wróżka, Barbie czarnoskóra, Barbie Flora z "Klubu Winx"… Jakiś Ken też się znalazł. Ale chyba tylko jeden. Albo dwóch. Tak czy siak - poligamia. Bawiłam się też w piaskownicy. Wymyślałam różne historie i odgrywałam w nich wszystkie role. Chyba już wtedy dokuczała mi kreatywność.
W co grałam?

Bardzo lubiłam i do tej pory lubię grać w różne planszówki. Od najmłodszych lat grałam w karty na pieniądze – co za deprywacja, prawda? Rywalizowaliśmy w najróżniejsze gry, począwszy od Eurobiznesu i Scrabble, poprzez "Operację" i "Mastermind", na państwach-miastach i domino skończywszy. Pamiętam, że raz nawet stworzyłyśmy z mamą własne domino. Grałam też na komputerze, głównie w Reksa i Simsy. Simsy 1, drogie dzieci. Dopiero potem przyszła dwójka. A gdy pojawiła się trójka, to miałam już w głowie inne rzeczy.
Co jeszcze lubiłam robić w dzieciństwie?

Uwielbiałam, gdy babcia gotowała mi zupkę mleczną albo robiła grzanki z samym masłem. Lubiłam też czekać na murku na tatę wracającego z pracy. Wielką przyjemność sprawiało mi strojenie się. To mi chyba zostało do dziś. Kiedy piszę ten tekst, mam na głowie wstążkę.
Ale od dziecka byłam taka złośliwa – to się akurat nie zmieniło.
A Wy jakimi byliście dziećmi?
Sara

niedziela, 31 maja 2020

Top 8 moich artykułów z Nowości - kwiecień


Zaraz kończy się maj, a ja nie pokazałam Wam jeszcze moich najlepszych (najlepszych według skromnej mnie) artykułów z kwietnia, które napisałam dla Dziennika Toruńskiego Nowości. Sprawdźcie kulisy ich powstawania.

Pandemia zmieniła życie wiele ludzi – co do tego nie ma wątpliwości. Niektórzy stracili pracę, ale zyskali czas. Inni odnaleźli nowe pasje albo wspięli się na wyżyny kreatywności. W artykule znajdziecie niezwykłe historie torunian – co pandemia zmieniła w ich życiu? Jak sobie z tym poradzili? Sprawdźcie. Porozmawiałam m.in. z pastorem, nauczycielką i właścicielem kawiarni.

Napisanie tego tekstu zajęło mi długie godziny, ale mam nadzieję, że informacje o tym, gdzie legalnie obejrzeć filmy, przydadzą się wielu osobom. Chociaż kina wracają od 6 czerwca (nie wszystkie co prawda, Cinema City jeszcze się nie otwiera), to myślę, że wielu z nas nadal będzie oglądać sporo filmów w domowym zaciszu. Ma to sporo plusów – jest taniej i, co ważne, możesz zatrzymać film, gdy wychodzisz do łazienki! Tworząc ten artykuł, odkryłam sporo ciekawych stron. Warto czasami porównać oferty w kilku miejscach, bo zdarza się, że cena za obejrzenie tego samego filmu, różni się w zależności od portalu.

Przyznaję – sama byłam ciekawa, co się dzieje. Co się dzieje w centrum kultury? A w szkole? Co robią pracownicy biblioteki, gdy nikt nie wypożycza książek? Okazało się, że zajęć nie brakuje.

Muzeum Narodowe w Warszawie zaproponowało świetną akcję – odtwarzanie znanych dzieł sztuki, jednak nie za pomocą pędzla, a… samych siebie. W zabawie wzięło też udział kilka osób z Torunia, a z jedną z nich udało mi się porozmawiać. Zachęcam Was do sprawdzenia hasztagu #niebawemwmnw. Szczerze mam nadzieję, że nawet po epidemii internauci nadal będą się bawić w odwzorowywanie obrazów, bo efekty powalają na kolana.

Zastanawiałam się, które budynki w Toruniu są najwyższe i ile mają metrów. Udało mi się uzyskać takie informacje z Urzędu Miasta. Zobaczcie listę!

Dzięki pracy w Nowościach dowiedziałam się, że w Małej Nieszawce działa gabinet kosmetologiczny, który pomaga pacjentkom onkologicznym. Porozmawiałam z jego właścicielką. Cieszę się, że tekst nie jest już aktualny, bo branża kosmetyczna wróciła, a co za tym idzie – moja rozmówczyni może znów pomagać i upiększać.

Przez ten tekst prawie wyleciałam ze studiów. Niestety, nie wygląda on już tak, jak prezentował się tuż po publikacji. Musiałam go zmienić, bo komuś nie spodobały się niektóre fragmenty. Ale artykuł nadal zawiera sporo anegdotek, z których można się pośmiać lub… nad którymi można płakać.

O, a ten tekst powstał po to, abym ze studiów nie wyleciała. Gdyby wszyscy wykładowcy byli tacy wspaniali, jak chociażby pan profesor, który prowadzi zajęcia w towarzystwie pluszowej czachy, to studia na pewno byłyby mniej stresujące.

Czytajcie. Na zdrowie.
I koniecznie dajcie znać, który artykuł zaciekawił Was najbardziej.
Sara

wtorek, 26 maja 2020

Top 10 niezapomnianych przygód, które przeżyłam w podróży wraz z mamą



Pomyślałam, że zrobię tym postem niespodziankę mojej mamie i przypomnę nasze przygody podróżnicze. Niektóre fajne, niektóre mniej fajne, ale na pewno – niezapomniane. I co ważne, ze wszystkich wyszłyśmy cało!

1. Podczas pobytu w Wiedniu spałyśmy w jednym pokoju z… Włochem (a może Hiszpanem?), który śpiewał pod prysznicem. Trochę fałszował. W Wiedniu moja mama musiała też dobudzać mnie, gdy przysypiałam na ławce przed Hofburgiem (ale nie dlatego, że tak mi się nudziło, o nie. Po prostu dobiła mnie dwunastogodzinna podróż autokarem).
2. W Paryżu z kolei jeden pan podszedł, by zrobić sobie ze mną zdjęcie. Fotografowała moja mama. Nie wiem, czy pan sądził, że jestem sławna (może o czymś nie wiem?). Również we Francji tak długo czekałyśmy w kolejce do kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, że prawie nie zdążyłyśmy na samolot.
3. W Finlandii z kolei utrzymywałam, że widziałam łosia. A może renifera! A mama mi nie wierzyła. Bo on leżał. Łoś w sensie. Również podczas tej podróży okazało się, że lotnisko w Turku to jest właściwie taka większa poczekalnia i cywilizacja jeszcze tam nie dotarła (chociaż fortepian mają). Kartę pokładową trzeba więc wydrukować. Udałyśmy się do biblioteki w Helsinkach i szczęśliwie udało się.
4. Na Słowacji też nie obyło się bez przygód. Zaczęło się od hotelu, który niby miał być dwugwiazdkowy, ale właściwie to on chyba nawet obok gwiazdek nie leżał. W kuchni było tak brudno, że kubki przyklejały się do blatu i… trudno było je odkleić. Poza hotelem czekała na nas masa innych przygód, tylko chyba nie wszystkie nadają się do publikacji. :D Ale domyślam się, że mama pamięta, jak to pokazywała pani w aptece, co chcemy kupić.
5. W Brukseli było pysznie: pyszne gofry, dobre frytki. I hostel tuż obok… wesołego miasteczka. Ale było też strasznie: raz ja myślałam, że zginę, a raz moja mama była pewna, że już po nas. Jechałyśmy metrem, gdy do wagonu wszedł, a raczej został wepchnięty żebrak. Niewidomy mężczyzna stanął na środku i zaczął zawodzić w niezrozumiałym mi języku. Później przeszedł się po wagonie, żebrząc. Moja mama myślała, że z nami koniec, że mężczyzna zaraz się… wysadzi. Jego śpiew przypomniał jej arabskie wzywanie muezzina i skojarzył z terrorystami-samobójcami.
6. Za to na Maltę prawie nie polecieliśmy. Bo okazało się, że mój brat ma nieważny paszport. Łzy wylewałyśmy beczkami. Ostatecznie paszportu nie udało się załatwić w dwa dni, więc polecieliśmy o wiele później. Na wycieczce moja mama spróbowała królika (nigdy więcej) i drinka z ananasa. Udałyśmy się też razem do meczetu i na spływ do grot.
7. W Budapeszcie najpierw wspięłyśmy się na górę, a potem trafiłyśmy na… protest.
8. Wspinania nie zabrakło też w Andorze. I w Barcelonie. W Hiszpanii widziałyśmy też tak długą kolejkę na koncert, że szybko sprawdziłyśmy w Internecie, co jest grane. A była grana Billie Eilish.
9. Na Cyprze z kolei mama prawie włączyła alarm w pałacu arcybiskupa.
10. A do Szwecji popłynęłyśmy jak królowe, bo rejs promem wygrałyśmy w konkursie.
Mamuń, życzę nam kolejnych wygranych podróży i jak najwięcej przygód – oczywiście tych pełnych radości!
Sara

poniedziałek, 25 maja 2020

Co zobaczyć w województwie kujawsko-pomorskim? Murale Van Gogha we wsi Brzózki czekają



W weekend wybraliśmy się na spotkanie ze sztuką. Nie sądziłam, że 60-kilometrowa podróż tak mnie ucieszy.

Na razie raczej nie wybieramy się na żadną dłuższą wycieczkę, przynajmniej dopóki nie zniosą nakazu chodzenia w maseczkach. Zwiedzanie miasta, gdy oddychanie jest utrudnione, raczej nie jawi mi się jako przyjemność.
Aby jednak choć na chwilę zmienić otoczenie, wybraliśmy się do Brzózek. Wycieczkę do tej wioski planowałam od dawna, właściwie odkąd odkryłam, że namalowano w niej murale inspirowane sztuką Van Gogha. Chciałam nawet udać się tam własnym samochodem, ale brakowało mi odwagi. Uwielbiam prowadzić, ale trasy powyżej 50 km nadal budzą we mnie postrach. Ostatecznie więc do Brzózek pojechaliśmy z rodzicami i to tata kierował.

Brzózki wydają się położone na końcu świata, chociaż w rzeczywistości od Torunia dzieli je 70 km, a od Bydgoszczy ok. 20. Wieś położona jest w powiecie nakielskim, a należy do gminy Szubin. To typowa niewielka wioska z gruntową drogą. I wyobraźcie sobie, że właśnie w takim miejscu, zamieszkanym przez nieco ponad sto osób, powstały trzy murale inspirowane sztuką Van Gogha.
Pierwszy z murali powstał z 2016 roku, drugi – rok później, a w 2018 były już trzy malowidła. Niestety, brakuje ścian i pieniędzy, by stworzyć kolejne. A szkoda, bo murale robią niesamowite wrażenie i niewątpliwie rozsławiły nieznaną wcześniej wieś. Nazywana ona jest niekiedy najbardziej artystyczną wsią w Polsce.
Jak dojechać do Brzózek?
Nie ma co ukrywać, najlepiej samochodem. Do Brzózek nie dojeżdża autobus. Po minięciu tabliczki z nazwą wsi należy na skrzyżowaniu skręcić w prawo. Po przejechaniu kilkuset metrów naszym oczom ukażą się trzy murale. Oczywiście można podziwiać je bezpłatnie.

Murale stworzyli artyści z Łodzi. Malowidła są inspirowane sztuką Van Gogha. Jedno z nich przypomina "Gwiaździstą noc", drugiemu blisko do obrazu "Morwa" (choć ja bym go zatytułowała raczej "Ogniste drzewo"), natomiast trzeci mural to kopia dzieła "Pole pszenicy z cyprysami". Mnie najbardziej spodobał się mural odwzorowujący "Gwiaździstą noc", to chyba jeden z najbardziej znanych obrazów Van Gogha.
Jeśli zastanawiacie się, czy warto przyjechać do Brzózek tylko po to, by zobaczyć murale, odpowiadam – tak! Ale we wsi znajdują się również ciekawe rzeźby z drewna. Poza tym to po prostu miłe miejsce na spacer, z widokami na pola i bezdroża. I są też bociany!
Swoją drogą podoba mi się pomysł zwiedzania miasta szlakiem murali. W Toruniu większość takich nablokowych dzieł kojarzę. W innych miastach, gdy tylko mam taką okazją, z przyjemnością oglądam. W Warszawie podobno odbywają się specjalne spacery, podczas których podziwia się właśnie murale. Może latem, gdy będziemy skazani głównie na podróże po Polsce, uda się zaplanować taki wypad?
Dajcie znać, czy słyszeliście wcześniej o Brzózkach i jakie są Wasze ulubione murale.
Sara
PS Do zdjęć maseczka zdjęta. Ale tłumów w Brzózkach raczej nie było. ;)