Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Portugalii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Portugalii. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Jaki był dla mnie rok 2019? - podsumowanie cz. 2


Ten rok nie był dla mnie zbyt łaskawy. Uświadomił mi, że najważniejsze, co mam, to zdrowie. A jego brak potrafi wpłynąć na wszystko. Poprzednią część podsumowania znajdziecie tutaj

L jak Lizbona. Jest takie uczucie, które dopada mnie tylko w niektórych miastach. "Mogłabym tu zamieszkać" – tak pomyślałam, będąc w Lizbonie. To miasto mnie w sobie rozkochało. Był marzec, a ja siedziałam w krótkim rękawku, nad prawie-oceanem. Chwilę wcześniej zjadłam pyszne budyniowe pasteis de Belem. Czy można chcieć czegoś więcej? W tamtym momencie nie chciałam.
Ł jak łut szczęścia. Fart, pomyślność, uśmiech losu – nazwijcie to, jak chcecie. Dzięki szczęściu (a może dzięki wrodzonej kreatywności i talentowi xd?) wygrałam w tym roku w kilku konkursach. Najwspanialszą nagrodę stanowiła dla mnie wycieczka do Szwecji – była to moja pierwsza podróż tylko z bratem. W dodatku w luksusach. W tym roku wygrałam też m.in. kosmetyki, kawę, a także… kasę w programie telewizyjnym.
M jak muzea. Przygotowując to podsumowanie, przeglądałam foldery ze zdjęciami oraz mojego Instagrama. Uświadomiłam sobie, jak wiele muzeów odwiedziłam w tym roku. Były to zarówno toruńskie placówki jak chociażby Muzeum Czekolady, Muzeum Zabawek i Bajek czy Muzeum Dom PRL-u, jak i warszawskie instytucje np. Muzeum Świat Iluzji oraz Muzeum Farmacji. Lubię zwiedzać takie miejsca, muszą być jednak naprawdę wyjątkowe, by mi się spodobały. Zwykłe eksponaty za szybą nie są dla mnie. W 2019 byłam też na wyjątkowej wystawie prac Mariny Abramovic. Co więcej, miałam okazję zobaczyć artystkę na żywo. 
N jak Nicolas. Gdyby ktoś zapytał mnie o najpiękniejsze wydarzenie tego roku, bez wahania wybrałabym przygarnięcie Nicolasa. Czasami sobie myślę, że gdyby nie on, już dawno bym się załamała. Tymczasem mam kogoś do kochania i kogoś, kim mogę się opiekować. Co zresztą sprawia mi dużo radości.
O jak OtoToruń. Gdy rok temu zrezygnowałam ze Spod Kopca, czułam, że zbyt długo nie wytrzymam bez pisania. Wysłałam kilka CV i odezwał się do mnie największy toruński portal – OtoToruń. Zajmowałam się różnymi rzeczami, głównie jednak byłam odpowiedzialna za artykuły sponsorowane. Wiedziałam więc, dokąd jechać na wakacje, gdzie w Toruniu zorganizować imprezę okolicznościową i jakie koszule są modne. Na początku cieszyłam się, że mogę pisać. Z czasem poczułam, że brakuje mi motywacji – 20 zł za tekst stanowiło raczej marne pocieszenie. Kiedy praca w redakcji zaczęła mi przynosić więcej frustracji niż radości, postanowiłam zrezygnować – w ramach umowy z samą sobą, że należy eliminować zbędny stres ze swojego życia.

P jak psychoterapia. Martwiłam się od zawsze. Ale po operacji i pobycie w szpitalu zaczęłam to robić częściej. I więcej. Bałam się, że znowu zachoruję i że umrę. Nadal się boję. Psychoterapia bardzo mi pomogła, ale nie w 100%.


R jak rozstania. Ten rok mi dowalił. Znaczy, trochę sama sobie dowaliłam. Rozstałam się z Maćkiem. Według wielu osób stanowiliśmy parę idealną. I pewnie w wielu kwestiach tak było. Maciek był moją bratnią duszą – i nadal nią jest. Nadal rozmawiamy. Nadal się wspieramy. Ale nie jesteśmy razem.
S jak szpital. To takie dziwne miejsce, w którym człowiek czuje się jakiś bardziej osłabiony, bardziej samotny. Bez życia. A niby szpital powinien przywracać ludzi do życia. Ale powiem Wam, że mimo iż szpitalne jedzenie wygląda fatalnie, bywa całkiem smaczne.
T jak tarczyca. Nie spodziewałam się, że tarczyca tak bardzo zaważy na moim życiu. Że głupi zabieg tak bardzo wpłynie na to, jak się czuję. I rozumiem to dwojako – z jednej strony czuję się lepiej, bo pozbyłam się Gravesa-Basedowa, pozbyłam się choroby, pozbyłam się tego głupiego gruczołu, który zamiast mi pomagać, tylko przeszkadzał. Jednak z drugiej strony to właśnie przez to okropne choróbsko, przez konieczność operacji, zrodził się we mnie ten straszliwy lęk. Lęk przed śmiercią. Bałam się przed zabiegiem i, niestety, boję się nadal. Nigdy nie sądziłam, że operacja tak wpłynie na moją psychikę. Wcześniej obawiałam się, że mnie nie wybudzą. Teraz wymyślam sobie choroby i myślę, czy mam guza mózgu, czy może jednak tętniaka. Średni sposób na życie, co nie?
U jak udało się. Podobno nie należy używać tego zwrotu. Nie powinno się mówić "udało się", a "zrobiliśmy", "zrobiłam". W moim przypadku udało się przeprowadzić operację bez komplikacji, udało się dostać stypendium naukowe, udało się przeczytać 62 książki, udało się obejrzeć 30 filmów, udało się zwiedzić cztery stolice, udało się zdobyć pocztówki z nowych krajów, a nawet udało się dostać na wystawę najlepszych fotografów w kujawsko-pomorskim. A co najważniejsze - udało się przeżyć.


W jak Wschód. A dokładniej wschód Polski. Inny świat. Nie wiem, czy jest w naszym kraju jeszcze jeden tak odmienny region. Podlasie było tym, czego w tamtym momencie potrzebowałam – spokój, natura, cisza.
Z jak zwierzęta. Powtarzam, że wielu rzeczy w tym roku się nie spodziewałam. Nie sądziłam np. jak obecność Nicolasa zmieni moje podejście do zwierząt. Sytuację tygrysów śledziłam ze łzami w oczach. Czułam się tak, jakby to byli krewni Nicolasa.
Taki był ten rok. Proszę, oby kolejny przyniósł mi mniej lęku, mniej stresu, mniej samotności i więcej radości.
A Wam życzę mniej smogu, dużo tęczy i jeszcze więcej słońca. 
Sara

środa, 24 lipca 2019

Zwierzaki z podróży



Zwierzaki to stały element moich podróży. W innych krajach albo odwiedzam ogrody zoologiczne, albo fotografuję kotki. Czas na galerię zwierząt obywateli świata!


Zacznijmy od pamiętnej podróży do Wiednia. Ta stolica jest jednym z zaledwie kilku europejskich miast, w których można podziwiać pandy wielkie. Pozostałe to Edynburg, Madryt, Berlin, Saint-Aignan i Brugelette. My wybrałyśmy się z mamą do zoo w Wiedniu tylko po to, by zobaczyć te wyjątkowe zwierzęta. Oczywiście podziwiałyśmy również inne piękne, mniej lub bardziej futrzane stworzenia, ale to panda stała się zdecydowaną gwiazdą.
Za granicą udało mi się także zwiedzić zoo w Filadelfii, a miało to miejsce podczas mojego pobytu w USA w ramach wymiany. Pand nie było, za to nie brakowało dzikich zwierząt takich jak żyrafy, nosorożce czy lwy.
W Polsce odwiedziłam już ogrody zoologiczne w takich miastach jak Warszawa, Płock, Toruń, Wrocław czy Gdańsk. Choć słynne Afrykarium jeszcze przede mną! Byliśmy też na farmie strusi afrykańskich w Garczynie na Kaszubach. Ogrody zoologiczne to jednak nie jedyne miejsca, gdzie można spotkać zwierzaki w podróży. Czasami one same stają nam na drodze.
W Grecji nietrudno natknąć się na wszędobylskie koty. My spotkaliśmy je nieopodal Akropolu, a także w dzielnicy Anafiotika, która nieco przypomina Santorini. Warto dodać, że w Atenach widzieliśmy też żółwia… na wolności. Dowodu na to niecodzienne zjawisko niestety nie posiadam.
Mruczące piękności spotkałam także w innych europejskich stolicach. W Rydze w dzielnicy secesyjnej do zdjęć pozował mi zielonooki kot, a w Lizbonie wśród ciasnych uliczek spotkaliśmy leniwie wylegującego się rudzielca.
W Sofii z kolei nie znaleźliśmy żadnego kotka, za to hitem stało się moje zdjęcie z pieskiem. Akurat postanowiłam sobie potańczyć przed Narodowym Pałacem Kultury, gdy w kadr wbiegła mała włochata kulka. Nasz wspólny układ wygląda na zdjęciach dość… komicznie.
Podczas podróży do Finlandii na mojej drodze również stanął psiak i to dość rzadko spotykanej w Polsce rasy – chow chow. Żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia! Moja mama w Helsinkach sfotografowała za to… ptaki. A że do ornitologa mi daleko nawet Wam nie powiem, co to za okazy.
A dlaczego piszę o zwierzakach? Bo już niebawem sama przygarnę wymarzonego pupila! Z jednej strony czuję ekscytację, z drugiej strach i przejęcie. Czy będę umiała zaopiekować się żywym stworzeniem? Jak Nicolas odnajdzie się w nowym domu? Mam wiele pytań i myślę, że odpowiedzi na nie poznam już niedługo… Nie mogę się doczekać, aż opowiem Wam o nowym domowniku. Coś mi się wydaje, że Nicolas zostanie gwiazdą mojego Instagrama.
Macie zwierzątka? Lubicie odwiedzać ogrody zoologiczne?
Ściskam!
Sara

czwartek, 30 maja 2019

Mój subiektywny ranking stolic europejskich cz. 2


Jeśli nie widzieliście poprzedniego wpisu, to koniecznie nadróbcie go przed przeczytaniem tego posta! W ostatnim tekście przedstawiłam pierwszą część mojego subiektywnego rankingu stolic europejskich – odwiedziłam już połowę z nich i stwierdziłam, że to dobry moment na małe podsumowanie. Dzisiaj zaczynamy od miejsca 12.

12. Paryż. To miasto jest naprawdę wspaniałe. I chciałabym tam kiedyś wrócić. Dlaczego w takim razie umieściłam je dopiero/aż na dwunastym miejscu? Cóż, po prostu jakaś stolica musiała się znaleźć mniej więcej pośrodku. W Paryżu zakochałam się w Bazylice Sacré-Cœur, a gdy zobaczyłam Wieżę Eiffla, to ugięły się pode mną nogi. Ale raczej nie chciałabym mieszkać w tej stolicy – za duży tłok. No i ten francuski!
11. Rzym. Odwiedziłam tę stolicę dwukrotnie i… na razie mam dość. Zabytki w Rzymie są wspaniałe, choć podczas ostatniej wizyty bardziej zauroczyło mnie nieco zapomniane Zatybrze. Wiem, że mnóstwo osób kocha Italię – mnie podczas kilku wizyt zmęczyła nieco ta opieszałość Włochów i panujący w wielu miejscach chaos.
10. Warszawa. Ta stolica w ogóle nie powinna znaleźć się w moim rankingu. Jak mogę oceniać miejsce, w którym byłam dziesiątki razy, które – jak sądziłam – kiedyś zostanie moim domem? Warszawę poznałam zarówno od strony turystycznej tj. zabytków, muzeów, atrakcji i escape roomów, jak i od tej bardziej codziennej. Kiedyś myślałam, że Warszawa jest brzydka. Owszem, momentami bywa trochę przytłaczająca. Ale oferuje naprawdę duże możliwości.
9. Ateny. Myślałam, że ta stolica mi się nie spodoba, że jest przereklamowana. Tymczasem jej położenie zrobiło swoje. Cudowne widoki i przepiękne zabytki mnie zachwyciły. Jednak pomijając walory turystyczne, muszę stwierdzić, że Ateny są po prostu brudne.
8. Praga. Powinnam wrócić do Pragi. Boję się, że w przeciwnym wypadku w kolejnym rankingu to miasto znowu spadnie. To była przez długi czas jedna z moich ulubionych stolic. Miasto, które zajmowało ważne miejsce w moim sercu. Teraz Pragę pamiętam głównie dzięki zdjęciom. Powinnam tam wrócić, by to uczucie, które nas łączyło, znów odżyło.
7. Valletta. Niewielka stolica – nim się obejrzysz, będziesz już w innej miejscowości. Valletta, mimo swojego rozmiaru, zasługuje na wysokie miejsce ze względu na swoje urokliwe położenie oraz specyficzną architekturę – gdzie się nie obrócicie, tam budynki w kolorach piaskowca. Malta skradła moje serce, musiałam więc umieścić jej stolicę wysoko.
6. Ryga. W sumie to gdy piszę o tym mieście, to mi trochę smutno. Ryga to było takie nasze miejsce, moje i Maćka. Znany hotel, znane miejsca, znane uliczki. Przez innych zaś Ryga pozostaje nieodkryta. Ja cieszę się, że ją odkryłam, że mogłam tam powrócić i zobaczyć coś więcej niż najbardziej znane zabytki. Fajnie jest mieć takie miejsce w Europie, o którym wiesz, że, jeśli tam wrócisz, poradzisz sobie bez mapy. 
5. Budapeszt. Finałową piątkę otwiera Budapeszt. Mimo że to miasto zwiedzałyśmy z mamą w zimowych kurtkach, nie dało się w nim nie zakochać. Chociaż kompletnie nie rozumiałyśmy, o czym rozmawiają mieszkańcy i nie umiałyśmy przeczytać napisów, Budapeszt nas zauroczył. Wspaniała architektura, wyjątkowe pomniki i góra w środku miasta. Te miasta byłego cesarstwa mają coś w sobie...
4. Luksemburg. Chyba czuję jakiś pociąg do niewielkich stolic. Gdy myślę o Luksemburgu, pierwsze słowo, jakie nasuwa mi się na język, to: malowniczy. To miasto sprawia wrażenie, jakby było jakąś makietą. Część budynków położona jest niżej, część wyżej, co funduje nam niesamowite widoki. 
3. San Marino. Brązowy medal dla kolejnej malutkiej stolicy. Ciekawe, czy San Marino zachwyciłoby mnie tak samo, gdybym odwiedziła je latem. Wówczas czekałyby na mnie tłumy turystów. Tymczasem w marcu w San Marino leżał śnieg. I było to najlepsze, co nam się trafiło. Widoki jak z bajki - gdziekolwiek się nie spojrzało, zapierało dech w piersiach. San Marino mnie bardzo zaskoczyło – nie tylko dlatego, że mówili tam po polsku.
2. Lizbona. Chciałabym tam mieszkać. Pewnie czasami narzekałabym na to, że trzeba co chwilę łazić pod górę. I dobiłyby mnie ceny mieszkań. Ale mogłabym tam mieszkać. Gdy patrzę na ranking stolic z pewnej perspektywy, dostrzegam, że ważne jest dla mnie położenie stolicy. Lizbona nie dość, że znajduje się w ciepłym i słonecznym kraju, to jeszcze ocean jest w niej na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że gdy siedziałam nad brzegiem Tagu i wystawiałam twarz do słońca, czułam pełnię szczęścia i relaksu. Mogłabym tam wrócić. Chciałabym tam wrócić i pokazać Lizbonę mamie. I mieć pasteis de belem na co dzień.
1. Wiedeń. Czy jakaś stolica zajmie kiedyś jego miejsce? Czy coś pobije Wiedeń? Czy gdy wybiorę się tam znowu, znów się zachwycę? Dlaczego właściwie tak kocham Wiedeń? Znam tylko odpowiedź na ostatnie pytanie i chętnie Wam jej udzielę: uwielbiam to miasto za jego królewskość, dostojność, za architekturę, parki i pandy. I za Sisi.
A u Was jaka stolica znalazłaby się na pierwszym miejscu?
Uściski!
Sara

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Wielkie zmiany, czyli podsumowanie marca


Tydzień temu nie było podsumowania miesiąca, bo musiałam Was wkręcić, co notabene nieźle mi się udało. Chciałabym jednak opowiedzieć Wam, co się wydarzyło w marcu.

W marcu miały miejsce zarówno wspaniałe wydarzenia, jak i te, które spowodowały wiele łez i bólu. Marzec mogę więc nazwać miesiącem zmian.

W minionym miesiącu odwiedziłam Lizbonę, dwudziestą drugą stolicę europejską. Byłam zachwycona miastem i tamtejszą pogodą. Jednak moim ulubionym elementem wycieczki do Portugalii było zwiedzanie Sintry, magicznego, górzystego miasteczka z bajkowymi pałacami i parkami.

Mimo pięciodniowego wyjazdu marzec był dla mnie dość pracowitym miesiącem. Wspominałam Wam już, że piszę dla portalu OtoToruń. To zupełnie inna praca niż w redakcji Spod Kopca. Mam wrażenie, że wcześniej mogłam sobie pisać, kiedy chcę, o czym chcę i nikt tego nie sprawdzał. Zwykle pisanie artykułów polegało na parafrazowaniu innych treści. Spod Kopca zawdzięczam naprawdę wiele, podszkoliłam tam swój warsztat, jednak to w OtoToruń zaczęło się prawdziwe dziennikarstwo. Co chwila gdzieś dzwonię, wysyłam maile, spisuję wywiady, jeżdżę na rozmowy i wymyślam tematy na kolejne artykuły. I to jest to, co uwielbiam robić. Praca ze słowami to tak naprawdę moje przeznaczenie. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego nie dostrzegałam tego wcześniej i wybrałam psychologię jako kierunek studiów. W marcu przeprowadziłam wywiad m.in. z Klaudią Halejcio, Kasią Ogórek czy Joanną Scheuring-Wielgus

W minionym miesiącu zaszła w moim życiu też inna zmiana. Zastanawiałam się, czy powinnam pisać o tym na blogu. Ktoś mógłby powiedzieć, że to PRYWATNA SPRAWA. Bla bla. Skoro prowadzę bloga i pokazuję Wam tu moje życie, to związek nie jest prywatną sprawą. Tym bardziej że wiele razy pisałam o mojej relacji na blogu. A Wy wszyscy znaliście Maćka z moich postów i zdjęć. Już nie jesteśmy razem. Z Maćkiem zwiedziliśmy razem Dublin, Rygę, Tallinn, Luksemburg, San Marino, Bolonię, Rimini, Sintrę, Lizbonę, Ateny i Sofię. Kawał Europy. Ja nauczyłam Maćka podróżować, on nauczył mnie słuchać The Smiths.


Nadal rozmawiamy. Nadal wysyłamy sobie koty. Nie gniewamy się na siebie. Nie rozstaliśmy się w nienawiści ani złości. Powiem Wam, że trochę mnie zaskoczyło… choć to może złe słowo… jak trudne są rozstania. Nie sądziłam, że mam taki zapas łez w organizmie. O większości zmian w moim życiu piszę na blogu. Więc uznałam, że o tej też powinnam. To było wspaniałe 2,5 roku. Niczego nie żałuję. Przeżyliśmy sporo przygód i chwil radości. Byliśmy ze sobą w tak trudnych i ważnych momentach, jak mój egzamin na prawo jazdy, zmiana pracy przez Maćka, wyprowadzka Maćka, moja choroba, wydanie książki Maćka – którą zadedykował właśnie mi. Odwiedziliśmy razem mnóstwo escape roomow, zjedliśmy dużo pizzy, jeszcze więcej makaronu i spędziliśmy godziny na słuchaniu Fleetwood Mac, Taylor, Beatlesów, Mecano i stu innych wykonawców.

Mam nadzieję, że kwiecień będzie dla mnie dobry.
Sara

czwartek, 4 kwietnia 2019

Lizbona – komunikacja, ceny, wskazówki i koszty podróży


Ile kosztowała nas podróż do Portugalii? Nie było tak źle, jak myśleliśmy!


Jak dostać się do Portugalii?

Ceny biletów do Portugalii nie należą do najniższych, nam jednak udało się kupić bilety za 106 zł w każdą stronę. Lecieliśmy Ryanairem z Modlina.
Gdzie spać?

Przy okazji tej podróży po raz pierwszy zdarzyła nam się tak przykra niespodzianka jak odwołanie rezerwacji przez hostel. Właściciele nagle, na dwa tygodnie przed naszym wylotem, stwierdzili, że muszą zrobić remont. Przez blisko tydzień czekaliśmy na zwrot zaliczki, ale w końcu się doczekaliśmy. Wszystko na dobre wyszło, bo zarezerwowaliśmy inny hotel – tańszy! Tagus Palace, bo tak nazywało się miejsce, w którym spaliśmy, to podobno nie hostel, lecz dwugwiazdkowy hotel.

Plusy +
- świetna lokalizacja, dwie minuty od metra Marques de Pombal,
- codziennie czysty ręcznik,
- kuchnia na każdym piętrze,
- darmowe mapki i przechowalnia bagażu.

Minusy –
- zimno! Nie jest to podobno nic niezwykłego w portugalskich mieszkaniach czy hotelach. W wielu z nich nie ma ogrzewania. Niegdyś w Lizbonie bywało jeszcze cieplej niż teraz, obecnie klimat trochę wariuje. W nowych budynkach montuje się już ogrzewanie, ale w starszych go nie ma. W pokoju bywało więc zimniej niż na dworze. Chodziliśmy opatuleni i spaliśmy szczelnie owinięci. 
- czajnik tylko w kuchni obok recepcji,
- łazienki na korytarzach.
Dojazd z lotniska

Lizbona znajduje się na liście wspaniałych miast, w których dojazd z lotniska jest łatwy, tani i przyjemny. Do portu lotniczego kursuje metro – a konkretnie czerwona linia. Przejazd kosztuje 1,5 euro i z centrum zajmuje ok. pół godziny.
Jak poruszać się po Lizbonie?

Jeśli chodzi o centrum Lizbony, to w całości możecie zwiedzić je pieszo – choć czasami będziecie musieli zaliczyć spacer pod górkę. Do Belem niestety nie dojeżdża metro, ale można się tam dostać wieloma autobusami.
Bilet godzinny na metro/autobus/tramwaj kosztuje 1,5 euro. Jeśli będziecie chcieli zmienić linię metra, nie możecie wychodzić poza bramki. Co to oznacza? Jeżeli będziecie planowali gdzieś podjechać tylko na chwilę, wysiąść, obejrzeć zabytek i po 15 minutach z powrotem wsiąść do metra, niestety będziecie musieli zakupić nowy bilet.
Bilet 24h na komunikację miejską kosztuje 6,40 euro.
Przykładowe ceny

W Lizbonie bardzo tania jest kawa. Latte czy cappuccino napijecie się już od 2 euro.
Pocztówka – od 0,40 euro
Pocztówka z korka – 1 euro
Magnes – 1 euro
Cheesburger w McDonaldzie – 1,30 euro
Obiad w restauracji – ok. 10 euro
Ciasteczko pasteis de nata – 1 euro
Co warto kupić w Lizbonie? 

Z tego rejonu turyści przywożą różne przedmioty z korka, począwszy od pocztówek i magnesów, poprzez torebki, na portfelach kończąc. Popularna też jest też ginjinha, czyli coś w rodzaju wiśniowej nalewki. Ja przywiozłam oczywiście pełno pasteis de nata! 
Ile nas to wszystko kosztowało?

Bilety lotnicze – 212 zł
4 noclegi w pokoju dwuosobowym – 50 euro na osobę = 220 zł
Dojazd z lotniska i na lotnisko – 3 euro = 13,20 zł
A zatem za bilety lotnicze, hostel i dojazdy z lotniska zapłaciliśmy 445 zł.
Wyprawa do Portugalii wcale nie musi być droga!
Sara

wtorek, 2 kwietnia 2019

Top 5 miejsc w Lizbonie, które warto zobaczyć poza centrum


Zobaczyliście już Belem i centrum Lizbony? Macie chrapkę na więcej? Okazuje się, że piękne miejsca można odkryć wtedy, gdy zupełnie się tego nie spodziewamy…

5. ARENA WALK BYKÓW - CAMPO PEQUENO

Powstała pod koniec XIX wieku arena walk byków, czyli Campo Pequeno, znajduje się nieopodal stacji metra o tej samej nazwie. Budynek został zbudowany w arabskim stylu. Nadal odbywają się tam walki byków. Przyznaję Wam się, że ja jednak nie chciałabym tego oglądać i nie popieram tego elementu kultury. Ciekawie było jednak zobaczyć Campo Pequeno, chociażby z zewnątrz.

4. PARK EDWARDA VII

W piątek przed wylotem udało nam się zobaczyć jeszcze kilka rzeczy. Nasz hotel znajdował się nieopodal placu Marques de Pombal. To węzeł przesiadkowy, w którym krzyżują się dwie linie metra. Na środku ronda stoi statua markiza Pombala, byłego premiera Portugalii, a tuż za nią znajduje się ogromny park Edwarda VII. W piątkowy dzień, gdy temperatura przekroczyła 20 stopni, wybraliśmy się na spokojny spacer po parku. Okazało się, że to świetne miejsce do fotografowania samolotów! W parku natknęliśmy się też na wyjątkowo okazałe azulejos, czyli mozaikę z cienkich ceramicznych płytek charakterystycznych dla Portugalii. Azulejos można podziwiać w wielu miejscach Lizbony, czasami wyklejona jest nimi cała fasada kamienicy, czasami stanowią tylko drobną ozdobę.

3 i 2. BAZYLIKA ESTRELA I OGRÓD ESTRELA

Tego samego dnia wybraliśmy się też na spacer do Bazyliki Estrela. Z Marques de Pombal to około 2 km drogi, częściowo pod górkę. Oczywiście zabłądziliśmy. Ale dzięki zboczeniu z drogi zobaczyliśmy inny zabytek Lizbony, o którym parę słów zaraz. Przed bazyliką znajduje się piękny ogród z wieloma egzotycznymi gatunkami roślin. Gdybyśmy mieli więcej czasu, na pewno obejrzelibyśmy go dokładniej. Co do samej bazyliki to posiada ona ogromną kopułę, niestety zasłaniały ją drzewa. Ciekawostką może być fakt, że Bazylika Estrela była pierwszym kościołem na świecie poświęconym Najświętszemu Sercu Jezusa.

1. AKWEDUKT 

A teraz zdradzę Wam, do czego dotarliśmy przez przypadek. Otóż był to akwedukt! Oczywiście sam obiekt mierzy blisko kilometr długości, można więc go zobaczyć w różnych miejscach. My podziwialiśmy go w okolicy Muzeum Wody. Na akwedukt można wejść. Chyba że przeraża Was legenda o o mordercy, który rzekomo w latach 30. XIX wieku napadał podróżników i zrzucał w przepaść…
Jeśli będziecie mieli nieco więcej czasu na zwiedzanie Lizbony, polecam Wam zobaczenie tych miejsc. A jeśli spędzacie w Lizbonie tylko jeden czy dwa dni, radzę Wam zacząć od dzielnicy Belem.
W następnym poście podsumuję naszą wyprawę do Portugalii i przedstawię kosztorys wycieczki.
Które z przedstawionych miejsc podoba Wam się najbardziej?
Uściski!
Sara
PS A wczoraj był 1 kwietnia, zatem post o zostaniu stewardessą to taki mały żart z mojej strony. Tak, wiem, że dość przekonujący. :D