poniedziałek, 16 lipca 2018

Mity psychologiczne panujące w społeczeństwie


Zawód psychologa wciąż jest w Polsce owiany pewną tajemnicą. Ludzie wstydzą się chodzić do psychologa, wstydzą się o tym mówić. Co więcej, istnieje wiele mitów i sprzecznych opinii na temat dziedziny, jaką jest psychologia. 

O ile nie do końca jestem przekonana, że psychologia to coś, czym będę się zajmować do końca życia, o tyle propagowanie wiedzy psychologicznej wydaje mi się czymś niezwykle ważnym.
Dla moich znajomych z roku informacje zawarte w tym poście będą oczywiste. Ale dla większości społeczeństwa niestety nie. I myślę, że warto z tym walczyć.

Psycholog vs. psychiatra? Czy można używać tych pojęć zamiennie?
Nie, nie, nie! Nigdy. Oczywiście psychiatra może być też psychologiem, a psycholog psychiatrą. Psychiatra to osoba, która ukończyła studia medyczne. Jasne, o psychologu często mówi się, że leczy duszę, ale w rzeczywistości nie może on przepisywać żadnych leków – w przeciwieństwie do psychiatry. Psychiatra leczy np. takie zaburzenia psychiczne jak schizofrenia, Alzheimer, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Natomiast psycholog często towarzyszy w leczeniu, jednak nie przepisuje leków. Jeśli czujemy się przygnębieni, wiecznie zmęczeni, nie mam chęci do życia, najpierw kierujemy się do psychologa (a najlepiej to najpierw do endokrynologa, by zbadać poziom hormonów), a nie do psychiatry.

Czy każdy psycholog jest psychoterapeutą?
Nie. Powiem Wam, że po 5 latach studiów psychologicznych wielu rzeczy psycholog robić nie może. Nie może chociażby prowadzić psychoterapii, czyli długotrwałej terapii. Aby zostać psychoterapeutą, należy ukończyć specjalną szkołę, która trwa kilka lat (a nauka tam kosztuje kilkadziesiąt tysięcy).

Czy Freud to najbardziej znany psycholog?
Coś mi się zdaje, że gdyby poprosić przeciętnego Polaka, aby wymienił znanego psychologa, większość odpowiedziałaby: Freud. To w sumie przykre – szczególnie dla psychologów, gdyż Freud… nie był psychologiem. Był lekarzem, twórcą psychoanalizy, a więc – psychoanalitykiem. A psychoanaliza to nie psychologia! Zdradzę Wam, że my uczymy się o Freudzie jedynie w kontekście historii, że ktoś taki był, stworzył psychoanalizę. Jednak korzystanie z metod wypracowanych przez Freuda nie jest mile widziane, gdyż nie są one oparte na rzetelnych badaniach empirycznych. A zatem jeżeli zauważycie gdzieś ogłoszenie o terapii psychoanalitycznej, raczej odpuśćcie.

Czy depresja to widzimisię?
Niestety w społeczeństwie nadal panuje przekonanie, że wystarczy kogoś kopnąć w tyłek, powiedzieć mu, żeby się ogarnął i to wystarczy, by pokonać zaburzenie psychiczne. Ludzie sądzą, że jak ktoś nie ma siły wstać z łóżka, nie widzi sensu w wykonaniu jakiejkolwiek czynności, chociażby umyciu się, to są jego widzimisię. Niektórzy twierdzą, że można to pokonać samemu siłą woli. Warto zapamiętać raz na zawsze, że zaburzenia psychiczne to choroby. Jeżeli ktoś ma raka, grypę, zapalenie płuc, nie mówimy mu, żeby wziął się w garść. Idziemy do lekarza, podajemy leki. Tak samo jest z zaburzeniami psychicznymi. One nie są wymysłem. To zmiany w mózgu są odpowiedzialne za zaburzenia afektywne (nastroju), neurodegenaracyjne, schizofrenię, zaburzenia odżywania czy zaburzenia lękowe.

Mitów tych jest oczywiście więcej. Jeśli temat Was zaciekawił, dajcie znać!
Sara

piątek, 13 lipca 2018

Psychologia – jak się czuję po dwóch latach studiów?


Zaliczyłam egzaminy, mam wakacje. W zeszłym roku pisałam Wam, jak to chciałabym zmienić kierunek, ale tego nie zrobię, bo mi szkoda, bla bla. Kierunku nie zmieniłam, ale czy coś się… zmieniło?


Drugi rok psychologii był zdecydowanie inny niż pierwszy. Wiedziałam już mniej więcej, jak to wszystko wygląda, że na niektóre zajęcia wypada chodzić, na inne nie warto. Choć powiem Wam, że nadal nie odkryłam zależności – jak można dostać 5 z wykładu, na którym było się 2 razy i 4+ z zajęć, na które chodziło się zawsze? Nie musiałam już użerać się z przedmiotami typu logika, etyka, filozofia, które czekają na studentów większości kierunków. Za to w minionych dwóch semestrach zmierzyłam się między innymi z psychosomatyką, psychiatrią i biologicznymi mechanizmami zachowania. To okropnie materialistyczne, ale w minionym roku miałam motywację do nauki w postaci stypendium naukowego. Otrzymanie go po raz drugi to jeden z moich celów na ten rok.

Co na pewno uświadomiłam sobie w tym roku to fakt, że nie chcę iść w stronę medyczną, kliniczną ani neuropsychologiczną. Już samo siedzenie na psychiatrii i słuchanie o schizofrenii było dla mnie trudne do zniesienia, wizyta w szpitalu psychiatrycznym tylko mnie w tym utwierdziła.
Ok, to w jaką stronę iść? W czerwcu musiałam choć mniej więcej się określić, ponieważ czekał mnie wybór tutora. To ktoś taki jak promotor, pod jego kierunkiem będę pisać pracę roczną (i nie jest to licencjat…). Gdy zobaczyłam ofertę promotorów i tematów, zaczęłam się zastanawiać, co ja robię na tych studiach (nie, żebym nie robiła tego średnio co kilka dni). W końcu stwierdziłam, że psychologii reklamy i marketingu najbliżej do mediów i dziennikarstwa i że to o tym będę pisać.

Na pewno drugi rok psychologii pozwolił mi wyzbyć się niektórych przekonań na temat psychologii i psychologów w ogóle. O mitach psychologicznych i innych ciekawostkach tego typu przygotuję dla Was osobny post. I mimo że odnoszę wrażenie, że nie pasuję do tych studiów, staram się propagować rzetelną, psychologiczną wiedzę i przekonywać ludzi, że wymysły Freuda to banialuki, a psychoanaliza wcale nie jest dobrym pomysłem.

Nasza anglistka pewnego dnia spytała, czy studiowanie psychologii pozwoliło nam lepiej zrozumieć ludzi. Zamyśliłam się nad odpowiedzią. Jeden ze studentów stwierdził, że ten kierunek uświadomił mu, że ludzie i ich zachowania są w rzeczywistości bardzo proste oraz schematyczne. A czy ja  wiem więcej? Lepiej rozumiem ludzi? Może trochę. Ale nie wiem, czy czuję się bardziej kompetentna w radzeniu im. Chyba jestem jedynie bardziej świadoma tego, że niektóre kłopoty może rozwiązać jedynie psychoterapia.

Znam osoby, które ciągną dwa kierunki, w tym jednym z nich jest psychologia. Ja cały czas waham się, czy próbować dostać się na dziennikarstwo lub copywriting za rok. Nie wiem, czy dam radę. I nie wiem, czy faktycznie warto. Znam też ludzi, którzy po dwóch latach zdecydowali się na zmianę kierunku. Z jednej strony ich podziwiam – odważyli się robić to, co naprawdę chcą. Z drugiej strony im współczuję – stracili dwa lata, znów muszą zaczynać wszystko od początku.

Mój brat spytał mnie, kim będę po studiach psychologicznych. Moja odpowiedź cały czas jest taka sama. Dziennikarką. Ale może będę pisać o psychologii, kto wie?
Trzymajcie się!
Sara

PS Przypominam o escape roomowym rabacie -> więcej szczegółów tutaj.

wtorek, 10 lipca 2018

Uciekłam z Pokoju Alchemika i mam niespodziankę dla czytelników



Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę musiała wychodzić z escape roomu sama. Wyszło, jak wyszło, najważniejsze, że… wyszłam!

Dostaliśmy z Maćkiem zaproszenie do Pokoju Alchemika. Najpierw Czarodziejka, teraz Alchemik! Ciekawe, kiedy posiądziemy tajniki magii?
Pokój Czarodziejki w Praskim Pokoju Zagadek opisywałam tutaj. Alchemik to pokój trudniejszy, ale też z jeszcze bardziej zaskakującymi zagadkami. Przygoda nie zaczyna się w pokoju. Już sama droga do niego jest wyzwaniem. Nie znajduje się on bowiem w tym samym budynku, w którym stanowisko recepcji. To był naprawdę ekscytujący akcent na początek i za to duży plus.
Są escape roomy, do których wchodzisz i znajdujesz kilka przedmiotów na krzyż. Widzisz jednak, że nadal przebywasz w zwykłym pomieszczeniu, w którym równie dobrze mogłaby stać kanapa i telewizor. Jednak są i takie escape roomy, które wyglądają jak scenografia do niezwykłego filmu fantastycznego, przygodowego bądź horroru. Pokoje, w których natykasz się na takie przedmioty, że zaczynasz się zastanawiać, gdzie coś takiego można kupić. Alchemik zdecydowanie należał do tego drugiego rodzaju escape roomów. Wyglądał jak stara pracownia alchemiczna, z mnóstwem naczyń, podejrzanych przedmiotów i stworzeń… W dodatku najsłynniejszy polski Alchemik sam do nas przemówił! Widać, że w przygotowanie pokoju włożono sporo pracy i czasu.
Co jeszcze jest super w pokoju Alchemika w Praskim Pokoju Zagadek, to fakt, że ma on trzy poziomy trudności. Nie wybieracie poziomu przed rozpoczęciem gry, lecz właściwie w jej trakcie. Pierwszy poziom kończy się odnalezieniem kamienia filozoficznego, drugi panaceum, trzeci zaś sekretnej receptury. To bardzo fajne rozwiązanie, bo człowiek czuje satysfakcję już po znalezieniu kamienia filozoficznego. Nie ma wrażenia, że nic nie zrobił w pokoju, że do niczego nie dotarł.
Pokój jest przeznaczony zarówno dla par, jak i dla większych grup. Jest dość spory – ma 30 metrów kwadratowych.
Co mogę Wam powiedzieć o typach zagadek w Alchemiku? Nie musicie znać magicznych zaklęć. Za to przyda się sprawny zmysł powonienia, spostrzegawczość, spryt i… umiejętność korzystania z wagi. Niektóre z mechanizmów w pokoju są całkiem zaawansowane i zaskakujące.
Trzeba było nieźle się nagłówkować, aby znaleźć rozwiązania do części zadań i połączyć niektóre rzeczy ze sobą. Gdyby nie podpowiedzi, pewnie nie dalibyśmy rady. Za to obsługa była przemiła!
Niestety pod koniec rozgrywki Maciek bardzo źle się poczuł i musiał opuścić tajemnicze lochy. Więc pokój kończyłam sama. Było to dla mnie trochę dziwne – w końcu do escape roomów rzadko kiedy chodzi się samemu, a co dwie głowy, to nie jedna. Z pomocą pani z obsługi udało mi się jednak ukończyć pokój.
Ten pokój to wyzwanie. Podejmiecie je? 
Mam dla Was niespodziankę – na hasło Sawatka za grę w pokoju Alchemik zapłacicie o połowę mniej! Promocja ta jest ważna do końca lipca. To jak? Rezerwować możecie tutaj
Samych udanych ucieczek!
Sara

piątek, 6 lipca 2018

Ile pocztówek liczy moja kolekcja?


Doroczne liczenie pocztówek już za mną. Mimo że w ostatnim roku nie otrzymałam żadnej kartki z Postcrossingu, do mojej kolekcji przybyło całkiem sporo pocztówek. Jak to się stało?

Jak powiększała się moja kolekcja przez ostatnie lata?

Pocztówki zaczęłam zbierać w grudniu w 2011 roku. Tradycję corocznego liczenia mojej kolekcji rozpoczęłam w wakacje, w 2014 roku. Wówczas okazało się, że mam jakieś… 14 metrów kwadratowych pocztówek. :D A dokładniej - 475 pocztówek z 63 krajów.
Rok później moja kolekcja liczyła już 785 pocztówek z 86 krajów.
Zbiory cały czas się powiększały. W 2016 roku doliczyłam się 1102 kartek z 98 krajów. A zatem przyrost nowych krajów był nieco mniejszy.
Później stopniowo zaczęłam odchodzić od Postcrossingu na rzecz prywatnych wymian. W zeszłym roku, w lipcu, okazało się, że mam 1243 pocztówki ze 114 państw.
Przez ostatni rok nie otrzymałam ani jednej kartki z Postcrossingu. Pocztówki zdobywałam, przede wszystkim wymieniając się z innymi osobami znalezionymi np. na Facebooku. Kupowałam również widokówki w krajach, które odwiedziłam. Całkiem sporo kartek dostałam od Maćka, który opanował Allegro. Skupiłam się przede wszystkim na zdobywaniu nowych krajów. Jednym z moich celów na tek rok było zdobyć pocztówki z 10 nowych krajów. Zrealizowałam ten punkt już w maju.
Panie i panowie, 5 lipca policzyłam po raz kolejny moje pocztówki (za pomoc w liczeniu dziękuję mamie i Excelowi!). 5 lipca 2018 moja kolekcja liczyła 1405 kartek ze 177 państw! A zatem przez rok przybyły 162 kartki z aż 63 krajów! Okazuje się, że brakuje mi widokówek z mniej niż 30 krajów świata.
Przez miniony rok moja kolekcja powiększyła się między innymi o kartki z takich miejsc jak Syria, Jemen, Mikronezja, Liban, Honduras. Jednak nie wszystkimi pocztówkami pochwaliłam się na blogu. Postaram się choć trochę to nadrobić. 
Prawda jest taka, że gdybym chciała, mogłabym jeszcze powiększyć tę kolekcję o nowe kraje, kupując kartki na Allegro. Ale nie chcę już tego robić. To odbiera magię temu hobby.
Przyznaję, że trochę brakuje mi Postcrossingu. W końcu od tego portalu zaczynałam. Ale znaczki w Polsce są tak drogie, że nie wiem, czy chce mi się wydawać pieniądze po to, by otrzymać pięćdziesiątą pocztówkę z Rosji albo pięćdziesiątą szóstą kartkę z Niemiec.

Jak widzę przyszłość mojej kolekcji?

Sama nie wiem. Wśród brakujących mi państw są zarówno takie kraje jak Botwsana, Wyspy Salomona czy Mauretania, a zatem takie, z których zdobycie pocztówki graniczy z cudem, jak i Katar czy Paragwaj, z których – mam nadzieję – prędzej czy później widokówkę otrzymam. Poza tym chciałabym zebrać kartki ze wszystkich stanów USA.
Ale wiecie co, czasami mam takie myśli, że zamiast wydawać pieniądze na znaczki, wolę oszczędzać je na prawdziwe podróże. :)
Kochani, a jak tam Wasze kolekcje?
Uściski!
Sara
PS Swoją kolekcję przechowuję w dwóch kartonowych pudłach. Każdy kraj to osobna koperta.