środa, 23 marca 2016

Budapeszt - ceny, praktyczne wskazówki i informacje



Dziwnie jest pisać o podróżowaniu, dojazdach i zwiedzaniu po wczorajszych zamachach, które naprawdę mnie przejęły, głównie dlatego, że terroryści zaatakowali w miejscach pełnych turystów – na lotnisku i w metrze. A do Belgii można znaleźć tanie loty, poza tym już od wielu miesięcy czaiłam się na wycieczkę po krajach Beneluksu. Jednak po wczorajszych wydarzeniach boję się jechać gdziekolwiek. Chyba spędzę wakacje w Ciechocinku.

Mimo to spróbuję się zebrać i stworzyć wpis zawierający przydatne w podróży do Budapesztu informacje.


Jak dojechałyśmy do Budapesztu? 
Do stolicy Węgier podróżowałyśmy z mamą Polskim Busem, który wyruszył z Warszawy o 8, zaś chwilę po 20 dotarł na Dworzec Kelenfold znajdujący się po tej samej stronie miasta co np. Zamek Królewski czy Baszta Rybacka , jednak dobre kilka kilometrów od tych atrakcji. Tuż obok dworca znajduje się stacja metra (linii m4) pod nazwą Kelenfold vasutallomas. 


Gdzie mieszkałyśmy? 
Wynajęłyśmy z mamą naprawdę przyjazny i kolorowy hostel. Dotarłyśmy do niego pieszo, gdyż jest on położony jakieś 20 minut drogi od dworca. Wystarczy podążać za liniami tramwajowymi, a po dojściu do mostu kolejowego skręcić w lewo i wejść w ulicę Takacs Menyhert, na której znajduje się ów hostel.  Początkowo zarezerwowałyśmy dwa łóżka w pokoju dwunastoosobowym, ale ostatecznie zostałyśmy umieszczone w dziesięcioosobowym, wraz z nami mieszkały dwie inne turystki. Miałyśmy pełny dostęp do kuchni, darmowych map, w hostelu było czysto, wszędzie rozstawiono kwiaty i porozwieszano indyjskie ozdoby. 

Minusem hostelu jest to, że zlokalizowany jest on daleko od głównych zabytków i atrakcji. Po porannym wymeldowaniu się musiałyśmy przejść kawałek, by dotrzeć do tramwaju. Jednak celowo zarezerwowałyśmy właśnie takie lokum, ponieważ ważniejsza była dla nas niewielka odległość od dworca – wiedziałyśmy, że po przyjeździe, aby zaoszczędzić 10zł, udamy się do hostelu pieszo, zaś bilet dobowy kupimy dopiero dnia następnego.


Jak poruszałyśmy się po Budapeszcie? 
Na przystanku Kosztolanyi Dezso ter (ok. 10 minut drogi od hostelu, w przeciwnym kierunku niż dworzec) kupiłyśmy w automacie (obsługującym język angielski) dwudziestoczterogodzinne bilety na transport miejski. Była to świetna decyzja, bo dzięki biletom oszczędzałyśmy nogi, sporo zobaczyłyśmy, poza tym jeszcze nigdzie nie miałyśmy tylu kontroli biletów co w Budapeszcie (w ciągu jednego dnia chyba z 10 razy!). Jeździłyśmy i metrem, i autobusami, i tramwajami. 
Jak się porozumiewałyśmy? 
Oj, bałam się tego, jak odnajdziemy się w Budapeszcie, w ogóle nie znając języka. Węgierski nie jest podobny do niczego. Specjalnie pożyczyłam rozmówki węgierskie, ale na szczęście nie użyłam ich ani razu! :D Gdy okazywało się, że ktoś nie znał angielskiego, to po prostu pytałam do skutku. Zazwyczaj starsze osoby nie umiały mi pomóc, czyli podobnie jak w Polsce, na Węgrzech istnieje większe prawdopodobieństwo, że angielskim umieją posługiwać się młode osoby.

Ile kosztowała nas taka wyprawa? 

Same bilety kupiłyśmy w, według mnie, genialnej cenie.


Bilety autobusowe na trasie Toruń-Warszawa (2 osoby) – 17zł


Bilety Polskiego Busa na trasie Warszawa-Budapeszt (2 osoby) - 3zł :DDD


Bilety na komunikację miejską w Budapeszcie – 2 razy po 1650ft, czyli w sumie ok. 50zł


Bilety Polskiego Busa na trasie Budapeszt-Kraków (2 osoby) – 36zł


Bilety kolejowe na trasie Kraków-Toruń z przesiadką w Warszawie (2 osoby) – 45zł

Hostel (jedna noc, dwa łóżka) – 68zł

Pocztówki – na Deak Ferenc Ter udało mi się znaleźć kartki za 60ft. Kupiłam 6, a zapłaciłam 5,5. W innych miejscach ceny za jedną pocztówkę wahały się od 100 do 150ft.

Jedzenie:

Węgierski kołacz – 350ft czyli nieco ponad 5zł


Cheeseburger (u nich nazywa się to Sajtburger :O) – 290ft czyli niecałe 4,5zł. Żywiłyśmy się głównie jedzeniem przywiezionym z Polski i tym McDonaldowym (raz można!) – 20zł


Czekolady od 200-400ft czyli od 3 do 6zł. Trochę słodkości do Polski przywiozłyśmy, więc liczmy, że wydałyśmy 30zł

W Budapeszcie, w przeliczeniu na złotówki, jest raczej drożej niż w Polsce. Ale i tak przelicznik nie jest tak tragiczny jak np. na funty brytyjskie. Poza wymienionymi przeze mnie rzeczami podczas naszej wyprawy pieniążki wydałyśmy na cappuccino czy inne drobiazgi. 






W sumie wycieczka kosztowała nas ok. 300zł. wydaje mi się, że to dość niska kwota jak na wycieczkę zagraniczną za dwie osoby. Gdybyśmy zarezerwowały hostel troszkę wcześniej być może udałoby nam się zaoszczędzić kilka złotych. 

Mam nadzieję, że Budapeszt Wam się spodobał! Dajcie znać, co najbardziej. :) Jeśli macie jakiekolwiek pytania czy wątpliwości, piszcie śmiało, w komentarzach czy na mejla. 

Sara  

PS Czy ktoś z Was ma może jakieś sprawdzone sposoby na wzmocnienie układu odpornościowego? Nic, tylko ciągle choruje, już nie wiem, co robić! :(

4 komentarze:

  1. Ataki terrorystyczne to coś okropnego. Szkoda, że są ludzie, którzy chcą robić krzywdę innym... Przykre, naprawdę przykre. Przyznam szczerze, że ja też boję się już gdziekolwiek wyjechać. Pozostaje nadzieja, że do Polski zamachy nie dotrą.
    300 zł za taką wycieczkę to naprawdę niedużo. Cieszę się, że udało Ci się dorwać taką okazję. Kto wie, może i mnie się kiedyś uda? :D Budapeszt musi być piękny!
    Wzmocnienie odporności? Może to dziwnie zabrzmi, ale na mnie to podziałało (przypadek czy faktyczne działanie - nie wiem). Krótko mówiąc - lekkomyślność. Jest zimno, jesteś zgrzana? Rozepnij się. Wyjdź pobiegać w samej bluzie i cienkim dresie wieczorem, gdy temperatura wynosi około 1-2 stopni. :D Odkąd zaczęłam tak robić - o dziwo, nie choruję. o_O No ale cóż, nie warto tego powielać, bo może źle się skończyć... :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Może również zacznę od ataków, bo od wczoraj faktycznie nie wychodzi to z głowy. Z jednej strony też najchętniej zostałabym w domu, z drugiej... jeśli mam układać sobie życie za zachodnią granicą muszę przestać się bać na tyle, na ile to możliwe. Myśląc o wyjeździe przynajmniej staram się odsuwać takie myśli od siebie, chociaż faktycznie nie jest łatwo.
    Jeśli chodzi o Budapeszt to koszt jest naprawdę przyjemny, a do tego udało się Wam bardzo dużo zobaczyć. Świetne wspomnienia. Przez Twoje wpisy i te świetne zdjęcia poczułam trochę tej atmosfery i kto wie. Może już niedługo skorzystam z tego poradnika (myślałam, że uda się w kwietniu, ale wykupili mi Polskiego Busa :/ )
    A na odporność.. Mi pomogły takie rozpuszczane tabletki. Takie musujące żelazo z rossmanna. Podstawowym składnikiem jest właśnie żelazo, ale zawiera praktycznie większość innych witamin w 100% dawce. Jakoś po nich lepiej się poczułam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz nigdzie nie jest bezpiecznie... Sama nie wiem co zrobię ze swoimi wakacjami, bo szczerze mówiąc odechciało mi się takich podróży... (oprócz Austrii oczywiście :D ). Co do ceny biletów to faktycznie tanio, choć szkoda, że nie masz bezpośrednio z Torunia więcej połączeń, bo pewnie byłoby to dużo wygodniejsze :) A zamiast wielkiej torby słodyczy to ja bym kupiła pewnie dużo win, bo mają tam bardzo dobre, a do tego tanie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem teraz już nigdzie nie jest bezpiecznie... We Francji byłam zaledwie dwa czy trzy tygodnie po zamachach, a do Brukseli miałam jechać w święta... Niestety zrezygnowaliśmy z wyjazdu, bo oprócz strachu ze strony rodziców jest jeszcze moja choroba,która mnie rozłożyła. Smutne jest to, co dzieje się na świecie.
    Ale słodyczy przywiozłaś! :) Zawsze kupuję czekolady, bo tata je lubi. Czasem wino,jeśli mam miejsce w plecaku lub nigdzie już dalej nie jadę. Zdarzają się też ciastka albo inne smakołyki. Pocztówki obowiązkowo! Czasem magnes :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)