niedziela, 15 stycznia 2017

Książki mojego życia



Nie, żeby moje życie się już kończyło czy coś. Zawsze jest czas na podsumowania – nieważne, czy zbliża się 1 stycznia, czy poniedziałek, wiosna/zima, koniec wakacji, a może dobiegamy dwudziestki. Są takie teksty, które mogę pisać w kółko –to podsumowania i rozmaite listy.

Nauczyłam się czytać 14 lat temu. Od tego czasu książki są stale obecne w moim życiu, mimo że mój tata twierdzi, że "on się już w życiu naczytał" i wątpię, aby przez ostatnie kilkanaście lat przeczytał jakąkolwiek książkę. Mój młodszy brat również nie jest fanem czytania – zdarza się, że jakaś powieść mu się spodoba, ale nie sięga po nią z własnej woli (zazwyczaj jest to lektura szkolna). Moja mama lubi czytać i często rozmawiamy o ukończonych przez nas pozycjach. Ale zdarzają się tygodnie, podczas których moja mama nie sięga po żadną lekturę.

Okoliczności są więc średnio sprzyjające. Ale odkąd pamiętam, chodziłam do biblioteki – najpierw do filii nr 11, później uczęszczałam również do bibliotek szkolnych, zapisywałam się do kolejnych filii, wypożyczałam także książki z biblioteki uniwersyteckiej. 


Dostawałam książki na święta, urodziny, Wielkanoc i wszelkie inne okazje, chociaż moja mama miała pewne wątpliwości, czy książka jest dobrym prezentem dla mnie – zwykle pochłaniałam ją w 2-3 dni i później stawiałam na półce, nigdy więcej do niej nie wracając. Być może część z Was pamięta kontrowersyjny wpis o książkach jako upominku. Moje zdanie od tamtego czasu radykalnie się  zmieniło.

Z książkami miałam do czynienia, czytając je nie tylko sobie, ale też dzieciakom w przedszkolu i podstawówce. Nie napisałam żadnej książki, ale wszystko przede mną.


Chciałabym Wam trochę poopowiadać o najważniejszych książkach w moim życiu. O takich, do których wracam myślami, które pozostawiły trwały ślad w moim umyśle. O takich, które odegrały ważną rolę w moim życiu. 


Zacznę od serii książek o Martynce. To prawdopodobnie pierwsze przeczytane przeze mnie książki. Pamiętam, jak biegałam do biblioteki, i jak nierzadko wracałam ze smutną miną, bo nie było żadnej nowej części przygód Martynki, tylko te już przeze mnie przeczytane… To były cienkie, pięknie wydane opowieści, czytało się je niezwykle szybko, łatwo i przyjemnie. 


"Pamiętnik księżniczki" – seria, w której zaczytywałam się w podstawówce. Pochłonęłam wszystkie 14 części cyklu. Życie Mii ogromnie mnie fascynowało i ekscytowało, razem z nią śmiałam się i smuciłam.


"Mały książę" – na palcach obu rąk mogę policzyć książki, które przeczytałam więcej niż raz. Jedną z nich jest "Mały książę". Najlepsza lektura szkolna, najpiękniejsza opowieść. Za każdym razem tak samo mnie wzrusza, za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. 


Harry Potter – dopiero teraz, na starość, dociera do mnie, że dwukrotnie przeczytałam całą serię książek o Harrym Poterze, mimo że były to powieści… fantastyczne. A ja nie cierpię tych wszystkich historii o elfach, czarodziejkach i innych niestworzonych postaciach. Tymczasem dzieła Rowling – choć to grube tomiszcza – przeczytałam jednym tchem. Według mnie te powieści powinny należeć do kanonu literatury obowiązkowej. 


"Jesienna miłość" i "Pamiętnik" – wyznaję zasadę: najpierw książka, potem film. W 98% film okazuje się gorszy. Ale w przypadku "Jesiennej miłości" i "Pamiętnika", powieści Sparksa, ekranizacje są tak samo romantyczne, poruszające i jestem w nich bezgranicznie zakochana. Podobnie jak rzadko kiedy wracam do książek, nieczęsto oglądam 2 razy ten sam film. Ale do "Jesiennej miłości" czyli "Szkoły uczuć" mogę wracać do miesiąc.


"Bez mojej zgody" – chyba żadna książka tak mną nie wstrząsnęła. Porusza ona problem, o którym istnieniu nawet nie wiedziałam. Picoult opisuje dane zagadnienie z perspektywy różnych stron i robi to w mistrzowski sposób. To powieść, którą powinien przeczytać każdy, nieważne, czy na co dzień sięga po fantasy, romanse, książki podróżnicze czy komiksy. Bo "Bez mojej zgody" wciągnie wszystkich, bez wyjątku. Może momentami wkurzy, na pewno będzie szokować, ale też skłoni do refleksji: jak my byśmy postąpili? Po której stronie byśmy stanęli?


"Bloger" – książka Tomka Tomczyka, którego zachowania i bloga nie trawię, sprawiła, że podjęłam ostateczną decyzję: zakładam bloga. Autor "Blogera" uświadomił mi, jakich błędów nie powinnam popełniać, jak zacząć blogować. I chyba zrobił to dobrze, bo Sawatkę prowadzę już 3,5 roku (i ani razu nie zmieniłam nazwy!).


"Magia sprzątania" – tę książkę przeczytałam zaledwie rok temu. Zmieniła ona kompletnie mój sposób patrzenia na sprzątanie. Szczegółową recenzję tego poradnika przeczytacie tutaj.


"Złodziejka książek" – i na koniec jedyna pozycja na lubimy czytać, którą oceniłam na 10 gwiazdek. Wszystkim polecam tę powieść, bo jest napisana w mistrzowski sposób – żadne słowo nie jest w niej zbędne. Porusza ważne problemy i otwiera oczy. Film oparty na powieści Markusa Zusaka również jest bardzo dobry.


A jakie są książki Waszego życia? Czytaliście którąś z wymienionych przeze mnie książek?
Udanego tygodnia!
Sara

8 komentarzy:

  1. Ja, gdybym kiedykolwiek robiła taką listę, z pewnością umieściłabym na niej "Anię z Zielonego Wzgórza". No i "Kamienie na szaniec". No i może "Małego księcia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Anię z Zielonego Wzgórza" i "Kamienie na szaniec" i... nie podobały mi się. :/

      Usuń
  2. Dla faktycznie czytającej osoby, zadane pytanie jest trudne, ale zdecydowałem się odpowiedzieć. Zaznaczam jednak, że nie jest to uszeregowana lista (poza pierwszą wymienioną), a zbiór [nie wszystkich] książek, które uważam, że miały na mnie duży wpływ i jednocześnie są na tyle dobre, że chętnie je polecę każdemu zainteresowanemu.

    "Diuna", F. Herberta - arcydzieło: kopalnia porównań i cytatów, oraz wciągająca wizja ludzkiej przyszłości,
    "Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie" oraz "Złodziej czasu" T. Pratchetta - prawie jak wyżej, ale z humorem. Dużo historii ze Świata Dysku nie czytałem i ubóstwiania autora nie rozumiem, ale te pozycje już powtarzałem i pewnie jeszcze sobie przypomnę,
    "Głos Pana", S. Lema - coś tego autora TRZEBA przeczytać - tę bym polecił właśnie jako dość wyżymającą mózg, z lżejszych i bardziej dowcipnych to "Dzienniki Gwiazdowe" (gdzieś pośrodku dałbym jeszcze "Golem XIV").
    Na deser coś Lovecrafta - zmuszającego do zrozumienia na nowo słów "horror" i "strach".

    Bankowo coś ważnego mi uciekło, ale tak mniej więcej by moja lista wyglądała. :)

    Co do Harrego Pottera:
    "na starość" to miał być taki suchar, tak?
    "[...] powinny należeć do kanonu literatury obowiązkowej"? Saro, nie przesadzajmy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Diunie" słyszałam, ale nie czytałam jej; co do Pratchetta to zachęcana przez znajomego sięgnęłam kiedyś po jego książkę. Porzuciłam po kilku stronach. ;x
      Natomiast Lema nie cierpię! Brr, czytałam "Dzienniki gwiazdowe" i to kompletnie nie moja bajka. Nie lubię fantasy.
      Tak, taki nieśmieszny suchar. :D

      Usuń
    2. No dobra, to już nie będę namawiał. Tylko dodam, że u Lema - jak i we większości ambitnego SF - nie chodzi o fabułę: ona jest tylko pretekstem do opowiedzenia o czymś.

      Usuń
  3. "Bez mojej zgody" i "Złodziejka książek" to faktycznie są książki godne polecenia. Moją ulubioną książką jest też "Chłopiec z latawcem" i "Tygrysie wzgórza".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również czytałam "Chłopca z latawcem" i wywarł na mnie ogromne wrażenie! A o "Tygrysich wzgórzach" nie słyszałam, ale zaraz sprawdzę, co to za powieść. ;)

      Usuń
  4. W podstawówce czytałam bardzo dużo, ale od gimnazjum jakoś tak przestało mnie to kręcić i jeśli coś czytałam, to były to starannie wybrane książki (Nie, lektur też nie czytałam, no ok. 1 w semestrze przeczytałam. Myślę, że to właśnie obowiązek czytania nieciekawych książek zniechęcił mnie do czytania). W każdym razie, jeśli miałabym wybrać książki, które na mnie wpłynęły i byłyby "książkami mojego życia" to wybrałabym (w kolejności od najlepszej):
    1. "Mały książę" - cudowna, niepowtarzalna, idealnie oddająca mój sposób myślenia
    2. "Rok 1984" - zmieniająca pogląd na życie, sposób myślenia ludzi, ustrój społeczny itp. No po prostu trzeba to przeczytać
    3. "Weronika postanawia umrzeć" - przeczytałam ją w gimnazjum i do teraz czasem o niej myślę, również zgodna z moim sposobem myślenia
    4. "Intruz" - jedyna książka w moim życiu, która wywołała u mnie łzy
    5. "Magia sprzątania" też trochę na mnie wpłynęła, zwłaszcza pomysł dziękowania rzeczom (który chyba do mało kogo trafił :P)
    Pewnie ta lista zostanie zmodyfikowana albo dodam do niej jakieś tytuły, bo pod koniec 2016 roku znów poczułam w sobie wielką chęć do czytania (może dlatego, że teraz już nikt mnie do tego nie zmusza :P).
    A swoją drogą Saro, muszę Ci powiedzieć, że bardzo lubię Twojego bloga. Robiłam dziś porządek w czytanych i już nie czytanych blogach i Twój plasuje się bardzo wysoko w moim "rankingu" ulubionych ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)