piątek, 5 lutego 2016

O książce, która zmieniła moje życie (a już na pewno mój pokój)


Nie jestem mistrzynią w recenzowaniu książek (inaczej zapewne założyłabym bloga o literaturze :D). Lubię od czasu do czasu polecić Wam jakąś lekturę, ale zwykle nie rozwodzę się nad nią zbyt długo. Dzisiaj więc jest dzień niezwykły, gdyż wpis ten będzie o jednej książce. :O I to w dodatku takiej, której nie oceniłam na lubimyczytać na 10 gwiazdek. Czasami mówimy "Ta książka zmieniła moje życie!". Zazwyczaj chodzi o nasz sposób myślenia, ewentualnie postrzegania jakiegoś zagadnienia. "Magia sprzątania" Marie Kondo zmieniła moje myślenie, co więcej, zmobilizowała mnie do pewnych czynów! Jakich? O tym za chwilę.
O książce "Magia sprzątania" przeczytałam dawno temu na jednym z blogów. Zapomniałam jednak o tym i przeżyłam szok, gdy Marie Kondo zjawiła się w Warszawie (żałowałam, ze nie pojechałam, mimo że wówczas jeszcze nawet nie sięgnęłam po jej książkę). W końcu Świat Książki zaproponował mi cenę 17 czy 18 zł za poradnik Kondo. Stwierdziłam, że lepszej oferty nie będzie i dokonałam przelewu. Książki nie zaczęłam czytać od razu, ale gdy już się do niej dorwałam… nie było tak, że nie mogłam się oderwać. Przyznam, czytało się szybko, zdarzało mi się nawet przeczytać kilka stron na godzinie wychowawczej, ale lektura ta momentami okropnie mnie drażniła. Irytowały mnie niektóre rady autorki i jej poglądy. Książkę skończyłam po kilku dniach z mieszanymi uczuciami. To, jakie zmiany spowodowała w moim życiu, dostrzegłam dopiero po czasie
"Magia sprzątania" nie jest poradnikiem o tym, jak usuwać plamy, ścierać kurze czy myć podłogi. Równie dobrze książkę tę można by zatytułować "Magia wyrzucania" albo "Magia pozbywania się rzeczy". Marie Kondo radzi bowiem, aby zatrzymać tylko to, co sprawia nam radość. Może Wam się wydawać, że to dość absurdalne kryterium (moja przyjaciółka od razu rzuciła, że przecież skarpetki nie sprawiają jej radości, ale ich nie wyrzuci). Dlatego ja trochę zmodyfikowałam radę Kondo, ale… i tak pozbyłam się wielu rzeczy. 

Nigdy nie byłam typem okropnego chomika, poza tym zawsze lubiłam robić remanenty w szufladach i szafach. Ponadto wychodzę z założenia, że wiele rzeczy, których nie używamy, można sprzedać, a dzięki temu troszkę zarobić. Mimo tych zwyczajów, takiego sprzątania, jakie miałam po przeczytaniu książki Kondo, nie przeżyłam jeszcze nigdy. Nagle przeznaczyłam do palenia kilogramy notatek, które od lat leżały w teczkach nikomu niepotrzebne. Jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym, że może przydadzą się one mojemu bratu, a może ja z nich skorzystam… Jasne, na pewno - gdy większość rzeczy można znaleźć w Internecie, ja chomikowałam jakieś stare kserówki…
Wystawiłam na aukcji książki i magazyny, które przeczytałam, ale które nie wywoływały we mnie większych emocji. Dajmy na to – zatrzymałam "Jeden dzień", bo to powieść, którą chętnie pożyczę, która mnie poruszyła, którą pokochałam całym sercem, ale pozbyłam się "Niewzruszenia" Ewy Nowak. Podobało mi się, ale bez szału, tylko niepotrzebnie kurzyłoby się na półce, raczej nie wróciłabym do tej lektury.
Tak mogłabym wymieniać i wymieniać… Wyrzucone bibeloty, płyty, papiery. Ułożone zdjęcia, sprzedane książki i ubrania. W moim pokoju jest teraz o wiele mniej rzeczy. Czy przez to łatwiej utrzymać porządek? Być może, chociaż nadal mam trochę do wycierania. ;)
Otwierałam szeroko oczy, gdy Kondo pisała, że jej książka i metody do tej pory odmieniły życie tysiącom ludzi. Myślałam, że i tak niczego nie wyrzucę, bo mi szkoda. Tymczasem przeglądając zawartość szaf i szuflad, zadawałam sobie kilka pytań – czy to mi się podoba, kiedy ostatnio tego użyłam, czy przyda mi się w najbliższej przyszłości… Jak mówiła Kondo, jej klienci nie żałują, że pozbyli się danej rzeczy. Ja też nie żałuję.
Bardzo zachęcam Was do przeczytania tej książki. Może coś Was czknie. :) Okazuje się, że nie musimy trzymać w domu pudełek po telefonach kupionych 5 lat temu. ;)
Pozdrawiam!
Sara

27 komentarzy:

  1. Zaczęłam czytać Twój post i zastanawiam się czy Marie Kondo to ta pani, która była gościem w "Dzień Dobry TVN". I wydaje mi się, że raczej tak. Prezentowała ona jak składać, rzeczy/ubrania, żeby one odpoczęły. Powiem prawdę, że wolę swój sposób.
    Ciekawa jestem jak długo leżały te Twoje notatki, które niby miały się przydać Twojemu bratu. Mój mąż do dzisiaj trzyma zeszyty ze szkoły średniej (maturę dawał ponad 10 lat temu) i notatki ze studiów, bo może mu się jeszcze przydadzą. Całe szczęście niedługo też zostaną przeznaczone na rozpałkę, bo będę przecież potrzebowała więcej miejsca w szafkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, była w Dzień Dobry TVN, chociaż ja akurat tego nie oglądałam. ;) Dla mnie chyba najmniej rozsądnym i najdziwniejszym z jej wymysłów jest stawianie ubrań PIONOWO. Jeśli nie da rady ich tak ustawić, to znaczy, że są źle złożone, haha - tak twierdzi pani Kondo. Wolę akurat tej rady nie wprowadzać w życie.
      Hmm, myślę, że najstarsze notatki pochodziły z 4 klasy szkoły podstawowej, czyli sprzed 8 lat! :O Ale w końcu się ich pozbyłam. ;)
      Myślę, że Twój mąż jest trochę sentymentalistą, a może tęskni za szkołą :D? Nie sądzę, aby notatki, choć nawet najlepsze, sprzed 10 lat przydały się Waszym dzieciom w przyszłości.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. Mam coś ostatnio komputerem, bo komentrze mi się albo dublują, albo nie dodają O.o!
    Nie miałam tej książki w rękach, ale dużo razy widziałam ją na blogach. Ja zazwyczaj jestem typem chomika, ale raz na jakiś czas wszystko przeglądam i wyrzucam/ oddaję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, blogger czasami szwankuje, znam to! Ale nie ma się co przejmować. :)
      Jak dla mnie to dobrze od czasu do czasu robić sobie taki remanent, chociaż pani Kondo tego nie pochwala, hehe. Twierdzi, że najlepiej raz a porządnie wysprzątać swój dom. ;) Wydaje mi się, że Polakom to by się nie udało. Może w Japonii mają inną mentalność.

      Usuń
  3. O! Z chęcią kupię i przeczytam :)

    ____________________
    www.justynapolska.com
    fashion & Beauty

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja także oglądałam tę autorkę jak była w DDTVN i o książce też słyszałam. Jednak szczerze jestem ogromną sentymentalistką, ale potrafię sobie powiedzieć STOP, dlatego i bez pomocy przy remoncie wyrzuciłam wszystko co się dało. Została się tylko elektronika, ubrania które naprawdę noszę, książki oraz rzeczy do szkoły/listów/scrapbookingu. Szkoda tylko, że jak się okazało największym domowym chomikiem jest moja mama i dziadek "Nie wyrzucaj! Zostaw w moim pokoju, może kiedyś się przyda..." Na pewno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem sentymentalistką i jasne, są takie przedmioty, które trzymam już lata, ale jest ich niewiele.
      Ach, no czyjegoś charakteru się nie zmieni. Można jedynie sugerować, radzić, proponować. W książce Kondo były przywołane fajne przykłady odnośnie domowników. Najlepiej sprzątać, kiedy nas nie obserwują, aby potem nie przynieśli czegoś ze śmietnika z powrotem do domu, haha.

      Usuń
  5. Oglądałam z Nią "Pytanie na Śniadanie" albo "dzień Dobry TVN". Zapamiętałam ją z tego jak składała skarpetki i koszulki. Książkę nawet planowałam zakupić i przeczytać, ale zawsze coś, aż w końcu zapomniałam. Teraz Ty mi o niej przypomniałaś i właśnie zaraz ją zamówię :) Ja jednak jestem zbyt sentymentalna i nie potrafiłabym chyba wyrzucić tak wielu rzeczy, wolę je wrzucić do jakiegoś kartonu i zanieść gdzieś na strych :) Pamiętam jak byłam mała to wyciągałam Mamie z worka moje ciuchy, które chciała wyrzucić i chowałam Babci pod poduszkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam, może jednak pokona sentymentalizm? W sumie to takie wkładanie rzeczy do kartonu i odkładanie na jakiś czas też jest jakimś sposobem, bo... o większości tych rzeczy zapominamy. A to udowadnia nam, że są jednak zbędne i wtedy decydujemy się ich pozbyć.
      Haha, z tymi ciuchami dobre! :D

      Usuń
    2. Przywiązanie do przedmiotów to coś, czego naprawdę warto się pozbyć z życia. Dobrym sposobem, aby zapamiętać jakiś naprawdę ważny (tj. sentymentalny), ale kompletnie nieprzydatny przedmiot, jak na przykład te ubrania, jest... zrobienie zdjęcia i włożenie do albumu. Pamięć pozostanie, wspomnienia również, a ta rzecz nie będzie się kurzyć, zawadzać miejsca, a i przestrzeń zostanie oczyszczona. :)

      Usuń
    3. Już gdzieś widziałam tę poradę! :D W sumie... nie testowałam. Bo albo pozbywam się rzeczy, albo zostawiam. Większość z nich jednak trzymałam tak długo, że serio, nie widzę dalszego sensu ich chomikowania. ;)

      Usuń
  6. Interesuję się minimalizmem od pewnego czasu, więc i o książce słyszałam. Nie czytałam jej, a mimo to już dawno zaczęłam wyrzucanie. Przed świętami pozbyłam się połowy zawartości szafy (!!!) - zostawiłam tylko to, co ma dla mnie jakąś wartość (patrz: jest to moje ulubione ubranie, używam je na co dzień, pasuje na różne okazje, dobrze się w nim czuję i tak dalej...), wyniosłam z pokoju sporą część kurzołapków-bibelotów, oddzieliłam książki, które chcę sprzedać od tych, które zostają. Część książek, które nie nadawały się do sprzedaży, a mnie się by nie przydały - zwyczajnie wyniosłam na miejską półkę. I nie żałuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, nie wiedziałam, że ten minimalizm nas łączy! :D Mam tak samo jak Ty!

      Usuń
  7. Zazwyczaj chomikuję wszystko co mogę, ale od czasu do czasu robię porządki i wyrzucam wszystko to czego nie użyłam od ostatnich porządków :D Choć może pominęłam te pudełka od telefonów :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O książce nie słyszałam, nie wiem jak się uchowałam bo widzę teraz że jest dosyć znana ;) Ale pomysł uważam za bardzo praktyczny. Staram się zawsze nie odkładać zbędnych rzeczy do szafki tylko wyrzucać, ale wiadomo jak to w praktyce jest ;) Po pewnym czasie i tak zbiera się niepotrzebne bibeloty. Niestety w moim przypadku byłoby mi ciężko rozstać się z książkami :) Natomiast czytałam artykuły Marka Kamińskiego, który przeszedł trasę pielgrzymkową Camino de Santiago aż do Hiszpanii, i wśród jego przemyśleń znalazło się właśnie to, że posiadamy za dużo rzeczy, że nie potrafimy rozgraniczyć co nam jest naprawdę potrzebne i poświęcić czas ludziom zamiast przedmiotom. I właśnie on sam po powrocie do domu zdał sobie sprawę że wielu rzeczy w rzeczywistości nie potrzebuje i zaczął się ich pozbywać :) Bardzo mi się spodobało takie podejście i skojarzyło mi się z tym co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat należę do osób, które nie czytają zazwyczaj tej samej książki po raz drugi, poza tym jak coś mi się nie podobało, to nie widzę sensu w trzymaniu takiej powieści w domu.
      Zgadzam się z Markiem Kamińskim. Niestety materialistyczne podejście jest dość powszechne w naszych czasach. :(

      Usuń
  9. A ja czytałam, posprzątałam i w większości się z autorką zgadzam. Mam tak, że niektóre rzeczy lubię nosić, a innych nie, mimo, że nie są zniszczone, czasem wiążą się z nieprzyjemnymi wspomnieniami. Po tym jak wyrzuciłam takie rzeczy jest mi dużo lżej. Otwieram szafę, a tam tylko to, co daje mi radość - co po prostu lubię nosić :) Układanie przedmiotów według kategorii jest strzałem w dziesiątkę, ale to akurat robiłam już wcześniej. Faktycznie chyba jedyne, czego nie zrozumiałam to układanie ubrań pionowo, myślę, że takie ich składanie byłoby trochę męczące.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba muszę ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie taki efekt przyniosła 6 przeprowadzka z rzędu w ciągu dwóch lat xD Ciągłe pakowanie i wypakowywanie wszystkich rzeczy, różności spowodowało, że przy ostatniej przeprowadzce wzięłam się w garść i pozbyłam się wszelakich bibelotów, które do niczego mi nie były potrzebne, kartek, notatek itp. Co prawda już mnie prawdopodobnie wreszcie żadna przeprowadzka nie czeka, ale oduczyłam się kupowania pierdółek, nauczyłam się trzymać tylko to co na pewno się przyda a nie co może kiedyś tam... Drugie też że moja babcia, a teraz jeszcze moja mama zachowują się jak Ci ludzie z programu o zbieractwie na TLC.... Znoszą pełno rzeczy bo się przydadzą i w ogóle a później to wszystko leży poupychane po kątach. Nie chcę żeby i u mnie, w moim mieszkaniu tak było więc staram się pilnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadzka widzę ma działanie oczyszczające, hehe. Ja przeprowadzałam się tylko raz w życiu.
      Starsze pokolenie często ma takie nawyki, niestety. To może mieć związek z przeszłością, czasami komuny itp. no chyba że każdemu po latach zaczyna doskwierać zbieractwo. :O

      Usuń
  12. Taki kop jest czasem potrzebny :). Ja co prawda lubię czasem chomikować różne rzeczy, ale staram się od czasu do czasu zrobić solidny przegląd. Posegregować ubrania i dać część z nich na wieś do rodziny, wyrzucić stare notatki itp. Czekam na koniec studiów, bo wtedy kolejna porcja papierów wyleci z moich szuflad :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę się doczekać końca szkoły, gdy pozbędę się znienawidzonych podręczników i spalę zeszyty, hahah. :D Może to brzmi okropnie, ale tak właśnie jest. ^^

      Usuń
    2. Doskonale Cię rozumiem :D! I w ogóle to nie brzmi okropnie :D!

      Usuń
  13. Zgadzam się z koleżanką powyżej - nic tak nie pomaga przebierać rzeczy jak przeprowadzki ;) Ja trzymam się złotej zasady, że całość mojego dobytku powinna się zmieścić w dwóch walizkach (plus plecaku ewentualnie ;) ) , żebym dała radę się z tym przenieść samodzielnie jak przyjdzie potrzeba. Zamieniłam Warszawę na Sztokholm z 2 walizkami, fakt, że trochę rzeczy się w trakcie uzbierało, ale jakby przyszło zamienić Sztokholm na co innego, znów się do 2 walizek zmieszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od jakiegoś czasu jestem w trakcie czytania tej książki, jednak idzie mi to bardzo powoli,ponieważ czytam ją na głos mojej mamie. Moja mama wszystko chomikuje, więc mamy ubaw przy tej lekturze :D Ja także lubię coś zachować, zachomikować od czasu do czasu "na pamiątkę", jednak nieraz po czasie to wywalam, bo sama nie wiem po co mi to było potrzebne. Ciuchy uwielbiam wyrzucać i akurat z tym nie mam problemu, bo tak naprawdę to moja szafa od kilku lat praktycznie się nie zmienia. Nie niszczę ciuchów, a szkoda mi wydawać pieniądze na nowe, bo wolę je wydać na podróż czy pocztówki. Książki raczej zachowuję wszystkie, bo marzy mi się na starość biblioteczka w domu. Notatki - jestem w tym mistrzem chomikowania - mam notatki jeszcze z podstawówki gdzieś schowane :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję za recenzję książki, chętnie ją przeczytam :) Ja nie jestem typem chomika, ale często coś zostawiam na pamiątkę :) Na szczęście są to tylko dwa niewielkie pudełka kartonowe a nie cała szafa :P Czasami lubię wracać do tych rzeczy! Nie ma co wszystkiego trzymać, też często robię porządki w szafie i jak czegoś nie noszę to oddaję to komuś innemu, innym się może przydać a u mnie to leży.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)