środa, 22 marca 2017

Dublin po zmroku



Wróciłam z Dublina. I nie oszczędzę Wam rewelacji i relacji z tej stolicy. ;)

Do Irlandii dotarliśmy po południu, zwiedzanie zaczęliśmy więc, gdy już się ściemniało. Dlatego też na pierwszy ogień, nieco przekornie i nietypowo – post o Dublinie po zmroku.
Zależało nam, by wieczorem zobaczyć, jak swoim życiem żyje Temple Bar czyli dzielnica rozrywkowa Dublina. To ulice pełne restauracji, pubów, pijących i niepijących, turystów i miejscowych, bawiących się i pozujących do zdjęć. W Temple Bar, oprócz licznych kawiarni, pubów i sklepów z kiczowatymi pamiątkami, udało mi się namierzyć kilka graffiti oraz ozdób pozostałych z dnia św. Patryka, patrona Irlandii.



O wiele efektowniej niż za dnia prezentuje się również most Ha’penny (nazwany tak od opłaty pół pensa, którą kiedyś pobierano za przejście nim). Most ten to raczej ślicznie oświetlona kładka. Jak na wielu europejskich mostach i na tym możemy znaleźć kłódki zakochanych. Jak czekałam na miłość, to marzyłam o zawieszeniu takiej kłódki, a teraz nie wydaje mi się to takim romantycznym pomysłem. :D

Dotarliśmy w końcu do słynnej O’Connell Street. Nazwa ulicy pochodzi od nazwiska słynnego polityka i działacza niepodległościowego. Przedłużeniem ulicy jest most O’Connell. Na tej głównej arterii Dublina zjedliśmy kolację (w McDonaldzie – tym faktem pewnie nikogo nie zaskoczę, a już na pewno nie hejterów). Próbowałam też pstryknąć zdjęcia iglicy, ale nie było to takie łatwe. The Spire of Dublin - oficjalnie the Monument of Light – to wysoki… słup. Postawiono go w ramach uczczenia nowego tysiąclecia. Jakoś nie rzucił mnie na kolana ten monument – mimo swojej wysokości.

Wróciliśmy piechotą na drugą stronę rzeki, tę, po której znajdował się nasz hostel. Udało nam się jeszcze zobaczyć oświetlony ratusz.

Pod koniec dnia Maciek wyciągnął mnie do… pubu. Nie ma co ukrywać, puby to symbol Irlandii. W jednym z przewodników wyczytałam, że łatwiej jest znaleźć na tej wyspie wieś bez kościoła niż wioskę bez pubu… Śmiałam się, że wybrałam się do Irlandii, w której piwo i inne alkohole są tak bardzo na porządku dziennym, a ja… nie piję w ogóle. Maciek jednak skosztował Guinnessa, by porównać go z tym sprzedawanym w promocji w Żabce. ;) Chyba mu smakowało. Chociaż wzrok ma taki nieśmiały... ;)

Już teraz zapraszam Was na kolejne posty o Dublinie. Mimo że spędziliśmy w tym mieście niecałe 2 dni, sporo zobaczyliśmy. Chciałabym podzielić relację na opowieść o miejscach wartych zobaczenia po północnej stronie Liffey, rzeki płynącej przez stolicę Irlandii, oraz na relację ze spaceru po stronie południowej. Poza tym na pewno podzielę się z Wami wszelkimi spostrzeżeniami na temat organizacji wycieczki do Irlandii.

Jeśli macie jakieś pytania - śmiało!
Lubicie oglądać miasta po zmroku? A może takie zwiedzanie nie ma dla Was większego sensu?
Pozdrawiam!
Sara
PS Tutaj przeczytacie, jak to się stało, że wylądowaliśmy na drugim końcu Europy. 

8 komentarzy:

  1. Już nie mogłam się doczekać relacji <3. Miasto po zmroku prezentuje się super, szczególnie Temple Bar :D. Maciek jaka minka haha :D. Z chęcią skosztowałabym Guinnessa, choć od kilku lat od piwa wolę jednak whisky. Trochę mnie tym zaraził Adam, bo on piwa w ogóle nie pije, a ja kiedyś żłopałam je hektolitrami :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy tam nie byłam, ale chętnie bym zobaczyła to miasto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje z okazji zobaczenia kolejnej stolicy!
    Szkoda że na tak krótko :-( bo jest sporo miejsc wartych zobaczenia, np. ZOO.
    Dzięki irlandzkiemu koledze z pracy, mój pierwszy weekend w Dublinie zacząłem w browarze Guinnessa, potem w destylarni Jameson'a i zakończyłem w Kilmainham Gaol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No faktycznie krótko, chociaż wydaje mi się, że np. tydzień to za dużo na sam Dublin. W ciągu siedmiu dni dalibyśmy radę zobaczyć też warte odwiedzenia miejsca za miastem.
      Browar Guinnessa i więzienie były na naszej liście, ale ostatecznie z nich zrezygnowaliśmy. Są dość mocno oddalone od centrum, w dodatku nie planowaliśmy wchodzić do środku ze względu na ograniczony czas i środki. :( Może następnym razem.

      Usuń
    2. Zgadzam się że tydzień to za długo na sam Dublin. Znam ten ból kiedy ograniczona kasa ma wpływ na to co chcemy zobaczyć. Ale pamiętaj, że w życiu nieraz pojawią Ci się możliwości o jakich nawet nie pomyślałaś i bądź gotowa z nich korzystać gdy się pojawią.

      Usuń
  4. W sumie rzadko się słyszy, żeby Dublin był celem podróży turystycznych. :p Ta oświetlona kładka prezentuje się genialnie. <3 Uwielbiam tego typu miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to rzadki cel turystyczny, myślę, że w kolejnych postach wyjaśni się dlaczego. ;)

      Usuń
  5. Gratuluję odwiedzenia kolejnej stolicy, Saro!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)