niedziela, 3 kwietnia 2016

30 dni do matury - brak mi słów



Coś Wam powiem: matura to bzdura. Albo inaczej – podejście nauczycieli do matury to kompletna tragedia. Być może niektórzy z Was zdawali maturę kilka lat temu albo mają ją jeszcze przed sobą. Nie wiem, czy podejście do tego egzaminu jest tak nienormalne tylko w mojej szkole i w moim otoczeniu, mam nadzieję, że tak. Bo jeśli nie, to instytucja matury równie dobrze może prowadzić do załamań psychicznych. 120 dni temu pisałam Wam, że staram się do matury podchodzić w sposób racjonalny i nie traktować tego jak najważniejszego wydarzenia w moim życiu. Niestety, grono pedagogiczne w naszej szkole i ta cała beznadziejna otoczka utrudnia mi normalne funkcjonowanie. 

W ostatnich dniach, pierwszy raz od 2,5 roku, przeszło mi przez myśl, by zawiesić bloga na pewien czas. Czułam, że nie poświęcam mu się w stu procentach, nie odwiedzam ulubionych blogów i stron moich czytelników tak często, jakbym chciała, nie zawsze odpowiadam na Wasze komentarze, posty dodaję tak jakoś mechanicznie, słowem – nie tak to powinno wyglądać. Źle się czuję, robiąc coś nie na 100%, jednak pewnie jeszcze gorzej bym się czuła, gdyby na blogu zapadła martwa cisza, a ja nawet nie mogłabym się oderwać od nauki, by tutaj zajrzeć. Zapewne trudność sprawiłby mi też powrót po tym, jak wypadłabym z rutyny blogowej. Dlatego zdecydowałam, że bloga nie zawieszę. Jednak jestem w pełni świadoma jego zaniedbania. Przez maturę i tę wszechobecną presję zaniedbałam bloga, zaniedbałam siebie , zaniedbałam rodzinne kontakty, czytanie, oglądanie filmów. Zaniedbałam życie. 

Przez ostatnie kilka miesięcy moim mottem jest "Byle do matury". Szkoła jawi mi się jako najokropniejsze miejsce, w którym marnotrawię czas i oglądam twarze, których nie cierpię. Siedzę na lekcji przedmiotu, który nigdy mnie nie interesował i do którego nigdy w życiu nie wrócę, zamiast powtarzać lektury z polskiego. Nauczyciele zachowują się tak, jakby zależało im tylko na doskonałych wynikach matur, jakby od tego zależała ich premia (może tak jest?). Niby niektórzy odpuszczają, ale inni zachowują się wręcz komicznie: "No, nie musicie robić nic na lekcji, ale musicie chodzić." Albo: "Został miesiąc do matury, ja nie akceptuję czegoś takiego jak nieprzygotowanie". Z jednej strony mamy powtórki, z drugiej nie wyrabiamy się z bieżącym materiałem (i nie wiadomo, czy zdążymy wszystko omówić). Nauczyciele czasami przesadzają, straszą, krzyczą na uczniów, mało brakuje, aby ich wyzywali.  

Ja wiem, że matura musi być. Nie ma egzaminów na studia, więc jakoś trzeba rekrutację przeprowadzić. Ale to jest nienormalne. To wszystko. Jesteśmy wykończeni. Jesteśmy już nawet zmęczeni tym, że… ciągle jesteśmy zmęczeni. 

Momentami zastanawiam się, jak ta cała nagonka przedmaturalna wygląda w szkołach o niższym poziomie, w szkołach w kiepskich dzielnicach czy nawet w technikach. Czy w tych szkołach pani dyrektor również mówi, że ze znajomymi powinniśmy spotykać się tylko w piątki po szkole, a jeśli chcemy pić kawę, to możemy jedynie taką ze sporą porcją mleka? 

Naprawdę nie mogę się doczekać zakończenia roku (odliczam dni). Nie mogę się doczekać wieczoru 18 maja, gdy będę po ostatnim egzaminie. Przez wszystkie lata mojej edukacji pilnie się uczyłam, starałam się być ambitna. Ale teraz mam już naprawdę dość.  I jest mi przykro, bo okazało się, że nie dałam rady oprzeć się temu powszechnemu lękowi. Na początku grudnia pisałam: "Przygotuję się do matury, powtórzę, co dam radę. Jednak nie kosztem życia, kosztem moich zainteresowań, przyjaciół czy rodziny." Nic z tego nie wyszło. Stres wziął górę.
Sara
PS Czekam na hejty! :D :D :D

27 komentarzy:

  1. Ja zdawałam maturę 3 lata temu i... moja Mama stresowała się bardziej ode mnie xD Ja miałam wywalone :P

    Zdawałam matmę-podstawa i rozszerzenie (z kartą-przepraszam książką-wzorów to z palcem w nosie zdałam. Ale ja jestem z tych, co matmę lubią xD ), polski-podstawę (przygotowanie polegało na przeczytaniu streszczenia wszystkich lektur. No i zrobienie prezentacji), angielski-podstawę i rozszerzenie (no proszę Cię, przygotowywać się do angielskiego? Nie u mnie :P ) i fizykę-podstawę (a tu podeszłam tak z buta, bo mi to do niczego nie było potrzebne, tak se podeszłam, bo w końcu byłam w mat-fizie xD )

    Tak więc ja Ci życzę, żebyś nie dała się nakręcić przez wszystkich wokoło. Bo matura to nie tragedia-można ją zawsze poprawić. Jedna moja znajoma poszła na inne studia niż chciała, żeby coś przez rok robić i tak Jej się kierunek spodobał, że została. Inna pracuje, a w wolnym czasie uczy się chemii do matury ;) Ale co ja mówię o niezdaniu ;) Dasz radę! I nie ma co się stresować, bo ze stresu się uważa, że 2+2 to coś koło 10 i na pewno pojawia się tam gdzieś przecinek. A i skrzydełko z kurczaka Cie nie zdziwi :P Tak więc trochę luzu nie zaszkodzi.

    P.S. Ostatni egzamin zdajesz w moje imieniny, więc tego dnia będę myślami w Twojej sali egzaminacyjnej-bo zapamiętam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama pewnie też będzie się stresować! Ale czy bardziej ode mnie to nie wiem, bo ja na co dzień ogromnie się wszystkim przejmuję i stresuję. ;x
      Oj, ta karta wzorów to dużo daje! :D
      Dzięki wielkie za słowa otuchy :D Przyda mi się wsparcie duchowe, bo 18 maja będę lać wodę na ustnym z polskiego!

      Usuń
  2. Saro, nie wiem, czy to Cię pocieszy, czy nie, ale nie jesteś sama. Jak wiesz, jestem w drugiej klasie. Moje liceum, pod względem poziomu, jest dosyć średnie. A ja już nie wyrabiam. Zamiast uczyć się na biologię czy chemię, coby dostać się na ten wymarzony medyczny, muszę robić niezwykle długie zadania z polskiego i znać wszystkie szczegóły z lektur (tak, również wszystkie szczegóły z "Lalki", typu jak umarła pani Minclowa czy jaka była przeszłość Szumana). Nasza polonistka rzuca tekstami: "Jak nie chcecie czytać lektur, idźcie po papiery i do zawodówki! Tam nie ma takich lektur, tam nie ma matury!". A nie pomyślała, że takiemu biol-chemowi zależy tylko na tym, aby zdać polski, bo na medycznym akurat... ten przedmiot nie jest wymagany. :v I to tylko jeden z wielu takich przypadków. A więc trzymaj się i nie martw się, nie Ty jedyna masz koszmar w szkole. Mówi Ci to drugoklasistka, która maturę ma dopiero za rok...
    Saro, trzymaj się, naprawdę! Matura niedługo, powtórz co najważniejsze, skup się na tym, a resztę olej - byle zdać na te 30%. Nie ma co się zamartwiać ambicjami, w dalszym życiu i tak matura na niewiele Ci się przyda. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny, takie zachowanie nauczycieli okropnie mnie wkurza! Takich szczegółów na maturze nie wymagają ani w teście z polskiego, ani w rozprawce, ani na ustnej, ale u nas było to samo (niby human, ale nie mamy rozszerzonego polskiego!). Wszystkie lektury robiliśmy bardzo szczegółowo, co teraz skutkuje niewyrabianiem się z materiałem. Dziady cz. III zaczęliśmy w maju, skończyliśmy we wrześniu...
      Widzę, że to niezależnie od miasta, niezależnie od liceum, wszędzie znajdą się wkurzający nauczyciele i wszędzie uczniowie muszą się z nimi użerać i mają powód do narzekania.
      Dzięki bardzo Kasiu, w przyszłym roku ja będę Ciebie pocieszać (może już mądrzejsza i bardziej doświadczona) i trzymać kciuki, i odstresowywać!

      Usuń
    2. No niestety. Niby nauczyciele "lepiej wiedzą" co jest na maturze, ale jednak nigdy nie wymagali takich szczegółów (tak, przeglądałam pytania do języka polskiego i pobieżnie testy maturalne z poprzednich lat). Cóż jednak poradzić. Jak już mówiłam, polski sobie odpuściłam i chyba dobrze zrobiłam, bo i tak nie wyrabiam się obecnie z biologią i chemią. A gdyby jeszcze do tego doszedł polski, nie wyobrażam sobie ogromu braków...
      No cóż, Saro, jeszcze raz: trzymaj się! I bardzo dziękuję Ci za list (dziś dotarł), czekolada zasmakowała, kartka jest piękna (Węgier jeszcze nie miałam w swojej kolekcji!), a sam list sprawił uśmiech na mojej twarzy. Postaram się odpisać w wolnej chwili. :)

      Usuń
  3. Trzymaj się! Bez stresu taką maturę napisać naprawdę łatwo. Podam swój przykład: na chwilę obecną jestem w 2 gim. W zeszłym roku z mamą zupełnie na luzie, spontanicznie postanowiłyśmy rozwiązać podstawę z matmy. Bez wzorów, bez przygotowania mama uzyskała 53%, ja 41 (ledwo, ale zdałam :D). Więc się nie stresuj i będzie dobrze :D
    Trzymam kciuki!
    Marta
    PS Zobaczymy, jak będę śpiewać z a4 lata ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, no proszę, tak z marszu to świetny wynik, tym bardziej że nie przerobiłaś jeszcze większości materiałów! Ja niby po próbnych widzę, że sporo daje karta wzorów, że bywają zadania banalne, ale bywają też takie, które nawet nie wiem, jak ugryźć. Właśnie matmą będę się stresować najbardziej. Nie jest mi potrzebna do rekrutacji, muszę tylko zdać!
      Dzięki wielkie, Marta! Trzymaj się też.

      Usuń
  4. Ja już pod poprzednim postem napisałam jak podeszłam d matury. Całkowicie na luzie. Bez nerwów, z podejściem że umiem wystarczająco. Ale po części to podejście zawdzięczałam problemami domowymi, bo nie było ciekawie, pierwszy semestr klasy maturalnej to była praktycznie egzystencja bo ze szkoły leciałam do pracy, z pracy do domu spać i rano do szkoły. Miałam pecha że w moim technikum większość nauczycieli chyba minęło się z powołaniem albo myślało że nauczycielem być to świetna sprawa a bajka kazała się życiem i po prostu obecność na ich lekcjach czasami była nie do zniesienia. Najgorszy był polski, nauczycielka... nawet nie wiem jak ją opisać, nie wiadomo skąd się urwała, nie znosiłam jej. I pomimo mojej permanentnej olewki, zmęczenia życiem i w ogóle jak już pisałam zdałam zadowalająco, na tyle że dałam radę dostać się na jedne z bardziej obleganych kierunków, na które ostatecznie też nie poszłam bo wybrałam inny. I uważam że jeśli byłam w stanie zdać ustny polski naszprycowana lekami przeciwbólowymi (w dniu ustnego polskiego bardzo źle się czułam, obolała byłam i w ogóle żywy trup, tabletki zaczęły działać chwilę przed wywołaniem mnie na salę, jednak byłam troszkę otumaniona, nie do końca rozumiałam sensu zadawanych przez egzaminatorkę pytań) to chyba bym wszystko pozdawała xD Więc też dasz radę, głowa do góry, wiadomo, bywają nauczyciele którzy uważają że ich przedmiot jest najważniejszy i jeśli nie zaliczysz matury na 100% to będzie koniec świata - nie daj się zwariować :D Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, podziwiam Cię bardzo i myślę, że mogłaś być z siebie dumna, dałaś radę, mimo problemów, mimo nieciekawego samopoczucia, mimo zmęczenia. A ja tu się martwię. :O
      Dziękuję bardzo za pocieszenie i motywację do niestresowania się. :D

      Usuń
  5. Sara, nie załamuj się i nie poddawaj. Chociaż wiem, że teraz masz ciężko, ale musisz przetrwać ten czas - w końcu matura to ważny egzamin. Ja też się stresowałam,szczególnie przed ustnym polskim, masakra. Pamiętam ten czas, np majówka 2006, kiedy wszyscy inni wyjeżdżali gdzieś, a ja musiałam ślęczeć nad książkami i powtarzać ostatnie zagadnienia do matury. Nauczyciele jeszcze bardziej - zamiast wspierać i dodawać sił w pozytywny sposób to tylko wprawiają nas w dodatkowy stres. U mnie też wielu nauczycieli olewało maturzystów, nie pomagali, każdy tak właściwie musiał przygotowywać się sam, a jeszcze były normalne lekcje. Powinny zostać przywrócone w liceach 4 lata edukacji - wtedy nauczyciele zdążyliby przerobić cały materiał a w ostatniej klasie skupić się na przygotowaniach do egzaminu dojrzałości.

    Co do bloga - nie porzucaj go. 2,5 roku to świetny wynik. Chciałabym, żeby mój blog się tak pięknie rozwijał jak Twój. Myślę, że Twoi czytelnicy powinni Cię zrozumieć i będą Cię wspierać. Ja czasem jak mam chwile słabości to też lubię "wyrzucić" to z siebie na blogu. Jakoś mi lżej wtedy. Może i pokazuje swoją słabość, ale przecież z takich chwil też składa się życie człowieka.
    Życzę Ci powodzenia na maturze i udanych wakacji!!! :D Pomyśl o tym, że po 18-tym maja czekają Cię najdłuższe wakacje życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie moja majówka w tym roku to też będą ostatnie powtórki... Ale te wakacje naprawdę dodają otuchy! W końcu odpocznę. :D Właśnie u nas to samo, normalne lekcje, dodatkowe przygotowania po lekcjach, cisną do końca.
      Co do bloga to nie zawieszam, muszę dać radę i być dzielna! Zresztą, uwielbiam pisać, to mi dodaje sił. :) Muszę sobie chociaż coś miłego przed egzaminami zafundować. Mam tak samo - czasami muszę wyrzucić z siebie negatywne emocje na blogu, ale moi czytelnicy (w tym Ty, Aniu!) bardzo mnie wspierają, motywują. Dziękuję!

      Usuń
    2. Cieszę się, że czytelnicy bardzo Cię wspierają. Miło mi, że w jakiś skromny sposób mogę się przyczynić do tego, że pojawia się uśmiech na Twojej twarzy. Wyślę Ci pocztówkę z Krakowa, do którego się w poniedziałek wybieram (wybacz, że wyślę dopiero z Warszawy ale nie będę miała czasu na stanie w kolejkach na poczcie :D, ale pocztówka będzie z Krakowa oczywiście).

      Usuń
  6. Przyznaję, że Twoje liceum jest zdecydowanie lepsze od mojego byłego (IX). Nie pamiętam żeby u nas tak cisnęli nauczyciele. Ale ja nie zdawałam matmy - dzięki Bogu! Polonistka była bardzo fajna - wymagała, ale też traktowała nas jak dorosłych ludzi. Tylko z biologii chodziłam na "kółko" - ale ten przedmiot zdawałam, nawet mnie to fascynowało. Wytrzymaj jeszcze te kilka tygodni a potem postaraj się choć trochę rozluźnić. Dzień czy dwa przed i tak niczego się nie nauczysz - wiem z doświadczenia :-) Będę trzymała kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Beata! Przyznaję, że najbardziej boję się matmy, teraz trzeba ją zdawać, ale wystarczy mi 30%! :D

      Usuń
  7. Matura zdana w renomowanym liceum nie zapewni Ci poczucia bycia szczęśliwą, co najwyżej lepszą jakość smutku za tym co ci umknęło.
    Jeśli nie ma egzaminu wstępnego na studia a zamiast tego jest system punktowania na podstawie wyników na świadectwie. To w takiej sytuacji optymalnym wyborem jest wybranie przeciętnej szkoły gdzie przy tym samym wysiłku można uzyskać znacznie lepsze oceny, bo tym szkołom też zależy aby część uczniów zdała z bardzo dobrymi ocenami.
    Renomowane szkoły w tej chwili to w większości "fabryki wyników" gdzie uczniowie są traktowani przedmiotowo jak surowiec do produkcji. Służy to do przyciągania następnych roczników uczniów, ale głównie nauczycielom dla własnej chwały aby mogli się chwalić bardzo dobrymi wynikami nauczania.

    Niewiele czasu zostało więc nie daj się zwariować w ostatniej chwili. Wyciszenie się choć na parę minut każdego dnia doda Ci sił.
    http://franticworld.com/free-meditations-from-mindfulness/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się w 100% z Tomaszem. Szczerze powiedziawszy, uraziłaś mnie przedostatnim akapitem... Wyszło na to, że technikum jest gorsze, od najgorszego liceum. Co takiego złego jest w technikum?
    Sama wybrałam technikum, choć mogłam iść do liceum. Składałam papiery tylko do jednej szkoły, bo to był mój świadomy wybór i miałam takie wyniki, że wiedziałam, że na 100% się dostanę. Poza tym moim zdaniem w technikum jest ciężej niż w liceum. Nie dość, że ma się podstawowe przedmioty to jeszcze dochodzą do tego przedmioty zawodowe. Matura? Matura nie dość, że normalna, to jeszcze zawodowa (test+projekt). Nauczyciele od I klasy nas straszyli maturą, ponieważ niektóre przedmioty były tylko przez rok i od razu było trzeba się starać, by mieć jak najlepsze oceny. Nagonka przedmaturalna była i będzie zawsze, bo większość nauczycieli uważa swój przedmiot za najważniejszy. Miałam nauczyciela z angielskiego, który zadawał nam zadania do domu i każdego dnia mieliśmy robić konkretne zadanie. Był zdolny do tego, że w sobotę dzwonił do każdego na numer domowy, kazał wziąć zeszyt i pytał się co się napisało w danym zadaniu... To nic, że byłam w grupie podstawowej z języka angielskiego, a w zaawansowanej z niemieckiego i tak byłam goniona do nauki, bo przecież mogę nagle chcieć zdawać angielski... Nauczycielka z niemieckiego była na tyle wyrozumiała, że jak się dowiedziała, że będę zdawać włoski, to już mnie o nic nie pytała, ale wiadomo, na lekcje musiałam chodzić.

    Sara, jeszcze odnośnie "renomowanych" uczelni... Licencjata robiłam na zwykłej uczelni, w Wyższej Szkole Zawodowej, natomiast magistra w renomowanej uczelni, na samym Uniwersytecie Jagiellońskim. Powiem tak, było bez porównania! Na zwykłej uczelni moim zdaniem był wyższy poziom niż na UJ. Nie jest to tylko moje zdanie, ale osób, z którymi studiowałam na UJ i też byli po innych uczelniach. Studiując na "niszowej" uczelni oddalonej o 250 km od Krakowa, uczelnia nam fundowała wyjazdy i jeździliśmy po całej Polsce m.in. też do Krakowa, by zobaczyć zabytki z bliska, by poznać ich historię i architekturę. Były to wyjazdy kilkudniowe. A ta tzw. renomowana uczelnia i wykładowcy nie zrobili nic, by wyjść z uczelni. Na architekturze zabytki Krakowa omawialiśmy w przyciemnianej sali, a zabytki oglądaliśmy na wyświetlaczu, choć do centrum było na rzut beretem. Przez 2 lata na UJ byliśmy raz w Muzeum Etnograficznym, oczywiście w Krakowie. RAZ! Przez 3 lata na licencjacie byłam we Wrocławiu, Krakowie, Zakopanem, Lublinie, Zamościu, Zwierzyńcu, Bieszczadach, Pieninach i wielu innych miejscach.
    Na UJ na prawie tych samych przedmiotach, co miałam na studiach licencjackich był o wiele niższy poziom, niestety. Co do wykładowców na UJ, to miałam wrażenie, że olewają sobie wszystko i wszystkich. Może 2 czy 3 było konkretnych, a reszta miała podejście, że jest nie wiadomo jaka ważna, bo przecież pracują na samym UJ. Nawet w dziekanacie byliśmy traktowani jak ktoś gorszy, panie w dziekanacie to po prostu masakra...
    Więc proszę, nie uważaj się za kogoś lepszego, bo jesteś w renomowanym liceum...
    Po technikum ludzie też mogą, jak widać, iść do "renomowanej" uczelni. Tylko pytanie czy jest sens? Ja jakbym wiedziała, że tak będzie, nie poszłabym tam gdzie byłam...
    Co jeszcze do studentów, to niestety też niektórym odbiło, bo przecież na samym UJocie studiują...

    Życzę Tobie byś zdała maturę z wymarzonym wynikiem i byś się dobrze zastanowiła jaką uczelnię wybierzesz, byś później nie żałowała. Obyś znalazła później pracę w zawodzie i pamiętaj, że "renomowany" nie znaczy lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edi, kurczę, zupełnie inaczej zinterpretowałaś mój post! Ja właśnie nie chcę iść na "renomowaną" uczelnię, większość osób z mojej klasy chce iść na UJ albo UW, bo sądzą, że dostaną po tym lepszą pracę i że w ogóle te uczelnie są lepsze, mają lepszych wykładowców, bo stoją lepiej w rankingach. Śmieją się z UMK, a ja właśnie chcę iść na ten uniwersytet, bo nie chcę wyjeżdżać z domu, ze względów ekonomicznych. U nas w liceum nawet nauczyciele się śmieją z toruńskiego uniwersytetu, ale ja mam to gdzieś. Psychologia jest na UMK, więc nie czuję potrzeby wyjeżdżania. Normalnie powinnam pokazać Twój komentarz w klasie, aby uświadomić ludziom, że renomowany nie znaczy lepszy.
      Tak samo nie uważam się za lepszą ze względu na liceum. Znowu wręcz przeciwnie! W moim najbliższym otoczeniu są osoby, które czują się dumne z tego, że są w takiej szkole, chwalą się tym, a dla mnie to szkoła jak szkoła. Byłam wcześniej w gimnazjum niepublicznym, akademickim i uciekłam stamtąd do normalnego liceum, bo tam dopiero ludzie mieli wysokie mniemanie o sobie! Wielu z nich czuło się jak elita. A ja chciałam do normalnych ludzi.
      Nie sądzę, że technikum jest lepsze, tylko jestem świadoma, że ludzie mają tam też na głowie egzaminy praktyczne, tak jak napisałaś i właściwie to po technikum ma się już zawód i zastanawiałam się, czy uczniowie technikum, mając tę świadomość, przejmują się maturą tak samo i czy nauczyciele cisną ich tak samo...
      Kurczę, przykro mi, że zrozumiałaś mnie zupełnie na odwrót, Edi. :( Właśnie wśród moich znajomych mam też mnóstwo osób, którzy śmieją się z techników i tamtejszych uczniów, ale ja do nich nie należę, wręcz przeciwnie, podziwiam, bo zdecydowali się na czteroletnią edukację i na konkretne, trudniejsze przedmioty.

      Usuń
    2. Może i źle zrozumiałam Twój post, ale stwierdzenie "czy nawet w technikach" odebrałam tak jak opisałam to wyżej. Cieszę się, że jednak jest inaczej, więc przepraszam za swoje pretensje.
      Jeśli chodzi o zdobycie lepszej pracy, to wcale po "lepszej" uczelni nie dostanie się "lepszej" pracy. Niestety... Mam kontakt z osobami z mojej grupy ze studiów z Krakowa i może kilka osób pracuje w zawodzie, a inne albo są za granicą, albo są w Polsce i pracują w sklepach, barach, czy są bezrobotni. Ja sama nie pracuję w zawodzie. Łapię się każdej pracy, by jakoś żyć, ale niestety, przyznajmy szczerze, by pracować w zawodzie w większości wypadków liczą się znajomości. Niestety żeby pracować gdziekolwiek indziej, to czasami nawet w cv nie piszę, że skończyłam UJ. Przyznaję się tylko do licencjata, bo zauważyłam, że do sklepu czy do jakiejś innej pracy nie biurowej krzywo się patrzą na tytuł magistra, a jeszcze zrobiony na UJ!
      Być może, że to też zależy od ukończonego kierunku i mam nadzieję, że po ukończeniu psychologii znajdziesz pracę :)

      Jeszcze tak ogólnie odnośnie wysokiego mniemania o sobie, to mam koleżankę, choć "koleżanka" to obecnie za duże słowo, choć kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, ale mniejsza z tym. Razem chodziłyśmy do technikum i później nasze ścieżki się rozdzieliły. Ja poszłam do PWSZ, ona na UJ. Zmieniła się nie do poznania, zaczęła mi wypominać, że ja studiuję na gorszej uczelni, że ona ma trudniej niż ja, itd. W końcu jak już byłam na UJ myślałam, że to wypominanie się skończy. Wtedy zaczęła się czepiać, że jej kierunek jest trudniejszy niż mój, więc i tak nie ma co porównywać. Moim zdaniem była po prostu zazdrosna, bo ciągle miałam lepsze wyniki. Dziś mamy kontakt tylko raz na pół roku, jak nie rzadziej i o przyjaźni nie ma mowy... Można iść na renomowaną uczelnię, czy do lepszego liceum, ale trzeba też pozostać człowiekiem :)

      Usuń
  9. Sara, niestety z tym podejściem przez nauczycieli do matury tak było, jest i będzie. I szczególnie taki nacisk jest w szkołach z „wyższej półki”. A dlaczego tak Was cisną? Tylko i wyłącznie żeby utrzymać szkołę wysoko w rankingach. Niestety, tutaj liczą się tylko statystyki i nic poza tym. Przykre, ale prawdziwe.
    Przykre jest również to, że niektórzy uczniowie dają się w tę grę wciągnąć, sądząc, że jak zdadzą maturę na wysokim poziomie i dostaną się do najlepszej uczelni to zajdą wysoko, będą szanowani, będą kimś.
    A powracając do samej matury, zauważyłam, że teraz nastał jakiś dziwny „maturowy terror”. Mojej siostry dzieci maturę zdawały 2 lata temu i rok temu. I jak obserwowałam, że od 1 klasy szkoły średniej są przez nauczycieli straszone maturą, to sama nie potrafiłam ogarnąć tego umysłem. KOSZMAR. Nie wiem czemu to ma służyć?! Tym bardziej mnie to dziwi, że kiedy ja zdawałam maturę, a było to kilkanaście lat temu, to matura była o wiele trudniejsza niż jest teraz i żeby dostać się na studia trzeba było zdać egzamin, bądź kilka egzaminów, a takiego wielkiego halo wokół niej się nie robiło. Oczywiście matura zawsze była „gorącym” tematem, ale o niej mówiło się dopiero w ostatniej klasie (no, może pod koniec 3 klasy- liceum było 4-letnie), wydaje mi się, że z mniejszym naciskiem jak teraz.
    Wydaje mi się, że kiedyś to wszystko było bardziej „zdrowe” niż jest teraz.
    Matura to tylko egzamin, jakich wiele czeka Cię jeszcze w życiu i nie jest na pewno czymś najważniejszym. Zresztą, Sara, kto jak kto, ale Ty na pewno zdasz :)
    Nie przejmuj się chorym podejściem nauczycieli (wiem, łatwo powiedzieć), ale pomyśl, że jeszcze tylko miesiąc tej męczarni, a później będziesz się relaksować na najdłuższych wakacjach :)
    Trzymaj się i nie daj się, chorym ambicjom nauczycieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm... ale napisałam! O_o oczywiście chodziło mi o maturalny terror :/ ...chyba jednak powinno być zabronione korzystanie z internetu podczas pracy :]

      Usuń
  10. Zaniedbanie bloga - czuję się podobnie! Ostatnio naprawdę nie mam na nic czasu. Momentami udaje mi się wygospodarować chwilę na napisanie posta, czasem udostępniam coś, co już wcześniej sobie przygotowałam, jednak mam duże zaległości z blogami innych osób, na komentarze też odpowiadam w zwolnionym tempie. Jednak zawieszać nie chcę, bo wtedy już w ogóle stracę cień przyjemności :D. U Ciebie matura, a u mnie jakaś tragedia uczelniana.
    Do matury w sumie podchodziłam bardzo spokojnie. Wiele różnych konkursów miałam za sobą, jakichś testów itp. więc stres miałam pod tym względem opanowany. Jedynie uczyłam się dużo do polskiego (przejrzeć te wszystkie notatki z lektur...) i trochę do niemieckiego. Jednak to prawda, nauczyciele potrafią wprowadzić nieciekawą atmosferę przed tym wydarzeniem. Nie musicie nic robić, ale macie być - no to już w ogóle jest marnotrawienie czasu. U mnie było o tyle gorzej, że kładziono nacisk nie tylko na przedmioty ogólne, ale też techniczne, bo właśnie technikum kończyłam. W czerwcu bowiem są egzaminy teoretyczne i praktyczne. Zaciśniesz zęby, będziesz robić, co wg Ciebie powinnaś robić, nie przejmuj się nagonką, a na pewno będzie lżej :)!

    OdpowiedzUsuń
  11. W sumie śledzę blogi kilku tegorocznych maturzystów, mam również kuzynkę w tym roku piszącą maturę i muszę przyznać, że może coś faktycznie jest w Twoim liceum inaczej, ponieważ tylko u Ciebie w co drugim poście przewija się słowo "matura" :D Może jednak naprawdę musisz odetchnąć, zrobić pauzę, aby nie dać się zwariować? Bo jak już ktoś da się zwariować, to chyba najgorsze co może być! Potem przychodzą nerwy, bóle brzucha, a w dniu matury czarna rozpacz, a potem zastanawianie się, czy aby poszło dobrze. Nauczyciele zawsze cisnęli, i w liceum, i w technikum z tego co mi wiadomo. Chodziłam do liceum i w sumie to jest to chyba jedyna decyzja związana z edukacją, której obecnie nieco żałuję. Co mam po liceum? Nawet pracy po maturze na wakacje nie miałam, bo chcieli tylko osoby z technikum. Wiele moich znajomych po technikum wyszło lepiej niż po liceum, bo i studiowali, i pracowali już w pewnym zawodzie, w którym się wykształcili po szkole średniej. Ja chodziłam na humana i dużo lektur przerabialiśmy sami, podobnie jak w przypadku materiałów z innych przedmiotów, ponieważ w ciągu trzech lat nie zdążyliśmy części przerobić.
    Myślę, że musisz podejść do tego wszystkiego ze zdrowym rozsądkiem, bo przyjdą matury, a Ty będziesz zmęczona i bez życia. W sumie, zawsze nauczyciele "stękają", ale nie ma co patrzeć na nauczycieli, a na siebie. I to, co samemu chce się osiągnąć, a nie co chce osiągnąć nauczyciel. Tym bardziej, że byłaś pilną uczennicą, więc moim zdaniem i tak zdasz na bardzo dobrych wynikach. A tak z ciekawości, bo w sumie nie pamiętam, abyś wspominała. Co zdajesz, Saro i na jakim poziomie? Na psychologię na pewno się dostaniesz! A na studiach, kiedy już Cię przyjmą, to i tak Twoje oceny czy wyniki maturalne nie mają w ogóle znaczenia. O tym się nawet między sobą nie rozmawia (przynajmniej tak było na moim kierunku) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w liceum (albo w technikum?) była dziewczyna, która bardzo się przejmowała tym, co powie jej rodzina, nauczyciele i w sumie ciągle była bez sił (bardziej psychicznych niż fizycznych) i jak przyszło do matury, to niestety zemdlała i musiała pisać egzamin poprawkowy. Więc jak widać, lepiej naprawdę odetchnąć i nieco odpocząć przed maturami i w ich trakcie.

      Usuń
  12. Nie znam Cię osobiście, ale z tych Twoich wpisów które już tu przeczytałam jestem wręcz pewna, że tą maturę na spokojnie zdasz!
    Szkoda tylko, że to odbywa się takim kosztem. Niestety, jak piszesz.. nauczyciele mają mega spinę na te egzaminy. A jeśli chodzi o wyzywanie. U mnie na porządku dziennym są gadki "nic nie myślisz, z takim przygotowaniem pójdziesz rowy kopać" albo "bzdura! Dziecko w podstawówce jest mądrzejsze od Ciebie". Ostatnio mi pani.. (tfu) profesor walnęła pięścią przed nosem!
    Zamiast wspierać to oni nas tylko dołują. Pokazują jak to przecież nic nie umiemy.

    Mam nadzieję, że jednak w tym całym natłoku znajdziesz przynajmniej chwilę dla siebie. Godzinę czy dwie by wyjść na jakąś kawę, dobre ciasto. Czasami warto chociażby tak się oderwać, bo to zmęczenie psychiczne jest 100 razy gorsze od fizycznego...:(
    Ja sama jeszcze nie dawno myślałam, że będę siedzieć zagrzebana w książkach i jakiś czas faktycznie tak było. Z czasem się otrząsnęłam z tego, zresetowałam i w weekendy daje sobie na luz. Wypad nad morze, na targi, do Niemiec, a w tygodniu nauka. Nie wiem jakim cudem, ale w takim trybie testy idą mi o wiele lepiej. Może to dlatego, że mam więcej zapału po tym jak odpocznę.

    Będę trzymać mocno kciuki za Twoją maturę, ale przede wszystkim za Ciebie. Żebyś jednak znalazła czas na to co lubisz robić i żeby w szkole też dali Wam w końcu się PRZYGOTOWAĆ, a nie tylko stresować.
    Pozdrawiam serdecznie. Powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. nauczyciele przed maturą zawsze będą szaleć, wariować i stresować uczniów, ale muszę przyznać, że u Ciebie jednak chyba to napędzanie stresu jest większe. kiedy ja zdawałam maturę to tzw. nowa matura dopiero wchodziło więc wszyscy się spinali i wariowali, tym bardziej, że byliśmy najlepszym liceum w kilku powiatach więc wszystkim zależało, żeby zdawalność matury nadal pozostała na wysokim poziomie. ale jednak nauczyciele przedmiotów, z których nie zdawało się egzaminu odpuszczali i albo poświęcali czas lekcji na przygotowywanie tych, którzy tę maturę zdawali albo dawali nam czas wolny na przygotowywanie się do tego co nam potrzebne, czyli pozwalali iść na lekcję na inny przedmiot, z którego się maturę zdawało.
    ale, żeby nie było, że tak u mnie różowo było to pocieszę Cię, że na 30 dni przed maturą to ja nie wiedziałam nawet czy zostanę w ogóle do matury dopuszczona :D długa historia i nie chcę Cię zanudzać, w każdym razie mój anglista przestał w połowie semestru rozmawiać ze mną i moim kolegą uznając, że nasza sytuacja jest już jasna (czyli niedostateczny na koniec) i po prostu traktował nas jak powietrze - nie wyczytywał nas w dzienniku, nie sprawdzał naszych zadań domowych, nie zbierał naszych zadań, które robiliśmy na lekcji. i zupełnie ignorował interwencje naszej wychowawczyni - nie i koniec, on z nami już nie ma o czym rozmawiać. więc z jednej strony coś się do tej matury uczyłam, z drugiej cały czas histeryzowałam, że w ogóle do niej nie podejdę i będę miała rok w plecy (za moich czasów drugie podejście do matury czy poprawka była możliwa dopiero podczas kolejnej matury). ostatniego dnia w szkole, na dwa tygodnie przed maturą w trakcie wystawiania ocen na koniec liceum na sam koniec lekcji burknął, że za wytrwałość i że się nie poddaliśmy mamy dopuszczający :D a maturę z angielskiego zdałam na ponad 80%, zarówno podstawę jak i rozszerzenie, to tylko on tak nas piłował na lekcji. dlatego też jestem przekonana, że i w Twoim przypadku matura pójdzie bardzo dobrze mimo straszenia przez nauczycieli i jak usiądziesz przed arkuszem to spłynie na Ciebie pełen spokój. a poza tym będę oczywiście trzymać kciuki, żebyś mimo wszystko znalazła chwile dla siebie, mogła spokojnie odetchnąć od tego szaleństwa a potem, żeby tematy podpasowały i w ogóle, za dostanie się na studia będę trzymać je w późniejszym czasie :)

    a co do zaniedbania bloga to nie czuj się z tym źle, taki okres w życiu naprawdę usprawiedliwia nawet pełne zniknięcie z blogosfery i nie czuj się winna z tego powodu, że nie zaniedbujesz i swojego bloga i blogi innych. przyjdą Twoje najdłuższe wakacje w życiu to będziesz miała aż nadto czasu na nadrabianie zaległości :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli chodzi o moje byłe technikum to jest prawdą, że nauczyciele wariowali przed maturą "aby nas jak najlepiej przygotować", ale mnie bardziej obchodził egzamin na technika niż sama matura, która obchodziła mnie w bardzo małym stopniu :) Na studia, na które chciałam iść wystarczyła mi dobrze napisana matematyka, którą rozumiałam i umiałam bez zbytniego uczenia się (choć oczywiście był to przedmiot, z którego musiałam sobie wiele zadań powtórzyć z wcześniejszych lat :) ). Na polski uczyłam się chyba dzień albo 2 przed maturą, a na angielski chyba wcale :) I dostałam się tam gdzie chciałam, także nie ma czym się denerwować! :D Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej, skąd ja to znam -.- W moim liceum to ja byłam tą zaniżającą poziom matury z biologii, bo idąc na studia chemiczne nie potrzebowałam jej, ale postanowiłam, że skoro i tak mam ją na rozszerzeniu, to warto spróbować, a nóż zmienię kiedyś drogę życiową. Uzyskałam 55% z rozszerzenia, marnie w porównaniu do wyników osób chcących dostać się na studia medyczne, ale uczyłam się (no ok, to trochę dużo powiedziane, ale niech będzie) tylko niecały tydzień xD. Na szczęście moja nauczycielka biologii (i zarazem wychowawczyni) rozumiała, że moje życie to chemia i zaakceptowała ten fakt :P Generalnie ucząc się do matury zwykle zaczynałam około 18 i ZAWSZE kończyłam o godzinie 21, co całkiem się sprawdzało, bo miałam wieczór na filmy...
    U mnie może trochę bardziej po ludzku do tego podchodzono, ale i tak stress i straszenie maturą miało miejsce. I żeby tylko na maturze się kończyło, to jeszcze można by to zaakceptować, ale to się nie kończy nigdy. A przynajmniej takie mam wrażenie będąc na 3-cim roku studiów, gdzie czasem panuje już kompletna paranoja. Aż nie wiem jak mam to opisać. Student to zło konieczne, dostarcza uczelni pieniędzy i tyle. Niewielu jest takich prowadzących, którym zależy na studentach. Do tego rodzice, którzy to wszystko finansują i oczekują jednak jakichś wyników. Niedawno odkryłam, że nie wykreślam zbyt często pozycji z listy marzeń, mnóstwo rzeczy odkładam "na wolną chwilę" i nie mam nawet czasu na randkę czy piwo ze znajomymi. Życzę Ci, żebyś się w tym nie zgubiła, tak jak ja to zrobiłam będąc na studiach. Zostań człowiekiem, ostatecznie będziesz i szczęśliwą i ciekawą osobą z rozwiniętymi zainteresowaniami. Ja tak mam czasem, że jak już mam tą wolną chwilę to nie wiem co ze sobą zrobić, bo brakuje mi zadań do wykonania, wypełnienia dnia. Często ostatecznie kończy się to popołudniem spędzonym na oglądaniu głupot w TV i wyczekiwaniu na kolejny "dzień pracy". Tak, to jest chore :P Nie popełniaj tego błędu, życie odbywa się teraz, a nie w nieokreślonej przyszłości (fajnie, że sobie to w końcu uświadomiłam xD).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)