sobota, 5 grudnia 2015

150 dni do matury – i co z tego?


Matura. Głupie słowo. Jeszcze jakiś czas temu trochę się go bałam, później miałam go serdecznie dość, ale w ostatnim czasie zaczęłam wrzucać na luz i nabierać zdrowego podejścia do tego egzaminu. Chciałam się z Wami podzielić moimi kilkoma przemyśleniami, a także zapytać o Wasze zdanie na temat matury. Mam nadzieję, że nikt mnie nie pobije po opublikowaniu tego tekstu. ;) 
Być może pamiętacie, jak kilka miesięcy temu pisałam o tym, że właściwie nie wiem, gdzie iść na studia, co studiować, jakie przedmioty wybrać na maturze. Niedługo potem okazało się, że na 99% w przyszłym roku na UMK otworzą psychologię. To sprawiło, że podjęłam ostateczną decyzję dotyczącą miasta, w którym będę studiować: Toruń. Nie przeprowadzam się, nie rozważam codziennego dojeżdżania do Bydgoszczy czy mieszkania w akademiku - to nie wchodzi w grę. Zostaję.
Ok, psychologia. Tylko że do tej pory nie opublikowano kryteriów przyjęcia. Więc ja właściwie nie wiem, co zdawać. Jednak… nawet nie myślę o tym, by zdawać to, czego nie trawię, czego nie lubię, czego nie jestem w stanie nadrobić i się nauczyć. Według mnie tak powinno się podchodzić do sprawy matury. Nienawidzę historii? Jak w takim razie mogłabym ją zdać na dobrym poziomie, bez zarywania nocek i okropnego stresu? Zapewne chodziłabym ze zbolałą miną na myśl, że muszę się uczyć czegoś, co mnie nudzi…
Jako że nie wiem, czy na psychologię nie będzie np. potrzebna biologia, której ja na bank nie zdam, rozważam inne kierunki. Po kolejnym rozwiązanym teście "Jakie są Twoje predyspozycje zawodowe?" mój problem się nie rozwiązał. Wychodzi na to, że nadal mogę iść zarówno w kierunku psychologii i pedagogiki, jak i związać swą przyszłość z pisaniem oraz dziennikarstwem. Co zrobię? Nie wiem. I czy z tego powodu płaczę? Szkoda mi chusteczek.
Obecnie wśród moich znajomych z rocznika panuje zwyczaj ciągłego zakuwania na przerwach, rozmawiania o maturze, chodzenia na przygotowania maturalne, zdawania nie wiadomo ilu rozszerzeń. Ludzie, dlaczego? Dobra, może prawdziwe jest stwierdzenie, że od matury zależy nasza przyszłość, ale nie można niszczyć teraźniejszości kosztem przyszłości. Nie na taką skalę. Maturzyści wydają setki złotych na repetytoria, zarywają nocki i do czego to prowadzi? Czy to coś da?
Z egzaminów gimnazjalnych miałam 100%. I co z tego? Czy ktoś mnie przez ostatnie 2 lata o to pytał? Czy ktoś jeszcze kiedykolwiek będzie tym zainteresowany? I czy dla kogoś będzie się to liczyło? Nie. Wyniki maturalne będą liczyć się jedynie  przy rekrutacji na studia. Później już nie. Pracodawca nie zapyta nas, ile mieliśmy punktów z rozprawki z polskiego, a ile z matematyki. Powiecie: No tak, ale od tego, gdzie będziemy studiować zależy całe nasze życie. Mam ochotę być wulgarna i napisać, że to ……..prawda. Może gdybyśmy w CV napisali "Oxford" bądź "Harvard", to potencjalny pracodawca by pokiwał głową z poszanowaniem. Ale czy napiszemy tam UW, UJ, UMK czy UKW mało co go obchodzi. W naszym życiorysie będą liczyły się posiadane umiejętności, ewentualne doświadczenie bądź kursy i to, co robiliśmy podczas studiów np. wolontariat.
Do niedawna bardzo, ale to bardzo wkurzała mnie ta cała nagonka. Ciągle tylko matura, studia, maj, egzamin, uniwersytet. Ja podchodzę do tego tak: przygotuję się do matury, powtórzę, co dam radę. Jednak nie kosztem życia, kosztem moich zainteresowań, przyjaciół czy rodziny. Na maturze świat się nie kończy.
Jestem w jednym z najlepszych toruńskich liceów i wiem, że prawdopodobnie wszyscy zdamy maturę. Nie mam parcia na to, by mieć same setki, ba, z 80% będę się bardzo cieszyć. I odetchnę z ulgą w maju, gdy będzie już po wszystkim. Gdy już nie będę musiała słuchać wywierających presję nauczycieli i zdenerwowanych i przejętych uczniów.
Sara
PS Kierunek studiów zawsze można zmienić!

23 komentarze:

  1. tak jak napisałaś, kierunek studiów zawsze można zmienić. i to jest rzecz, o której należy pamiętać. wybór kierunków jest teraz tak ogromny, że właściwie łatwo trafić na coś co nie do końca będzie ci odpowiadać. i wtedy polecam zmiany. i to dosyć szybko, bo po pięciu latach to już jakby nie do końca się chce ;) można też zdecydować się na studiowanie dwóch kierunków, co jest wykonalne no i już bezpłatne. a w późniejszym poszukiwaniu pracy, najważniejsza nie jest uczelnia, a praktyki. praktyki, praktyki i jeszcze raz staże liczą się najbardziej. i nie tylko w konkretnych firmach/instytucjach, ale działanie w kołach naukowych też może być czymś fajnym, co zapunktuje w cv
    jeeeny, czuję się strasznie staro pisząc takie rzeczy :D no ale maturą się nie przejmuj, bo to faktycznie więcej stresu i rozdmuchania niż to czegokolwiek warte (ale absolutnie nie przestawaj się do niej uczyć! ;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za ten komentarz esc! sama prawda. :D
      właśnie moja mama mówi, że dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest studiowanie dwóch kierunków, ale nie chcę od razu brać sobie na głowę tego, może na drugim bądź trzecim roku.
      ee, daj spokój, nie czuj się staro, czuj się doświadczona. :D
      od nowego roku może się pouczę, aby przypomnieć sobie niektóre rzeczy. ale teraz jeszcze daję sobie spokój, bo to, co teraz powtórzę, to potem do maja zapomnę xd

      Usuń
    2. tak, zaczynanie dwóch kierunków studiów na raz to dość karkołomna sprawa. jest wykonalne, jasne, ale dla własnej wygody warto poświęcić rok na ogarnięcie tego, jak to uniwersytecki i studenckie życie wygląda, a potem dopiero nakładać na siebie obowiązki ;) fajnie, że masz wsparcie mamy (i taty pewnie też :D ), więc na pewno dasz radę, czegokolwiek nie postanowisz zrobić

      Usuń
  2. Wszystko już napisałaś, więc powiem krótko: gratuluję zdrowego podejścia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, może to dziwnie zabrzmi, ale mam wrażenie, że takie podejście przyszło wraz z wiekiem. ;)

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc ja już nie pamiętam ile miałam % z matury :o W sumie chyba mnie to mało obchodziło, bo wiedziałam, że skoro matematykę miałam w miarę dobrze napisaną to dostane się na studia takie jak chce. Nie zakuwałam też do niej nocami, bo matematykę zawsze rozumiałam - wystarczyło tylko troszkę powtórzyć. Polski natomiast zaczęłam powtarzać dzień przed (i czytać streszczenia) i poszło mi bardzo dobrze z tego co pamiętam... Też wtedy nie rozumiałam o co ten cały szum :) Tak więc... nie ma czym się przejmować... :) To jest tylko takie straszenie, że jest trudno :) Jak już się dostaniesz na studia to nikt Cię nie będzie pytał o żadne wyniki - tylko trzeba się dostać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa i żeby nie było... Studiuję Technologię Żywności, a potrzebowałam mieć maturę z jednego wybranego przedmiotu z 4, w którym była właśnie matematyka (i tak była obowiązkowa, więc stwierdziłam, że nic dodatkowego nie będę brać - bo po co?) :)

      Usuń
    2. Właśnie, nienawidzę tego straszenia! To ma niby zmotywować, a nie wiem, czy efekt nie jest przypadkiem odwrotny.
      I dobrze zrobiłaś z tą matematykę, i super, że się dostałaś. :) U nas niektórzy ludzie zdają po cztery, pięć rozszerzeń, bo na jeden uniwersytet są takie wymagania, a nie drugi inne, a na trzeci jeszcze inne... A ucząc się na tyle przedmiotów, naprawdę trzeba być cyborgiem, aby wszystko dobrze napisać.

      Usuń
  4. Masz trochę racji, to fakt. W pewnym sensie jednak podchodzisz na luzie, bo nie wiesz, czego będą od Ciebie wymagać na kierunku, który chcesz studiować, no i masz kilka opcji. Ja widzę siebie w właściwie tylko jednym zawodzie - w zawodzie lekarza. A medycyna? Hm... Pocieszająco brzmią wymagania na wydział lekarski na poznańskim uniwersytecie: 90% z matury rozszerzonej z chemii, 90% z biologii i średnia 5.19 na świadectwie maturalnym. Niezbyt pocieszające, prawda? :p Fakt faktem, jestem zbyt leniwa żeby zaniedbać swoje życie osobiste na rzecz nauki - zwyczajnie nie chce mi się zakuwać. No ale cóż poradzić, będzie trzeba się spiąć w trzecie klasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz słyszę, aby gdzieś liczyły się oceny na świadectwie! U nas już właściwie ludzi nie obchodzą oceny, bo liczy się tylko matura. :O A ode mnie większość osób chce iść na prawo na UW bądź UJ. Także jestem bardzo zdziwiona i aż trudno mi uwierzyć w tę konieczność posiadania określonej (wysokiej!) średniej. Co do medycyny to słyszałam już różne historie na temat trudności dostania się na ten kierunek. Niektórzy ludzie decydują się zdawać w kolejnym roku maturę jeszcze raz, bo 88% nie wystarczy...

      Usuń
    2. Znajomy mojego brata miał taką sytuację. Napisał maturę naprawdę świetnie, ale poniżej tych 90% i się nie dostał. Co do tej średniej... Ja też się zdziwiłam! Na Dni Kariery przyszli do naszej szkoły jednak reprezentanci UM i opowiedzieli nam o wymaganiach, wśród nich znalazła się m.in. średnia ze świadectwa maturalnego.Co ciekawe, osoby z trzech innych uczelni, które nas odwiedziły i które akurat przedstawiały się naszym klasom (Ekonomiczny, Przyrodniczy i AWF) nie wspominały o wymaganej średniej, a jedynie o maturze.

      Usuń
  5. Matura - kiedy to było :D! Pamiętam, że wszyscy mówili: ucz się, powtarzaj, zakuwaj, i w ogóle odliczali dni. Ja czułam się wtedy dziwnie. Bo w sumie z chęcią rozwiązywałam zadania z geografii i o dziwo z matematyki, ale żeby się coś uczyć to hmm... no nie, nie uczyłam się, nie zaniedbałam życia prywatnego, a maturę zdałam (co prawda nie zdawałam nic rozszerzonego) i byłam zadowolona, a nawet zaskoczona dobrymi wynikami, jakie uzyskałam. Na studia też się dostałam na geografię tam gdzie chciałam (bo i w Toruniu, i w Łodzi), więc byłam zadowolona. W sumie to nawet teraz nie pamiętam na co jeszcze składałam papiery. Aaa na fizjoterapię, na której zabrakło mi chyba 3 czy 5 punków, aby się dostać, ale w sumie to dwa lata później dostałabym się tam bez problemu, bo punkt punktowy tak spadł, że chyba wszystkich wówczas przyjęli. Przez pewien czas studiowałam dwa kierunki (historię), ale zrezygnowałam, bo nie dawałam rady na obu jednocześnie, bo zbyt wiele zajęć mi się pokrywało, a prowadzący nie chcieli iść w niektórych przypadkach na rękę, niestety...
    Maturą nie ma się co stresować, bo minie szybko, że człowiek nie zdąży się nawet obejrzeć, a już będzie po :) Więc zdrowe i trzeźwe spojrzenie jest faktycznie potrzebne. Tak czy siak, życzę powodzenia i dostania się na wymarzony dla Ciebie kierunek, który zawsze można zmienić, gdyby jednak nie okazał się tym wyjątkowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kinga za słowa otuchy! :) Oo, mogłaś studiować w Toruniu! Może wtedy szybciej byśmy się spotkały. ;)

      Usuń
  6. Ooo a nie chcesz zmienić otoczenia? Poznać jakieś inne miejsce?
    Ja to bym w życiu nie wytrzymała dłużej u siebie.
    Hehe mam tendencje do zmieniania min. co 3-4 lata miejsca :pp
    A jeśli chodzi o maturę to faktycznie- po co ta spina. Podejść na luzie jak nie pójdzie to jest 5 lat na zdanie tego co się chce i na ile % się chce. W ciągu tego roku przecież zawsze można pracować, zwiedzać świat.. są tysiące sposobów. A na wymarzone studia ew. można dostać się rok później.
    Zresztą -skoro ktoś się tyle lat uczył to zawsze jakoś zda! ;)
    Co do pracy.. hmm liczy się dyplom, chociaż ja ogólnie wychodzę z założenia, że jak ktoś jest ogarnięty, umie się ustawić i ma dobry pomysł na siebie to i nawet bez matury jest w stanie osiągnąć naprawdę wiele! A co dopiero bez dyplomu elitarnej uczelni!
    Pozdrawiam serdecznie i powodzenia na tej maturze. Mnie też to czeka w tym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę zostać w Toruniu ze względów ekonomicznych + jestem bardzo związana z rodziną i moim miastem. :)
      Sama prawda w Twoim komentarzu! :)
      Dziękuję i Tobie też życzę powodzenia. :)
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  7. Ach ta psychologia.. Czemu nie otworzyli jej rok prędzej? Może zdecyduję się na drugi kierunek!? oO Nie opublikowali? A ja myślałam, że podali je w artykule w którym pisali o tym, że powstanie psychologia na UMK. Może coś mi się pomyliło jednak. We wrześniu przed maturą odkupiłam od znajomej repetytorium. Chyba raz je otworzyłam. Jakoś na spokojnie podchodziłam do matury. W końcu porządnie zaczęłam uczyć się dopiero w maju :) I powiem Ci, że matura wcale nie jest taka straszna jak wszyscy mówią, albo jak się obawiamy. Ja stresowałam się tylko przed drzwiami od danej sali, kiedy dostałam arkusz było już ok! :) U mnie po pierwszym kolokwium padały już słowa "zmieniam kierunek", ale do dzisiaj nikt go nie zmienił. Wiadomo, że na początku jest trudno. Może i ja mam łatwiej. Miałam ten materiał w technikum, więc nie jest to dla mnie czarna magia. Dla osób po liceum są to dziwne rzeczy. No ale przecież dla mnie dziwne było to w technikum. Do wszystkiego trzeba się przystosować i się nie poddawać. Może się okazać, że po studiach będziemy pracowali w zupełnie innym zawodzie, niż ten zapisany na dyplomie. :) Trzymaj się w tej szkole i nie daj się nauczycielom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, niestety w żadnym artykule takich kryteriów nie było...
      Aniu, święte słowa! Dzięki za wsparcie. :)

      Usuń
  8. Dla mnie matura to świeża sprawa, ponieważ jestem tegoroczną maturzystką :) Takie podejście mi się podoba, szczerze mówiąc sama trochę uległam tej całej presji...szczególnie jeśli chodzi o nową podstawę programową. Byłam pierwszym rocznikiem, nikt nic nie wiedział, ale na szczęście skończyło się to dla mnie dobrze :) Najbardziej bałam się ustnego polskiego (pewnie wiesz jak to wygląda), ponieważ jestem typem ścisłowca :) Dobrze mówisz, że nie warto się przejmować przyszłością aż tak. Po prostu trzeba robić to co się ma robić i przyjmować "na klatę" wszystkie przeciwności. Ja zdałam maturę z zadowalającym (nawet się nie spodziewałam) wynikiem i dostałam się na farmację, ale co z tego? Skoro na samym początku złamałam nogę i musiałam zrezygnować (6 tygodni nie da się na takich studiach nadrobić). Plany można mieć wielkie, ale co z tego wyjdzie i tak pokaże czas...Ja życzę Ci nadal takiego podejścia i powodzenia w maju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch, ustny polski i dla mnie, humanistki, jest lekko przerażający, ale mam nadzieję, że dostanę słowotoku, haha. :D
      Taki pech z tą nogą! Ale to na pewno nie Twoja wina. Jak to los czasami potrafi zweryfikować nasze plany...
      Dziękuję za życzenia, pozdrawiam ciepło. Mam nadzieję, że z nogą już o wiele lepiej. :)

      Usuń
  9. Psychologia fajna sprawa, może zapiszę się jeszcze na jakieś studia, jak już skończę swoje :D. Co jak co, ale do transportu bardziej mnie ciągnęło. Bardzo dobrze, że nie masz parcia na zdawanie innych, prawdopodobnie nowych przedmiotów. Oczywiście to byłaby też jakaś forma sprawdzenia siebie, ale jakim kosztem? Lepiej właśnie się skupić na tym, co naprawdę jest potrzebne. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, na pewno poradzisz sobie znakomicie :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... Miałam napisać "prawdopodobnie niepotrzebnych przedmiotów", a nie nowych :D. Ech, tak to jest, jak się człowiek nie wyśpi :D.

      Usuń
    2. Dziękuję Karolina!
      Wyśpij się kochana. :) Jak człowiek niewyspany, to markotny. :/

      Usuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)