środa, 7 grudnia 2016

Wymarzone prezenty - konkurs z PostcardShop



Bardzo lubię obdarowywać ludzi prezentami. Z okazji zbliżających się świąt chciałabym również sprawić radość Wam, moim czytelnikom. Dzielnie mnie wspieracie i… cierpliwie czytacie. :D

Wraz z Panią Edytą z PostcardShop mamy dla Was pocztówkowe upominki. Znacie PostcardShop? To sklep z kartkami, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej. :) Szukacie pocztówek z wizerunkami słynnych osób? A może potrzebujecie kartki z rosołem/orzechami/bobasem. Albo poszukujecie kartek świątecznych nieprzedstawiających świętej rodziny? To wszystko i jeszcze więcej oferuje nam PostcardShop. Pani Edyta przygotowała dla 3 osób zestawy składające się aż z 40 wyjątkowych pocztówek.
Co trzeba zrobić, by jeszcze przed świętami móc cieszyć się oryginalnymi, wykonanymi z dobrej jakości papieru pocztówkami?
Mikołajki za nami, przed nami Gwiazdka. Pierniczki, Last Christmas, choinka i… prezenty!
Przygotowałam więc dla Was upominkowe zadanie. ;)
Opiszcie w komentarzu niezwykły prezent. Ten, który otrzymaliście, ten, który podarowaliście, a może ten, o którym marzycie.
Dajcia lajka PostcardShop i Sawatce na Facebooku. :D
Nie ma ograniczeń zdaniowych. :D Są jedynie czasowe – konkurs trwa od dziś tj. od 7 grudnia (środa) do 16 grudnia (piątek). Zależy mi na tym, aby nagrody dotarły do zwycięzców jeszcze przed świętami. W końcu ma to być swego rodzaju prezent pod choinkę…
Zostawcie w komentarzach również swój mail/adres bloga/link do facebookowego profilu, abym mogła się z Wami skontaktować. :)
Wybiorę 3 najlepsze i najbardziej kreatywne odpowiedzi.
Mnie do głowy przychodzą różne podarki… Pamiętam, jak popłakałam się, gdy znalazłam pod choinką autobiografię Michaela Jacksona. Albo jak śmiałam się, gdy od Gwiazdora otrzymałam… łóżko. Na myśl przychodzi mi też przyjęcie niespodzianka, które było prezentem od moich przyjaciółek, książka o muzyce, którą wręczyłam tacie i czarnoskóra Barbie, która przywędrowała do mnie aż z Niemiec. 
Nie mogę się doczekać Waszych odpowiedzi! 
Dziękuję Pani Edycie z PostcardShop za niezwykłe pocztówki. 
Powodzenia! 
Sara 
PS Dla każdego zwycięzcy mam jeszcze jedną niespodziankę… ;)

12 komentarzy:

  1. Prezentem, który zapamiętam do końca życia jest książka "Ania z Zielonego Wzgórza". A dlaczego? Dlatego, że od tej książki rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem, która trwa do dziś i przez którą tak bardzo kocham książki. Pamiętam, że jako 9-letnia dziewczynka "pochłonęłam" ją tak szybko, że podczas II Święta Bożego Narodzenia miałam już koniec. Losy Ani tak mnie wciągnęły, że chciałam poznać jej dalsze dzieje. Mam 3 rodzeństwa i nie zawsze było kolorowo, gdy tylko tato pracował, ale dzięki mamie, która ze wszystkich sił starała się spełnić moje marzenie, w kolejne Boże Narodzenie dostałam wszystkie części Ani Shirley. Mama oszczędzała i podczas roku dokupywała kolejne książki, bym dostała cały komplet książek, który tak pragnęłam. Dlatego, gdy sama kupuję prezent najczęściej jest to właśnie książka :)

    e-mail: mypost11@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy pomyślę o najlepszym prezencie, jaki otrzymałam do głowy przychodzi mi bilet na koncert mojego ulubionego zespołu. Do tamtej pory bardzo bałam się takich sytuacji (problemy zdrowotne), ale muzyka to mój konik i było mi najzwyczajniej w świecie przykro. Koncert odbył się w Berlinie, spędziłam w tym mieście wspaniałe dwa dni z moją mamą. To może zabrzmieć głupio, ale dzięki tej wyprawie przestałam aż tak bardzo bać się ludzi - w końcu! Oprócz tego nic nie może być lepsze niż czas spędzony z mamą bez żadnych trosk czy zmartwień. :-)
    e-mail: paulinagalazka7@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówiąc o prezentach zawsze cieszyło mnie bardziej dawanie niż branie, może bo ciężko trafić w mój gust, a może tak jakoś z potrzeby serca.
    Kilka lat temu tuż przed świętami (w listopadzie) wybrałam się z rodzicami kupić sobie mini wieżę do pokoju. Gdy krążyłam pomiędzy półkami, zauważyłam rodziców zachwycających się wieżą w stylu retro z gramofonem. W drodze powrotnej cały czas rozmawiali co mieli na płytach winylowych. Wtedy właśnie wymyśliłam, że kupię im gramofon (taki w stylu retro) i płyty, ale nie sama, bo nie pracującej licealistki na to nie stać. Z dziadkiem i babcią zachwyconymi pomysłem pierwszy raz organizowałam takie zakupy i miejsce ukrycia prezentu. Było to dla mnie niezwykle trudne, gdyż mama zaglądała wszędzie w obu mieszkaniach pomagając przy sprzątaniu, ale udało się.
    W Wigilie, gdy nadszedł moment rozpakowywania prezentów, poprosiłam rodziców aby podeszli na dywan, bo ledwo byłam (jako mikołaj) w stanie przesunąć zapakowany gramofon z jakimiś 70 płytami winylowi. Minę mamy i łzy wzruszenia zapamiętam do końca życia, nawet tata, który nigdy się wzrusza uronił łezkę. (Specjalnie u góry położyłam jej ulubioną płytę ABBY, a następnie Afric Simone.) Byli zadowoleni jak małe dzieci otwierające nową zabawkę, nie spodziewali się że ktoś może o nich tak bardzo pomyśleć. Chciałabym, aby każdy otwierając prezent mógł się poczuć jak małe radosne dziecko i tego wszystkim życze.
    To były najcudowniejsze święta, nie tylko przez prezent, ale także jak się okazało ostatnie z dziadkiem.
    Sama zakochałam się w tych płytach i uwielbiam tą muzykę z lat 70-90. Prezent dla nich stał się również prezentem dla mnie.
    P.S. Nadal po kilku latach, conajmniej raz w tygodniu są one słuchane. Od tego czasu zyskałam także pomysły na następne prezenty, korzystając z tego, że coraz więcej wydaje się na vinylach.
    W tym roku też im kupuje Jean Michel Jarre, życzcie mi powodzenia, aby i ta płyta przypadła im do gustu

    OdpowiedzUsuń
  4. Na ogół zawsze dostaję to o co poproszę, więc nie mam prezentów niespodzianek (czasem tylko jakieś bony i karty podarunkowe do jakiś sklepów).

    Ale kiedyś na święta dostałam ładnie zapakowane małe, płaskie, kwadratowe pudełko. No i oczywiście ciekawość mnie zżerała co to też może być? Od razu przychodziły mi do głowy różne elementy biżuterii, może mp3 (o której wtedy marzyłam). Pudełko nie było bardzo ciężkie, ale jak potrząsnęłam nim przy uchu to wyraźnie słyszałam (i czułam), że coś tam lata w środku. No i po pośpiesznym zerwaniu, niczym barbarzyńca, papieru z tego pudełka - otwieram, a w środku co?......
    Kasztan.

    Tak, mój kochany pomysłowy tata dał mi na święta kasztana :D Zaśmiewałam się z tego prezentu chyba z dobre pół godziny. (Oczywiście później dołożył do tego papierowy wizerunek Władka Jagiełły :D ale i tak ten kasztan mnie strasznie ucieszył i do dzisiaj śmieję się z tego prezentu).

    e-mail: a.flusz@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. W moim dopiero 24 letnim życiu dostałam wiele naprawdę wspaniałych prezentów, szczególne miejsce zajmuje jednak maszyna do pisania, którą otrzymałam na 13 urodziny. Przyznacie, że nietypowy prezent dla dziecka prawda? :) Od małego lubiłam stare przedmioty, ale kiedy zobaczyłam po raz pierwszy działającą, pachnącą tuszem maszynę do pisania zakochałam się w niej jak w niczym innym. Mój wujek odnalazł starą, bułgarską maszynę, naprawił ją i podarował mi na urodziny. Radość była ogromna i zaraz zaczęłam pisać wszystko (dosłownie wszystko :) na niej. Towarzyszyła mi przez te wszystkie lata (napisałam na niej zaproszenia-telegramy na moją 18 :) i towarzyszy nadal. Myślę, że ma w sobie jakąś magiczną moc, a słowa napisane na niej "smakują i brzmią" inaczej :) e-mail: kazmierskaka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy kilkanaście lat temu wszedł do kin film "Titanic", ja byłam małym dzieckiem. Panowała wtedy moda na wymianę karteczkami. Największą popularnością (przynajmniej wśród moich koleżanek) cieszyły się karteczki z postaciami Disneya oraz te przedstawiające bohaterów "Titanica". Pamiętam jak bardzo byłam przejęta i szczęśliwa, jak udało mi się wymienić na karteczkę z tym filmem. Nie miałam ich dużo, ale były dla mnie bardzo cenne (może właśnie dlatego). Moja mama widziała jak bardzo podoba mi się temat tego filmu, jak jestem zakochana w Jacku i kupiła mi prezent. Dostałam od mamy książkę "Titanic Jamesa Camerona" opisujący kulisy powstawania filmu ze zdjęciami z planu. Do dzisiaj pamiętam jak bardzo byłam przejęta przeglądając tę książkę. Na początku tylko ją oglądałam. Oglądałam zdjęcia i byłam zachwycona widząc Kate Winslet rozmawiającą z reżyserem; dowiedziałam się z niej, że wszystkie rysunki (łącznie z Rose z diamentem) wykonał sam James Cameron i to jego dłonie pokazane są w filmie w trakcie rysowania. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Przyznam że ekscytacja książką jak i filmem została mi do dziś. Przedmowę do filmu napisał James Cameron opisując swoje odczucia, swój zamysł na ten film, na tę historię którą chciał opowiedzieć tak jak jeszcze nikt wcześniej tego nie zrobił...
    Moja mama doskonale wiedziała co mi się spodoba i co mi sprawi radość. Nie żałowała pieniędzy, chociaż książka nie należała do najtańszych.
    Patrząc dzisiaj na tę książkę, która stoi u mnie na półce myślę o mamie oraz o tym z jaką chęcią i przyjemnością nawet dzisiaj po nią sięgam.

    Witajcie na statku marzeń. Kamizeli ratunkowe znajdują się na górnych półkach szaf, na wszelki wypadek.*




    *ostatnie zdanie z przedmowy Jamesa Camerona

    PS. Ada T (masz mnie na fejsie:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy miałam około jedenastu lat, Wigilię spędzałam w dwóch miejscach: najpierw u rodziny od strony mamy, a później u nas w domu. Jako mała dziewczynka bardzo się cieszyłam, bo to przecież tyyyyle świątecznej atmosfery!
    Na pierwszej kolacji było naprawdę miło. Ale wiadomo - jako jedenastolatka najbardziej czekałam na moment otwierania prezentów. Gdy w końcu nadszedł, szybko rozdałam każdemu "co jego" i wzięłam się za odpakowywanie swojego - dość skromnego gabarytowo - prezentu. Okazało się, że to była... marchewka. Och, ależ ja byłam zła! Nienawidzę marchewek, a tu takie coś! Skandal!
    Było mi naprawdę bardzo smutno. No ale trudno, wróciliśmy do domu, a ja pierwsze co zrobiłam, to pobiegłam do swojego pokoju i wrzuciłam marchewkę do szuflady, głośno trzaskając nią przy zamykaniu. Gdy ochłonęłam, postanowiłam wyjść do salonu. Wchodząc do pokoju, stanęłam jak wryta. Dosłownie - odebrało mi głos. Pod choinką stała... klatka. Z królikiem. Małym, kochanym, jasnobrązowym króliczkiem.
    Zaczęłam piszczeć z radości, pobiegłam po marchewkę i podeszłam do królika. Bawiliśmy się dopóki nie padłam wyczerpana. :)
    To był najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wyobrazić - chyba głównie przez to, że najpierw naprawdę nieźle się wkurzałam. :D
    Ach, moi rodzice mają talent do wykręcania mi takich numerów. :)

    Mój adres e-mail: deda.gabriela@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  8. A wkleję jeszcze link do fotki tego mojego cuda. Zielony to kolor nadziei, może przyniesie mi szczęście :) https://flic.kr/p/NX8c57

    OdpowiedzUsuń
  9. Odkąd pamiętam kochałam sport, a szczególne miejsce w moim sercu zajmowała siatkówka. Kibicuję zagorzale reprezentacji, ale także polskim klubom takim jak Jastrzębski Węgiel, czy Asseco Resovia Rzeszów. Kilka lat temu, pod choinkę dostałam tylko czekoladę. Byłam trochę zdziwiona, ale za kilka dni mieliśmy jechać do babci, do Rzeszowa, więc myślałam, że tam mama chce mnie zabrać na sklepy :D Ona jednak wymyśliła coś znacznie lepszego, ponieważ w tych dniach miał odbywać się mecz "na szczycie" polskiej ligi. W tajemnicy przede mną kupiła bilety (a nie było to łatwe, udało jej się je dostać dopiero od kogoś w internecie) i spakowała moją "kibicowską" koszulkę. Do końca utrzymywała to w sekrecie. Na miejscu powiedziała, że jedziemy odwiedzić ciocię i dopiero, gdy podjechaliśmy pod halę zrozumiałam co się dzieję. Byłam popłakana. To był mój pierwszy mecz i w dodatku taki ważny. Od tamtej pory bywam na meczach regularnie, ale ten jeden bilet ma honorowe miejsce w moim pokoju :D
    Mój e-mail: beata.k1997@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam, że było bardzo, bardzo zimno i szaro. Przez okno w kuchni mieszkania moich dziadków przyglądałam się pierwszym płatkom śniegu tej zimy, które dostojnie wywijały piruety w powietrzu i upadały na ziemię. Byłam tutaj już od kilku tygodni. Ogień w starym kaflowym piecu buchał wesoło, kiedy babcia dorzucała do niego drewno co kilkanaście minut. Na palnikach stały garnki, pełne smakowitych potraw, które, jak tylko babcia odwracała wzrok, ukradkiem podjadałam. Dochodziła 15:00. Plac zabaw i park świeciły pustkami. Szyby w oknach bloków wokół mieniły się kolorowymi światełkami. Dziadek klasnął w dłonie i oznajmił: choinka już stoi, możemy ubierać! Pobiegłam do pokoju obok i z zapałem zawiesiłam na pachnącym lasem drzewku wszystkie bombki, które przez rok czekały na ten moment w zakurzonym kartonie w piwnicy. Teraz znowu cieszyły oko i dodawały piękna naszej bożonarodzeniowej choince. Około 16:00 babcia poleciła mi włożyć swój odświętny strój. Wtedy mój radosny nastrój uleciał. Śnieżnobiała bluzka, wyprasowana czarna spódniczka do kolan i... te okropne zielone, grube rajstopy... te, których nienawidziłam. W domu rozegrał się dramat. Płakałam, tupałam nogami, waliłam pięściami w ścianę. I za nic w świecie nie chciałam ubrać tych okropnych rajstop! Jednak, cóż może zdziałać siła argumentu sześcioletniego dzieciaka w Wigilię, koniec końców i tak i tak musiałam je włożyć. Siedziałam potem naburmuszona na krześle w kącie i nie chciałam pomóc babci przy układaniu na stole wigilijnym talerzy i sztućców. Może to wydawać się teraz zabawne, ale dla mnie te rajstopy były tragedią nad tragediami i całkowicie zepsuły mi dzień - w dodatku świąteczny. Kiedy wszystko było już gotowe, a babcia ściągała z włosów ostatnie wałki, rozległo się głośne stukanie do drzwi. Dziadek szybkim susem znalazł się tuż przy nich i nacisnął na klamkę. Moim oczom ukazała się najpierw sylwetka mojego ojczyma w za dużej o rozmiar skórzanej kurtce, trzymającego coś dziwnego w rękach, za nim weszła uśmiechnięta mama w rozwianych złotych włosach, czerwonej szmince na ustach i płatkach świeżego śniegu na ramionach czarnego płaszcza. Jakaż była moja radość, widząc ich wtedy! Od razu zapomniałam o fochu, który rzuciłam i obrazie na cały świat, którą czułam jeszcze kilka minut wcześniej. I ciągle nie dawało mi spokoju, co jest w tym dziwnym czymś, co tak ostrożnie stawiał na podłodze mój ojczym. Postanowiłam od razu to sprawdzić. Podeszłam i odchyliłam białą, przezroczystą niby-folię. Wewnątrz tego dziwnego 'pudełka' spała słodko mała lalka. Lalka... Tak właściwie, to moja siostra. Kamila. Widziałam ją wtedy pierwszy raz w życiu, po porodzie mama i siostra musiały przez kilka tygodni zostać w szpitalu, a ja wtedy nie mogłam ich odwiedzać i mieszkałam z dziadkami. W ogóle - byłam jeszcze trochę zbyt mała, żeby to wszystko rozumieć. Tak się złożyło, że zostały wypisane dzień przed Wigilią. Cóż ja wtedy czułam! Ogromną radość, ekscytację, miłość i czułość wiszącą w powietrzu i otulającą całą naszą małą rodzinkę. Nawet już nie pamiętam, co leżało pod choinką. Jedyne, co tkwi mi w pamięci do dziś, to uśmiechy moich najukochańszych bliskich wśród mieniących się lampek choinki, łzy wzruszenia, dźwięk śpiewanych wspólnie kolęd, czułe przytulasy i tą małą kruszynkę, z burzą jasnych włosów na główce, leżącą w czerwonych śpiochach na moich kolanach. I to właśnie był, jest i zawsze będzie mój najpiękniejszy prezent w życiu. :)
    I dodatkowo - moje najwspanialsze wspomnienie! :)

    Ściskam, Sara!
    Mój email to: danuta.palega@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam wtedy w gimnazjum. U nas w klasie panował taki zwyczaj, że co roku każdy z uczniów losował innego, aby kupić mu prezent. Były to drobiazgi za nie więcej niż 30 zł, ale emocje i podekscytowanie zawsze towarzyszyły naszej mikołajkowej loterii. Najgorzej było jak trzęsącą się ręką każdy wyjmował z koszyczka imię, osoby dla której miał kupić prezent. Zawsze tylko z nadzieją się myślało " Oby moja psiapsiółka mnie wylosowała, albo ja, ją". I właśnie w tej ostatniej klasie gimnazjalnej moja najlepsza koleżanka Łucja wylosowała mnie!! Jak ja się wtedy ucieszyłam, bo w końcu dostanę coś co naprawdę lubię i chcę. W końcu przyjaciel zawsze najlepiej wie czego chcesz XD
    Nareszcie, kiedy nadeszła nasza klasowa Wigilia i nastąpił moment rozdawania prezentów czułam się naprawdę podniecona. Łucja zapakowała prezent dla mnie w czerwony, świąteczny papier. Może paczka nie była wielka, ale ja i tak byłam pewna ,że to będzie coś specjalnie przeznaczonego dla mnie. No i tak jak przypuszczałam... Rozdarłam papier, a tam pięknie oprawiona książka!! Ktoś by powiedział "Eee książka? Taki prezent od przyjaciółki? Możesz sobie sama kupić w księgarni." Ale ja wiedziałam, że to jest książka przeznaczona specjalnie dla mnie, którą Łucja na pewno długo szukała.
    Strony pachniały jeszcze drukarnią, a każda z nich ukrywała słowa pełne przeznaczenia. Nic innego tylko czytać! Tym bardziej, że opis z tyłu wydawał się wyjątkowo interesujący, a ja nigdy wcześniej nie widziałam tej książki w księgarni. Zresztą żadna moja koleżanka, nie widziała tej powieści w księgarni, ale Łucja i tak uważała, że mi się spodoba, bo sama czytała. Skoro tak mówiła, to zabrałam się do czytania.
    Książkę pochłonęłam praktycznie jednego wieczoru, tym bardziej że byłą naprawdę chuda, ale za to jaka dobra XD Napisana prostym, młodzieżowym językiem, a zarazem zawierająca masę morałów i mądrości życiowych.
    Kiedy pojechałam na weekend do mojej kuzynki, zabrałam książkę ze sobą, aby też przeczytała. Anka nigdy nie przepadała za książkami, ale tą przeczytała naprawdę szybko, aż się zdziwiłam. Stwierdziła nawet że pojedzie do księgarni i kupi inną książkę tego autora. Ale pojawił się problem... Na stronie tytułowej ani nigdzie indziej nie było żadnego autora!! Coś tu ewidentnie nie grało. Od razu w szkolny poniedziałek dopadłam Łucję z pytaniem "Książka jest super, chcę przeczytać więcej takich, ale jaki jest autor?" Nie zgadniecie, co i powiedziała!!! "JA". "TY?" To było bezmyślne potwierdzenie słów Łucji, bo byłam w wielkim szoku "Jak ty? To jest przecież niemożliwe!"
    Wiedziałam, że Luśka kochała pisać, miała przecież szóstkę z polaka, wygrywała dużo konkursów literackich, ale żeby wydała swoją książkę, to nie słyszałam! Wytłumaczyła mi wszystko.
    Od jakiś pięciu miesięcy pisała hobbistycznie, opowiadanie, które po pewnym czasie przekształciło się w dość dużą powieść. Na Mikołajki chciała sprawić mi naprawdę dużą radość. Łącząc fakty, że lubię czytać, ona ma długie i niepowtarzalne opowiadanie, a jej tata kolegę w drukarni z możliwością wydrukowania w jednym egzemplarzu własnej książki postanowiła zrobić to dla mnie i naprawdę jej się udało! A swoja pasję kontynuuje do dzisiaj, pisząc krótkie felietony do gazet.
    To właśnie mój najbardziej wyjątkowy, a zarazem wymarzony prezent, dziękuję Ci Luśka, już chyba po raz setny!! :)

    Kontakt: e-domnie@wp.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)