piątek, 24 lutego 2017

Czy sesja jest straszna i dlaczego jest?



Przyszli studenci często zastanawiają się: czy sesja jest straszna?

Ja już to wiem.

Sesja nie jest straszna. To wykładowcy tacy są. Przynajmniej niektórzy.

Czekałam z napisaniem tego tekstu nie tylko do końca sesji egzaminacyjnej, lecz także do otrzymania wszystkich ocen. Teraz już wiem, co myślę, wiem, ile łez wylałam, ile razy kamień z serca mi spadł i ile razy powiedziałam „uff, zdane”. Wiem, ile razy mój chłopak powiedział, że jest ze mnie dumny, a ile, że mam się nie martwić. A i że jak chcę, to mogę nie przyjeżdżać, tylko się uczyć.

Rozmawiałam z kilkoma osobami z Uniwersytetu Warszawskiego (ja studiuję na UMK). Otrzymałam od nich raczej pozytywne informacje na temat sesji – nie dość, że wszystko pozaliczane, to jeszcze egzaminów nie było tak dużo. Poza tym nie trzeba było siedzieć na uczelni od rana do wieczora.

Ha, to jest chyba faktyczny plus sesji – ma się egzamin i żadnych zajęć przed/po (w 99% przypadkach).


Jak to jest z tą sesją? Trudno zdać? Łatwo? Moje przemyślenia po pierwszej w życiu sesji egzaminacyjnej są takie: 


- ćwiczenia i konwersatoria łatwiej zaliczyć niż wykłady. Mimo że końcowe kolokwia z nich pisałam w pierwszej kolejności, miałam nawet 2 testy jednego dnia. poza tym w tych dniach odbywały się normalne zajęcia – udało mi się uzyskać z nich same pozytywne oceny. 


- uczenie się dzień przed egzaminem jest niewskazane. Na wszystko zaczynałam się uczyć tydzień albo chociaż kilka dni wcześniej. Materiału było tak dużo, że nie wyobrażam sobie, jak miałabym ogarnąć to w 24h….


- przed sesją nie stresowałam się tak, jak przed maturą. Jedynie przed egzaminem internetowym denerwowałam się tak, że mało co mogłam przełknąć (trochę nietypowe, prawda?). Właśnie tego nie zdałam.


- żałowałam, że na niektóre wykłady chodziłam w kratkę. Bo przecież profesorowie wysyłają slajdy… Nie ma jednak jak własne notatki.


- brakowało mi czasu na odpoczynek po sesji. Na innych uczelniach czy kierunkach studenci mogli zrelaksować się przez tydzień, dwa, nawet trzy tygodnie. My natomiast mieliśmy… 3 dni (w tym sobota i niedziela, serio?). 


- wykładowcy są bardzo kreatywni, jeśli chodzi o konstruowanie egzaminów, a jeszcze bardziej jeśli mowa o ocenianiu. Mieliśmy i pytania składające się z jednego słowa (napisz wszystko, co wiesz), i takie wyświetlane przez 30 sekund, takie, w których były 4 odpowiedzi poprawne, a także takie, w których żadna nie była dobra. Były zaskoczenia, wszechobecne pytania "Ale to było?". Odbył się nawet egzamin trwający 13 minut (rekord?).


- nie byłam przyzwyczajona do opanowania tak dużej ilości materiału w tak krótkim czasie. Wydaje mi się, że to jest główny powód, dla którego sesja może przerażać. Bo przez cały semestr z niektórych zajęć nie robi się nic (ewentualnie pojawia się na wykładach). Później naprawdę trudno jest wszystko zapamiętać. A więc coś jednak przemawia za regularną nauką…


- o ile niezdanie matury skutkuje takimi konsekwencjami jak niedostanie się na studia, czasami konieczność spisania roku na straty, o tyle niezdanie egzaminu w czasie sesji nie jest tragedią życiową. Można poprawić. Nie oznacza to jednak, że nie wypłakałam dzisiaj oczu.  

Już myślałam, że wszystko zdam. Niestety minusowe punkty za złe odpowiedzi mnie pokonały. 


Jakie miałabym rady do siebie zaczynającej studia? Chodź na wykłady. Rób notatki. Zacznij uczyć się wcześniej. Nie denerwuj się. 
Jak wspominacie swoje sesje? Czego najbardziej się obawialiście? A może nadal obawiacie? 
Trzymajcie się ciepło. I nie poddawajcie się. Nigdy. 
Sara

13 komentarzy:

  1. Ja nadal obawiam się matury. A raczej jej konsekwencji, o których wspomniałaś - dostania się/nie dostania na studia. Sesja przede mną, mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, powiem Ci, że w moim otoczeniu nie było żadnych osób, które by matury nie zdały. O to się nie martw. Z medycyną jest trudno, znam ludzi, którzy zdecydowali się pisać maturę jeszcze raz, by dostać się na wymarzony kierunek do konkretnego miasta... Ale myśl optymistycznie. Trzymam kciuki!

      Usuń
  2. Na WNP wiele wykładów, ćwiczeń na moim kierunku było zwyczajnie "z du**" ... Powtarzany co roku ten sam materiał, dziwne systemy oceniania, kilka wydziałowych postrachów. I tak zleciało mi te 5 lat. Nie było w mojej studenckiej karierze sesji bez choćby 1 poprawki (no dobra, w wyjątkiem tej ostatniej przed obroną mgr ale musiałam się spiąć. Sara, a tak właściwie to ta psychologia na jakim jest wydziale? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, ja nie jestem do końca zadowolona z psychologii, ale może jeszcze się przekonam... Mamy dużo zajęć niepsychologicznych - logika, filozofia, etyka. Psychologia jest na wydziale humanistycznym.
      Trochę podniosłaś mnie na duchu, nie jestem sama. :D

      Usuń
  3. Moja pierwsza sesja spoko była, choć tak się martwiłam, że nie wyrobię się ze wszystkimi projektami, że wzięłam 3 dni urlopu... I dobrze, bo bym się nie wyrobiła xD Ale kierunek inny to i inne zaliczenia. Nie musiałam siedzieć i przyswajać tony wiedzy teoretycznej, tylko liczą się umiejętności praktyczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyki w pierwszym semestrze było mało, prawie wcale. Teraz mamy np. statystykę, to pewnie będzie tego więcej.

      Usuń
  4. Po pierwszej sesji też tak mówiłam, że lepiej się uczyć regularnie itd. Efekt? 5 lat nie uczyłam sie regularnie w ogóle. Jedynie na ostatnim semestrze miałam taki siekierowaty przedmiot, że jednak trzeba było trochę na niego poświęcić.
    Prawdę powiedziawszy chodzenie na wykłady nie zawsze ma sens. Trzeba zbadać teren, dowiedzieć się od innych roczników co i jak i naprawdę można zaoszczędzić od groma czasu i w 24h nauczyć się tak, żeby na drugi dzień dostać 5. To naprawdę możliwe. Nie ze wszystkimi przedmiotami, ale takie sytuacje mają miejsce. Z reguły do egzaminów uczyłam się 2-3 dni.
    W trakcie studiów przekonałam się, jak wiele czasu na pierwszym roku straciłam chodząc na wykłady. Nie wiem jak u Was, ale u nas była grupa na fb, na której dzieliliśmy się wszystkim, co mamy. Pamiętam też, jak jedna babka nas wyrolowała. Leciała w takim tempie, że nie mogliśmy nic zanotować - wzorów itd. na jakimś ekonometrycznym przedmiocie czy coś takiego. Mieliśmy się nie obawiać, bo miała dać slajdy. Na końcu dała jedynie zagadnienia, śmiejąc się nam w oczy. Każdy coś opracował i w efekcie większość pozdawała.
    Z wolnym to faktycznie krucho, u nas najkrótsze ferie trwały tydzień, a jak się dobrze uwinął człowiek, to i nawet 3 tygodnie. Po pierwszej sesji miałam własnie tyle czasu dla siebie. Ale to też nie zawsze się udawało, bo niestety czasem wykładowcy ustalali termin egzaminów właściwie na sam koniec sesji.
    Nienawidziłam egzaminów w trakcie których wyświetlano pytania na slajdach, PORAŻKA! U nas jeden egzamin trwał 10 minut, na szczęście byłam zwolniona <3. Pytania trafiały się różne i różnie je oceniano, najgorszy był test z ćwiczeń z MSG... 20 pytań wielokrotnego wyboru A, B, C, D, E, F, G, H. Albo trafisz dobrze i masz 5 punktów, albo masz 0 mimo, że np. zaznaczysz np. jedną dobrą odpowiedź nie zaznaczając złej przy okazji. Wszyscy się burzyli, bo ciężko było dostać z tego jakąś lepsza ocenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po drugim semestrze zmienię zdanie kolejny raz. Ale ucząc się do minionej sesji, żałowałam, że np. na jakiś wykład chodziłam w kratkę, że nie mam własnych notatek, tylko cudze... Bo jednak wolę mieć własne. W ogóle badania naukowe wskazują, że jeżeli człowiek chodzi na wykłady, a później pisze egzamin w tej samej sali, to łatwiej sobie coś przypomni, haha.
      My też mamy grupę na FB... Może jestem jakaś dziwna, ale nie ufam cudzym notatkom, haha. Tak samo mieliśmy pytania z jednego przedmiotu od starszych roczników - okazało się, ze większość udzielonych przez nich odpowiedzi była błędna. ;| Na studiach dotarło do mnie, że właściwie to ja mam problem z nauką. Przeczytanie czegoś kilka razy i wykucie na pamięć to dla mnie ogromny problem. Wolę przepisywać, robić notatki z notatek - a tutaj nie miałam na to czasu.
      Ten egzamin, o którym piszesz, brzmi strasznie. :O
      Na szczęście już jesteś po wszystkich sesjach i magisterce. I przeżyłaś. :D

      Usuń
    2. Zdanie będziesz zmieniać milion razy jeszcze :D. I choć zawsze będziesz się zastanawiać, dlaczego wcześniej się nie uczyłaś, to potem dostrzeżesz, że właściwie nie było to potrzebne :D. Też początkowo wolałam mieć własne notatki, tylko, że zajmowało to zbyt dużo czasu. Dobraliśmy się zaufanymi osobami w grupkę i każdy opracowywał jakiś temat. Dzięki temu zaoszczędziliśmy wszyscy sporo czasu i więcej się nauczyliśmy. Oczywiście to miało zastosowanie do teorii, bo jednak zadania warto samemu przerabiać.
      Z pytaniami i odpowiedziami od starszaków bywa tak, że właśnie te drugie nie zawsze są dobre. My zawsze opracowywaliśmy sami odpowiedzi na pytania, zyskiwaliśmy pewność i przy okazji coś w głowie zostawało. A to, czego nie wiedzieliśmy - no trudno, zostaje, jak u nich :D. Najwyżej :D.
      Ten straszny test to właściwie było kolokwium, zapomniałam dodać :D. Niestety z tym facetem mieliśmy 2x takie cudowne zaliczenie, bo prowadził przedmiot i na licencjacie, i na magisterce. W dodatku nie szło się z nim zbytnio dogadać, zajęcia kurde od 18:30 do 20:00... Człowiek wtedy nie myśli już o nauce, a o odpoczynku. Ale były 2 osoby pracujące i im nie pasowało i typ przełożyć zajęć nie raczył. Kurde, po to idziemy na dzienne, żeby mieć normalnie zajęcia, a nie niczym studia wieczorowe!

      Usuń
  5. Cisze się, że ten etap mam już w swoim życiu za sobą, nie wspominam miło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem na 4 roku i dobrze pamiętam pierwsza sesje. To była najgorsza sesja. Nie spodziewałam się, że tak może wyglądać zaliczenie. Ale teraz wiem,że wszystko jest do zdania

    OdpowiedzUsuń
  7. Sesja to stresujący okres, nie da się ukryć. Jedyną zaletą jest chyba to, że nie ma zajęć. Pocieszające jest to, że są trzy terminy i jeśli się czegoś nie zaliczy to nie jest koniec świata :) Ja mam takie szczęście, że razem z koleżankami umiemy sobie poprawić humor nawet jeśli nie wszytko poszło zgodnie z planem. Mobilizujemy się i walczymy dalej. Jeśli chodzi o cudze notatki to u nas wiele osób tak robi że bierze te notatki na wykład i sprawdza czy czegoś nie brakuje, więc nie trzeba pisać w szalonym tempie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przez całe studia oblałam tylko raz, jedne ćwiczenia :) Pierwszy rok jest najcięższy bo trzeba się po prostu przystosować do przejścia z liceum na studia. Sesja zawsze była trochę stresująca, ale zawsze wychodziłam z egzaminów z pozytywnym wynikiem :) Ale cieszę się, że ten okres już za mną ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)