niedziela, 26 marca 2017

Dublin po północnej stronie Liffey



Pokazałam Wam już, jak pięknie wygląda Dublin nocą oraz co warto zobaczyć po południowej stronie rzeki Liffey. Dziś przyszedł czas na, niezwykle zróżnicowaną, północą część miasta.

Zacznę od brzegu. Brzegu rzeki. Będzie trochę niezbyt chronologicznie, ale mam nadzieję, że ciekawie.

Na wielu irlandzkich pocztówkach widnieje nowoczesny, zapierający dech w piersiach most - most Samuela Becketta. To właśnie ten obiekt spodobał mi się w Dublinie najbardziej. Ma on kształtem przypominać harfę będącą symbolem Irlandii. Tuż przy moście jest niezła beka. Szklana beka. Beczka właściwie. A tak naprawdę to Convention Centre.
Najlepsza reklama przewodnika (do góry nogami).

W miarę zbliżania się do głównej ulicy miasta – O’Connell Street – naszym oczom ukazywały się kolejne, już nieco mniej zachwycające mosty, a także poruszający pomnik pamięci ofiar Wielkiego Głodu. W XIX wieku z powodu pierwotniaka, który zaatakował uprawy ziemniaków, z Zielonej Wyspy wyemigrowało ponad 2 miliony ludzi, zmarło zaś 20% populacji. Te przejmujące rzeźby przywiodły mi na myśl buty nad Dunajem, które wzruszyły mnie w Budapeszcie.  



Idąc w dalszym ciągu do O’Connell Street łatwo zauważyć Custom House. Ten neoklasycystyczny budynek jest siedzibą Departamentu środowiska, społeczności i samorządu lokalnego. Żałuję, że nie sfotografowaliśmy go z drugiej strony Liffey.

Spacerując bulwarem, zauważyliśmy ciekawy kościół i jeszcze ciekawszą, kolorową ścianę po drugiej stronie rzeki. Pstryknęliśmy też kilka zdjęć statkowi zacumowanemu tuż przy brzegu.


W końcu dotarliśmy do O’Connell Street za dnia. Oprócz McDonalda, Subwaya i Starbucksa znajdziecie tam pomniki – pomnik irlandzkiego polityka Parnella (monument zlokalizowany jest na skrzyżowaniu O’Connell z Parnell Street), pomnik Jamesa Joyce’a (który przegapiliśmy, brawo my!), oraz pomnik samego O’Connella, działacza niepodległościowego.

Na koniec naszego dnia kupiliśmy trochę pamiątek na O’Connell i pojechaliśmy zobaczyć Four Courts czyli główny budynek sądu irlandzkiego. I wtedy padł nam aparat.

Dublin nie zostanie moją ulubioną stolicą. Nie odnalazłam w nim nic takiego, co rzuciłoby mnie na kolana. Nie oznacza to jednak, że wycieczka była nieudana. Jasne, było w niej trochę minusów jak np. hotel, ale było też mnóstwo pozytywnych niespodzianek. 
Za kilka dni pochwalę Wam się, jakie słodycze i pocztówki przywiozłam z Dublina oraz podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi wycieczki do tej stolicy. 
Udanego tygodnia!
Sara 
PS Następny post będzie wyjątkowy. Niezwykły. Sześćsetny. Nie możecie tego przegapić. 

2 komentarze:

  1. Pomnik pamięci ofiar Wielkiego Głodu wygląda... niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna marzy mi się spędzić parę dni w Dublinie. A teraz jeszcze bardziej!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)