sobota, 15 października 2016

Wspomnienie lata - Olsztyn



Za oknem szaro, buro i ponuro, deszczowo, zimno i... chyba starczy tych przygnębiających przymiotników.
Dlatego dziś na blogu będzie wakacyjne, słonecznie, relaksacyjnie i wesoło.

Jeszcze w kwietniu planowałyśmy z moją przyjaciółką wyjazd nad morze po maturze. Ale że aura nad Bałtykiem jest dość nieprzewidywalna, woda zimna i brudna, a my ciężko pracowałyśmy, wczasy na plaży zostały odwołane.
Pojechałyśmy za to do Olsztyna. I bawiłyśmy się świetnie!

Dlaczego akurat to miasto? Nie chciałyśmy ponownie zwiedzać Warszawy czy Gdańska, ale jednocześnie nie mogłyśmy sobie pozwolić na wycieczkę dłuższą niż jednodniową. Padło na Olsztyn – Fanny ma tam rodzinę i trochę zna miasto, a ja już tak długo odwlekałam podróż w tamte rejony, że aż wstyd.
Po dwóch godzinach spędzonych w pociągu wysiadłyśmy na dworcu – ale wcale nie głównym. Jeśli zamierzacie zwiedzać olsztyńską starówkę, wysiądźcie na stacji Olsztyn Zachodni. Spacer w okolice zamku ulicą Grunwaldzką zajmie Wam 15 minut.
Właśnie – co warto zobaczyć w Olsztynie? To miasto przez wiele osób niedoceniane. Fakt faktem raczej nie ma tam tylu zabytków, aby oglądać je przez tydzień, ale to idealne miejsce na jednodniowy wypad. Możecie np. zabawić się w szukanie bab pruskich - takich jak ta na zdjęciu powyżej. :D
My zwiedzanie Olsztyna rozpoczęłyśmy od… parku. Ale za to jakiego ładnego!

Jednym z najprzyjemniejszych aspektów podróży jest odkrycie czegoś, czego "nie było na liście". Gdy idziemy do punktu, który polecają przewodniki, a po drodze natykamy się na uroczą kamieniczkę albo… efektowną fontannę. Tak było w Olsztynie.

Zamek Kapituły Warmińskiej nie wygląda jak pałac z czołówki Disneya, dlatego F. wątpiła, czy to, co oglądamy, to zamek.

Nie miałyśmy mapy Olsztyna i właściwie nie za bardzo wiedziałyśmy, gdzie iść. Jeszcze w domu sprawdziłyśmy jedynie odległości od poszczególnych obiektów i z racji tego, że wszystko wydawało się usytuowane blisko siebie, stwierdziłyśmy "jakoś to będzie". Szłyśmy przed siebie, aż dotarłyśmy do Domu Gazety Olsztyńskiej.

Chwilę później znalazłyśmy się przed słynną Wysoką Bramą.

Później zaczęły się schody. Dosłownie i w przenośni. Pod koniec dnia miałyśmy ich trochę dość. Nie mogłyśmy trafić do kolejnych zabytków. W końcu postanowiłyśmy zrobić sobie przerwę w kawiarni. Nieważne, że zapłaciłam za kawę o smaku nutelli i torcik tyle, co za obiad. Nieważne. :D Było naprawdę pysznie!

Po posileniu się uznałyśmy, że koniec żartów. Pogoda dopisuje, a zatem jak już tłukłyśmy się tyle kilometrów, to wypada chociaż coś zobaczyć, haha. :D
Dokładnie analizowałyśmy, na jakiej ulicy się znajdujemy. W końcu udało nam się odnaleźć ratusz oraz pomnik Mikołaja Kopernika (jakby spotykanie się pod Kopcem w Toruniu to było za mało… ;)). Sfotografowałyśmy też amfiteatr i zamek z innej perspektywy.

Ostatnio, wyjmując naczynia ze zmywarki, pomyślałam, że nie jem po to, by żyć, ale żyję po to, by jeść. :D Jedna wizyta w olsztyńskiej kawiarni to za mało. Z moją przyjaciółką wybrałyśmy się jeszcze do hipsterskiej knajpy na pizzę.

Najlepsza część programu miała dopiero nadejść… :D Mieszkańcy Olsztyna mogą poszczycić się plażą w środku miasta! I jeziorkiem! Nie mogłyśmy zmarnować takiej okazji.

Uwierzcie, na środku jeziora (no dobra, tylko kilkanaście metrów od brzegu) poczułyśmy się naprawdę szczęśliwe i odprężone. Słonko delikatnie świeciło, my nie byłyśmy jeszcze studentkami i pływałyśmy sobie rowerkiem.

W Olsztynie chciałyśmy zobaczyć jeszcze największą oponę świata przed siedzibą Michelin. Niestety uciekł nam autobus. Istniało ryzyko, że, czekając na następny, spóźnimy się na pociąg powrotny. 
Naszą olsztyńską przygodę zakończyłyśmy lodami o smaku Michałków. 
Co sądzicie o Olsztynie? Byliście kiedyś w tym mieście? 
Uściski! 
Sara

4 komentarze:

  1. W Olsztynie nigdy nie miałam okazji być. Ba, najdalej od Poznania w tamtym kierunku byłam... w Lidzbarku Welskim, czyli, co prawda, w warmińsko-mazurskim, ale całe kilka kilometrów od granicy z kujawsko-pomorskim! :D Olsztyn wydaje się być naprawdę ładnym miastem i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je zwiedzić. ^^ Zazdroszczę Ci takiej świetnej wycieczki! :D
    Swoją drogą - dzisiaj dotarł list, dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podczas zeszłorocznego intensywnego zwiedzania Mazur i Warmii Olsztyn był punktem, w którym mieliśmy zakończyć zwiedzanie, ale niestety nie dojechaliśmy do niego. Podróżowanie z maruną czterolatką niestety daje w kość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie lubię typowo letnie lub nieco cieplejsze posty właśnie jesienią lub zimą, kiedy za oknem jest przygnębiająco. Mają one tajemną moc i wpuszczają nieco słońca w codzienne życie. Można sobie powspominać słoneczne dni i się cieplej na duszy i sercu robi ;)
    W Olsztynie nigdy nie byłam, ale zdecydowanie kiedyś chciałabym się tam wybrać, choćby właśnie na jeden dzień, aby zobaczyć co oferuje to miasto. Baby pruskie? Świetna jest! Coś niczym krasnale we Wrocławiu, tylko zdecydowanie łatwiej jest je pewnie znaleźć ze względu na ich wielkość. Podoba mi się ta słynna brama, amfiteatr oraz o dziwo ten zamek. O jeziorku i plaży nawet nie wspominam, bo poza sezonem musi być tam całkiem przyjemnie. W sezonie zapewne tak średnio, bo ludzi na plaży "jak mrówków".
    Mmm kawa, pizza i lody o smaku Michałków brzmią genialnie! Na pewno wszystko było mega smaczne. Zawsze Cię podziwiałam za fotografowanie jedzenia, ponieważ ciągle próbuję wyrobić sobie nawyk: Zrób zdjęcie zanim zjesz. Nie odwrotnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że odwiedziłaś moje miasto! :D Najważniejsze olsztyńskie zabytki zdąrzyłyście zobaczyć. Choć idąc od Olsztyna Zachodniego ulicą artyleryjską można zobaczyć stary garnizon i most. Schodząc od ratusza do starego miasta na wysokości pierwszego piętra jest piękny piękny mural przedstawiający Olsztyn w pigułce. W sumie bardzo lubię olsztyńskie graffiti. Zamku niestety nie można do końca zwiedzić. Wejście jest tylko na dzieciniec, ale o wejściu na wieżę można tylko pomarzyć. Baby są dość ciekawym elementem miasta. Widziałam ich już mnóstwo i różne rodzaje. Do mnie jakoś nie przemawiają. Po prostu są różnie pomalowane. Kiedyś prawdziwa baba pruska stała na dziedzińcu zamku. Zdecydowanie bardziej podobają mi się pofajdoki w Szczytnie. Przeróżne pomniki przedstawiające śmieszne stworki. :)

    Na Kopernika zwrócona jest całodobowa kamera. Oponę chyba raz widziałam, ale nie wiedziałam o jej wyjątkowości. :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)