poniedziałek, 9 marca 2015

W oczekiwaniu na gościa z USA...



Za miesiąc o tej porze w moim domu będzie mieszkać Amerykanka. I to nie przez dzień, czy dwa, ale przez ponad tydzień. Wydaje mi się, że ostatni raz ekscytowałam się tak przed pierwszym lotem samolotem (nawet podobnie zaczęłam tamten post, najwidoczniej słowa: za tydzień/miesiąc o tej porze zwiastują jakieś pełne emocji wydarzenia). Pamiętacie, jak wychodziłam z siebie, wymyślałam najgorsze scenariusze i trzęsłam się ze zdenerwowania? Tym razem to też jest ekscytacja pomieszana ze stresem, strachem, zniecierpliwieniem.

Jeszcze kilka tygodni temu miałam różne myśli na temat wymiany. Przede wszystkim nie było ich tak wiele. Ale odkąd w mojej szkole zaczęto rozmawiać o tym, kto leci, kto przyjmuje, z mojej głowy temat wymiany dosłownie nie wychodzi, nie daje mi ani chwili odpoczynku. Wariowałam do tego stopnia, że przyjazd Amerykanów mi się przyśnił! W końcu w miniony piątek otrzymałam jeden z listów, a raczej wydrukowanych e-maili, które Amerykanie pisali podobno w grudniu (!). Dowiedziałam się, jak nazywa się osoba, którą będę gościć, co lubi, czym się interesuje… Od razu napisałam do niej mejla pełnego niewymuszonej serdeczności, ekscytacji i zapewnień, że na nią czekam, co jest najszczerszą prawdą. Otrzymałam miłą odpowiedź, chociaż wynika z niej, że raczej mamy zupełnie inne zainteresowania. Ale może to nie świadczy o tym, że nie będziemy miały o czym rozmawiać. Mam nadzieję.

Z moją przyjaciółką temat wymiany poruszam przynajmniej raz dziennie, podobnie z rodzicami. Cicho liczę na to, że wszyscy będą mnie w tym czasie wspierać – duchowo, nieduchowo, jakkolwiek! Co mnie najbardziej martwi? To, że okaże się wegetarianką. No, niezupełnie. Tak właściwie to chciałabym, abyśmy się jakoś dogadały. Aby wymiana nie polegała na tym, że mam gościa w domu, ale nie spędzam z nim czasu. Chciałabym też, abyśmy się rozumiały – dosłownie również. O ile ja wierzę w to, że jako tako będę umiała wyrazić to, co mam na myśli, w języku angielskim, o tyle nie jestem już taka pewna, czy zrozumiem to, co powie do mnie przyjezdna. Co więcej w tym czasie będę naczelną tłumaczką, ponieważ moi rodzice nie znają angielskiego, będę więc musiała tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć. Mam takie momenty, że sprawdzam w słowniku słowa, które z jakiegoś powodu uznałam za przydatne. Szczypiorek, kran, konserwacja… Wypytuję wszystkich, czy Amerykanie mają jakieś specyficzne nawyki. Na razie dowiedziałam się od mojej koleżanki, że podczas jej wizyty u amerykańskiej rodziny na śniadanie dostawała np. melona. ;) Wyczytałam też, że Amerykanie piją wodę z kranu – chyba będę musiała ją uprzedzisz, że naszej kranówki nie polecam.

Prawdopodobnie w czasie swojej wizyty w Polsce goście zza oceanu zwiedzą Malbork, Chełmno, Toruń, Gdańsk i Warszawę. Będą też chodzić z nami na lekcje, a przynajmniej na część z nich.

Wiecie co? Gdy zakładałam bloga nie sądziłam, że będę tutaj dzielić się z Wami swoimi zmartwieniami, ba, nie chciałam tego robić. Teraz widzę, że można zachować dobre proporcje między pamiętnikiem nastolatki a relacjonowaniem. Chciałabym z kimś podzielić się tą ekscytację, dać jej jakieś ujście, a także prosić Was o wszelkie rady, słowa otuchy, spostrzeżenia dotyczące amerykańskich zwyczajów.

Trzymajcie się!

Sara

PS Nie jestem pewna, w jaki sposób wymówić imię mojej Amerykanki – Breanna…

28 komentarzy:

  1. Nie dziwię się Twojemu podekscytowaniu ale będzie dobrze. Ale przede wszystkim wyluzuj. Bo to co Amerykanów odróżnia od nas to właśnie ten luz i optymizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najtrudniej jest wyluzować, ale chyba tylko to mi pozostaje, bo zbytnie przejmowanie się i martwienie na zapas nic mi nie da. :)

      Usuń
  2. Wow, wymiana to naprawdę świetna sprawa! :) Ja niestety nie mogą ugościć u mnie nikogo z wymiany (nasza szkoła współpracuje z Ukrainą), bo mam za małe mieszkanie. A szkoda. Życzę Ci powodzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Ukrainą to też ciekawie, no i może rodzice mieliby łatwiej z dogadaniem się (bo po rosyjsku). Przykro mi, że nie możesz przyjąć. :( Ale dziękuję za słowa otuchy!

      Usuń
    2. Rodzice mało co pamiętają po rosyjsku, ale ci Ukraińcy rozmawiają po polsku i angielsku. :) Jeszcze raz powodzenia! :)

      Usuń
    3. Po polsku? Łeee, to super. U nas w szkole była ostatnio studentka, Ukrainka i twierdziła, że bardzo wiele po polsku rozumie, mimo iż polskiego się nie uczyła.

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. U mnie w domu wygląda podobnie, tylko z tą różnicą, że za miesiąc mam lecieć do Holandii a na dzień dzisiejszy nie wiem nawet z kim będę w parze. Mam tylko nadzieję, że moja mama nie palnie jakiejś głupoty gdy gość będzie u mnie, bo mama ma w zwyczaju uważać że umie angielski co w żadnym stopniu nie jest prawdą. Daj znać później jak było! Jestem pewna, że się dogadacie i będzie to niezapomniane przeżycie (oczywiście w pozytywnym sensie). Ważne to uśmiechać się i po prostu być sobą, a jakoś się ułoży. Powodzenia życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, to widzę świetna organizacja, jeszcze lepsza niż u nas w szkole, skoro jeszcze nie wiesz, z kim będziesz w parze. Ale myślę, że ta wiedza nie dałaby Ci aż tak wiele. Zresztą - jeszcze miesiąc! ja jak już poznałam moją Amerykankę, to zastanawiam się, czy teraz ciągle będziemy wymieniać mejle - lepiej by było nie, bo nam zabraknie tematów do rozmowy, jak już przyjedzie.
      Na pewno dam znać, jak było! I oczywiście Tobie życzę udanego wyjazdu już teraz :D Moja mama była w Holandii, gdy była młodsza, mieszkała u holenderskiej rodziny, nie znając ani słowa po holendersku! I przeżyła. :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę tej wymiany! U nas to jakoś dziwnie organizowane było, że... w sumie nie było. Nie wiem, jakiś dziwny pośrednik był, zresztą nieistotne. Mam cichą nadzieję, że na studiach coś się uda. :P
    No i mogę Ci życzyć tylko powodzenia! Z doświadczenia wiem, że sprawa języka jest tylko chwilowa - po kilku minutach dobrej rozmowy całkowicie znika bariera i w ogóle nie zdajesz sobie sprawy, że nie mówisz po polsku. Nawet na rażące błędy nikt nie zwróci uwagi. Przejmować się nie przejmuj, wszystko będzie świetnie - i będziesz miała genialne wspomnienia do końca życia! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie dziewczyny też mają nadzieję, że na studiach coś wypali, bo jednak ta wymiana w szkole tania nie jest :/ Chociaż według mnie i tak lepiej niż jakby się samemu leciało, bo wtedy jeszcze dochodzą koszty za mieszkanie, żywienie itp.
    Mam taką nadzieję, że jak już Breanna do mnie przyleci i pomieszka, to się nagadamy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo to super sprawa! Kiedyś sama chciałam pojechać na taką wymianę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co wiem o Amerykanach: http://i.imgur.com/6jJbxAm.jpg
    Co do wymowy imienia - zapytaj ją: raczej powie.
    I czemu się teraz martwisz? ;) Już za późno...

    Jasne że będę wspierał - tak poprzez-internetowo, bo nie mam jak inaczej. Starczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heej, co to za stereotypy? ;)
      Raczej powinna powiedzieć.
      Dzięki za słowa otuchy!
      A tak serio to mam wrażenie, że czytelnicy bloga to jedni z najwspanialszych "wspieraczy" na świecie :D

      Usuń
    2. Jasne że najlepsi, ale to - według mnie - dlatego że łatwo napisać "wspieram" i zapomnieć. :P
      Dlatego pytam czy starczy. :)

      Usuń
    3. Starczy. I tak jestem wdzięczna.

      Usuń
  8. kurcze! świetna sprawa taka wymiana, ale rozumiem to, że jesteś pełna obaw, ja tez bym była.
    i to dokładnie z tych samych powodów, co Ty! u mnie kiedyś w szkole byli Niemcy z wymiany.
    w każdym razie nie spali u nikogo w domu, a w bursie szkolnej, dlatego było łatwiej.
    wyszliśmy tylko gdzieś na piwo i pogadać, ale było całkiem ok, jednak to zaledwie kilka godzin.
    zupełnie nie ma porównania do czasu, jaki Ty spędzisz z nową koleżanką!
    trzymam za Ciebie kciuki i jestem pewna, że sobie świetnie poradzisz!
    a wszelkie obawy, które odczuwasz teraz, wyśmiejesz po fakcie - "jak ja mogłam się obawiać tego i tego?" :D
    powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. To bardzo fajnie, że będziesz mogła gościć kogoś z wymiany :) Ciekawe doświadczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Może wpisz to imię w Google translator i kliknij na wymowę, to może choć trochę amerykańskiego brzmienia nabierze ;) Nie ma co się martwić na zapas, wiadomo, że u nas inaczej brzmi nauka po angielsku niż w Stanach, ale czy to powód do zmartwień? Jeśli nie spróbujesz, to się nie dowiesz. Myślę, że spokojnie się dogadacie - zawsze można spróbować na migi lub użyć tłumacza czy coś narysować - nawet wtedy jest ciekawiej niż zwyczajna, na przykład nieraz sztuczna, wymuszona rozmowa. Wtedy da Wam to możliwość dodatkowej zabawy :) Choć i tak zapewne będzie zabawnie i dużo się nawzajem od siebie nauczycie. Co do różnych zainteresowań - może to być tylko atut, ponieważ możecie się zarazić nowym hobby wzajemnie :) Kto wie, czy nie przekonasz jej do tradycyjnej wymiany listów i kartek, a ona Ciebie hmm nie wiem do czego, bo trudno powiedzieć czym się interesuje :) Nie przejmuj się, bo ona wyczuje Twój stres i obie się będziecie niepotrzebnie martwiły :) życzę powodzenia i czekam na relacje jak poszła wymiana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o imię, to właśnie Tomasz to samo mi doradził, choć napisał też, że Breanna wymawiamy jak "Bri-ana". Zresztą, zawsze mogę jej spytać, może będzie śmiech już na początku.
      Dzięki Kinga za ciepłe słowa :)

      Usuń
  11. I know you are going to be a great host to the exchange student.
    www.effortlesslady.com

    OdpowiedzUsuń
  12. .
    Gostei muito do seu blog
    por isso vou segui-lo.
    Espero que você também
    siga o meu...

    Beijos,




    .

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem, możliwe, że tylko Amerykanie pojadą, a może i my z nimi, pewnie niebawem poznam szczegółowy plan. :)

      Usuń
  14. Takie wymiany są genialnym pomysłem! A o to jak wymawiać jej imię się zapytasz jak już do Ciebie przyjedzie, spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sara super ze ebdziesz miala mozliwosc goscic u sibie kogos kto nie mowi w naszym ojczystym jezyku. czy to znaczy ze ty bedziesz mogla poleciec na wymiane do usa?
    to czym sie interesuje ta dziewczyna? mysle ze to zadne emo albo metalowa jak to sie teraz mowi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecę w październiku na ponad tydzień do USA! :DD
      Lubi rocka, czyta fantasy i książki przygodowe. Ale emo raczej nie :D

      Usuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę.
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism.