wtorek, 3 listopada 2015

Czym różni się amerykańska szkoła od polskiej? - USA #5



Zanim pokażę Wam kolejne miejsca w Filadelfii, chciałabym, abyście dowiedzieli się co nieco o amerykańskiej szkole i poznali moje zdanie na jej temat. Będąc w Stanach, spędziłam trochę czasu w filadelfijskich liceach. W końcu, jak wielokrotnie nam powtarzano, bierzemy udział w wymianie, a nie wycieczce krajoznawczej. Dostrzegłam wiele różnic między moją szkołą, toruńskim IV LO i Lincoln High School w Filadelfii. Zapraszam do lektury. 
1. W mojej szkole licealiści niestety nie mogą korzystać z szafek, bo po prostu ich nie mają. Taki luksus przypadł tylko gimnazjalistom. Musimy więc dźwigać ciężkie plecaki pełne zeszytów, ćwiczeń i podręczników, bo najczęściej wszystko jest potrzebne na lekcji. Niektórzy decydują się zostawiać zbędne w domu podręczniki w szkole, w reklamówce bądź w kartonie ustawionym w szatni (tam, gdzie mamy wieszaki i możemy powiesić kurtki). Jednak istnieje ryzyko, że ktoś się dobierze do naszych rzeczy… W Lincoln HS każdy uczeń ma swoją szafkę zamykaną na szyfr. Uczniowie nie muszą nosić ciężkich tomisk, zwykle zabierają z domu tylko długopis i osobiste przedmioty takie jak komórka czy portfel.
Taki duży malunek znajdował się niedaleko szkolnej biblioteki
"Właśnie wkraczasz do strefy uczenia się!"

2. W polskich szkołach, w tym w mojej, nie ma ochrony. Czasami zdarza się, że jest monitoring, ale policja na szkolnych korytarzach to niecodzienny widok. Właściwie jeśli chcecie, możecie wnieść do szkoły wszystko. Z kolei w liceum, do którego uczęszcza Sarayna, jest ochrona. Poza tym każdy uczeń wchodząc do szkoły, przechodzi przez bramkę, która wykrywa metal, a jego plecak jest prześwietlany. Ja pewnego dnia totalnie zapomniałam o szkolnym wykrywaczu metalu, wzięłam do szkoły sałatkę i… widelec. Zabrali mi go przy wejściu. 
W Lincoln HS, na jednej ze ścian, zawieszono gablotę, w której można podziwiać wszystkie podarki otrzymane od toruńskich nauczycieli.

3. Czasami kilka dni zajmuje mi nauczenie się mojego planu lekcji. Amerykańscy uczniowie codziennie mają te same lekcje w tych samych godzinach (w Lincoln HS, o ile dobrze pamiętam, od 7:50 do 14:55). W czasie tych 7 godzin jest tylko jedna przerwa – na lunch, ale trwa tyle, co jedna lekcja. Między poszczególnymi zajęciami nie ma jako takich przerw – jest tylko chwila na przejście z klasy do klasy. Dla porównania w toruńskiej czwórce mamy przerwy pięcio-, dziesięcio- i dwudziestominutowe. 
Szklarnia zupełnie jak....
...w Harrym Potterze!

4. Lincoln High School to szkoła, która ma wielu sponsorów. Jest ogromna, korytarze są szerokie, sale przestronne. Uczniowie mogą korzystać z basenu, siłowni, wielkich sal gimnastycznych, audytorium, stołówki, w której każdy za darmo dostaje lunch, a także, jeśli chce, śniadanie… Moja szkoła może pochwalić się tylko salami gimnastycznymi i szkolnym sklepikiem, a przejście korytarzem czasami graniczy z cudem, jest tak tłoczno.
Piękna sala, w której odbywają się występy kółka teatralnego czy uczniów grających na instrumentach. Co ciekawe to szkoła zapewnia instrumenty, na których uczniowie uczą się grać podczas zajęć.
Cała szkoła nie dała rady zmieścić się w obiektywie...

5. U nas w Polsce wymyślili profile klas. Ja wybrałam profil humanistyczny, jednak nie oznacza to, że uczę się tylko tego, co mnie ciekawi. W Stanach uczniowie mogą sobie wybrać przedmioty i to bardzo praktyczne, np. księgowość, uprawianie ogrodu, granie na wiolonczeli. Jednak amerykańska szkoła to nie bajka, uczniowie mają też pewną pulę przedmiotów obowiązkowych, których muszą się uczyć. 
Sala muzyczna. Uczniowie nie muszą zabierać instrumentów do domu, mogą zostawić je w szkole.
Licealiści mają nawet własny ogródek.
A w tym ogródku warzywa. Szkoda tylko, że potem ich nie jedzą...
Słoneczna przerwa w amerykańskiej szkole.

6. W naszym kraju liceum trwa 3 lata w USA – 4 lata. 
7. Na koniec sprawa dziwna, szokująca, a nam, Polakom, podczas pobytu w USA, lekko utrudniająca życie. Otóż w Lincoln HS toalety są zamykane. Dlaczego? Podobno uczniowie palili, ukrywali (?!) bądź zamykali się w łazience i nie szli na lekcje (?!!!). Toalety są otwierane tylko w specjalnie do tego wyznaczonych przedziałach czasowych, jakkolwiek absurdalnie to brzmi. A co jeśli ktoś naprawdę potrzebuje iść do łazienki w czasie lekcji? Wówczas musi poprosić nauczyciela o karteczkę, z tym upoważnieniem idzie do ochroniarza, a ten otwiera toaletę…. Brzmi surrealistycznie, prawda? Z tego, co się dowiedziałam, w innych szkołach jest normalniej i toalety nie są zamykane. Podobno trafiliśmy do liceum położonego w złej dzielnicy. Rzekomo w niektórych szkołach nie ma też wykrywacza metalu. 
W tej bibliotece codziennie spędzałam co najmniej godzinę. Wszystko dlatego, że autobus, który miał nas zabrać do innego miejsca w Filadelfii, przyjeżdżał zwykle około 9:30. A nam kazano być w szkole na 8...
Tak witali nas w innym liceum - Northeast.

Jeśli o mnie chodzi, to w liceum amerykańskim podoba mi się fakt posiadania szafek, możliwość kształcenia się w naprawdę różnorakich dziedzinach, duże zaplecze techniczne i naukowe. Ale jeśli pomyślę o ochronie, zamykanych łazienkach i kontroli, to cieszę się, że chodzę do polskiej szkoły.
Żółciutki autobus transportował nas z jednego miejsca w Filadelfii do drugiego.
Piłka do amerykańskiego futbolu, narodowego sportu Stanów Zjednoczonych.
W całej szkole porozwieszano rozmaite motywujące cytaty.

Moi drodzy, dziękuję, że pod ostatnimi postami pojawiły się pytania! Jeśli tylko umiem, odpowiadam na nie w komentarzach. :) 
Co sądzicie o Lincoln HS?
Pozdrawiam ciepło
Sara

23 komentarze:

  1. Mnie najbardziej podoba się możliwość wyboru zajęć, w tym tak niestandardowych! Teatr, instrumenty muzyczne, szklarnia w szkole - brzmi jak marzenie :)
    Już widzę, że cała seria postów z wymiany będzie pełna ciekawostek!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szafka marzenie! :) Moja szkoła nawet szatni nie posiadała -.- Biedna Sara, a oddali Ci chociaż później widelec? :D Z wybieraniem przedmiotów też super sprawa. A co do łazienek to bym powiedziała, że miałam podobną sytuację przez pewien czas w technikum. "Pewna osoba" zabroniła uczniom na lekcjach wychodzić do toalet (na przerwach również stamtąd wyganiano uczniów). Jak czytałam Twój wpis na początku to bym nie pomyślała,że ta szkoła może być położona w złej dzielnicy.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy wychodziłam ze szkoły, to poprosiłam o oddanie widelca i nie było problemu. Ale pech chciał, że tego samego dnia mieliśmy jeszcze dwie kontrole osobiste - w independence Hall i w Liberty Bell Pavilion. Nie chciałam mieć nieprzyjemności, więc widelec... wyrzuciłam. :x
      U nas niektórzy nauczyciele też się czepiają, jak ludzie chcą wyjść do łazienki. Ale nikt tego nie zabrania...

      Usuń
  3. 7 godzin i codziennie te same lekcje? To czy dobrze zrozumiałam, że mają tylko 7 przedmiotów???
    Powiem szczerze, że w niektórych polskich szkołach też przydałyby się takie bramki przy wejściu...
    Zawsze marzyłam, żeby przejechać się takim autobusem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, 7 przedmiotów.
      Przyznam, że w środku tego autobusu było dość ciasno. ;)

      Usuń
  4. Ograniczenia czasowe w toaletach?!! Yyy... dziwne, bardzo dziwne. W ogóle sobie tego nie wyobrażam! Szkolne szafki są mega wygodnym rozwiązaniem - mieliśmy je w liceum, ale jedna szafka była na dwie osoby. Oddanie widelca to chyba tez przesada lekka... podoba mi się jednak możliwość wybierania przedmiotów :) też byłam na humanie i niestety niektóre przedmioty mnie zupełnie nie interesowały. Żółty autobus wygląda super :) P.S. obcięłaś włosy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy w gimnazjum szafki. Na dwie osoby to zawsze coś, choć pewnie i to ma swoje minusy.
      Wychodzi na to Kinga, że widelcem też można kogoś zabić...
      Tak, obcięłam włosy, dość mocno i dość spontanicznie. :D

      Usuń
  5. W UK też w zasadzie nie można wychodzić do toalety w trakcie lekcji. Podobnie jak w US w naprawdę awaryjnych sytuacjach nauczyciel wydaje uczniowi "przepustkę".
    "Co kraj to obyczaj" - tu też są "złe dzielnice" gdzie nie radzą sobie z przstępczością młodzieży i obeność ochroniarzy czy bramek kontrolnych nikogo nie dziwi. To są zjawiska które dopiero dotrą do Polski :-((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce niektórzy wychodzą "do toalety", a w rzeczywistości chcą po prostu wyjść z klasy, zadzwonić, iść do sklepiku. Są osoby, które nagminnie, na każdej lekcji, wychodzą do łazienki. Jednak moim zdaniem nauczyciele powinni ucznia puszczać za każdym razem bez komentarzy - to na tyle intymna sfera, że według mnie nie na miejscu są tu zakazy czy pytania "A po co?".
      Oby nie dotarły... Chociaż wydaje mi się, że na pewno są jakieś gorsze dzielnice, gorsze środowiska, ale ja się po prostu w takich nie obracam.

      Usuń
  6. W mojej szkole też niestety szafek nie było. Za to w innych szkołach średnich w Olsztynie są popularne. Zazdroszczę ich tych ciekawych przedmiotów. Moim marzeniem jest spróbować zagrać na każdym instrumencie strunowym ! Uwielbiam ich dźwięki. Tak dziwnie, że mają tylko 7 przedmiotów. Często im się plan zmienia? :p przyznam się, też chciałbym przejechać się tym żółtym autobusem! :D Kurcze, mi pewnie stanęło by serce, jak ta bramka zaczęła by piszczeć! Ja przechodziłam przez taką bramkę raz w życiu, a ty miałaś okazję chodzić codziennie :p Ciekawe doświadczenia! Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na lotnisku też mi pikała raz! I musieli mnie dodatkowo sprawdzać. Ale to chyba były buty, bo czasami mają jakieś drobne, metalowe elementy i one piszczą.
      Sarayna, która mnie przyjmowała, grała właśnie na wiolonczeli. :))
      W sumie to nie wiem, jak często zmienia im się plan, czy co semestr, czy jak... Akurat o to nie pytałam.

      Usuń
    2. Sporo modeli butów ma w podstopiu metalowe płaskie sprężynki i to one najczęściej powoduje piszczenie na bramkach, zwłaszcza jak są ustawione na maksymalną czułość.

      Usuń
  7. wow, muszę przyznać, że z jednej strony z Twojego opisu amerykańska szkołą wygląda tak jak ją sobie wyobrażałam i jak pokazują ją w amerykańskich filmach lub serialach (przedmioty do wyboru w tym te niestandardowe, szafki w szkołach, nowoczesne sale fundowane przez sponsorów), z drugiej strony nigdy nie pomyślałabym, że w szkole mogą być ochroniarze z wykrywaczem metalu i zamykane toalety. żeby nie móc zabrać ze sobą nawet widelca i pójść za potrzebą wtedy kiedy się chce...chyba byłabym takim czymś mocno sfrustrowana.

    autobus jest świetny, chciałabym się kiedyś takim przejechać!
    czy brałaś udział w lekcjach, które miały miejsce w szkole? i dlaczego nie jedzą warzyw, które hodują w szkole?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udział w lekcjach brałam tylko w szkole Northeast, tzn. wpuszczono nas do sal i, w zależności od nauczyciela, albo totalnie nas olewano, albo zadawano pytania dotyczące Polski (które na pewno przytoczę w jednym z kolejnych postów) i naszego pobytu w USA. W Lincoln HS tylko oprowadzano nas po szkole, zaglądaliśmy do sal, ale na całych lekcjach nie byliśmy.
      Bardziej chodziło mi tu ogólnie o warzywa - gdy szłam korytarzem po przerwie na lunch, na stołówkowych stolikach zostały tylko liście sałaty... Podobnie Amerykanie nie mają prawie żadnych warzyw w domu. Więcej o jedzeniu jeszcze na pewno napiszę!

      Usuń
    2. Amerykańskie autobusy szkolene tak naprawdę to podwozie ciężarówki na którym zbudowano pudło autobusu. Jazda nie jest komfortowa. Porównałbym ją z jazdą "na pace" ciężarówki.
      W Polsce za komuny na podobnej zasadzie były zbudowane pojazdy "Osinobusy", którymi dowożono robotników do pracy.

      Usuń
  8. Szkoły amerykańskie widziałam w różnych filmach oraz na zdjęciach mojej koleżanki (o której wcześniej Ci pisałam), której córki chodzą do szkoły i wrzuca ich zdjęcia na FB. Szkoła w USA zawsze kojarzyła mi się z tymi szafkami oraz żółtymi autobusami :D Gdyby w Polsce było tak jak tam, to chętniej bym chodziła do szkoły. U nas lekcje muzyki w gimnazjum polegały tylko na uczeniu się o kompozytorach, w liceum wcale nie ma muzyki, tylko w podstawówce uczyliśmy się śpiewać a ja należałam nawet do chóru szkolnego. Zawsze chciałam mieć takie zajęcia muzyczne jak tam za oceanem. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądając amerykańskie filmy zawsze marzyłam, żeby uczyć się w takiej szkole
    blog Przygody-Mileny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawdę bardzo ciekawy post ;) bardzo przyjemnie mi się to czytało. Co do szkoły w USA, nigdy osobiście ich nie widziałam, zawsze tylko w filmach ;) mimo ochroniarzy i zamykaniu toalet, chciałabym uczęszczać do takiej placówki. Kiedy chodziłam do szkoły zawsze ubolewałam nan tym, że nie mamy tych scpecjalnych szafek na książki. Przecież to taka extra sprawa! No ale cóż...nasza oświata jeszcze się do tego nie przekonała, a szkoda.
    Pozdrawiam! ;)

    http://panna-malomowna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę bardzo ciekawy post ;) bardzo przyjemnie mi się to czytało. Co do szkoły w USA, nigdy osobiście ich nie widziałam, zawsze tylko w filmach ;) mimo ochroniarzy i zamykaniu toalet, chciałabym uczęszczać do takiej placówki. Kiedy chodziłam do szkoły zawsze ubolewałam nan tym, że nie mamy tych scpecjalnych szafek na książki. Przecież to taka extra sprawa! No ale cóż...nasza oświata jeszcze się do tego nie przekonała, a szkoda.
    Pozdrawiam! ;)

    http://panna-malomowna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ktoś kto wymyślił szafki powinien za to dostać nagrodę. Szkoda, że w naszych szkołach brakuje tego przedmiotu. Sama pamiętam jak do szkoły nie raz nie brałam książek tylko same zeszyty (szczególnie jak miałam 8 lekcji), bo plecak był tak ciężki. Żeby nosić mniej nigdy nie kupowałam zeszytów w twardej oprawie.
    To, że uczniowie mogą sobie wybrać przedmioty na które chcą uczęszczać też jest świetnym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do szafek - zawsze uważałam, że brakuje takich możliwości w Polsce! Do szkoły czasem nosiłam połowę książek, bo dzieliłam się tym obowiązkiem z koleżanką z ławki. Bywały jednak takie dni, kiedy wiedziałam, że jej nie będzie i musiałam wziąć wszystkie... Do tego jeszcze siatka od WFu, więc wiadomo, jak potem jest z plecami...
    Ojej, jaka kontrola w postaci policji! Ale ma to pewnie swoje plusy. Bardzo podoba mi się możliwość wyboru przedmiotów, wiadomo, tak jak piszesz - niektóre są obowiązkowe, ale fajnie byłoby wybrać coś innego, coś, co serio człowieka ciekawi. Te 4 lata nie wydają się aż takie straszne, bo sama tyle lat się uczyłam w technikum.
    O mamo! Ale absurdalna sytuacja z tą toaletą. Ciężko by mi było, zważywszy na to ile wody potrafię czasem wypić w trakcie zajęć :D.
    Super zdjęcie przy tym autobusie <3!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niby dzielę się z przyjaciółką obowiązkiem noszenia podręczników, ale i tak jest ich za dużo, są za grube i za ciężkie. :( Dlatego zazdroszczę szafek!

      Usuń
  14. Szafki są bardzo praktyczne. Szkoda, że za moich czasów takiego czegoś nie było :( Ochrona w szkole mnie nie przeraża, bo może to i dobre rozwiązanie? Szkoda, tylko, że widelca nawet nie można wnieść... Jedynie to wyjście do toalety jest dziwne... Jednak wydaje mi się, że jakby człowiek od dzieciństwa chodził do szkoły w USA, to byłby przyzwyczajony i dziwłoby go wtedy, jak to jest w polskiej szkole ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)