czwartek, 26 listopada 2015

USA - ceny, praktyczne wskazówki i informacje



Nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy też smucić, ale to już ostatni post o USA. A dla Was to powód do radości czy też pomyślicie "Wielka szkoda…"?
Chciałabym w poście tym zebrać wszelkie pomocne wskazówki na temat lotu do Stanów i przydatne informacje o samej Ameryce, którymi jeszcze się z Wami nie podzieliłam. W dzisiejszym wpisie znajdziecie też ceny wybranych produktów z USA. 
Przed podróżą: 
- załatwcie wizę. Wiem, że na początku mówiłam, iż napiszę osobny post o tym, jak wygląda składanie wniosku o wizę i owiana tajemnicą wizyta w ambasadzie. Niestety, dowiedziałam się, że mogłabym mieć później problemy, w szczególności jeśli ze wszelkimi detalami (wliczając te złe) opisałabym rozmowę z konsulem. Dlatego poprzestanę na tym, że ja, lecąc na blisko dwutygodniową wymianę, ubiegałam się o wizę typu B1/B2. Po wypełnieniu elektronicznego wniosku należało wydrukować dokumenty i wraz z paszportem zawieść do ambasady. Niedługo potem został wyznaczony termin spotkania. Mogę Wam zdradzić, że moja rozmowa z konsulem trwała może minutę i nie była wcale taka straszna. Wiza została przyznana, dwa dni później zobaczyłam ją na własne oczy. Wiza to, przy obecnym kursie dolara, koszt około 600 złotych. Na stronie ambasady możemy natknąć się na informację radzącą załatwiać ten dokument trzy miesiące przed podróżą. My na rozmowie w Warszawie byliśmy dokładnie tydzień przez wylotem. Myślę, że nie warto zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo najadłam się przez to sporo stresu. Jeżeli ktoś z Was kiedykolwiek potrzebowałby pomocy przy załatwianiu wizy bądź po prostu zżera go ciekawość, możecie kontaktować się ze mną mejlowo. :D


- kupcie przejściówkę, gdyż w Ameryce gniazdka wyglądają inaczej.
- upewnijcie się, że Wasze ładowarki będą działać przy słabszym napięciu. Przykład: moja ładowarka do telefonu działa przy napięciu 100-240V, czyli zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Z kolei moja ładowarka do akumulatorów działa wtedy, gdy napięcie sięga 230V lub więcej. W związku z tym nie mogłam w Stanach ładować swoich baterii do aparatu. Co dzień wkładałam ładowarkę do gniazdka, a dopiero po kilku dniach spostrzegłam, że baterie się nie ładują. Rozwiązanie? Albo kupić inną ładowarkę jeszcze w Polsce, albo kupić odpowiednią ładowarkę w Stanach (ja tak zrobiłam), albo zaopatrzyć się w mnóstwo akumulatorów.
- pamiętajcie, że do Stanów, w szczególności w bagażu podręcznym, nie możecie wwieźć jedzenia, tj. mięsa, nabiału, zbóż, warzyw ani owoców. Jeśli nie zjedliście czegoś w samolocie, każą Wam wyrzucić żywność po wyjściu z samolotu, po rozmowie z celnikiem. 


W USA: 
- jak zapewne wiecie, Stany Zjednoczone podzielone są na 50 stanów. W każdym z nich obowiązują inne prawa. Ja byłam w trzech stanach – Pensylwanii, Nowym Jorku i Dystrykcie Kolumbii. We wszystkich doliczany jest podatek od sprzedaży. Dlatego cena, którą widzicie na półce, nie jest ceną ostateczną. Pamiętajcie o tym! Ja nieraz się na tym przejechałam. Z tego, co udało mi się wyliczyć, w Filadelfii podatek wynosi 8%.
- nie dzwońcie do Polski! Oczywiście żartuję. ;) Ale ze spuszczoną głową mogę Wam powiedzieć, ile kosztowało moje dzwonienie do rodziców: 480zł. Okazuje się, że w Plusie stawki za esemesy i połączenia z USA do Polski są niebotycznie wysokie. Dodatkowo w czasie wymiany kupiłam kartę, która rzekomo umożliwia tańsze połączenia międzynarodowe. Kosztowała ona $5 +podatek. Gdybym miała amerykańską kartę SIM, dzięki zakupionej karcie mogłabym dzwonić do Polski za nieco ponad 3 centy (czyli tanio), a do wykorzystania miałabym aż 106 minut! Jeśli ktoś ma polską kartę SIM działa to nieco inaczej. Miałam do wykorzystania podobno 26 minut, a zakup karty i tak nie obniżył mi rachunku. :/  Może zastanawiacie się – do kogo ja tyle dzwoniłam? Jako że w domu S. miałam marny dostęp do wifi, a chciałam być w kontakcie z rodzicami, to po prostu do nich telefonowałam. Trudno, raz nie zawsze! 

Tak się składa, że zapisywałam każdy zakup – co kupiłam i za ile. Dlatego też teraz mogę podzielić się z Wami tą tajemną wiedzą. ;)
- Obiad w azjatyckiej restauracji typu „Płacisz raz, jesz, ile chcesz” – $15 
- Duży Kubek z Lordem Vaderem - $10 
- Mała kanapka w Subwayu – niecałe $5 
- Dyniowy żel pod prysznic - $13,5 
- Kawa w Starbucksie - $5 
- Szalik w szkocką kratę $10 
- Markowe skarpetki $10 
- Ciacho w kawiarni - $5 
- Herbata w Dukin’ Donuts -$1,7 
- Znaczek do Europy - $1,2 
- Jedna pocztówka – od 20 centów do 80 centów 
- Pamiątkowy magnes - $3,5-$5 
Sądzę, że dla Polaków odwiedzających Stany jest tam najzwyczajniej w świecie drogo. Dla mnie było. Jednak dla Amerykanów ceny np. jedzenia nie są zbyt wysokie.
Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało, zadawajcie je w komentarzach! :) 
Sara

5 komentarzy:

  1. O matko, a ja się dziwiłam jak można pić kawę ze Starbucksa - przecież ona kosztuje te 12/13 zł! A w Stanach - około 20 złotych... Okropnie drogo dla nas, przy naszych zarobkach. No ale cóż poradzić, co kraj to inne ceny. :p Szkoda, że to już ostatni post z serii amerykańskiej - bardzo ją polubiłam! :D No cóż, czekam na posty na kolejne tematy, bardziej polsko-europejskie. C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie lubię załatwiać takich ważnych rzeczy na ostatnią chwilę, dlatego nie dziwię Ci się w ogóle, że byłaś pełna obaw. Tydzień przed to naprawdę słabe... Wiesz, że to dzięki Tobie dowiedziałam się o tych gniazdkach ;)? Wcześniej nie miałam o tym pojęcia! Tak samo o tych cenach. Kurcze, nie wyobrażam sobie robić zakupów i jeszcze myśleć, że trzeba doliczyć jakąś kwotę. Ech, sporo poszło na telefony :(. Ale doskonale rozumiem potrzebę kontaktu, w takich chwilach nie myśli się o cenach.

    PS. Cudowne pocztówki, nie mogłaś lepszych przywieźć <3!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowo wiza wzbudza we mnie pewne obawy nawet czekanie na wizę do Indii było dla mnie stresujące :P Czekałam czeszególnie na ceny pocztówek i znaczków! Widzę że są mniej więcej takie jak w Polsce biorąc pod uwagę nasze drogie znaczki :/
    A co do telefonów... Hmm... Ja przyznam że zawsze rezygnuję z dzwonienia do rodziny kiedy jestem za granicą. Korzystam ze skypa,a jeśli nie mogę ze względu na brak internetu to wysyłam smsa. Niestety ceny poza Europą są kosmiczne. Także co mniej więcej 2 dni informuję smsem że żyję i wszystko dobrze a całą resztę zostawiam na opowiedzenie po powrocie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście, ceny jak na polską kieszeń są kosmiczne :/
    Pocztówka ze Statuą rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rachunek za dzwonienie mnie troszkę przeraził... Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu, ale pewnie starała się znaleźć wifi gdziekolwiek i dzwonić przez skype z telefonu (albo imessage, o którym rozmawiałyśmy, do którego wystarczy nawet najsłabsze połączenie z internetem :D) albo wysłać smsa raz na 1-2-3 dni :). Co do innych cen... no cóż... dla nas drogo, ale przy ich zarobkach dużo taniej niż w Polsce :) A co do pocztówek... ostatnio baaardzo spodobała mi się seria tych "Greetings from.." z każdego ze Stanów (chociaż nie mam jeszcze ani jednej :D) i wiem, że będę na nie polować! :D Tak więc uważam, że ostatnia pokazana pocztówka jest najlepsza :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)