poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kraków w jeden dzień

Kraków odwiedziłam po raz pierwszy jako małe dziecko. Jedyne, co pamiętałam, to zdjęcie przy smoku, który od czasu do czasu sobie zionął. Bardzo chciałam wrócić do tego miasta - według niektórych – najpiękniejszego w Polsce. Udało się to  w lipcu podczas wakacji z rodzicami i bratem.

Nasz spacer po Krakowie rozpoczęliśmy od Małego Rynku. Okazało się, że jest on położony zaledwie 15 minut spacerkiem od hostelu. A od Małego Rynku już rzut beretem do słynnej krakowskiej starówki z Sukiennicami, pomnikiem Adama Mickiewicza i Kościołem Mariackim.
Kraków zwiedzaliśmy w niedzielę, więc rynek był dość zatłoczony. Sporo turystów robiło sobie zdjęcia, część z nich zdecydowała się na przejażdżkę dorożką, a jedna pani zafundowała swojemu facetowi striptiz na środku krakowskiego rynku.

Zajrzeliśmy do środka Kościoła Mariackiego, gdzie akurat trwała msza, więc na wejściu przywitała nas tabliczka z napisem "Nie zwiedzać". Rzuciliśmy więc okiem na pięknie zdobiony ołtarz – zwykle kościoły rzymskokatolickie nie rzucają mnie na kolana, ale trzeba być totalnym ignorantem, by nie docenić dzieła Wita Stwosza. Rodzice pośmiali się ze mnie, że nie wiem, o co chodzi z żółtą ciżemką i ruszyliśmy dalej.

Przeszliśmy przez Sukiennice czyli wielkie, miejskie targowisko. Można było kupić tam dosłownie wszystko, od futrzanych czapek, poprzez kiczowate pamiątki, na flagach Hiszpanii skończywszy. Wyszliśmy na zewnątrz, by już po chwili oglądać pozostałość po miejskim ratuszu – samotnie stojącą wieżę. Usilnie próbowałam zrobić sobie z nią bardzo oryginalne zdjęcie, jak trzymam czubek wieży… I w końcu się udało. Tylko chyba wieża wyszła lepiej ode mnie.
Odbiliśmy nieco w bok, by zobaczyć "Damę z łasiczką". Niestety, Muzeum  Czartoryskich było akurat w remoncie, dzieło Leonarda da Vinci zostało przeniesione do innej placówki i ostatecznie go nie zobaczyliśmy. Może następnym razem, może ten następny raz będzie szybciej niż za kilkanaście lat… Później zaliczyłam wpadkę, fotografując bramę z myślą, że to ta słynna Brama Floriańska. Okazało się, że znajdowała się ona kawałek dalej… A ja pozowałam przy kawałku muru. Cóż, najważniejsze, że do  właściwej Bramy Floriańskiej w końcu dotarliśmy. Kawałek dalej sfotografowaliśmy Barbakan, a ja znalazłam w jego pobliżu pomnik Jana Matejki.
Naszym kolejnym celem był Wawel. Musieliśmy w tym celu przejść ponownie przez pełne uroku uliczki Starego Miasta. Po drodze natknęliśmy się na piękny teatr - to właśnie ten obiekt najbardziej zapadł mi w pamięć. Wejście na Wawel okazało się dla mnie dość męczące, słońce niemiłosiernie prażyło. Zamek zdecydowanie bardziej podobał mi się oglądany z mostu. Pod Wawelem znajduje się wspomniany wcześniej smok, który – uwaga – nadal zieje ogniem. Robi to co kilka chwil, niestety nie udało nam się uchwycić tego na zdjęciu.
Wróciliśmy do hostelu, by trochę odpocząć. Popołudnie chcieliśmy przeznaczyć na spacer po Kazimierzu. Bardzo zależało mi na tym, by zobaczyć tę znaną, żydowską dzielnicę. Ogromnie fascynuje mnie judaizm, Żydzi i ich historia. Na mojej tablicy korkowej wisi pocztówka z Jerozolimy przedstawiająca tradycyjnie ubranych Żydów, gdziekolwiek jestem, chcę oglądać synagogi, kirkuty i inne miejsca związane z judaizmem. Krakowski Kazimierz zatem był dla mnie czymś w rodzaju must see. Udało nam się zobaczyć kilka synagog, niestety cmentarz żydowski obejrzeliśmy tylko przez kraty.  Najbardziej spodobały mi się szyldy z typowymi, żydowskimi imiona i nazwiskami oraz żydowska muzyka sącząca się z restauracyjnych głośników. I chociaż Kazimierz skojarzył mi się trochę z toruńskim Bydgoskim Przedmieściem (wierzcie mi, to nie jest pozytywne skojarzenie), to cieszę się, że mogłam w końcu zobaczyć tę dzielnicę na żywo. To właśnie będąc na Kazimierzu, zajrzałam do jednej z synagog, natykając się na spotkanie przybyszów z Izraela i zrobiłam zakupy w sklepie koszernym.
Poniedziałkowy poranek poświęciliśmy na wejście na Kopiec Kościuszki, które wcale nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Widoki nie były może oszałamiające ze względu na pogodę, ale zawsze przyjemnie jest spojrzeć na miasto z innej perspektywy. Pod Kopcem zwiedziliśmy niewielkie muzeum figur woskowych, o którym wcześniej nie słyszeliśmy. 
Kraków bardzo mi się spodobał i myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócę, chociaż najważniejsze zabytki i miejsca udało nam się zwiedzić.
Jakie są Wasze wspomnienia związane z Krakowem?
Pozdrawiam wakacyjnie
Sara

3 komentarze:

  1. "I chociaż Kazimierz skojarzył mi się trochę z toruńskim Bydgoskim Przedmieściem (wierzcie mi, to nie jest pozytywne skojarzenie)" - i tym krótkim stwierdzeniem złamałaś moje serce, Saro! :(
    PS

    OdpowiedzUsuń
  2. Kraków to dla mnie miasto w stylu tysiąc-razy-już-tu-byłam-jako-że-jest-rzut-beretem i głównie przez liceum, przez co parę razy do roku tam bywałam. Miałam nawet marzenie, by tam studiować, ale mi przeszło - w ogóle przeszło mi zauroczenie Krakowem, przerzuciło się na Wrocław. ;)
    Chociaż nie wszystko też w tym Krakowie zwiedziłam, typowo turystycznie to tylko te główne atrakcje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sara! Spadłaś mi z nieba z tym postem :) W październiku wybieramy się z R. na wakacje właśnie do Krakowa i koniecznie zwiedzimy wszystkie miejsca, które polecasz :) Moje wspomnienie z Krakowem, jest podobne do Twojego - również byłam tam jako dziecko z ZHP i mam w pamięci tylko zdjęcie ze smokiem :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)