piątek, 4 sierpnia 2017

Niewidzialna Wystawa otworzy Wam oczy

Zastanawiałam się, jak zacząć tego posta. Bo miejsce, które odwiedziłam było niezwykłe, wyjątkowe i trudno je opisać. I nie chodzi tylko o to, że nic nie widziałam…

Maciek odkrył Niewidzialną Wystawę przez Trip Advisor, gdy szukał ciekawych miejsc i muzeów w Warszawie. Przed wizytą trochę poczytałam o tym miejscu, ale coś mi się zdaje, że żadne słowa nie oddają tego, co można przeżyć na tej wystawie.

Przed wejściem należy zostawić wszystkie rzeczy w szafeczce, łącznie z telefonem. Nie bierzcie również aparatu – na pewno Wam się nie przyda. Niewidzialna Wystawa jest niewidzialna. Po prostu. Panują w niej egipskie ciemności. Prawdopodobnie z taką ciemnością mieliście do tej pory do czynienia tylko wtedy, gdy… zamykaliście oczy. Nie widać dosłownie nic, żadnych konturów, nic. Pustka. Pomyślicie – świetna wystawa, skoro nic nie widać. Ale właśnie o to w tym chodzi. Ta wystawa to właściwie bezbolesny sposób na poczucie się jak osoba niewidoma. Przez godzinę poruszamy się po ciemnych pomieszczeniach i otrzymujemy od przewodnika – człowieka niewidomego bądź niedowidzącego – rozmaite polecenia i zadania. Uświadamiamy sobie, jak trudny i uciążliwy jest brak możliwości korzystania z narządu wzroku.

Przyznam Wam się, że po wejściu na wystawę pomyślałam "Nie dam rady. Zemdleję, rozpłaczę się, nie wytrzymam tego." Ale nic takiego nie nastąpiło. Dzielnie szłam dalej, choć nie mogę powiedzieć, że z każdym krokiem czułam się coraz pewniej. Podczas penetrowania poszczególnych pomieszczeń odnosiłam wrażenie, że brnę po omacku, że chodzę w kółko. Zupełnie nie potrafiłam sobie wyobrazić – poruszając się po ciemku – jak duży jest dany pokój, jakie jest jego położenie.  

Po zakończonej wystawie mieliśmy chwilę na rozmowę z przewodnikiem. Dowiedzieliśmy się wówczas, że w ciągu jego ponad pięcioletniej pracy w tym miejscu tylko jedna osoba zemdlała, ale całkiem sporo po prostu się przestraszyło. Mógł być to zarówno strach przed ciemnością, jak i przed samą bezbronnością. Przewodnik poinformował nas również, jaki narząd zmysłu jest najważniejszy dla osób niewidomych. Okazuje się, że jest to słuch. Osoba niewidoma i głucha nie da rady sama funkcjonować. Jednak podczas zwiedzania (choć to słowo mi tu nie gra) Niewidzialnej Wystawy dla mnie najważniejszy był zdecydowanie dotyk. Ale wiadomo, że podczas codziennego funkcjonowania niewidomy nie może obmacywać wszystkiego na swojej drodze, musi kierować się narządem słuchu. Zapytaliśmy naszego przewodnika, jakie miejsca są według niego najgorzej przystosowane do potrzeb osób niewidzących i niedowidzących. Stwierdził, że place budowy. Swoją drogą wiedzieliście, że istnieje specjalna aplikacja, która ebooki przerabia na alfabet Braille’a?

Opuściłam wystawę zdumiona. To było tak niesamowite doświadczenie, tak bardzo edukujące i – paradoksalnie – otwierające oczy. To zabrzmi banalnie, ale długo go nie zapomnę. Tylko jednego mi zabrakło... Chciałabym zobaczyć, jak te pomieszczenia faktycznie wyglądały. Typowe myślenie osoby widzącej...

Czy potrzeba odwagi, by przetrwać 60 minut w ciemności? Sądzę, że potrzeba odwagi, by w ogóle spróbować, by zmierzyć się z tak niecodziennym doświadczeniem.

CO: Niewidzialna Wystawa
GDZIE: Galeria Handlowa w Millennium Plaza (1. piętro), Aleje Jerozolimskie 123a, Warszawa
KIEDY: Poniedziałek-Piątek 12-19; Sobota- Niedziela 10-19, grupy wchodzą co 15 minut od pełnej godziny.
BILETY:  Od poniedziałku do piątku:
Bilet normalny (dorośli) – 25 zł
Bilet ulgowy (uczniowie, studenci, emeryci) – 22 zł
Soboty, niedziele oraz dni świąteczne:
Bilet normalny (dorośli) – 29 zł
Bilet ulgowy (uczniowie, studenci, emeryci) – 26 zł
Bilet grupowy – 22 zł

Co sądzicie o takiej wystawie?
Trzymajcie się!

Sara

wtorek, 1 sierpnia 2017

Oj, działo się... - lipiec 2017

Lipiec był taki, jaki lubię. Pełen wyjazdów. Była i kolejna stolica, i dwudziestokilometrowy "spacer"… W lipcu zrobiłam również krok w kierunku spełnienia jednego z moich minimarzeń, a także doświadczyłam niektórych rzeczy po raz pierwszy… :)

#piętnastastolica

W lipcu odwiedziłyśmy z mamą Brukselę. Była to zaledwie dwudniowa wycieczka, ale zobaczyłyśmy wszystko, co miałyśmy w planach. Jak w kilku słowach opisałabym swoje wrażenia? Zabytki, kościoły, pomniki – piękne. Ale nie chciałabym mieszkać w Brukseli. Miasto przywitało nas brudem, smrodem i wszechobecnymi żebrakami oraz bezdomnymi.
#kolejkajakwprlu

Nigdy nie byłam na żadnym większym koncercie. Nie piszczałam na stadionie wśród tłumu innych fanów, nie widziałam żadnego z moich muzycznych zagranicznych idoli. Zmieni się to w przyszłym roku, kupiłam bowiem bilet na koncert Eda Sheerana. Nie muszę mówić, jak trudne to było? Szkoda tylko, że będę musiała przemycić na stadion lornetkę…

 #dzieńspa

Na Dzień Matki podarowaliśmy naszej mamie voucher do SPA. Z racji tego, że dla mojej mamy to żadna przyjemność samej spędzić dzień w saunie czy w jacuzzi, ja wybrałam się do SPA razem z nią. Najpierw poszłyśmy na masaż – cudowne doświadczenie! Byłoby wspaniale móc chodzić na taki masaż przynajmniej raz w miesiącu. Co prawda miałam później na plecach czerwone pręgi i siniaki, ale wierzę, że masażystka wiedziała, co robi. Po totalnym odprężeniu przyszedł czas na… dalszy ciąg relaksu. Rozpływałyśmy się w saunie, opalałyśmy na "Słonecznej łące: i pluskałyśmy w jacuzzi. Może jeszcze kiedyś wybierzemy się do SPA z maseczkami, kąpielami błotnymi i manicure?

#jedziemynawycieczkę

Tegoroczne wczasy z rodzicami spędziliśmy na południu Polski. Zwiedziliśmy Kraków, który bardzo mi się spodobał, w końcu pojechaliśmy do Oświęcimia, z którego wyszłam zdumiona i zszokowana, w Zakopanem natomiast odwiedziliśmy Muzeum Figur Woskowych (Madame Tussauds lepsze ;)). Odważyliśmy się pójść nad Morskie Oko, co było dla mnie katorgą. Ale widoki to rekompensują. Powtarzałam, że nigdy więcej nie chcę zaliczać takiego "spaceru" ponownie, jednak ucieszyłabym się, gdyby mój chłopak mógł zobaczyć ten pięknie położony staw na żywo. Podczas pobytu w Tatrach po raz kolejny wybraliśmy się także na Słowację.
#będęsłoikiem?

Co dwa tygodnie jeżdżę do Warszawy. Razem z Maćkiem staramy się poznać to miasto, które być może będzie w przyszłości naszym domem. Odwiedziliśmy do tej pory Muzeum Neonów, Muzeum Czar PRL-u, Niewidzialną Wystawę (o której niebawem na blogu) oraz obejrzeliśmy niesamowity pokaz fontann. Powiem Wam, że dawno nie widziałam takich tłumów. Co najmniej kilka tysięcy ludzi wybrało się w ten sam wieczór oglądać multimedialne widowisko.
Sierpień prawdopodobnie będzie dużo bardziej pracowity – dwunastogodzinne zmiany czekają.
Dajcie znać, jak minął Wam lipiec!
Ściskam
Sara

sobota, 29 lipca 2017

Niespodzianka od Ukochanego - co zwiedzić w Mroczy?

Przyjeżdżam sobie z wakacji i wyciągam plik przesyłek ze skrzynki. Rachunki, ulotki, list, pocztówka i… tajemnicza koperta z urzędu. Urzędu w Mroczy. Na szczęście nie skarbowego. ;)

Mój chłopak postanowił zrobić mi niespodziankę i w moim imieniu pisał do różnych instytucji z prośbą o pocztówki. Niestety większość placówek nie kwapiła się nawet, by odesłać odpowiedź, choćby negatywną. Mail zwrotny, z prośbą o adres, dotarł z urzędu w Mroczy, o czym nie wiedziałam, aż do otrzymania przesyłki.

Słyszeliście o Mroczy? To miejscowość w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie nakielskim. Być może kojarzycie to miasto, ponieważ właśnie stamtąd pochodzi nasz mistrz olimpijski, sztangista Adrian Zieliński. Do Mroczy można wybrać się na przyjemny spacer po parku, a także podziwiać kamieniczki z XVIII i XIX wieku czy zwiedzić pięcionawowy kościół.


Z urzędu otrzymałam dwie widokówki i jedną kartkę pocztową z datownikiem. Wspaniałe jest to, że nawet tak niewielka miejscowość i gmina, jaką jest Mrocza, posiada swoje pocztówki. W dodatku są one naprawdę bardzo ładne! Wcześniej udało mi się otrzymać darmowe pocztówki z Trzemeszna i Sompolna (województwo wielkopolskie), o czym pisałam w tym poście.
Przesyłka z Mroczy była dla mnie przemiłą niespodzianką. Dziękuję! Czy Wasze drugie połówki też lubią Was zaskakiwać?
Uściski!
Sara

PS Część z Was pytała mnie, jak wygląda wiadomość, którą wysyłam do gmin. Nie wiem, co w swoim mailu napisał Maciek. Ja wysyłałam wiadomości o następującej treści:

Dzień dobry
Nazywam się Sara Watrak i od blisko 4 lat prowadzę bloga Sawatka, na którym opisuję swoje podróże oraz pokazuję zdobyte pocztówki. Piszę do Państwa z prośbą o wysyłkę pocztówek z Sompolna. W zamian pokażę je na moim blogu oraz napiszę kilka słów o miejscach wartych odwiedzenia w tej miejscowości.
Liczę na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
Pozdrawiam
Sara Watrak

środa, 26 lipca 2017

Muzeum Czar PRL-u - oranżada, budka telefoniczna i inny wymiar

Coś mnie ciągnie do PRL-u. Całkiem niedawno mój chłopak i ja odwiedziliśmy toruński escape room utrzymany w klimatach komuny. Z kolei w jeden z lipcowych weekendów wybraliśmy się do warszawskiego muzeum Czar PRL-u.
Wejście do krainy futer, baniek na mleko i Vibovitu znajduje się nieopodal Soho Factory, na warszawskiej Pradze, przy ul. Głuchej. Zwiedzanie muzeum to właściwie oglądanie zaaranżowanego mieszkania z czasów komuny. Znajdziecie w nim i kuchnię, i salon (tfu! duży pokój), i miejsce przeznaczone na stylowe mopy i jeszcze bardziej stylowe żelazka. W korytarzu stoją buty i walizki pamiętające czasy PRL-u, wiszą futra i staromodne torebki. W muzeum możecie zobaczyć również obrazy przedstawiające "idoli" minionej epoki. Mowa o Leninie czy Gomułce.
W muzeum nie zabrakło symboli polskiego komunizmu – figury milicjanta, saturatora (moi rodzice cyklicznie wracają pamięcią do pysznej wody gazowanej z sokiem…), kartek na żywność czy gry Mastermind (macie ją jeszcze na strychu?). Eksponaty podpisane są w dwóch językach – po polsku i po angielsku. Zastanawiam się, co myślą  cudzoziemcy, zwiedzając to muzeum. To musi być dla nich swoista podróż do innego wymiaru.
Mimo że wystrój muzeum to powrót do czasów młodości naszych rodziców i dziadków, myślę, że każde pokolenie będzie zachwycone wizytą w tym miejscu. To okazja do powspominania, do wypowiadania co chwilę "O rany, pamiętam to!", "Mieliśmy to!", "U mojej babci stoi do tej pory!", ale też do dowiedzenia się czegoś nowego.
My wyszliśmy z muzeum oczarowani. To wspaniałe, że ktoś podjął ten niemały wysiłek i zebrał tak wiele przedmiotów z okresu komuny. Jedno jest pewne – w warszawskim muzeum życia minionej epoki poczujecie czar PRL-u.
Bilety sprzedaje pani siedząca za ladą. ;) Oprócz biletów wstępu możecie zakupić kultową oranżadę, pocztówki czy inne pamiątki.
GDZIE: ul. Mińska 25; wejście od ul. Głuchej, na wysokości ul. Mińskiej 22, Warszawa
KIEDY: poniedziałek-piątek 10:00-16:00;  sobota-niedziela 11:00-17:00
CENY: 8zł – bilet normalny;  5zł - bilet ulgowy
To nie jedyne tego typu muzeum w Polsce. Podobne instytucje działają w Krakowie i Rudzie Śląskiej. Dajcie znać, czy odwiedziliście któreś z nich.
Przesyłam wakacyjne pozdrowienia!
Sara