czwartek, 3 kwietnia 2014

Dinozaury ożyły



Jedni ich nienawidzą, inni uwielbiają. Jednych one nużą, inni zatracają się w czasie, przechadzając się ich alejkami. Muzea. Maluchów zwykle odstrasza to słowo… Chociaż niektórych starszych też.  Oczami wyobraźni już czujemy ten okropny ból w nogach… Aby zapobiec stereotypom i uczynić wizytę w muzeum jak najbardziej efektowną, ale także efektywną i, co najważniejsze, po prostu ciekawą, muzealnicy chwytają się różnych rozwiązań…. A nawet jeśli nie, to niektóre muzea po prosu wypada zobaczyć, aby na własne oczy móc ujrzeć to, co uznano za tak ważne i wyjątkowe, że znalazło się nawet w podręczniku (chociaż mam wrażenie, że autorzy podręczników i tak czasami kpią sobie z uczniów, ale to taka mała dygresja :)). 
 

Rozmiary trzech muzeów Kensington, znajdujących się w bogatej dzielnicy o tej samej nazwie, nie należą do najmniejszych, więc udało mi się zwiedzić – to za dużo powiedziane – przebiec – bez przesady, ale chociaż zapoznać się tylko z jednym z nich. Muzeum Historii Naturalnej – miałam idealne porównanie, gdyż w obiekcie o tej samej nazwie byłam w Berlinie. Dostrzegłam dwie zasadnicze różnice – wspomniana już wielkość, a także sposób przekazania. W londyńskim muzeum odnalazłyby się nawet dzieciaki, gdyż wiele rzeczy było wyjaśnionych poprzez użycie zaskakujących porównań czy metafor. Muzea raczej nie kojarzą się z globusem w okularach przeciwsłonecznych, prawda? 


Co znajdziemy w takim muzeum? Oprócz mnóstwa dinozaurów (nawet takich ruchomych!), kości czy wypchanych zwierząt, również konstrukcje, zdjęcia. Punktem, którego nie można pominąć, oprócz straszącego nas swoim rykiem T.Rexa, jest według mnie symulator trzęsień ziemi. Ktoś, kto przeżył taką tragedię, zapewne ostro skrytykowałby ten pomysł, gdyż wstrząsy, które można poczuć w muzeum, zapewne nawet w połowie nie oddają tego, co czują ofiary takiej katastrofy. Ja jednak wszędzie staram się dostrzegać plusy – mnie symulator podobał się z prostego powodu - było to coś niecodziennego, coś, czego nie znajdziemy w każdym muzeum, chwila odmiany pomiędzy chodzeniem między eksponatami i przyglądaniem się im, czasami z mniej, czasami z bardziej zaintrygowaną miną (ewentualnie miną pod nazwą: Nie wiem, co to przedstawia, ale udaję, iż doskonale rozumiem, na co właśnie patrzę.) Zdjęcie trzęsienia ziemi nie odda, ale mam dla Was londyńską niespodziankę, która za kilkanaście dni powinna być gotowa. Wtedy zobaczycie, między innymi, symulator trzęsienia ziemi. :)



Tuż obok Muzeum Historii Naturalnej umiejscowiono Muzeum Nauki  oraz Muzeum Wiktorii i Alberta, którego nazwa może nie mówi zbyt wiele, więc krótko rozwieję Wasze wątpliwości – jest to miejsce określane jako muzeum sztuki i rzemiosła, tak naprawdę znajdziemy w nim prawie wszystko, począwszy od rysunków i obrazów, poprzez rzeźby i biżuterię, na meblach skończywszy. 


Co najważniejsze – wstęp do wszystkich muzeów jest bezpłatny, trzeba się jednak liczyć ze staniem w kolejce, spowodowanym… Tak naprawdę nie wiem czym. Skoro nie ma biletów? Ja stałam, może nie chcieli mnie wpuścić po prostu.



Jeśli będziecie w Londynie i najdzie Was ochota na któreś z muzeum, polecam serdecznie Muzeum Historii Naturalnej. Warto jednak podjąć przed tym decyzją, czy chcemy zobaczyć coś konkretnego, czy jedynie wziąć udział w biegu przez muzeum. Obiekty te są tak wielkie, że nawet kilka godzin nie wystarczy, aby wszystko uważnie obejrzeć. Na zmęczonych czekają ławeczki, ale  odpoczynek co kilka minut chyba nie jest głównym zajęciem w muzeum, prawda? 


Moją uwagę w tym miejscu zwróciły urocze dzieciaczki  w mundurkach, swoją drogą ze szkoły Garfielda. Widać było, ze przyszły one do tego muzeum, aby wziąć udział w zajęciach na konkretny temat. Ze skupieniem wypisanym na twarzach uzupełniały coś na swoich kartkach. Odnoszę wrażenie, że właśnie w ten sposób powinno zwiedzać się to muzeum – co jakiś czas tylko jeden dział, a trochę dokładniej, aby faktycznie pobyt w muzeum miał jakikolwiek sens. Prócz zdjęć. :) Niektórym może kojarzyć się z odbywanymi w dzieciństwie lekcjami muzealnymi, które zwykle bywały nudne i zaletą ich był jedynie brak lekcji. Ale teraz myślę, że można się w ten sposób faktycznie czegoś nauczyć.



W Londynie odwiedziłam także muzeum… kradzieży. Ale o tym kiedy indziej. :)

Sara


1 komentarz:

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)