środa, 16 kwietnia 2014

Śmiech przez łzy, czyli dlaczego nie kupiłam nic w Primarku



Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy.

Co kupić w Londynie? Co przywieźć? Co opłaca się zdjąć ze sklepowych półek i wieszaków, a co nie? – te pytania zadawałam sobie już kilka miesięcy przed wyjazdem. Funt do tanich walut nie należy. Zasada: Dobry zwyczaj nie przeliczaj, stosowana przeze mnie już we Włoszech i Niemczech podczas płacenia euro, tutaj również się sprawdziła, chociaż… nie w każdym momencie.

Londyńskie zakupy były przedsięwzięciem iście logistycznym. W jaki sposób kupić jak najwięcej, jak najtaniej i jeszcze przy okazji, aby wszystko nie ważyło zbyt wiele i nie naraziło mnie na pozbycie się w głupi sposób funtów podczas płacenia za nadbagaż? To trudniejsze niż logarytmy i geometria razem wzięte.

Dla niektórych główną atrakcją w Londynie były właśnie zakupy. Oxford Street śniła im się po nocach jako raj pełen niedostępnych w Polsce marek i produktów, których w Polsce szukać na próżno. Przyznaję, że sama mocno się napaliłam na słynną, trzykilometrową Oxford Street, próbowałam sprawdzić dostępne tam sklepy, ale ich liczba mnie zszokowała i zrezygnowałam. Wypisałam jedynie kilka miejsc, do których po prostu muszę zajrzeć (taa, jasne, teoria nie zawsze sprawdza się w praktyce).

Nie trzymam Was już dłużej w niepewności. Co opuściło Londyn wraz ze mną?


Na plecak w stylu vintage czaiłam się już od dłuższego czasu. W pewnym momencie był na nie wielki bum (podobnie jak na ramoneski, której nadal nie mam, gdyż w chwili, kiedy co druga dziewczyna chodziła po ulicy w czarnej, skórzanej kurtce, jej zakup wydawał mi się niezbyt kreatywnym posunięciem). Szukałam plecaka w Polsce, ale albo jestem zbyt wybredna, albo toruńskie sieciówki nie szaleją z asortymentem. Wcale nie nastawiałam się na zakup plecaka w Londynie, tymczasem stał się on moją najlepszą brytyjską zdobyczą.





Skoro już jestem królową blogowania (swojej gminy rzecz jasna ;)), to przydałaby się korona. Kwiatowe opaski spodobały mi się… wcale nie od pierwszego wejrzenia. Właściwie to nawet nie od drugiego. Musiałam dojrzeć (oszaleć?), aby zacząć ich poszukiwać. Niestety, pech chciał, iż zimą ze sklepów odsyłali mnie z kwitkiem, a że moje kupowanie ubrań i dodatków przez Internet nadal wygląda mizernie, postanowiłam: Londyn jest rozwiązaniem. Opaskę dostałam bez problemów.




Przywiozłam też sukienkę ze sklepu, który, jak skapnęłam się kilka dni po powrocie, znajduje się również w Polsce… Ale w Toruniu go nie ma, więc jestem usprawiedliwiona. Brytyjskie rozmiary nie mówiły mi nic, ale na szczęście udało mi się po niekrótkim pobycie w przymierzalni, kupić tę czarno-białą sukienkę. Szkoda, że zdjęcia nie mogą pozwolić Wam na dotknięcie materiału, z którego jest wykonana. To właśnie chyba on jest jej największym atutem.






Nie mogłam pominąć słodyczy! Słynne czekolady Cadbury, niedostępne w Polsce, stały się prezentami dla najbliższych. Mój brat, który jest uprzywilejowany, czekolady nie otrzymał. :) Ale za to pyszne gwiazdki Milky Way i kubek z wypukłym Buzzem Astralem już tak. :)
Głupio być w Londynie i nie kupić herbaty. Ta okazała się idealnym wyborem - wydajna, smaczna, mocna. Coś dla herbatomaniaczki. :)






Jako psychofanka Starbucksa nie mogłam pominąć idealnej okazji do kupienia sobie kubka termicznego, który ma dwie zalety. 1. Jest kubkiem termicznym. 2. Jest ze Starbucksa. A tak zupełnie serio to moim ciągle zimnym dłoniom i nieprzemijającym pragnieniu ciepłej herbaty przyda się taki kubeczek. +100 do szpanu. 




A na sam koniec hit, który zaskoczył mnie samą, wpędził w zakłopotanie, kręciłam głową z niedowierzania. Nie kupiłam nic w wychwalanym Primarku. Co sprawiło, że dopuściłam się tak haniebnego czynu? Przecież to tam miałam zostawić przynajmniej połowę moich funtów… Primark na Oxford Street to jeden wielki spęd - mnóstwo ubrań, ale tak samo dużo ludzi. Rzut oka na kolejki do kasy sprawił, że odechciało mi się kupować cokolwiek. O kolejkach do przymierzalni nie wspominając. Były one jeszcze dłuższe. Niby niektórzy zdecydowali się na striptiz w środku sklepu, ale ja jakoś nie byłam chętna… Co więcej nic tak naprawdę nie powaliło mnie na kolana. Ani ceny, ani ubrania czy dodatki. Niektóre rzeczy faktycznie prezentowały się ładnie, ale rezygnowałam z ich kupna po pomacaniu materiału. Spędziłam w Primarku prawie godzinę i wyszłam z pustymi rękoma, podczas gdy inni byli dosłownie obładowani torbami. Czy mam wyrzuty sumienia? Może trochę – w końcu w Polsce Primarka nie znajdziemy… Ale wierzę, że kiedy następnym razem polecę do Anglii, uda mi się znaleźć jakiś Primark, niekoniecznie na najsłynniejszej ulicy handlowej Londynu. I wtedy coś przymierzę… I kupię. :)

Pozdrawiam!

Sara




5 komentarzy:

  1. ja zazwyczaj nie kupuję żadnych pamiątek poza pocztówkami z dziełami sztuki no i zawszę przywożę tonę ulotek (ale co z tym później robić?!). a starbuniowy kubek niestety może cię rozczarować, bo tak naprawdę to ciepła on nie trzyma (miałam i niestety nasze wspólne życie trwało krótko). choć plusem jest zakręcane wieczko i wymienialna kartka, dzięki której można go spersonalizować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli to ten model, to ta czarna guma na dole powinna się odkręcać. mam nadzieję, że się nie mylę ^^

      Usuń
  2. Ja jestem jakaś inna.. nie lubię zakupów. Jak wiem co chcę kupić, wchodzę do sklepu (mam kilka "swoich", których od lat nie zmieniam) i po 5 minutach wychodzę z nowym ciuchem czy butami. Nie odnalazłabym się w sklepie pełnym wieszaków i jeszcze pełniejszym ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze zrobiłaś że wyszłaś z Primarka z pustymi rękoma. W przciągu ostatnich 3 lat z Primarka zrobiła sie zwykła szmaciarnia.
    Wiekszość rzeczy nadaje się do wyrzucenia po pierwszym praniu.
    Oxford Street ze względu na natłok ludzi w sklepach nie nadaje się do robienia normalnych zakupów.
    Poza tym ostatnio coraz częściej mówi się o tej ulicy Toxford Street ponieważ jest na niej najwyższe stężenie spalin w Londynie (i chyba całym UK).
    Na zakupy lepiej wybrać się do centrum handlowego Westfields w dzielnicy Stratford, a jeszcze lepiej poza Londyn.
    Np. do Oxfordu - godzina jazdy autobusem z Victoria Station.

    OdpowiedzUsuń
  4. ŚWIETNE ZAKUPY, ZWŁASZCZA SUKIENKA I KUBEK TERMICZNY :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)