piątek, 15 listopada 2013

Palmy nie tylko na rondzie de Gaulle’a



Co łączy Poznań z tropikalnym lasem amazońskim, Malediwami bądź Indonezją?
Myślicie, że trzeba wylatywać z Polski, aby poczuć się tak jak w zarośniętym buszu wśród gatunków roślin, o których nam się nawet nie śniło? Nie trzeba. Bo przecież na pewno znajdą się ogródki z niecodzienną florą… Oczywiście nie o nie mi dzisiaj chodzi. Prawdziwe tropiki znajdziemy w Poznaniu, za wstęp zapłacimy 5 lub 7 złotych, a spacerować, podziwiać i dziwić się możemy do woli. To znaczy… do zamknięcia jednej z największych w Europie - palmiarni.
 



 
Palmiarnię po raz pierwszy odwiedziłam, będąc małą dziewczynką i przyznam się Wam, że niewiele pamiętałam, zupełnie nie mogłam sobie przypomnieć, w jaki sposób palmiarnia jest zagospodarowana, jak ona w ogóle wygląda. 



Palmiarnia znajduje się przy, a właściwie w parku, którego niestety nie dałam rady nawet pobieżnie obejść – było dość chłodno, a my nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Za to w palmiarni spędziłam bite dwie godziny. Już na wstępie spotkała nas dość niemiła niespodzianka. Rada na przyszłość – jeśli będziecie mieli zamiar odwiedzić poznańską palmiarnię, weźcie ze sobą pieniądze, a nie karty kredytowe, gdyż te nie są tam uznawane. Myślę, że zasługuje to na słowa krytyki, bo palmiarnia jest w pewnym sensie znakiem rozpoznawczym Poznania, odwiedzają ją turyści z całego świata, dziennie zagląda do niej mnóstwo gości, więc płatność powinna być jak najbardziej ułatwiona. Na szczęście znaleźliśmy jakiś bankomat i zdołaliśmy wejść do środka, przedtem przyglądając się trochę odmóżdżającej maszynie, do której wrzuca się pieniążki, a one kręcą się, i kręcą, i zataczają koła aż w końcu wpadną do środka.



Co podobało mi się w poznańskiej palmiarni? Na pewno to, że rośliny nie wyglądały tam jak w jakimś muzeum, nie sprawiały wrażenia, że rosną tam za karę. Wręcz przeciwnie – wyciągały liście, gdzie chciały, wychylały się, w którą stronę im się podobało. Wyglądało to dość naturalnie, rośliny rosły w nieładzie, jedna obok drugiej, co chociaż w jakimś niewielkim procencie przypominało prawdziwy las.
 Zachwyciło mnie wiele roślin, niektóre były naprawdę niesamowite, miały albo nietypowe liści, albo korę, albo owoce, albo wszystko naraz. Śmiesznie było obserwować rosnące banany czy inne, całkowicie jadalne owocki (tylko mandarynek nie było :().



Szczególną uwagę zwracałam na niektóre drobne, kolorowe roślinki, kwiatki, które, nie ukrywam, chętnie postawiłabym w doniczce w swoim pokoju, gdyby nie to, że zapewne zwiędłyby po jednym dniu. I wcale nie byłoby to spowodowane moim całkowitym brakiem umiejętności zielarskich i ogrodniczych. Po prostu odczułyby chłód (mimo temperatury równej 23 stopnie) albo zwyczajnie nie potrafiłyby wyrosnąć w takim miejscu.


Palmiarnia to nie tylko ogromny ogród botaniczny, to również mieszkanko wielu różnych zwierząt. Z klatek uśmiechały się do mnie gekony, papużki o wdzięcznych imionach – Dobra i Dobry, a nawet nutrie! (mój rozum nadal nie może strawić pojęcia futro z nutrii). Ze stawów wyglądały rybki, którym nieudolnie próbowałam robić zdjęcia. Nawet wąż ma swoje lokum w poznańskiej palmiarni.



Wiadomo że zobaczenie czegoś na zdjęciu nie zastąpi nam obcowania z danym przedmiotem czy miejscem w rzeczywistości, gadanie przez FB nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz. Tak samo pobyt w palmiarni nie będzie nigdy tym, co leżenie pod palmą w ciepłym kraju ani wąchanie roślinek w odległym Meksyku. Muszę jednak przyznać, że założyciele i opiekunowie palmiarni bardzo się postarali, aby to miejsce było namiastką flory z całego świata. I tak też się stało.

PS. To nie koniec postów z palmiarni, bowiem czekała tam na nas pewna niespodzianka... :)

14 komentarzy:

  1. o jejciu ;** super fotki , pięknie wyglądasz;) nie moge doczekac sie tej niespodzianki, kiedy nastepny poscik?;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Radzę śledzić bloga i stronę na FB uważnie https://www.facebook.com/sawatka, aby być na bieżąco :) Ale kolejny post na pewno w ten weekend.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Hm, może i kompletnie nie na temat, ale co sądzisz o prywatyzacji GiLA?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie masz własnego zdania?

      Usuń
    2. Jeśli Cię bardzo interesuje moje zdanie, to wiedz, że odpisałam na komentarz Natalii na jej własnym blogu - o, tutaj :)
      http://naturarei.wordpress.com/2013/11/11/wolnosc-kocham-i-rozumiem/#comments

      Usuń
  3. świetne zdjęcia :)

    pozdrawiam,
    http://my-fashioncity.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. palmiarnie zawsze odrobinę mnie przerażały i chociaż nie pamiętam, żebym w jakiejkolwiek była, mam wrażenie że w środku istnieje całkiem niezłe środowisko dla kręcenia horrorów. pewnie kiedy gaśnie światło rośliny ożywają i w nieludzko wysokiej wilgotności i temperaturze robią jakieś straszne rzeczy... hm, chyba się zapędziłam odrobinę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hey!
    Your blog is brilliant and you're beautiful! :)
    xoxo
    http://justgiovana.blogspot.com.br/

    OdpowiedzUsuń
  6. omg ! prawie totallook ! super ! :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie :) jest to napewno jakas odskocznia od brudnego miasta i zatloczonych ulic :D:D
    jak bylismy w lasu deszczowym w azji i potem weszlam do palmiarni ktora przedstawiala las deszczowy u nas w miesicie to balam sie tam chdozic i mialam wrazenie ze duzse sie tamtejszym klimatem hihi fajna schiza :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Beautiful pictures, love it.
    effortlesslady.blogspot.ca

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam poznańską palmiarnię :) przez rok tam pracowałam w czasie studiów :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)