piątek, 16 maja 2014

5 rzeczy, które wyniosłabym z płonącego domu




Możemy sobie pogdybać, bo nikt nam nie zabroni. Wiadomo, że z płonącego domu ludzie jak najszybciej uciekają, zupełnie zapominając o czymś takim jak sentymentalizm, pamiątki czy miś, z którym śpią od dziecka, bo tylko on obroni ich przed potworami mieszkającymi pod łóżkiem (nie wiem, czy uda mi się Was przekonać, ale spróbuję Was uspokoić: pod łóżkiem, oprócz kurzu, nie ma nic – mój brat czołga się tam za każdym razem, gdy powiem coś nadzwyczaj górnolotnego i nadal żyje). W każdym razie gdybym naprawdę wiedziała, że nic mi się nie stanie i wyjdę bez szwanku z pożaru, ale jednocześnie miałabym świadomość, iż stanie się tak tylko wówczas, gdy zabiorę nie więcej niż 5 rzeczy, a reszta spłonie, co takiego bym wyniosła z płonącego domu?

1. Koszyk z pocztówkami. A właściwie dwa. Liczę to jako jedną rzecz, gdyż raczej nie ryzykowałabym życia, szukając jednej kartki – poza tym nie mam tej ulubionej, wszystkie z nich są dla mnie ważne – wiadomo, jedne bardziej cieszą oko, inne mniej, jedne niosą za sobą dłuższą historię, inne krótszą, ale zależy mi na wszystkich. Dlaczego akurat to? Może niekoniecznie liczy się tutaj wartość materialna – chociaż wierzę, że ponad 400 pocztówek, między innymi z takich krajów jak Brunei czy Surinam, jest trochę wartych albo przynajmniej byłoby za kilka lat. Po prostu zadaję sobie pytanie: czy miałabym poświęcić kawałek świata, który zebrałam w czasie trzech lat, pozwolić, aby płomienie leniwie lizały fragment mojej pasji?

2. Zeszyt z wierszami. Tak, tak, kiedyś próbowałam – to chyba najlepsze słowo – pisać wiersze. Teraz zdarza mi się to zazwyczaj w stanach skrajnego załamania, ale zdarza się. Wątpię w to, że owe utwory nadają się do publikacji, ale czasami nachodzą mnie takie myśli, że jeśli już zostanę sławną pisarką (za świętej nigdy), to może ktoś zainteresuje się tomikiem wierszy z dzieciństwa tej znanej XXX – choćby z czystej ciekawości i chęci sprawdzenia, jak zmienił się mój styl, jakie problemy mogła mieć szesnastoletnia dziewczyna… Poza tym w zeszycie tym z uroczymi czarodziejkami na okładce (moje pokolenie oglądało Witch, mój młodszy brat już średnio kojarzy tę bajkę) znajduje się nie 10, nie 30, nie 50, ale dużo więcej rymowanek i wierszy. Choćby jeden z nich miał okazać się udany - byłoby to już wiele. Poza tym to także swego rodzaju pamiętnik.

3. Książka. W sumie to nie wiem jaką, raczej nie byłaby to encyklopedia, myślę, że coś z mojej półki z powieściami. Nawet, jeśli chwyciłabym książkę, która nie była moją ulubioną, miałabym poczucie, że uratowałam… książkę, czyli multum słów, które komuś udało się we wspaniały i ciekawy sposób połączyć, zupełnie jakby był czarodziejem. Książek się nie pali. Chyba że będzie się zbliżać kolejna epoka lodowcowa jak w filmie Pojutrze. Wtedy zrobiłabym wyjątek, chociaż z bólem serca. Na szczęście w filmie palili głównie pozycje dotyczące prawa podatkowego. ;)

4. Dokumenty. Tak się niby mówi,  że w przypadku pożaru, jeśli uda nam się cokolwiek zabrać, powinniśmy wziąć dokumenty. Wydaje mi się, że moje resztki racjonalnego myślenia pokierowałyby mnie również w tę stronę. Pytanie tylko – jakie dokumenty? Czy dźwigałabym całe segregatory papierków?

5. Długo zastanawiałam się nad piątą rzeczą. Na myśl przychodziły mi różne przedmioty, zarówno bardziej praktyczne np. telefon, jak i odwołujące się do uczuć i emocji np. listy. W końcu stwierdziłam, iż piąty punkt pozostawię pusty. Miałabym na piątym miejscu umieścić pieniądze? W dzisiejszych czasach większość z nich trzyma się na kontach bankowych, w domu niektórzy posiadają naprawdę niewielkie kwoty. Być może niebawem wpadnę na coś, co mogłabym zabrać z domu, w rozgorączkowaniu, panice, przerażeniu i jednoczesnym zachowaniu czujności, ostrożności i spokoju. Czyli stanie niemożliwym.
A Wy co byście zabrali z płonącego domu?

2 komentarze:

  1. hmm ciekawy post :D co ja bym wziela? na pewno mojego meza :D:D:D:D ale tak na powaznie - torebke bo w niej mam najpotrzebniejsze rzeczy i pewnie jakis album ze zdjeciami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bym wyniósł dobre wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)