piątek, 15 sierpnia 2014

Autostopem do raju

Od samego początku powtarzam, że na moim blogu ważniejsza od zdjęć jest dla mnie treść notki, słowa. Co prawda wymagają one więcej zachodu od czytelnika, ponieważ nic nie jest podane na tacy, trzeba sobie wszystko wyobrazić we własnym zakresie. Często najpierw mam pomysł na notkę, a dopiero potem dopasowuję do niej zdjęcia. Tym razem jednak chcę skierować Waszą uwagę właśnie na fotografie, bo pomysł na ich wykonanie prześladował mnie od roku. Najpierw kilka szczątkowych myśli na temat tej sesji umieściłam w swoim blogowym zeszycie, który z czasem przestał istnieć, później sesja zdjęciowa stała się jednym z punktów listy pod nazwą: wakacje 2014. 


Właściwie nie wiem, skąd przyszedł mi do głowy taki pomysł. Biała, zwiewna sukienka. Kwiaty we włosach. Droga oraz karton, jaki zwykle trzymają autostopowicze, jednak nie z nazwą miasta bądź regionu, lecz z literami układającymi się w jedno słowo: paradise. Sukcesywnie gromadziłam wszystkie niezbędne elementy tego planu. Kiedy nigdzie w Polsce nie mogłam znaleźć kwiatowej opaski, postanowiłam, że kupię ją w Londynie, co udało mi się zrobić.

Dorobiłam się kilku sukienek, ale żadna z nich nie była tą idealną. W końcu padło na to, że sukienkę... pożyczyłam. Zapewne nie poszłabym w niej do szkoły, ba, nawet do pobliskiego warzywniaka, mimo iż jest śliczna i dziewczęca. Wszystko z powodu jej długości... Moja przyjaciółka jest ode mnie niższa, więc na niej sukienka układa się lepiej. Natomiast ja zadowoliłam się tym, że ta część garderoby jest jedynie elementem mojego, w pewnym sensie, kostiumu.


Sukienka okazała się bardzo niegrzeczna, próbowałam jej pilnować, ale chwilami wymykała się spod kontroli i albo odsłaniała to, czego nie powinna, albo tworzyła coś w rodzaju ubrania ciążowego. Poza tą niesfornością okazała się perfekcyjną partnerką podczas sesji i nie bała się pokazać swojej fotogeniczności. I, co ważne, idealnie spełniała moje założenia sprzed kilkunastu miesięcy o zwiewności, delikatności i niewinności.


Dlaczego akurat paradise? Cały pomysł wydał mi się lekko surrealistyczny, gdy na niego wpadłam i to właśnie było w nim takie... intrygujące. Wyobraźcie sobie, że jadąc samochodem, zauważacie jasnowłosą druidkę, nimfę, świteziankę, jutrzenkę (niepotrzebne skreślić), której odzienie kontrastuje z opalenizną, loki delikatnie opadają na policzki, sukienka wydaje się pożyczona od anioła... W ręku zaś trzyma zwyczajny karton z prośbą o podwiezienie do raju... Nie wydawałoby się Wam to nierealne? Cóż, taki był właśnie mój zamysł. Trochę magii, trochę fantastyki...


Autostop fascynuje mnie od dłuższego czasu, cieszyłam się więc, że mogłam chociaż poudawać autostopowiczkę, gdyż na razie korzystam z tego, jakże niedrogiego (wystarczy uśmiech i trochę cierpliwości) środka transportu tylko, gdy chcę dostać się z mojej wsi do Torunia. :)


Moja stylizacja okazała się tak niecodzienna, że momentalnie zapragnęłam jak największej liczby zdjęć. Nie tylko przy szosie, nie tylko z kartonem, ale także w otoczeniu zielonych drzew i zbóż, które już za chwileczkę, już za momencik miały stać się jedynie wspomnieniem. Podczas sesji towarzyszył nam bowiem... kombajn. Jego dźwięk niekoniecznie ułatwiał porozumiewanie się, ale było to kolejne urozmaicenie tego, już i tak nietypowego, popołudnia.


Kiedyś moim marzeniem był bieg przez pole w białej sukience (teraz możecie się śmiać)... Później uświadomiono mi, że mogę spotkać tam węże, myszy i innych przyjaciół, więc zmieniłam plany. Za to pragnienie wykonania zdjęć z kartonem nie zmieniło się od dawna. Jestem naprawdę zadowolona, ze udało mi się je zrealizować. W tym miejscu chciałabym podziękować mojej przyjaciółce za to, że wyszła z domu w upalne, niedzielne popołudnie i nie wahała się, aby powiedzieć mi, kiedy sukienką szastał wiatr, a na drodze pojawiał się samochód.


A czy Wy macie jakieś szczególne marzenia dotyczące zdjęć, które chcecie zrobić? A może inne, niecodzienne pragnienia? :)
Pozdrawiam!
Sara
PS Teraz czas na kilka anegdotek zza kulis. :) Włosy miałam na wałkach kilka godzin, ale mój brat namówił mnie na - nieco szalony i nierozsądny pomysł - kąpiel w basenie. Oczywiście papiloty były mokre, w związku z czym nie miałam na głowie baranka, a jedynie romantyczne fale (chociaż to akurat bardziej się sprawdziło, nie sądzicie?). Kiedy jadąc rowerem, wracałam z sesji, spotkała mnie burza i nie pamiętam, abym kiedykolwiek w życiu pedałowała szybciej. Gdy dotarłam do domu, po lokach nie było śladu, a ja z trudem łapałam oddech, ciesząc się, że nie muszę już uciekać przed piorunami.

6 komentarzy:

  1. Kobiety na Tahiti, czyli w raju noszą właśnie białe sukienki i kwiaty we włosach :-)
    Tylko zamiast samochodu należało by złapać jakiś statek płynący w tamtym kierunku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ma na imię ta przyjaciółka ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza przyjaciółka - Fanny. :)

      Usuń
  3. Przepięknie wyglądasz :) śliczna sukienka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. You look so pretty! Amazing photos.
    www.effortlesslady.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)