piątek, 22 maja 2015

Sztuka albo i nie



Cokolwiek dzieje się w Toruniu, ja muszę brać w tym udział. ;) Nie mogło być inaczej w zeszłą sobotę podczas tegorocznej Europejskiej Nocy Muzeów. Kilka dni przed weekendem rzuciłam pomysł, aby w tym roku pojechać do jakiegoś innego miasta. Pomysł jednak spalił na panewce, ale to nie znaczy, że sobota była nieudana. Z mamą wybrałyśmy się do dwóch muzeów – Centrum Sztuki Współczesnej i Muzeum Podróżników im. Tony'ego Halika. Odpuściłyśmy tym razem wejście na wieżę ratusza – mimo że widoki są piękne, to wchodziłam na wieżę miesiąc temu z Amerykanami, a wcześniej chyba ze dwa razy z mamą. Nie traciłyśmy zatem czasu na stanie w kolejce. 

Obrazy malowanie kwasem. To znaczy właściwie to brak obrazów.



Toruńskie Centrum Sztuki Współczesnej można zwiedzić za darmo we czwartki. Powtarzałam mamie od kilku miesięcy, że musimy tak zorganizować czas, aby w któryś z czwartków trafić do tego muzeum. Nie udało się, padło więc na sobotę, również darmową.

Tańczące rurki, czyli po prostu plastikowe rurki, w które co jakiś czas wpuszczano ciśnienie, a one się poruszały.

Kolorowe rękawiczki

Za każdym razem gdy odwiedzam CSW w mojej głowie kłębią się różne myśli. Mam mieszane uczucia, ale i tak wracam do tego miejsca. Chociaż powtarzam też, że jeśli miałabym za nie płacić, to byłyby to zmarnowane pieniądze. Paradoks?

Cóż, właściwie to nie wiem, co znajduje się po lewej stronie zdjęcia.

Przez kilka minut czekałyśmy z mamą, aż na płytę grzewczą spadnie kropla. Efekt jej upadku trwał może sekundę. Razem z nami czekali też inni zwiedzający. Jeden chłopak przyznał się, że stoi tu już 5 minut. W chwili spadnięcia kropli odwrócił głowę...

Po raz kolejny będąc w CSW, debatowałyśmy z mamą, co przesądza o tym, że coś jest nazywane sztuką nowoczesną, że coś znajduje się w muzeum, a coś nie. Dlaczego jakiś bohomaz (dosłownie!) to dzieło sztuki, dlaczego podpaska to dzieło sztuki, dlaczego gąbka do mycia naczyń to dzieło sztuki. Ja zaczęłam gdybać, że tu może chodzi o pomysł, że ktoś wpadł na coś pierwszy i postanowił to upublicznić. Moja mama była bardziej sceptyczna. Stwierdziła, że być może niektórzy artyści po prostu płacą za to, aby ich prace pokazali w muzeum. 
 
To chyba ulubiony "eksponat" mojej mamy i mój też przy okazji. Cała ściana obłożona gazetami. Ktoś się napracował.

Ludzie użerający się z drewnianymi, hm, rzeźbami.

Chyba przyzwyczaiłam się już do tego, że sztuka nowoczesna potrafi człowieka zgorszyć, zniesmaczyć. Zapewne podczas kolejnej wizyty nie będę tym faktem już tak bardzo zaskoczona. Chociaż nadal zadaję sobie pytanie: Dlaczego? Czy tak musi być?
 
W jednej z sal znajdowało się mnóstwo zdjęć osłoniętych rozmaitymi obudowami - płytami, murkami, drewnianymi płotkami, tak, że właściwie nie dało się zobaczyć tych zdjęć. Sztuka?

Odkryłam, że jedno z zasłoniętych zdjęć co jakiś czas, dosłownie na 2 sekundy, się podświetlało. Wtedy można było je obejrzeć.

Z kolei do Muzeum Podróżników im. Tony'ego Halika nie przyciągnęła nas wystawa czasowa, ale spotkanie z kobietą zafascynowaną Indiami, blogerką. Opowiadała nam ona – bardzo osobiście i subiektywnie – o swoich podróżach do Indii, których odbyła już kilka. Dwie z nich były związane ze świętami i wydarzeniami odbywającymi się na Subkontynencie Indyjskim. Jedno z nich to święto Holi, którego namiastkę będzie można poczuć w Toruniu w przyszły weekend (festiwal kolorów, znów! :D). Pani Magdalena opowiadała o indyjskim jedzeniu, zwyczajach, napojach, nawykach, a nawet o weselu. Ogromnie podobało mi się to spotkanie, chociaż trwało ponad półtorej godziny. Podczas prezentacji zerkałam nie tylko na zdjęcia prezentowane przez panią Magdalenę, ale i wystawę fotografii pana Rafała. Zajmowały one dwie ściany. Indie są niezwykle barwne, a ludzie podobno bardzo życzliwi. Dodam jeszcze, że pani Magdalena podczas swojego pobytu w Indiach mieszkała z rodowitymi Indusami, nie zaś w hotelach. 

Pani Magdalena opisywała to zdjęcie jako fotografię, do której ma wielki sentyment. Na zdjęciu widoczna jest kobieta pijąca jeszcze bardzo gorący napój. Pani Magdalenie udało się uchwycić moment parowania herbaty.

Europejska Noc Muzeów to genialna inicjatywa, ale nie ukrywam, że w przyszłym roku albo muszę dokładnie przewertować ofertę toruńskich muzeów, a potem zaryzykować, wybierając jakieś spotkanie w ciemno, tak jak wyhaczyłam prezentację pani Magdaleny, albo zaplanować swój weekend w taki sposób, by tej nocy znaleźć się w innym mieście. W końcu ile można oglądać w kółko to samo?  



Dajcie znać, czy Wy w tym roku uczestniczyliście w Nocy Muzeów!
Sara

5 komentarzy:

  1. Ja w tym roku niestety nie uczestniczyłam w Nocy Muzeów, ale poprzednie lata tą noc spędzałam na chodzeniu od muzeum do muzeum i oglądaniu różnych wystaw, mniej i bardziej ciekawych. Fajnie, że jest organizowana takie wydarzenie, choć moim zdaniem powinny być takie nocki dwie w ciągu roku, ponieważ zawsze jest tyyyyyyylu chętnych, że niektórzy nie zdążą zobaczyć tego, co chcą.
    Najbardziej podobają mi się te gumowe rękawiczki, widziałam jak na IG pokazałaś ten eksponat i już wtedy wpadł mi w oko :) Co do drugiego muzeum, to bardzo bym się chciała do niego wybrać, bo książkę o losach Halika czytałam i bardzo mi się podobała. Piękne zdjęcia tej pani Magdaleny. Indie są niesamowite - pełne kolorów (uwielbiam to prawdziwe, indyjskie święto Holi!), zapachów i ludzi. Sama lubię robić zdjęcia ludziom, więc chętnie oglądam fotografie innych i się nimi zachwycam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również nie uczestniczyłam w tegorocznej Nocy Muzeów. Jakoś tak wyszło, że wtedy zamiast chodzić po Poznaniu, siedziałam w domu i spałam. No cóż, mam nadzieję załapać się na przyszły rok. ;) Zainteresowały mnie obrazy malowane kwasem (w końcu biol-chem ze mnie :p). Są po prostu brzydkie, ale również... ciekawe przez sposób ich tworzenia. Z chęcią wysłuchałabym również prezentacji pani Magdaleny. Indie to naprawdę barwny kraj i chciałabym więcej o nim usłyszeć od osoby, która się nim fascynuje i która po prostu tam była! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie uczestniczyłam w Nocy Muzeów. Sobotę miałam pełną roboty, więc na wieczór nie miałam już siły ruszać się z domu:/
    Ciekawe to Centrum Sztuki Współczesnej, choć ja tej sztuki w ogóle nie rozumiem :) Raz tylko byłam na wystawie obrazów (sztuka współczesna oczywiście) i więcej się na coś takiego nie wybieram. Z tych eksponatów co zaprezentowałaś najbardziej podoba mi się kula z rękawiczkami, natomiast to coś na manekinie to wg mnie szlafrok :)
    Sztuka współczesna kojarzy mi się też z treblinkami do kombajnu z "Nie lubię poniedziałku" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Człowiek jak ja, interesujący się sztuką powinien chyba rozumieć sztukę współczesną, ale nie rozumiem ni w ząb... Wolę antyki. Nie poszłabym do tego cetrum, bo to strata czasu, wolałabym iść do tego Muzeum Podróżników :)
    W Nocy Muzeów byłam w dwóch przemyskich muzeach, z resztą o wrażeniach pisałam na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w wiedniu tez jest noc muzeow (na jesien) i bylismy tylko raz. dlatego ze muzea otwieraja o 17 czy o 18 i sa otwarte do 1 w nocy. cudem obskoczysz dwa... a cena prawie jak za dwa... lepiej zaplanowac sobie i w jakis weekend albo popoludnie wybrac sie do takiego ktore nas interesje :)

    ps. wrocilam i mam 3 pocztowki :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)