piątek, 17 kwietnia 2015

Trudne dni i bezsenne noce - wymiana #1



No i pojechali. Nie płakałam ani ze smutku, ani ze szczęścia. W głowie mam milion myśli na temat wymiany. Widzę mnóstwo plusów, ale także multum minusów. Naprawdę długo rozważałam, jak opowiedzieć Wam o tym wszystkim i czy w ogóle opowiedzieć. Już do tej pory skasowałam setki słów. Ten wpis będzie jednym wielkim wyrzuceniem z siebie tego wszystkiego, co męczyło mnie przez ostatnie dni. Chcę podzielić się wszystkim, co złe, w jednym poście, potem już będzie tylko lepiej. Nie chcę, abyście myśleli, że wymiana była dla mnie męczarnią przez cały czas.
Środa godz. 4:00
Nie mogę spać, pewnie ze zmęczenia. B. też nie może, słyszę, jak co chwila wchodzi do łazienki. W końcu po 4 przychodzi do mnie, prosi o jedzenie (chleb nietostowy nie zyskał aprobaty, za to bułka z ziarnami okazała się czymś niezwykłym i nigdy niewidzianym). Po zjedzeniu ćwiartki bułki z cukrem i masłem, prosi o tabletkę. To pierwsza. Potem będzie ich jeszcze kilkanaście. Już nie śpimy. B. zaczyna mi się zwierzać. A ja muszę niebawem iść do szkoły po zaledwie trzech godzinach snu.
Środa godz. 13:00
Nie wiem, co się dzieje. Ciągle woła o leki. Przeciwbólowe, na uspokojenie, na ból brzucha. Jesteśmy w szkole, ale B. nie cieszy się tym dniem. Mówi, że tęskni za tatą. Rozumiem to, ale jednocześnie zastanawiam się: Skoro tęskni już, co będzie potem?
Czwartkowe i piątkowe noce
Przyszła do moich rodziców. Najpierw położyła się obok nich, potem na podłodze. Gdy dowiedziałam się, że moja mama nie spała, wpadłam w furię. Ile ta dziewczyna ma lat, 8 czy 18?! Moja mama zeszła z nią na dół i pilnowała jej całą noc. B. prosi o możliwość spania w pokoju z telewizorem, po czym ogląda go przez całą noc. Nie może spać, ale nie wie, dlaczego. Nic nie je. Przychodzi do mnie o 5 rano, twierdząc, że czas wstać.
Piątek
Mam powoli dość, wszystko zostało zgłoszone nauczycielom. Na noc zamykam pokój na klucz. Martwię się o B., a jednocześnie chcę, aby ją ode mnie zabrali. Martwię się, że zemdleje, bo ile można przeżyć na jednym bananie? B. zaczyna zwalać swoje dolegliwości na jet lag (zespół nagłej zmiany strefy czasowej). Ok. ale ile może trwać jet lag?
Piątek, trochę później
W środę moja mama kupiła leki i herbatkę na uspokojenie. B. to jednak nic nie pomogło. Byłam tak wkurzona, że i ja pokusiłam się o meliskę. Tymczasem B. prosi o leki nasenne. Daję jej coś na uspokojenie i wmawiam, że to na sen. Ona zaś nocą sama zagląda do szafki z lekami i wyjmuje sobie stamtąd, co chce.
Sobota godz. 3:00
Słyszę walenie do drzwi. Nie, nie otworzę. Dobra, mam dość. Otwieram i wrzeszczę na nią. Mama stwierdziła, że wyglądałam dość zabawnie, taka wkurzona. Ale to nie było zabawne. Nie dałam jej żadnych leków, choć prosiła i zatrzasnęłam drzwi przed nosem.
Sobota
Spotkanie z nauczycielami. Zostaje podjęta decyzja – albo B. wraca do domu, albo wprowadza się do mnie amerykańska nauczycielka. Zgadzam się, choć sugeruję, że B. mogłaby zamieszkać w domu jednej z polskich belferek. Nikt mnie nie słucha. C. wprowadza się do nas wieczorem. Nocą B. chodzi do niej wielokrotnie, ale dzięki temu my możemy się trochę przespać. C. jest bardzo surowa, nie pozwala B. mówić o problemach rodzinnych, oglądać telewizji po 21:00 i spać w pokoju z telewizorem. W związku z przybyciem nauczycielki mój brat musiał przeprowadzić się do babci.
Niedziela
Jestem coraz bardziej chora, tracę głos. Nie daję rady tłumaczyć wszystkiego na dwa fronty. Nauczycielka wyjeżdża, a ja grożę B. , że jeśli będzie nas budzić w nocy i prosić o kolejne leki, odeślemy ją do domu. Od tego czasu śpi spokojnie.
Kolejne dni
B. zaczyna jeść, jednak tego, że jest chora na ADHD, tego, że jest aspołeczna, tego że ciągle chodzi w kapturze, tego, że po przyjściu do domu zakłada piżamę i ogląda bajki nie zmienię. Nic nie poradzę na to, że nie chciała nigdzie wychodzić, że nawet, gdy oglądałyśmy film, ona gapiła się w swój telefon. Odliczałam dni do jej wyjazdu.
Jak widzicie, zafundowano mi niezłą szkołę przetrwania. Ale nie napisałam tego wszystkiego, bo chcę Waszej litości, niee! Po prostu… musiałam to z siebie wyrzucić. B. tak naprawdę nigdy nie powinna znaleźć się na tej wymianie. To był jej pierwszy wyjazd z kraju, pierwszy raz, kiedy spędziła więcej niż jedną noc bez taty. Nowa kultura, nowe jedzenie, nowi ludzie. Wiele było momentów, kiedy B. zachowywała się tak, jakby potrzebowała pomocy. Profesjonalnej pomocy. A ja nie jestem terapeutką.
To na tyle. Mam nadzieję, że to ostatni tak pesymistyczny wpis na tym blogu.
Sara
PS Wiecie, jaka jest najlepsza wiadomość? To nie ona będzie mnie przyjmować w październiku.

33 komentarze:

  1. Odkąd zaczęłam czytać ten wpis nasuwały mi się na myśl dwie rzeczy. Po pierwsze: "Czy Ty będziesz musiała mieszkać u niej, kiedy pojedziesz na wymianę?" (okazało się jednak na końcu, że na szczęście nie), a po drugie (może trochę głupie i wolę nie myśleć, że coś w tym jest...): "Jakie relacje łączą tą osiemnastolatkę z ojcem?". Tego nie wiemy, ale sądząc po jej zachowaniu to hmm... czy aby wszystko w tym domu u niej dobrze funkcjonuje... ;/ Dziwne, że taka osoba, z takim cechami charakteru trafiła na wymianę. Czy w Stanach, w jej szkole nikt nie sprawdzał tego czy dziewczyna jest gotowa, aby wyjechać. Jedynym pozytywnym hasłem w tym wpisie jest to, że już wyjechała i możecie całą rodziną odetchnąć. Nie dziwię się, że była to uciążliwa sytuacja, bo nie tylko Tobie było źle, ale także Twojemu bratu i rodzicom.
    Czekam teraz na te pozytywne posty! ;)
    A tak poza tym to interesuje mnie czy wiesz już, jakie miejsca zobaczysz podczas wizyty w Stanach czy dowiesz się dopiero na miejscu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kinga, ona mi opowiadała sporo o swojej rodzinie. Mieszka z babcią i tatą. Ma niestety niefajne wspomnienia z przeszłości, jej kontakty z mamą praktycznie nie istnieją.
      U nas, w Polsce, aby wyjechać na wymianę, trzeba sprostać wielu wymaganiom. A tam? Tam podobno jadą ci najubożsi i z wielodzietnych rodzin.
      Za każdym razem w planie jest Filadelfia, Waszyngton i Nowy Jork, szczegółów jeszcze nie znam.
      Teraz posty będą na pewno bardziej pozytywne! :)

      Usuń
  2. Jak tak samo jak Kinga myślałam o tym pierwszym jak i drugim... całe szczęście że to nie ona będzie Cię przyjmować na wymianie jak pojedziesz do USA ;))
    Podpinam się pod pytanie Kingi jeśli chodzi o wyjazd do USA ;)
    A ja będę miała do Ciebie wielką prośbę,ale o tym już napiszę w e-mailu jak się odezwiesz ;) u mnie na blogu zostawiłam Ci wiadomość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieje że to nie jest ostatni post odnośnie wymiany;) chętnie bym jeszcze poczytała..

      Usuń
    2. Paula wysłałam do Ciebie mejla!
      Tak jak napisałam wyżej, prawdopodobnie zwiedzamy takie miasta jak Waszyngton, Nowy Jork, Filadelfia, więcej nic nie wiem.
      Na pewno to nie jest ostatni post! Będzie ich jeszcze co najmniej kilka. ;)
      Czekam na mejla. :)

      Usuń
  3. Dziewczyna na pewno była zestresowana, może po raz pierwszy opuściła kraj, rodzinę. Do tego pewnie ma jakieś problemy ze swoją psychiką. Czy w jej amerykańskiej szkole nie zauważono, że nie powinna wyjeżdżać na wymianę ? Mam nadzieję, że ta wizyta nie popsuła Twojej radości z wyjazdu do USA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nadal bardzo się cieszę, że będę mogła tam jechać. Tak, masz rację, to był jej pierwszy wyjazd do innego kraju, w dodatku od razu tak daleko. W jej szkole zauważono, że B. woli spędzać czas sama, że niektórzy nawet czasami się z niej śmieją... Ale najwidoczniej i tak pozwolono jej uczestniczyć w wymianie.

      Usuń
    2. Może myśleli, że taki wyjazd jej pomoże, że pozna innych ludzi, zobaczy inny kraj i jej nastawienie się zmieni...

      Usuń
    3. Też to mi przeszło przez myśl. Albo może nie zdawali sobie sprawy, że zareaguje na to wszystko aż w taki dosadny sposób.

      Usuń
  4. Czekałam niecierpliwie na wpis z wymiany... ale się bardzo zaskoczyłam! Myślałam, że będę czytać o miejscach, które razem odwiedziłyście, co robiłyście w wolnym czasie itp. Jestem trochę w szoku, że tak to wszystko się potoczyło. Rozumiem stres związany z opuszczeniem rodzinnego domu, każdy inaczej reaguje. Jednak coś musi być nie tak już u źródła (czyt. w jej domu) skoro dziewczyna tak się zachowywała. Fakt, tamte strony to zupełnie inna kultura i zupełnie inne zwyczaje, ale mimo wszystko szok. Trochę też dziwi postawa nauczycieli, powinni jednak ulokować po tych wydarzeniach B. z nauczycielką w innym miejscu, aby już nie robić problemów... ale, dobrze że już spokój :). No i że nie trafisz do jej domu :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jeszcze napiszę o tym, co robiłyśmy, ale chciałam na początku po prostu pokazać, że wymiana to jednak nie taka bajka, a przynajmniej nie zawsze. Np. moja znajoma trafiła na bardzo spokojną, ale jednocześnie przyjazną dziewczynę, która nie sprawiała żadnych problemów. Po prostu ja miałam ogromnego pecha, musiałam trochę cierpieć za czyjeś niedopatrzenie i czyjąś złą decyzję.
      Jeszcze pojawią się inne posty na temat wymiany, trochę Wam poopowiadam, bo w sumie jest o czym. :D

      Usuń
  5. Przez cały post tak się zastanawiałam, czy ta dziewczyna podła dobry wiek. Zwariowałabym na Twoim miejscu, mam nadzieję, że w USA trafisz na kogoś "spokojniejszego" :D Czekam na kolejne posty co porabialiście z gośćmi! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam jej paszport, urodziła się w 1997 jak ja. ;)

      Usuń
  6. Nie rozumiem jednego: skoro denerwowała się w związku z wymianą to po co w ogóle na nią się zdecydowała?
    Jak bylam w liceum przyjechala do nas na wymianę dziewczyna z Rumunii. Moja koleżanka z klasy ją przyjęła. I ani złego słowa nie powiedziała. Dlatego różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurcze, a miało być tak fajnie. Szkoda, że trafiła Ci się taka osoba jak B. Sporo musiało być z nią problemów. Mam jednak nadzieję, że jej przyjazd nie był totalną klapą i że jednak te plusy są dostrzegalne. :) To świetna umiejętność znajdowania w czymś złym dobra.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masakra jak to czytam... Ja jestem bardzo zła jak ktoś mi w nocy spać nie daje... Dobrze, że nie będziesz u niej w domu, tylko w innym, bo pewnie po ponownym spotkaniu, Ty musiałabyś zażywać garść tabletek. Życzę Tobie, byś trafiła na normalną i miłą rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Edi. :) Mam nadzieję, że tak się stanie.

      Usuń
  9. Dobrze że ten horror jest już za Tobą, życzę Ci aby Twój wyjazd do USA był bardzo udany :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Srogo...
    A myślałem, że ja jestem dziwny. ;)

    Niby już pojechała, ale zostaje pytanie do kogo Ty trafisz. Bo, jak widać, może być różnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi nawet obiecywano, że w ramach rekompensaty trafię do wspaniałej rodziny. Zobaczymy.

      Usuń
  11. Na początku myślałam, że nas wkręcasz, ale czym dalej czytałam, tym coraz bardziej byłam zszokowana. Kto ta dziewczynę dopuścił do wymiany? Czy nauczyciele potraktowali jej wyjazd jak rodzaj terapii, czy po prostu im to wszystko jedno kto, gdzie i po co jedzie? Dziewczyna przede wszystkim potrzebuje pomocy, profesjonalnej pomocy psychologa, ciekawe czy w jej szkole w Stanach ktoś w ogóle to zauważył? Nie, no, jestem w szoku. To wszystko brzmi, jak historia rodem z amerykańskiego serialu Beverly Hills...
    Bardzo Ci współczuję, że musiałaś przez to przechodzić, najważniejsze, że już sobie pojechała i dobrze, że nie skończyło się to na jakimś przedawkowaniu leków.....
    Życzę Ci, żebys w Stanach trafiła na bardzo fajną, sympatyczną i ciepłą rodzinę i żebyś wróciła pełna pięknych wspomnień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie my się martwiliśmy, że coś się może stać, skoro ona nie jadła, nie spała i jeszcze brała leki...
      Sama nie wiem, dlaczego ona pojechała. Może nikt nie przewidział, że tak zareaguje. Nauczyciele zdawali sobie sprawę z tego, że ona jest nieco inna, odosobniona, ale może nie myśleli, że zacznie się zachowywać aż tak nienormalnie.
      Dzięki Sylwia! :)

      Usuń
  12. podziwiam, że dałaś radę, bo ja pewnie po drugiej nocy szukałabym wszelkich możliwych sposobów, żeby się jej pozbyć od siebie. prawdziwa szkoła przetrwania, jak napisałaś, mam nadzieję, że Ty trafisz zdecydowanie lepiej. :) i głowa do góry, na pewno wiele się nauczyłaś (pewnie o sobie samej też sporo), a to już się skończyło. :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to ja byłam u kresu wytrzymałości i tylko prosiłam, aby ją ode mnie zabrali...
      Cieszę się, że to już się skończyło.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  13. I'm sorry to hear that the exchange visit was not a good one for you!
    www.effortlesslady.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Najważniejsze, że masz to już za sobą. Naprawdę miałaś pecha, że trafiłaś na taką osobę i zastanawiam się dlaczego ta dziewczyna w ogóle trafiła na wymianę. W każdym razie teraz myśl pozytywnie! Polecisz do USA ! :)) I nie będziesz musiała mieszkać u niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropny pech, prawda? Ja się zastanawiałam, czy to jakaś kara...
      Tak, teraz już raczej nie będę w kółko tego wspominać, tylko cieszyć się na październikowy wyjazd. :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  15. Jestem w szoku! Cały czas się zastanawiam czy B. nie jest uzależniona od leków. Bo jak wytłumaczyć to ciągłe upominanie się o tabletki. Bardzo Wam współczuję. Już sobie wyobrażam jak Twój brat się musiał poczuć, gdy dowiedział się że musi się wyprowadzić na chwilę do babci. Całe szczęście wymiana się zakończyła, ale niesmak jednak pozostał :( Obyś tylko trafiła na superową rodzinę, gdy to Ty będziesz na wymianie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mi się wydawało, że ona może mieć jakiś problem z uzależnieniem od leków, ale mi np. tłumaczyła, że w domu zawsze od razu bierze leki, gdy ją coś boli, i to nie jedną tabletkę, ale od razu dwie.
      Dawid w sumie przed przyjazdem B. cały czas powtarzał, że on zamieszka u babci (pewnie trochę się wstydził, stresował). Ale gdy wyszło, że musi się na chwilę przenieść, bo nie ma wolnego łóżka, to potem szybko chciał wracać.

      Usuń
  16. przyznam szczerze, że dziwna ta dziewczyna. Każdy z nam ma problemy w domu, ale żeby zwierzać się obcej osobie? Rozumiem, ze czasami łatwiej jest otworzyć się przed kimś obcym, ja też nie lubię rozmawiać ze znajomymi, że mój ojciec to alkoholik, wolę pisać o tym w listach. Dziewczyna chyba ma problem z uzależnieniem. Dałaś radę i jestem pewna, że trafisz do świetnej rodziny na wymianie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. no to teraz juz wszytsko rozumiem Sara! ale mialas pecha szok! raz w zyciu taka wymiana a Ty tak biednie trafilas - laska dziwaczan i ni epowinni jej nigdzie poscic tym bardziej ze to ponoc pierwszy raz bez taty! helloooll??!! a z tymi tabletkami to jakas katastrofa. powiedz czy laska se nie mogla swoich przewiesc zeby wam nie truc? no mnie by bylo po prostu wstyd! i budzic was po nocach!>? jak sie ciesze ze bedziesz mieszkala u kogos innego. przypomnij mi dokad bedziesz leciala i na ile? buziak :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego jest mi przykro - tak na to czekałam, a tu takie coś, taki pech...
      Mnie też by było wstyd i głupio kogoś budzić. Ona przywiozła sobie swoje leki, ale twierdziła, że jej przeciwbólowe jej nie pomagają. Któregoś dnia przez dwie godziny w necie szukała odpowiednika jakiegoś amerykańskiego leku, który zostawiła w domu, sprawdzała, czy mamy taki w Polsce...
      Lecę do Filadelfii na niecałe dwa tygodnie w październiku ;)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)