sobota, 21 grudnia 2013

Berlińskie muzeum wszystkiego



Kochani, powiem Wam, że TAK, CZUJĘ ŚWIĘTA. Poczułam je już chyba w czwartek, kiedy tłum w Empiku napierał na mnie ze wszystkich stron, a na środku starówki stała dziewczyna trzymająca kartkę z napisem FREE HUGS. Jeszcze bardziej świąteczny nastrój udzielił mi się wczoraj, podczas wigilii klasowej, składania i odbierania spersonalizowanych życzeń, niejednokrotnie bardzo pozytywnie zaskakujących oraz jedzenia pysznego ciasta z napisem HUMAN. Dzisiaj, mimo iż do wigilii jeszcze kilka dni, świąteczny nastrój osiągnął swoje apogeum podczas kupowania prezentów. Z rozdziawioną buzią kręciłam się po sklepach – PRZECENY?! Ale jak to? Byłam pewna, że przed Bożym Narodzeniem jak na złość wszystko drożeje, a sklepy i tak zarabiają, bo przecież bez prezentów się nie obędzie. A dzisiaj zostałam, ku swojemu zaskoczeniu, ale i radości, otoczona napisami SALE. Po powrocie do domu stroiłam choinkę i rozpoczęłam wielkie świąteczne porządki, czyli tradycja. Uroczyście oświadczam, że wzięłam sobie urlop i przez najbliższe 16 dni w szkole mnie nie zobaczą :)






Moja własna opowieść wigilijna musi jeszcze poczekać, za to cały czas mam dla was opowieść berlińską. :) Ostatnim PLANOWYM punktem wycieczki było Muzeum Techniki. Nieco zmęczeni dotarliśmy do niego popołudniu i rozpoczęliśmy zwiedzanie – samodzielne, każdy w swoim tempie, bez przewodnika.

Muzeum Techniki bardziej niż muzeum przypominało mi… no właśnie sama nie wiem co. Coś pomiędzy centrum rozrywki, sklepem ze sprzętem RTV rodem z PRLu, a zbiorowiskiem tego, co akurat się nawinęło. Na pewno to miejsce mocniej zachwyci osoby interesujące się np. motoryzacją albo elektroniką. Jednak nie mogę powiedzieć, że się tam nudziłam, bo muzeum jest ogromne, sama nie wiem, czy zdążyłam zobaczyć wszystko. Wątpię. 








W muzeum były i sale z pociągami, lokomotywami, i z aparatami fotograficznymi, i z telewizorami, radiami, gramofonami, ale również z… sukienkami i torebkami. To zdziwiło mnie chyba najbardziej. 








Jak na Muzeum TECHNIKI przystało, nie brakowało tam nowoczesnych, technicznych rozwiązań, takich jak np. możliwość posłuchania, jaki odgłos wydają poszczególne pojazdy. Były też miejsca, aby się zabawić. Gruby melanż i te sprawy. A tak całkiem serio to mnie skusiła jedna z gier – układanie słów. Każda literka miała przypisany odpowiedni kod np. 1001001. Na jednej ścianie widniały szyfry, na innej przyczepione na magnes literki. Można było się pobawić :D



Co jeszcze zapamiętałam z berlińskiego Muzeum Techniki? Awatara, który gadał w kilku językach i kolejne miejsce na słit focie, podobne do tego w Muzeum Dinusiów i Innych Zwierzątek Historii Naturalnej. Tym razem efekt jest jednak zdecydowanie mniej piorunujący, w dodatku maszyna próbowała mnie porównać do poprzednich osób goszczących w tym muzeum, więc stwierdziłam, że nigdy jej nie zrozumiem i zostawiłam ją w spokoju.




Tak jak wspomniałam, Muzeum Techniki było ostatnim przystankiem w czasie naszej berlińskiej wycieczki. Po zwiedzaniu opuściliśmy Niemcy w dość krótkim czasie – drogi naszych zachodnich sąsiadów to jednak coś, co zasługuje na pochwałę za każdym razem, gdy o nich wspominamy. W życiu byśmy nie pomyśleli, że do domu dotrzemy po 20 godzinach… Opowiem Wam wszystko w jednym z  następnych postów!

Tymczasem wracam do sprzątania. Muszę Wam zdradzić, że porządkowanie wcale nie jest takie złe, chociaż zajmuje mi zwykle bardzo dużo czasu – kiedy już biorę się za sprzątanie, to zachowuję się jak pedantka, wycieram z osobna każdy bibelot. Sporo czasu zajmuje mi też tańczenie, wiecie, to tak przy okazji, i przełączanie/pogłaśnianie piosenek… 




Nie zapomnijcie o odpoczynku w czasie gorączkowych świątecznych przygotowań!

Sara



3 komentarze:

  1. świetne te muzeum ! nawet sukienka się znalazła haha :))
    pozdr i zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nice photos:)
    Kisses

    www.deeaella.blogspot.ro

    OdpowiedzUsuń
  3. sale z pociągami odwiedziłabym pewnie jako pierwsze!!! zazdroszczę tego punktu wycieczki :D!
    też byłam przekonana, że sklepy nie robią promocji. choć, może te sale to tylko taki chwyt, a same obniżki są bardzo niewielkie..
    gratuluję tak długiego wolnego :D ja ostatni raz na uczelnię zaszłam 20go na hiszpański i wracam od razu na egzamin 7go stycznia :D niby wolne, niby urlop, ale niestety pracy co nie miara ;_; ale, odpoczywaj! ^^

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)