czwartek, 19 grudnia 2013

Pierniki nie tylko w Toruniu



Dopiero co skończyłam kaligrafować dwie i pół strony z rozprawką, więc jak wplotę gdzieś o Longinusie Podbipięcie, to wybaczcie.

Stwierdziłam, że dam Wam na moment odpocząć od muzeów (jeszcze jedno z nich przed Wami), za to opowiem Wam jak to było z tymi Weihnachtsmarktami (dłuższego słowa nie mieli). Weihnachtsmarkt, czyli po prostu jarmark świąteczny, bożonarodzeniowy. U nas w Polsce też można spotkać jarmarki bożonarodzeniowe, ale trudno je porównywać z tymi berlińskimi. Sama dzisiaj mijałam w mieście coś, co nazywa się rzekomo jarmark świąteczny, ale te kilka budek ustawionych na środku starówki za nic nie tworzyło takiego klimatu jak drewniane domeczki z Berlinie.
 



Jarmark miał być główną atrakcją naszej wycieczki. Wiem, że niektórzy nawet czytali o nim w necie i napalili się na to i owo. Ja w sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na pewno jedzenie, jakieś bibeloty… Ale chciałam pójść na taki jarmark, bo jednak to jakieś nowe doświadczenie życiowe, a wspomnienia trzeba kolekcjonować :)

Pogoda oczywiście nie dopisywała. To nawet mało powiedziane – przez cały czas próbowała nam coś udowodnić, tylko co? To, że jesteśmy niemile widziani w Berlinie? To, że nieładnie jest opuszczać szkołę? To, że i tak ona tu rządzi i na żaden jarmark nie pójdziemy? 




Poszliśmy. Tylko że tak jakby… nas nie wpuścili. Jarmark był zamknięty z powodu porywistego wiatru. Zamiast niego wylądowaliśmy w galerii handlowej, która już nie roztaczała wokół siebie tak magicznej aury, jaką rzekomo tworzy targ… Ale co tam. W końcu byliśmy w Berlinie DWA dni. Liczyliśmy na to, że następnego dnia uda nam się poczuć ten czarodziejski klimat.




Kolejnego dnia, w mikołajki, mijaliśmy po drodze kilka jarmarków. Albo były zamknięte (ponownie z powodu okropnej pogody), albo nie mogliśmy się na nich zatrzymać. W końcu znowu pozostała nam galeria. Powiem Wam, że to dość duża rozbieżność – swojski targ i nawet z lekka ekskluzywna galeria (no dobra, McDonald’s może był z tego najmniej ekskluzywny). Wiele osób było niezadowolonych i, co tu kryć, zawiedzionych. Pogodziliśmy się z tym, że po pobycie w galerii, czeka na nas już tylko Muzeum Techniki i że od teraz hejted: pogoda w Berlinie. Los miał dla nas jednak niespodziankę...

Pogoda wcale się nie poprawiła. Nadal mocno wiało, nadal padał śnieg, który po chwili zamieniał się w błotnistą maź na ulicach. Jednak, ku naszemu zaskoczeniu, z okien autobusu zobaczyliśmy otwarty Weihnachtsmarkt. Tylko co z tego, skoro nasz napięty harmonogram nie przewidywał pobytu na jarmarku o tej godzinie… 




Okazało się, że nasz przewodnik to nie drzewo (jak niektórzy podejrzewali), lecz istota o ludzkich uczuciach. Pozwolono nam przejść się po Weihnachtsmarkcie. Mieliśmy na to… zaledwie 15 minut. Lepszy rydz niż nic. Chociaż przez pogodę i tak krótki czas nasze odwiedziny na jarmarku przypominały bieg. Niektórzy szukali sobie czegoś smacznego do jedzenia, inni pstrykali dla Was zdjęcia. Inni czyli ja. Najchętniej robiłabym zdjęcia wszystkiemu i wszystkim, tak samo z degustowaniem i smakowaniem. Niestety, czas i aura na to nie pozwoliły. Ale kilka fotek jednak dla Was mam :)





Co można było kupić na takim targowisku? Z tego, co zdążyłam wyłapać, to pierniki o różnych kształtach, owoce w czekoladzie, gofry, kiełbaski, ogólnie różnego rodzaju jedzenie. Poza tym biżuterię, czapki, szaliczki i wszystko to, bez czego nie dałoby się przetrwać takiej pogody, jaka wówczas była. Na jarmarkach są też karuzele i diabelskie młyny, ślicznie podświetlone, ku naszemu strapieniu, zazwyczaj w taką pogodę – nieczynne.

Po przygodach, które wciąż były przed nami, stwierdziłam, że nigdy więcej nie pojadę na wycieczkę zimą. Muszę jednak przyznać, że z chęcią odwiedziłabym taki Weihnachtsmarkt na dłużej… Spokojnie przeszła między drewnianymi budkami, próbując, co też mają mi do zaoferowania sprzedawcy. Być może kiedyś zamieszkam w Niemczech (choć raczej tego nie planuję), wtedy zimą będę mogła odwiedzać jarmarki codziennie. O ile nie będą zamknięte.

Jak tam u Was przed świętami? Macie już choinkę?

Sara

11 komentarzy:

  1. Beautiful pictures.
    effortlesslady.blogspot.ca

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczne zdjęcia! U mnie choinki nie będzie, bo na święta jadę do babci i u babbci będzie postawiona ;p

    niikablog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałaś Ogniem i mieczem? :D :D
    zadali wam to jako lekturę? jak wrażenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie czytałam, to nie była nasza lektura, dostałam jedynie fragment do zinterpretowania, a później musiałam napisać w oparciu o niego rozprawkę ;)

      Usuń
    2. i jak, podobało się?

      Usuń
    3. To był niezbyt długi fragment, więc trudno mi jakoś dobrze ocenić, ale powiem tak: miałam do wyboru dwa teksty do zinterpretowania, jeden z "Ogniem i mieczem", drugi z jakiegoś opowiadania Sapkowskiego. Tekst Sienkiewicza przeczytałam jako pierwszy i nie odrzucił mnie, więc coś w nim musiało być, język i styl nieco trudny, ale i barwny. Chociaż nie przepadam za Sienkiewiczem raczej, ale otrzymany fragment nie był zły. :)

      Usuń
  4. ale super to wygląda :) wybrałabym się tam :)

    - A.
    adriannaislookingforastyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A właśnie, że mieli! Chociażby: Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam pierniki, zreszta nietylko, kocham wszytskie slodycze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. przepięknie w święta <3
    http://rozaliafashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak tam cudownie :) Ja właśnie dzisiaj ubrałam choinkę :)
    Zapraszam : http://pp-popolsku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)