czwartek, 30 kwietnia 2015

Nie potrafię się zakochać - wymiana #7



Kilka podejść. Szum morza, gwar miasta. Nie udało się.

Szał zakupów. Śliczne pocztówki. Kolejna porażka.

Nawet autostrada nie pomogła. Niby mogliśmy się szybciej zobaczyć, częściej widywać, ale co z tego?

Może to wina niezaliczonego Starbucksa?
  



Gdańsk przyciąga, Gdańsk potrafi zauroczyć, ale nie mnie. Nie potrafię zakochać się w Gdańsku. Zwiedzałam to miasto, jeździłam tramwajami, wysłuchałam koncertu organowego w Oliwie i rozmawiałam ze zwierzątkami z oliwskiego zoo. Nie pominęłam Muzeum Solidarności, dworca głównego ani plaży. Jadłam hot-dogi w gdańskiej Ikei i cheeseburgery w gdańskim McDonaldzie. Tylko ten Starbucks mi nie po drodze, no!
 



Środa, właściwie przedostatni dzień wymiany. W piątek rano Amerykanie opuszczali Toruń i udawali się w kierunku Warszawy. Mimo że moje stosunki z B. w środę nie wyglądały najlepiej, to jednak miło wspominam tę wycieczkę. Było zimno, tak zimno, że w ten kwietniowy dzień założyłam zimową kurtkę. Na szczęście nie padało – deszcz to chyba jeden z najgorszych chochlików psujących wycieczki. Wraz z przewodniczką przechadzaliśmy się po starówce. Swój spacer zaczęliśmy na moście nad Motławą. Obowiązkowo przeszliśmy obok żurawia, jednego z najbardziej charakterystycznych obiektów miasta.



Dotarliśmy także na ulicę pełną sklepów z bursztynem – podobno młode pary właśnie to miejsce wybierają na tło swoich sesji ślubnych. Kolejnym punktem były lwy, a przy nich teksty w stylu: To moje zwierzątko domowe, nie twoje. 




Weszliśmy również do największej świątyni na świecie zbudowanej z cegły. Tam chętni mogli udać się na wieżę katedry. Znaleźli się tacy śmiałkowie, a wśród nich ja. Liczba 412 stopni nie przeraziła nas (a powinna). Po 200 nie miałam już sił, po 300 chciałam usiąść i błagać o zaniesienie, po 350 modliłam się o windę, a po 400 przestałam oddychać. Albo z wysiłku, albo dlatego, że dech w piersi zaparły mi widoki roztaczające się z siedemdziesięcioośmiometrowej wieży. Jedna z Amerykanek po dotarciu na sam szczyt położyła się i leżała plackiem przez kilkadziesiąt sekund. Zejście było trochę łatwiejsze, nie spadłam, nie połamałam nóg, co dziwne, bo moi domownicy przyzwyczaili się już do tego, że spadanie ze schodów jest dla mnie czymś normalnym.

 
Więcej zdjęć z wieży w jednym z kolejnych postów. :)

Pominięcie Neptuna byłoby wielkim niedopatrzeniem. Pamiętam, że kiedy ludzie pstrykali zdjęcia pomnikowi, B. okropnie mnie wkurzyła. Ja również chciałam mieć zdjęcie z Neptunem, ale B. oczywiście musiała wejść w kadr i zakomunikować: Patrz Sara, gołąb! Ech.

W Gdańsku zjedliśmy obiad, podczas którego otrzymałam kilka słów otuchy, wsparcia i współczucia od innych Amerykanów. Później mieliśmy trochę czasu wolnego. Ja wylądowałam w Pi Kawie z kilkoma innymi osobami. Genialne miejsce, pyszne herbaty, no i mają crème brûlée, którego w życiu nie jadłam, a chciałabym spróbować. :D
 
Wykadrowałam B. (zła Sara)

Później przez prawie godzinę jechaliśmy do Sopotu. Tam naszym jedynym punktem było molo. Jakie było moje zdziwienie, gdy większość Amerykanów nie doszła do końca molo. Taka atrakcja, w końcu to najdłuższe molo nad Bałtykiem, mierzy pół kilometra. Byliśmy poza sezonem, więc za molo nie trzeba było płacić. Amerykanów jednak pokonało zmęczenie. 






B. nakupowała w Trójmieście drogich bursztynowych zawieszek, ja nakupowałam pocztówek i obie byłyśmy tak samo zadowolone. :)





 



Ale nadal nie potrafię zakochać się w Gdańsku!

A Wy?

Udanej majówki!

Sara

17 komentarzy:

  1. Hahaha, widzę, ze obie darzymy Gdańsk miłością...kiedyś, przez krótki okres czasu mieszkałam zaraz przy Motławie, miałam 5 min drogi do Starego Miasta...i niezbyt mile ten okres wspominam. W sumie nie wiem czym było to spowodowane...chyba mi po prostu Gdańsk nie przypasował. Natomiast Gdynię uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w Gdańsku byłam tylko przejazdem, Gdynię lubię, ale są ładniejsze miejsca moim zdaniem ;) Piękne zdjęcia no i pocztówki, szczególnie ta stara z Sopotu :D skoro udało Ci się zdobyć wieżę Gdańskiej katedry to zapraszam także i na Gnieźnieńską haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Gnieźnie i pominęłam wieżę, niemożliwe. :o Wrócę tam!

      Usuń
  3. Ja byłam w Gdańsku tylko raz i jednak zakochałam się w tym mieście. :) Mimo, że nie zwiedziłam wszystkich tych punktów, o których mówiłaś. Gdańsk jest miastem, do którego z pewnością chcę powrócić. Byłam tam gdy było bardzo zimno (mimo że był to początek czerwca!) i nie mogłam czerpać 100% przyjemności. Mam nadzieję, że tam wrócę. Pocztówki piękne! Ja z trójmiasta mam tylko jedną, przywiezioną podczas mojej wycieczki. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w Gdańsku, ale stanowczo za krótko! Dosłownie 2-3 godziny :( Bardzo mi się miasto podobało i może następnym razem spokojnie spędzę tu cały dzień. A spieszyło nam się tylko dlatego, że mój mąż chciał zobaczyć Westerplatte.
    Pocztówki piękne kupiłaś, szczególnie reprint jest cudny i widok z lotu ptaka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, Westerplatte też widziałam, byliśmy tam na wycieczce klasowej. Życzę Ci kolejnej wycieczki do Gdańska, skoro spodobało Ci się to miasto. :)

      Usuń
  5. Ja niestety nigdy nie byłam w Gdańsku, choć to miasto także znajduje się na liście miejscowości, które chciałabym odwiedzić.Ja także postąpiłabym tak samo - wykadrowała coś co mnie wkurza ;)
    Najbardziej podoba mi się pocztówka ze statkiem. No i co do wież, to chętnie bym weszła na nią, bo uwielbiam takie widoki z góry. Jak byłam we Wrocławiu, to tylko jak była możliwość wejścia na wieżę, to z koleżanką korzystałyśmy od razu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wchodzę na wszelkie wieże, bo oglądanie miasta z góry to coś, co uwielbiam! :D Jak będę we Wrocławiu, to zapamiętam sobie, aby też poszukać jakiegoś punktu widokowego.
      Edi, życzę Ci tej wycieczki do Gdańska, abyś na własne oczy zobaczyła to miasto i zakochała się w nim lub nie. Daleko masz, ale wszystko przed Tobą. :) Ściskam!

      Usuń
  6. W Gdańsku byłam kilka razy i w sumie to go lubiłam, dopóki nie musiałam spędzić tam tygodnia wakacji i popołudniami i wieczorami szukać jakiś w miarę tanich knajpek, nie wspominając o tym, że szukaliśmy jakiegoś interesującego miejsca do potańczenia, jednak nasze plany posypały się w drobny mak, bo okazało się, że w piątkowy wakacyjny wieczór, wszystko jest zamknięte na cztery spusty a młodzi ludzie pakują się w SKM i pędzą do Sopotu się zabawić. W sumie zrobiliśmy to samo i kolejne dni więcej czasu spędziliśmy w Sopocie niż w Gdańsku, do którego wracaliśmy praktycznie na nocleg lub korzystaliśmy z gdańskiej plaży, która akurat nam się podobała, bo nie była zatłoczona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdańsk jest drogi - pocztówki, pokoje do wynajęcia, wszystko drogie. :(

      Usuń
  7. W Gdańsku byłam tylko raz, w sezonie letnim. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Spędziłam tam tylko jeden dzień, ale wiem że jeszcze kiedyś odwiedzę Gdańsk, szczególnie Stare Miasto. Czytając Twoje zmagania z tak dużą ilością schodów, uśmiechałam się i przypominałam, że w moim przypadku było podobnie:D ale widoki rekompensują wysiłek! gdyby ktoś się kiedyś wahał - naprawdę warto, zdjęcia tego nie oddają.
    Mnie w Trójmieście, ponownie rozczarował Sopot - tłumy, bilety, brudna woda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My akurat na sopocki tłum nie trafiliśmy, ale może było to związane z porą - kwiecień, chłodno? Nie kąpałam się, więc stanu wody nie mogę ocenić. :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ja mieszkam w Gdańsku... no, prawie, bo niedaleko. Ale w Gdańsku się urodziłam i jestem z nim silnie związana. Kocham to miasto niesamowicie i jestem trochę zawiedziona, że go nie polubiłaś... ale każdemu układa się inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że to po prostu trzeba poczuć od razu. Nie można się zakochać w danym mieście, można je jedynie kochać całym serduchem jak tylko się je zobaczy i poczuje. Ja tak miałam z Gdańskiem i na pewno nie jestem jedyna. Ale rozumiem Cię. Są takie miejsca na ziemi, którymi ludzie strasznie się zachwycają a ja zupełnie tego nie czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Gdańsk już mnie pewnie w sobie nie rozkocha. Ja całym sercem kocham Toruń, tam się urodziłam i mimo że już tam nie mieszkam, to wychwalam Toruń pod niebiosa. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Ja również nie potrafię zakochać się w Gdańsku... Szkoda, że nie byliście w Gdyni :D. Aż godzinę do Sopotu?! Kurcze, SKMką jedzie się jakieś 25 minut z głównego :P. Muzeum Solidarności odwiedziłam w październiku, kiedy było jeszcze a darmo, niestety bez aparatu -.- Jedynie telefonem udało się zrobić kilka zdjęć, ale warto było tam pójść, z zewnątrz budynek mnie jakoś nie zachęcał, natomiast w środku znalazło się sporo ciekawych rzeczy do zobaczenia! Jeśli chodzi o Sopot, to fajnie, że molo było bezpłatne, bo wydawało mi się, że po tej akcji, kiedy pewien "rajdowiec" wjechał na molo samochodem w nocy, władze miasta miały zadecydować o pobieraniu opłat nawet w godzinach już wieczornych i nocnych, o każdej porze roku -.-

    OdpowiedzUsuń
  11. Ahhh Gdańsk... Od dziecka kochałam to miasto i marzyłam, żeby w nim mieszkać. Marzenie się spełniło i już półtora roku tu mieszkam, a kocham chyba jeszcze bardziej niż wcześniej :) Następnym razem jak będziesz chciała wybrać się do Gdańska to daj znać, pokażę Ci trochę mniej znane i równie fajne miejsca :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)