poniedziałek, 30 grudnia 2013

365 uśmiechów, 52 zaskoczenia i 12 zmian



Podsumowanie. Nie będę się powtarzać, dlatego wcale nie napiszę Wam, że kocham podsumowania. O tym, że kocham podsumowania możecie sobie przeczytać tutaj.

Jeśli już zorientowaliście się, jak bardzo kocham podsumowania, możecie zapoznać się z tym, które przygotowałam dla Was w przededniu wigilii Nowego Roku, w czasie której sklepy monopolowe przeżywają zatrzęsienie, liczba wyświetleń Bałkanicy/Ona Tańczy dla mnie/Gangnam Style na YouTube nagle drastycznie wzrasta, a niebo mieni się wszystkimi kolorami i dziwnie strzela. Sylwester! Cieszę się, że ten rok dobiega już końca. Wierzę, że wraz z nadejściem nowego roku, 2014, zmienią się nie tylko dwie końcowe cyferki w dacie pisanej co dzień tuż obok tematu. Czysta karta, nowe możliwości, postanowienia, w których a nuż tym razem wytrwam? Zawsze się łudzę… Ale nie zamierzam z tego rezygnować. Za każdym razem wkraczam w nowy rok z uśmiechem i wielką nadzieją na lepsze, na pozytywne zmiany. Zawsze staram się zaczynać od siebie, a dopiero później próbować zmienić świat.

Zastanawiałam się przez długi czas, w jaki sposób podsumować ten rok, aby nie było to żmudne, a przy tym pozostało przejrzyste. Pomysł podsunęła mi StyleDigger – spodobał mi się jej prosty, ale jakże efektowny sposób na podsumowanie Blog Forum Gdańsk 2013. Polski alfabet przybywa z pomocą!


Co kojarzy mi się z minionym rokiem?

A jak… autokar. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że spędziłam w 2013 roku w autokarze 100 godzin, a nawet więcej. Czy jestem w związku z tym specjalistką od autokarowej nudy? Nie sądzę. Poznałam za to sposoby na spanie w niewygodnym fotelu, chociaż na pewno nie wszystkie i zorientowałam się, że nawet nieznany ci osobnik, posadzony obok pod przymusem, może okazać się sympatycznym partnerem do gry w karty.



B jak… bal gimnazjalny. To taki przedsmak studniówki. Bawiliśmy się świetnie, motyw retro okazał się strzałem w dziesiątkę, a zdjęcia z tego wydarzenia mogę oglądać w kółko, nie przestając się śmiać. Przepis na udany bal według mojego starego rocznika? Piosenki sprzed czterdziestu, trzydziestu i dwudziestu lat + One Direction. 




C jak… czas. Pędził szybciej niż Pendolino i Dreamliner (ale ten niezepsuty. Dopiero co snułam wiosenne plany, a tu już koniec roku szkolnego. Po chwili początek kolejnego, którego pierwszy semestr śmignął szybciej, niż mogłoby się wydawać.

D jak… decyzje. Naprawdę nienawidzę podejmować decyzji. Kto to w ogóle wymyślił? Wybór między jednym a drugim, kilka słów, które mogą zaważyć o kolejnych tygodniach, miesiącach, a nawet latach. Nie lubię się w to bawić, ale zdaję sobie sprawę, że od podejmowania decyzji nie da się uciec.

E jak… efektywna organizacja zajęć. Umiejętność, której do tej pory nie opanowałam. Nieraz w ostatnich miesiącach brakowało mi zdolności dobrego planowania i organizowania czasu.

F jak… fotografia. Jakoś wszyscy się nią ostatnio interesują. A ja nie. Dlaczego więc miniony rok tak bardzo kojarzy mi się z robieniem zdjęć? Myślę, że ma to związek z zeszłorocznym prezentem gwiazdkowym, który umożliwił uwiecznianie ważnych i tych zupełnie nieistotnych, ale ulotnych chwil. Dysk komputera zaczął się zapełniać coraz to nowszymi folderami… I myślę, że na nich nie poprzestanie.
 





G jak… GiLA. Nie wszyscy z Was wiedzą, ale w roku 2013 opuściłam mury słynnego Gimnazjum Akademickiego w Toruniu (choć jeszcze większą sławą cieszy się Liceum Akademickie). Pobyt w tej, jakże odmiennej, szkole był na pewno ciekawym doświadczeniem, którego może nie wpisze sobie w CV, ale na pewno będę wspominać. W szczególności zapadła mi w pamięć kultura i specyfika, których zapach można było poczuć już na korytarzu.




H jak… human. Skoro opuściłam gimnazjum, to wypadało pójść gdzieś dalej. Nie będę lekarzem, nie dla mnie pracowanie jako naukowiec, nie zostanę ekonomistką. Jeśli chodzi o półkule mózgowe to moja prawa wiedzie prym. Nie będę bezrobotna, nie martwcie się, poradzę sobie. Jeśli ktoś jest w czymś naprawdę dobry, wkłada sporo wysiłku w to, co robi, to wierzę, że mu się to opłaci. 




I jak… Italia. Pierwsze wakacje w kraju, w którym słońce grzeje w inny sposób. Opisywałam Wam je chyba przez tydzień, nie dam rady więc umieścić wszystkich zachwytów w kilku zdaniach. Wiem jedno – na pewno tam wrócę.





Ciąg dalszy już jutro! Kolejne literki, wspomnienia i skojarzenia.

9 komentarzy:

  1. Ukradłaś mi pomysł na podsumowanie roku. :)
    Wszystko super, ale denerwuje mnie strasznie ucinanie tak postów. Wiem oczywiście, że może mieć to różne podłoże - przyciąganie czytelników albo chociażby brak czasu, ale nie podoba mi się po prostu. Ja muszę przeprowadzić myśl od początku do końca. ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę z tego, że czytelnicy są leniwi i nie każdy przeczytałby posta w całości - a wierz mi, że gdybym nie podzieliła wpisu, wyszedłby on bardzo, bardzo długi... Drugą część mam już gotową, jutro zapewne się pojawi :)

      Usuń
    2. Nie no, wierzę, po prostu mówię, że to takie kompletnie nie w moim stylu - choćby post miał mieć kilometr długości, to ja taki wstawię, bo wakacyjną podróż opiszę w jednym poście a nie w kilku. Ale to już tam każdy ma swoje zwyczaje. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

      Usuń
  2. I love the pink dress on you. So pretty. Thx for sharing your lovely photos. Would you like to follow each other on GFC? Please let me know on my blog so I can follow back. Thank you.
    xox
    Lenya
    FashionDreams&Lifestyle

    OdpowiedzUsuń
  3. Thanks for visiting, great photos.
    Effortlesslady.blogspot.ca

    OdpowiedzUsuń
  4. Rok 2013 <3 ! LOFKI ! SYCYLIA, BEST EVER AND NEVER FORGET ! ; *

    OdpowiedzUsuń
  5. Hihihihi nawet o Karolu wspomniałaś

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)