niedziela, 22 grudnia 2013

Sława, czyli o tym, dlaczego byłam na pasku w TVN24



Według niezawodnego Google Maps trasa Berlin-Toruń liczy 424km, a pokonanie jej zajmuje niecałe 5 godzin, właściwie to 4 i pół. Doliczmy do tego postoje, pomyślmy o przepisowej jeździe i o tym, że wieziemy prawie 50 duszyczek i mnóstwo kilogramów bagażu. Mimo że jestem na humanie, to na szczęście nauczyłam się dodawać już w podstawówce i… no nie wychodzi mi 20 godzin, nie wychodzi. Czyżbym coś pominęła? Ach, tak, przecież zawsze trzeba wziąć pod uwagę korki na drodze ekspresowej, nie należy zapominać o pogodzie i ukochanym Ksawerym, trzeba także respektować przewrócone ciężarówki, których nikt nie raczy usunąć przez kilka godzin. Dodajmy do tego ewakuację do pobliskiej wiejskiej szkoły, a 20 godzin nie okaże się niczym szokującym. Po fakcie. Wtedy wydawało nam się to abstrakcją, złym snem, czymś zupełnie niepojętym i niezrozumiałym. Ale od początku…
 



Pierwszy raz stanęliśmy w korku przed Gnieznem, o dziwo, na ekspresówce, co wtedy wydawało się naprawdę niedorzecznym wydarzeniem. W kółko powtarzałam: Takie rzeczy tylko w Polsce. Myśleliśmy, że zatrzymaliśmy się na chwilę. Okazało się, że moment to pojęcie względne i może trwać nawet półtorej godziny. Spotkał nas i tak optymistyczny scenariusz – w radiu ostrzegali, że zator rozładuje się za dwie godziny, a nam udało się z niego wyjechać nieco wcześniej. Dobra, pierwsze koty za płoty, dalej będzie z górki! Hm. Niezupełnie. 



Ksawery szalał jak opętany, a śnieg sypał i nie miał zamiaru przestać. Tiry przewracały się jak klocki domina, nieprzygotowane na tak niesprzyjającą aurę. Utknęliśmy w jednym miejscu, nawet nie potrafię Wam powiedzieć gdzie. Autokar stał bez ruchu, po czym postanowił zawrócić, co nie okazało się takie łatwe. Jednak kiedy już się udało, przejechaliśmy kilka kilometrów tylko po to, aby zatrzymać się… w innym miejscu. Na całe 5 godzin. Wyobrażacie sobie to? Noc, ciemno, zimno, jedyną toaletą, z której możemy skorzystać, jest pobliski las, przy czym temperatura była mocno na minusie. Niektórzy byli głodni, bo nie mieli już przy sobie żadnego jedzenia. Gdy teraz o tym opowiadam, to brzmi trochę jak dramat. Ale przetrwaliśmy.


Najgorsza była niewiedza i nieświadomość – nikt nie zdawał sobie sprawy, dlaczego stoimy w korku, ile ma on kilometrów, jak długo jeszcze nie będziemy mogli się ruszyć. Pamiętam, jak próbowałam spać – tej nocy w objęciach Morfeusza byłam może jakieś 3 godziny. Za każdym razem kiedy się budziłam, patrzyłam przez okno i za każdym razem widziałam to samo drzewo, co wpędzało mnie w coraz większą rozpacz. Telefony rozładowane, rodzice nie śpią ze stresu, a my z irytacji i zdenerwowania zaczynamy gadać od rzeczy i przekomarzać się. 


 

Nagle, jakoś rano, gdy zrobiło się już jasno na dworze, postanowiono nas ewakuować do pobliskiej szkoły. Tylko dlaczego dopiero teraz?! Nie można było o tym pomyśleć 5 godzin wcześniej? Najwidoczniej nie. Tak naprawdę sytuacja była bardzo trudna. Dopiero po powrocie dowiedziałam się, że w województwie kujawsko-pomorskim pogoda potraktowała kierowców najokrutniej. Tiry przewracały się, a kiedy inne próbowały je ominąć, również traciły równowagę. Orkan Ksawery nie zamierzał pomóc, przeszkadzał, jak tylko mógł, nawiewając śnieg z pól na drogi, przez co pługi nie mogły dotrzeć do przewróconych pojazdów. Dopiero rano można było cokolwiek zrobić. O sytuacji panującej w kraju mówiono w telewizji przez cały czas, a nasza grupa pojawiła się nawet na pasku w TVN24! Ach, ta sława. Szkoda tylko, że przyćmiona tak przykrymi okolicznościami.




Kiedy dotarliśmy do ciepłej szkoły, zaspokoiliśmy nasz głód, rozgrzaliśmy się, pijąc gorącą herbatę, odświeżyliśmy się i naładowaliśmy telefony. Nikt nie miał pojęcia, jak długo zostaniemy w tym miejscu. Próbowaliśmy zabić czas rozmową o niczym i graniem w różne gry. Ale teraz będzie najlepsze! Kiedy po kilku godzinach opuściliśmy szkołę, okazało się, że musimy się… cofnąć. Do Gniezna! Ach, zapomniałam wspomnieć, gdzie znajdowała się szkoła – w Rogowie, dokładnie 99km od Torunia, a 25km od Gniezna. Nie było podobno żadnej możliwości powrotu do naszego ukochanego miasta, drogi były albo zakorkowane, albo zasypane, albo jedno i drugie. Udaliśmy się do Gniezna, jadąc bardzo powolutku i ostrożnie autokarem. W pierwszej stolicy Polski wsiedliśmy do… pociągu. I nim szybko oraz bezpiecznie dotarliśmy do Torunia. 




Planowo powinniśmy znaleźć się z powrotem w domu o północy. Tymczasem los i pogoda tak nam sprzyjały, że do Torunia dotarliśmy o 14:00… następnego dnia.

Śmiać mi się chce na samą myśl, gdy przypominam sobie, że w tamten mikołajkowy piątek, kiedy nic nie zwiastowało naszych przygód, miałam zamiar dodać w sobotę post. Tak jakby nie wyszło, bo po powrocie zasnęłam i spałam do wieczora, a później jeszcze całą noc. 




To chyba tyle, jeśli chodzi o nasz druzgocący powrót.




W Berlinie kupiłam trochę pocztówek. Już odwiedzając stolicę Niemiec w sierpniu, zdecydowałam się na zakup kilku, możecie je zobaczyć tutaj.

Trzymajcie się, kochani, przed wigilią jeszcze na pewno do Was zajrzę!

Sara

7 komentarzy:

  1. genialne zdjecia
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2013/12/gold-accent.html

    OdpowiedzUsuń
  2. ale miałaś przygody! jeszcze lepsze, niż ja ostatnio podczas powrotu do domu z Trójmiasta. no ale, mi nie towarzyszył Ksawery a jedynie Przewozy Regionalne :D a te pocztówki są czaderskie. pierwsza bardzo fajna, taka inna, no i serduszkowe pozdrowienia z Berlina budzą u mnie sympatię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ekhm, Wigilia pisze się wielką, kiedy chodzi o Wigilię Świąt Bożego Narodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że Wigilia w znaczeniu "dzień poprzedzający Boże Narodzenie" piszemy wielką literą. Nie to miałam jednak na myśli :) Chodziło mi o wigilię w znaczeniu "uroczysta kolacja jedzona w przeddzień Bożego Narodzenia", bowiem przed Wigilią (czyli przed jutrzejszym dniem) nie uda mi się napisać notki, ale przed wigilią (wieczornym, uroczystym posiłkiem) na pewno dam radę to zrobić :) Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wątpliwości.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. rewelacyjne zdjecia :) masz moze ochote na wspolna obserwacje? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeej, ale przeżyłaś przygodę ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nastrajasz mnie do tego zeby sie gdzies wybrac :) juz dzis rano szukalam lotow na nasz letni urlop :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)