wtorek, 24 września 2013

Podstawy świetlnej magii



 Macie czasami takie uczucie: udało Wam się uczestniczyć we wspaniałym wydarzeniu, tak wspaniałym, że pragniecie, aby każdy, kogo znacie (ale w sumie też kogo nie znacie, a co tam, niektórzy, [czytaj: ja],  chcieliby przytulić do serca cały świat) miał szansę wziąć w nim udział, poczuć to, co Wy? Ja mam tak nazbyt często, nie wiem, czy to daje znać o sobie altruistyczna dusza, czy to jakiś nieco bardziej zawiły aspekt psychologiczny.
W każdym razie nieważne, czy to wycieczka do innego kraju, festyn czy nawet film obejrzany w kinie – jeśli wydawał mi się nieziemsko wręcz genialny i warty zobaczenia, żałuję, że nie każdy miał szansę/okazję/czas/możliwość się z nim zapoznać. Tak samo żałuję, że nie wszyscy z Was w zeszłym tygodniu odkryli nowe oblicze toruńskiej starówki i dali radę  (lub też nie wiedzieli, że mogą dać radę – ta niewiedza i niedoinformowanie bywają czasami nawet gorsze od niemożności realizacji, bo gdy człowiek uświadamia sobie, że coś MÓGŁ, ale o tym NIE WIEDZIAŁ, to może sobie najwyżej pluć w brodę, wyciągnąć wnioski :)
Ale nie żyjemy na planecie niemych. Mamy język, głos, mamy także… klawiaturę, aby móc innym, choć w niewielkim procencie, przekazać pozytywną energię, a także spróbować zabawić się w czarodziei i przenieść te osoby do miejsca, o którym chcemy opowiedzieć.
Niech więc ten wpis będzie nieco złożonym zaklęciem, a zdjęcia magicznym lustrem, które umożliwi Wam teleportację. To jak, gotowi na czary-mary?
Najpierw przeniosę Was w okolice 31 października. Gdzieś wymyślono, aby wkładać do dyni świeczki. Wyobrażacie sobie, abyśmy my chowali świeczki w kapuście? A może wtykali latarki w ziemniaki? Brzmi to może z lekka absurdalnie, ale Halloween się rozpowszechnia. Dotarło już nawet do Torunia, a konkretniej w okolice Ruin Zamku Krzyżackiego – tyle że dynie są stosunkowo drogie, ale doskonale je zastąpiono, tworząc bardzo klimatyczne miejsce…




Ścieżka oświeconych, czyli kolejna świetlna instalacja, której ja nadałam wdzięczną nazwę – trawa umieszczona była na ulicy Ciasnej (szerokość tej uliczki wynosi 3 metry). Cóż mogę napisać, na ulicy było, no… ciasno. Serio. Możecie mi nie wierzyć, ale było tam naprawdę ciasno.


Katedra niewątpliwie robiła wrażenie, jednak największe wcale nie z zewnątrz (nie oceniaj książki po okładce – to przysłowie pasuje tutaj idealnie!), a od wewnątrz gdzie rozbrzmiewał gong, paliło się mnóstwo świeczek… W środku panowała specyficzna atmosfera, można było usiąść i nawet porozmyślać, a tłum ludzi wcale w tym nie przeszkadzał. Za to dźwięki gongu skutecznie powodowały głośniejsze bicie serca. 




 
Iluminacja na budynku urzędu miała swoje gorsze i lepsze momenty, słyszałam opinie, że najlepsze w całej projekcji były… reklamy. Ale może dzięki temu mappingowi ktoś chętniej uda się do urzędu, aby załatwić jakąś nieprzyjemną sprawę?




Świetlne maski Bwindi były jedyną płatną atrakcją festiwalu (mowa tutaj o instalacjach i iluminacjach, nie wspominam o koncertach czy spektaklach). Organizatorzy nie zaproponowali nam, na szczęście, kwoty zwalającej z nóg. Za wstęp płaciło się 5 zł, natomiast dzieci do lat 12 wchodziły za darmo. Całość odbywała się na dziedzińcu ratusza. Co ciekawe, utworzyła się tam swego rodzaju łuna, dzięki której było tam po prostu… ciepło. Nie wiem, czy takie działanie mają afrykańskie maski i ich z lekka przerażające otwory na oczy, czy może rozgrzewającą moc posiadały głosy tubylców z Konga i Ugandy płynące z głośników, a może było to zwyczajne ciepło powodowane przez światełka ledowe… Nie, na pewno nie to ostatnie, wolę do tego dopisać nieco mniej oczywistą historię :) Musze przyznać, że 5 złotych nie poszło na marne – nie dość, że się ogrzałam, to jeszcze mogłam doświadczyć w sumie niecodziennej sytuacji – tajemnicze dźwięki, które jednocześnie przerażają i zaskakują, w połączeniu z przeszywającym na wskroś wzrokiem masek (ok., maski nie mają oczu, ale te OTWORY na oczy i tak mnie przeszywały).  W dodatku światełka zmieniały się, całość mogła wydawać się prosta, ale wywierała wrażenie. 



Pstryk. Wracamy na ziemię, gasimy festiwalowe światła. Mam nadzieję, że przekonałam Was do tego, że magia istnieje, a przede wszystkim do odwiedzenia festiwalu Skyway w Toruniu za rok! Zapraszam serdecznie :)
Polub Sawatkę na FB CLICK

6 komentarzy:

  1. Byłam gotowa na czary-mary ale tego się nie spodziewałam, trawa na ciasnej wygląda super, i w sumie dobrze, że nazwa ulicy odzwierciedla jej stan, to by było zakłamane gdyby było inaczej;> Najbardziej podobają mi się maski!! Rewelacja! Dają niesamowity efekt. I mnie stanowczo zachęciłaś do udziału w tym festiwalu, mam nadzieję, że za rok nie zapomnę o nim <3

    OdpowiedzUsuń
  2. super fajna sprawa, zabawa światłem i szlajanie się nocą po mieście to chyba jedne z moich najukochańszych zajęć, więc trochę zazdroszczę :) w Gdańsku mamy podobny festiwal - Narracje, który odbywa się co roku w jeden z listopadowych weekendów. strasznie fajna sprawa, szczególnie że co roku festiwal zmienia swoją lokalizację i dzięki temu w zeszłym roku oglądałam świetlne instalacje w gdańskiej stoczni. niesamowite doświadczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy to się odbywało? Kiedy tam byłaś? Wygląda świetnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały festiwal odbywa się co rok w Toruniu, w tym roku od 17 do 21 września, ale w zeszłych latach zawsze był w sierpniu :) Ja wzięłam udział w festiwalu 20 września.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Wow, super!


    Pozdrawiam,
    Confassion,
    www.confassion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)