poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Piekielna droga do nieba



Mówią, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne do piekła. Lub też tam, gdzie chcą. Nie wiem, czy należę do grzecznych, czy niegrzecznych, chyba nie mnie to oceniać, muszę jednak przyznać, że byłam w prawdziwym niebie i to niedaleko Sycylii! Droga do nieba było jednak iście piekielna…
Na Vulcano, jedną z Wysp Eolskich, zwanych także Liparyjskimi płynęliśmy promem z Messyny.





Droga minęła przyjemnie, udało nam się zrobić kilka wspaniałych zdjęć z rozwianymi włosami (ach jak romantycznie!) 

T-shirt - H&M


Poza tym skusiłam się na zakup ciastka w barze. Mając w ręku 2 euro, wskazałam na pysznie wyglądającą minitartę i podałam pani pieniążki, po czym usłyszałam, że ciacho kosztuje 4 euro. Przestraszona zaczęłam szperać po kieszeniach i odkryłam w nich jeszcze 1,7. Ze smutną miną i spuszczoną głową pokazałam sprzedawczyni, ile mam, a ona machnęła ręką i… sprzedała mi ciastko! Rozpromieniona z wielkim uśmiechem na ustach powtórzyłam parę razy grazie i zeszłam na dół, aby wspólnie z przyjaciółmi skonsumować ciastko. Było bardzo słodkie, ale jednocześnie przepyszne, w środku z czekoladą, na zewnątrz z cukrem pudrem… No, ale nie chciałam pisać postu kulinarnego, czas więc przejść do opisu Vulcano.


Nakremowani, bez plecaków, które zostawiliśmy w miejscowym barze, udaliśmy się na podbój wulkanu Fossa górującego nad wyspą. 


Było południe, słońce górowało, wszyscy się rozpływali. Czapka i kij do podpierania się były w tym dniu moim zbawieniem.




Wulkan wcale nie był bardzo wysoki, ale aura i pora dnia powodowały, że wejście na niego nie należało do najłatwiejszych. Z kolei kiedy dotarliśmy na szczyt, poczuliśmy obrzydliwy zapach siarki, od którego niejednemu zrobiło się niedobrze. Na szczycie znajdują się bowiem wyziewy siarkowe.


 Jednak kiedy odwróciliśmy się w drugą stronę, ujrzeliśmy piękny widok na Morze Tyrreńskie i inne wysepki. Robiłam zdjęcia na dwie ręce – raz aparatem, raz komórką, pod pachą trzymając jeszcze mojego kompana z drewna. 



Zejście było łatwiejsze, posililiśmy się orzeźwiającą granitą, a potem udaliśmy się na mały spacer po wyspie. Spotkaliśmy sprzedawcę, znającego kilka słów po polsku, zjedliśmy pizzę… Mieliśmy okazję na wykąpanie się w leczniczym jeziorku siarkowym i mimo iż byłam dobrze przygotowana (wzięłam stary strój, który mogłam poświęcić), czując ten jajeczny zapach, nie zdecydowałam się na kąpiel. A podobno dobrze działa ona na cerę… Jakoś muszę wytrzymać. Nie chciałam, aby wszyscy na promie omijali mnie szerokim łukiem z powodu niezbyt przyjemnego zapachu.


Jeśli już mowa o atrakcjach turystycznych, to na Vulcano znajduje się plaża z czarnym wulkanicznym piaskiem. Wstęp na nią kosztuje jednak niemało, my stanęliśmy więc po cichu z brzeżku i cyknęliśmy kilka zdjęć.


Rejs na Vulcano wspominam bardzo dobrze i chętnie odwiedziłabym pozostałe Wyspy Eolskie. (swoją drogą nazwa pochodzi od boga wiatru – Eola). W sumie to mogłabym tam nawet zamieszkać. Ciekawe, jak długo zajęłoby mi przyzwyczajenie się do łódki zamiast auta i czy nie znudziłoby mi się pływanie na zakupy.
Miłego dnia!

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę tego wszystkiego co Cię spotkało :) Miałaś super wakaacje.

    Dziękujemy bardzo za miłe słowo na naszym blogu, bo to wiele znaczy i motywuje. Ty także masz świetnego bloga, w miarę możliwości będę komentować.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)