czwartek, 15 sierpnia 2013

Słoń w środku miasta


Odwiedzając inne kraje, lubię chodzić… na targ. Tak było na Ukrainie, we Lwowie oraz, ku mojej uciesze, w Katanii, na Sycylii. Główną atrakcją miasta TARG? A czemu by nie? 


I to nie byle jaki targ. W Katanii odwiedziłam dwa targowiska – z rybami i owocami morza, jak również  z mydłem i powidłem, czyli krótko mówiąc ze wszystkim, czego potrzebuje człowiek do życia, jak i bez czego może się obyć (ale i tak to kupi). Ten pierwszy nie pachniał zbyt kusząco, ale za to zachowywał wszystkie zasady sanepidu, a jakże!





Ryby, kałamarnice, małże, krewetki, ośmiornice i wiele innych, żywych i jeszcze się ruszających/pełzających/próbujących pływać  frutti di Mare było wszędzie – na stołach, w miskach, w korytkach, ale także pod naszym stopami… Trzeba było naprawdę uważać, aby przypadkiem nie wdepnąć w jakąś sardynkę. Ewentualnie miecznika. Żart. Ten ostatni na szczęście nie służył jako dywan na chodniku. 



Po tym, jakże wymagającym, wyścigu z przeszkodami czekała na nas katedra, a obok niej słoń. Słoń na środku rynku?! Takie rzeczy tylko w Katanii. Prezentuje się on jednak wspaniale i w dodatku jest symbolem miasta!
 
Top - Butik / Rybaczki - sh (River Island)






Kolejnym przystankiem naszego spaceru jest  amfiteatr, a właściwie jego szczątki. Naprzeciwko ruin znajduje się budka z pysznymi bułkami z lodami, o których wspominałam już tutaj.

Zachciało nam się pamiątek, świeżych owoców… Dotarliśmy więc do miejskiego targowiska, które było tak ogromne, że nie daliśmy przejść całego wzdłuż, a co dopiero wzdłuż i wszerz. Ubrania, biżuteria, płyty CD, torebki, buty – to było na początku. Głębiej artykuły spożywcze, począwszy od przypraw, na warzywach i owocach skończywszy. Na targu były bardzo, ale to bardzo przystępne ceny, owoce kilka razy tańsze niż w sklepach, a przy tym świeże. Ciuchy także były w bardzo niskich cenach, a nawet jeśli nie, to przecież… Zostaje nam targowanie. W Polsce takie coś praktycznie nie istnieje, za to we Włoszech jest na porządku dziennym, może nieco mniej niż w krajach arabskich, gdzie, gdy nawet nie zaczniesz się targować, możesz urazić sprzedającego. Przytoczę Wam anegdotę o moim udanym zakupie okularów przeciwsłonecznych:

- Ile kosztują te okulary?
- 15 euro
- Łeee, to dziękuję
- Powiedz mi, za ile je kupisz
Wtedy zamurowało mnie. Nie wiedziałam, czy 10 euro to za dużo, czy wypada dać 5 euro… Wydaje mi się, że powiedziałam 5 bądź 6, na co sprzedawca:
- Daj mi 8 euro, będą Twoje
Dałam mu 7 i podziękowałam. Okulary mogliście już podziwiać na kilku zdjęciach, to te w białych oprawkach :)
Klimat bazaru bardzo mi się podobał, choć niektórych mógłby on nieźle przestraszyć. Mnóstwo ludzi, bardzo głośno, nachalni sprzedawcy, ale podziwianie tych wszystkich cudeniek i dupereli było dla mnie niczym uczta dla oczu. Gdybym miała więcej czasu, na pewno udałoby mi się wytargować sporo rzeczy w przystępnych cenach, ale niestety nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli :)
Katania to miasto Etny. Wiele razy zostało zasypane pyłem wulkanicznym, dlatego jeśli spojrzycie pod nogi, chodząc ulicami Katanii, zobaczycie kamienie pokryte czarnym nalotem. Skoro już mowa o Etnie… w następnym poście bliżej przyjrzymy się tej tajemniczej górze, serdecznie zapraszam!
 

PS. Jeśli dotrwaliście do końca tego długiego posta, to może polubicie Sawatkę na FB? 
Like Sawatka on Facebook - click

1 komentarz:

  1. Świetny artykuł i zdjęcia :) A nikt tego nie skomentował, to ja dorzucę swoje 3 grosze...
    Z tym targowaniem się to Włosi przypominają Arabów. Tak Cię zamotają, że wszystko kupisz, nawet co niepotrzebne,,,

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę. Jeśli zostawiacie komentarz, bądźcie pewni, że odwiedzę Wasz blog. :)
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism. If you leave a comment, you can be sure that I will visit your blog. :)